To nie samozatrudnieni „utrzymują” pozostałych. Jest wręcz przeciwnie – to oni najwięcej wypłacają z kasy ZUS i najmniej wpłacają

Firma Gorące tematy Podatki Praca dołącz do dyskusji (79) 07.03.2018
To nie samozatrudnieni „utrzymują” pozostałych. Jest wręcz przeciwnie – to oni najwięcej wypłacają z kasy ZUS i najmniej wpłacają

Tomasz Laba

Osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą lubią często podnosić argument, że ze swoich składek utrzymują wszystkich pozostałych ubezpieczonych. Okazuje się jednak, że to samozatrudnieni z ZUS otrzymują zdecydowanie więcej, niż do niego wpłacają.

Dziennik.pl opisuje wyniki badań Instytutu Badań Strukturalnych. Te były bardzo proste i polegały na porównaniu trzech głównych modeli aktywności zawodowej – pracujących na etacie, samozatrudnionych oraz zatrudnionych na umowie zlecenie czy innych umowach cywilnoprawnych (potocznie zwanych umowami śmieciowymi). Porównanie polegało na sprawdzeniu która z tych do kasy ZUS wpłaca najwięcej, a która z nich wypłaca najwięcej. Wypłacanie jest rozumiane oczywiście jako korzystanie z zasiłków, urlopów macierzyńskich czy zwolnień lekarskich. Wyniki są dość zaskakujące.

Najbardziej uprzywilejowaną grupą są samozatrudnieni. To oznacza, że właśnie ta grupa pracujących osób otrzymuje z ZUS więcej, niż do niego wpłaca. W latach 2011-2016 wydatki z ZUS na rzecz samozatrudnionych wzrosły z 1 mld do 2,8 mld złotych, a składki, które wpłacają wzrosły tylko o 26%. Różnica pomiędzy składkami wpłaconymi a wypłaconymi świadczeniami wynosi 1,6 mld złotych. Otrzymują o 40% więcej, niż wpłacają. Wysokość składek ZUS 2018 nie wystarcza na ich potrzeby.

Samozatrudnieni wypłacają z kasy ZUS więcej, niż do niej wpłacają

Dla porównania, zatrudnieni na etacie również wpłacają do kasy ZUS mniej, niż z niej wypłacają. Różnica jednak jest kolosalna, ponieważ w 2016 roku wynosiła zaledwie 2%. W latach 2011-2015 do systemu wpłacali więcej, niż z niego korzystali. W 2011 roku różnica w składkach wpłaconych a wypłaconych wynosiła 28%, by w 2015 roku spadła do zaledwie 2% na plusie.

Diametralnie inna jest sytuacja osób, które pracują na podstawie umów cywilnoprawnych. Ci wpłacają do kasy zakładu zdecydowanie więcej, niż z niego wypłacają, i to aż o 23%. Wysokość składek, które trafiły do ZUS na tej podstawie w 2016 roku wyniosła 316 milionów złotych, natomiast suma wydatków na zasiłki chorobowe, opiekuńcze, świadczenia rehabilitacyjne i macierzyńskie to 244 miliony złotych. Pozostała nadwyżka to 72 miliony złotych.

Ekonomiści twierdzą, że obecny system podatkowy i różnice w oskładkowaniu różnych grup zatrudnionych to relikt przeszłości, który pochodzi z czasów, gdy pracowników było zdecydowanie więcej.

Teraz mamy zupełnie odwrotną sytuację. Pracowników systematycznie ubywa. Trzeba zrobić przegląd systemu podatkowo-składkowego, bo dysproporcje w obciążeniach są zbyt duże. Dzisiejszy system nie jest przemyślany, to wypadkowa doraźnych zmian – mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao

Nadchodząca nowelizacja kodeksu pracy 2018 mogłaby być dobrą okazją do zweryfikowania systemu oskładkowania różnych grup pracujących. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że głównym celem tego aktu prawnego ma być walka z nadużywaniem umów śmieciowych. Do tego jednak daleka droga. Tymczasem etatowi pracownicy zyskali argument w sporze z przedsiębiorcami.