Rząd chce każdemu bezrobotnemu dać pracę. To nie jest kiełbasa wyborcza tylko najprawdziwszy projekt ustawy

Gorące tematy Praca dołącz do dyskusji (105) 04.07.2018
Rząd chce każdemu bezrobotnemu dać pracę. To nie jest kiełbasa wyborcza tylko najprawdziwszy projekt ustawy

Udostępnij

Tomasz Laba

Obecna ustawa o promocji zatrudnienia powstała w zupełnie innej rzeczywistości gospodarczej. Już dawno nie mamy tak wysokiego bezrobocia, więc system aktywizacji bezrobotnych powinien ulec zmianie. Czy już wkrótce rząd każdemu bezrobotnemu da pracę? Powstaje projekt ustawy o rynku pracy.

O tym, jakie pojęcie nasza władza ma o rynku pracy, najlepiej świadczy projekt nowego kodeksu pracy. Co prawda powstał w komisji kodyfikacyjnej, a rząd nie zdecydował się na jego dalsze procedowanie. Duch podobnych rozwiązań wciąż unosi się nad powstającymi projektami ustaw. W Ministerstwie Pracy powstał projekt ustawy o rynku pracy, który ma przystosować skostniały system pomocy bezrobotnym do obecnych zasad panujących na rynku pracy. Czy szykuje nam się powtórka z nowelizacji kodeksu pracy?

Całkowicie pomijam fakt, że projekt jest kolejnym przykładem na dziwną tendencję naszego ustawodawcy. Nowa ustawa składa się aż z 488 artykułów, a objętościowo zajmuje 200 stron. Życzę powodzenia każdemu, kto będzie próbował przez nią przebrnąć. Dla porównania – obecnie obowiązująca ustawa o promocji zatrudnienia liczy skromne 152 artykuły. Więcej znaczy lepiej? W przypadku prawa nie jestem wcale taki pewien.

Rynek pracy – ustawa zniesie bezrobocie?

Jeden z proponowanych przepisów łudząco przypomina rozwiązanie, które miało znaleźć się w nowym kodeksie pracy. Czytelnicy Bezprawnika z pewnością pamiętają postulat, który miał zobowiązać pracodawcę do przedstawienia zwalnianemu pracownikowi nowej pracy. Tym razem to urząd pracy będzie musiał przedstawić propozycję pracy bezrobotnemu.

Art. 64. Bezrobotnemu do 30 roku życia powiatowy urząd pracy w okresie do 4 miesięcy od dnia rejestracji powinien przedstawić propozycję pracy albo innej formy pomocy określonej w ustawie.

To prawda, że kluczowym słowem w cytowanym przepisie jest powinien. Jest różnica między powinnością a obowiązkiem. Czy jednak takie rozwiązanie nie wpisuje się idealnie w linię programową obecnego rządu? Bezrobotny nawet nie będzie musiał się starać, aby znaleźć pracę, skoro będzie miał pełne prawo domagać się tego od urzędników. Obywatel dostanie pieniądze, są plany, aby dać mu mieszkanie, a teraz dodatkowo pracę. Urzędnicy z kolei będą dwoić się i troić, aby sprostać nowym wymaganiom ustawy i szukać pracy dla kogoś, komu na niej zupełnie nie zależy. Aby ludziom żyło się dostatnie, a kraj rósł w siłę? Nie da się ukryć, że trąci nieco poprzednią epoką. Przynajmniej pracownicy urzędów pracy nie będą musieli się martwić o to, że kiedyś im zabraknie pracy.