Za publiczne znieważanie osób bezwyznaniowych można pójść do więzienia. Za znieważanie homoseksualistów – już nie

Gorące tematy Społeczeństwo Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (197) 14.06.2020
Za publiczne znieważanie osób bezwyznaniowych można pójść do więzienia. Za znieważanie homoseksualistów – już nie

Paweł Mering

Współczuję osobom homoseksualnym, że ich poglądy i wspólne postulaty nazywane są niszczącą rodzinę ideologią. Współczuję im również z tego tytułu, że Kodeks karny ciągle nie zawiera bezpośredniej regulacji, uznającej publiczne znieważanie homoseksualistów za przestępstwo – czy jest to cyniczne przeoczenie ustawodawcy?

Publiczne znieważanie homoseksualistów

Trzeba jasno powiedzieć, że LGBT to nie jest ideologia, a skrótowe określenie grupy m.in. lesbijek, gejów, biseksualistów, czy transseksualistów, mających czasem jakieś zbiorcze postulaty, ale nie jest to przecież warunek konieczny do możliwości wyodrębnienia, na potrzeby łatwiejszego nazewnictwa, pewnej grupy ludzi. LGBT określa grupę ludzi, a nie ideologię – gdzie paradoksalnie zmiany znaczenia pojęć dopuszcza się „ideowa prawica” zarzucająca wszystkim wokół redefiniowanie znaczeń słów. Ot, hipokryzja.

Tyle tytułem wstępu, bo powyższe jest dla większości Polaków oczywiste.

Przestępstwa motywowane uprzedzeniami, jako uznane za zachowania odrażające i wymagające kryminalizacji, uregulowane są w Kodeksie karnym w postaci kilku przestępstw. Chodzi tutaj przede wszystkim o art. 119 §1 k.k.

Kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Artykuł 256 k.k. (m.in. §1)

Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

A także art. 257 k.k., który stanowi, że

Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Od razu zauważyć można, że według ustawodawcy dyskryminować można jedynie z uwagi na przynależność narodową, etniczną, rasową, polityczną, czy (bez)wyznaniową. Dyskryminacji nie ma, gdy chodziło będzie na przykład o płeć, wiek, czy orientację seksualną. Przesłanki przecież dużo mniej relatywne i zdecydowanie łatwiejsze do wykazania.

Celowe przeoczenie?

Dla ustawodawcy dyskryminacja z uwagi na orientację seksualną, czy płeć, nie jest zupełnie obca – takie ujęcie już istnieje, ale nie w prawie karnym. Tak też zakaz dyskryminacji w prawie pracy dotyczy m.in. takich przesłanek, jak:

płeć, wiek, niepełnosprawność, rasa, religia, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkowa, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientacja seksualna

Co ciekawe, Kodeks karny usiłowano (nieskutecznie) już niejednokrotnie zmieniać, choćby w 2012 roku, kiedy to SLD zaproponował rozszerzenie katalogu przesłanek dyskryminacji we wcześniej wskazanych przestępstwach o

płeć, tożsamość płciową, wiek, niepełnosprawność bądź orientację seksualną

Postulat konieczny i racjonalny, a mimo wszystko Kodeks karny do dzisiaj nie został zmieniony. Nie wiem również jakimi argumentami mogliby posługiwać się przeciwnicy załatania dziury w Kodeksie karnym, bo jeżeli chodzi o strach przed skazywaniem „za byle co”, to chcę podkreślić, że już dzisiaj można iść do więzienia za publiczne znieważanie osób bezwyznaniowych, gdzie może być to kwestia zupełnie płynna i relatywna.

Brak przesłanki dyskryminacji z uwagi orientację seksualną, powoduje, że generalnie nie da się ukarać osób publicznie znieważających osoby homoseksualne. Skoro tego typu czyny rozpatrywane są (jak już) na płaszczyźnie prywatnych aktów oskarżenia, to dochodzi też do takich paradoksów, jak możliwość uniknięcia odpowiedzialności za przestępstwo „zwykłego” znieważenia, bo nie udało się udowodnić, że pokrzywdzony jest osobą homoseksualną – co miało miejsce całkiem niedawno.