Poradnik „Stop pedofilii” pojawił się w sieci. To stek szkodliwych bzdur i kłamstw

Rodzina Społeczeństwo dołącz do dyskusji (74) 23.02.2019
Poradnik „Stop pedofilii” pojawił się w sieci. To stek szkodliwych bzdur i kłamstw

Udostępnij

Emilia Wyciślak

„Stop pedofilii!” alarmuje jedna z witryn internetowych. Znajdujemy tam poradnik dotyczący tego, jak zatrzymać pedofilię. Problem w tym, że twórcy sami do końca nie wiedzą, o czym mówią. I jeszcze chcą to kolportować w szkołach!

Żyjemy w takim świecie, w którym musimy wystrzegać się niebezpiecznych osób. Z tego też powodu wpajamy naszym dzieciom do głowy taką oto wiedzę: nikt nie może cię dotykać w twoich intymnych miejscach, nikt nie może cię całować i przytulać bez twojej zgody. No, przynajmniej część rodziców tak robi, bo niektórzy (na szczęście w mniejszości) sądzą, że jak wujek poklepie po pupci i pogłaszcze, to przecież nic dramatycznego się nie stało. Tymczasem nikt z nas nie chciałby znaleźć się w sytuacji, w której „po pupci” klepie nas osoba, której dotyku sobie nie życzymy.

Z tego też powodu postanowiłam przejrzeć próbkę poradnika „Stop pedofilii”, która ukazała się w Internecie. I wiecie co? Nie dowiedziałam się niczego na temat pedofilii, za to kolportowano mnóstwo bzdur. PDF wszystko przyjmie.

Stop pedofilii

To, co uderza w pierwszej chwili, to rzecz jasna takie oto sformułowanie:

To, co w Polsce dopiero się zaczyna, od kilkudziesięciu lat jest standardem w krajach Europy Zachodniej.
Szczególnie widać to na przykładzie naszego sąsiada, Niemiec. Agresywna i niezwykle wulgarna „edukacja” seksualna jest tam obowiązkowa. Rodziców, którzy nie wyrażają zgody na uczestnictwo ich dzieci w tej demoralizacji, karze się wysokimi grzywnami finansowymi, wtrąca do więzienia lub odbiera im się dzieci.

Edukacja seksualna w Niemczech polega na wyjaśnieniu dzieciom, jak działają ich ciała i na dostosowaniu tej wiedzy do konkretnego wieku. Nie ma przypadków, w których rodzicowi odebrano by dziecko dlatego, że nie chodziło na edukację seksualną. Owszem, tak samo, jak w Polsce, na pewno pojawiają się obiekcje, że syn czy córka nie uczęszcza na jakiś przedmiot (wyobraźmy sobie sytuację, że mama chce wypisać dziecko z biologii, bo nie wierzy w teorię ewolucji), pojawiają się pytania oraz uniesienie brwi, ale nie ma polowania na czarownice.

Dochodzi do tego jeszcze oczywiście więzienie lub grzywna – tak, zdarzają się takie przypadki. Edukacja domowa jest w Niemczech zabroniona, a państwo oczekuje, że dzieci będą chodzić na wszystkie obowiązkowe zajęcia i uważa, że nie ma tutaj wyjątku. Tak samo, jak nakazało pewnej muzułmańskiej rodzinie, by ich dwunastoletnia córka uczęszczała na obowiązkowe lekcje pływania, tak samo nakaże katolikom, żeby ich dzieci chodziły na edukację seksualną. Ponieważ powód religijny nie jest dla Niemców powodem wystarczającym, by nie przychodzić na daną lekcję.

WHO wyraża się o niemieckiej edukacji seksualnej pochlebnie: dzieci i młodzież są świadome tego, jak działają ich ciała.

Wróćmy jednak do samego poradnika.

Co oni tam wypisują

Następny problem to książki i broszury o edukacji seksualnej. W niemieckich szkołach uczy się bowiem, że dotykanie swoich narządów intymnych może sprawić wiele przyjemności. Nie rozumiem, co w tym niewłaściwego. Czy ktoś skłamał, pisząc o tym? Nie. Twórcy „Stop pedofilii!” twierdzą jednak, iż te książki rozdaje się przedszkolakom. Mowa tu o „ABC małego ciała. Leksykon dla dziewczynek i chłopców”. Problem w tym, że przeznaczone one są dla uczniów od ósmego do dwunastego roku życia, a podane tam informacje są przekazywane w sposób delikatny i taktowny. Chwila niemieckojęzycznego researchu i człowiek dowiaduje się, że materiały są dostosowane do konkretnych grup wiekowych. Znajomi Niemcy opowiadają mi, że były to lekcje jak każde inne, tylko więcej przy tym chichotów i głupich żartów. Ale wyszły im na dobre, bo jak twierdzą, przynajmniej wiedzieli, jaki ładunek emocjonalny idzie za seksem i jak bardzo w tym wszystkim potrzebna jest miłość.

To tylko pokazuje, że „Stop pedofilii!” chce, klasycznie, zrzucić winę na kogoś innego. Za dotykanie dzieci mają być odpowiedzialni Niemcy, których polityka edukacji seksualnej najwyraźniej razi w oczy.

Jak zapobiec pedofilii? Darmowy poradnik Bezprawnika

Rodzicu, jeśli nie chcesz, żeby twoje dziecko padło ofiarą pedofila, nie ściągaj „Stop pedofilii”, bo ich pokazowa próbka to przede wszystkim krytykowanie tych złych Niemców (oraz innych zachodnich państw, ale Niemców w szczególności). Zamiast tego zastosuj się do poniższych rad:

  • naucz swoje dziecko, że nikt nie ma prawa go dotykać, jeśli sobie tego nie życzy,
  • nie zmuszaj dziecka do pocałunków czy przytuleń,
  • wytłumacz dziecku, że jeśli znajdzie się w sytuacji niebezpiecznej, musi zacząć krzyczeć – i to głośno,
  • wytłumacz dziecku swoimi słowami i w dostosowaniu do jego wieku, czym jest seks,
  • od początku wyjaśnij dziecku, że to nigdy nie jest jego wina, że ktoś próbował zrobić mu krzywdę i że zawsze musi o tym głośno mówić

Dziecko nieświadome, kiedy ktoś będzie je próbował zgwałcić, może nie mieć nawet świadomości, co się z nim dzieje. Ot, pan wyciągnął siusiaka i teraz próbuje mi go wsadzić, ale dlaczego, po co, co to jest? Ha, może to się wydawać śmieszne, ale postawcie siebie w sytuacji, kiedy mieliście sześć czy siedem lat i myśleliście, że dzieci przynosi bocian. Właśnie dlatego pedofilia jest takim zagrożeniem. Bo dzieci nie zawsze są świadome tego, czym seks jest. A kiedy nie wiedzą, nie uciekną w porę. I właśnie dlatego Niemcy wlepiają grzywny rodzicom, którzy nie chcą przyprowadzać dzieci na edukację seksualną: bo jest to odpowiednik niezaszczepienia go, a w konsekwencji, nieochronienia go przed krzywdą.