Uczciwe wynagrodzenie zamiast hamaka i rozumny szef zamiast owocowych czwartków

Gorące tematy Praca dołącz do dyskusji (3010) 22.03.2019
Uczciwe wynagrodzenie zamiast hamaka i rozumny szef zamiast owocowych czwartków

Edyta Wara-Wąsowska

Firmy prześcigają się w zapewnianiu „komfortowych warunków” dla swoich pracowników. Brakuje przecież rąk do pracy, coraz ciężej pozyskać sensownego specjalistę. Ba – trzeba się jeszcze oglądać na to, by nie stracić dobrych pracowników, którzy już są na pokładzie. Konkurencja przecież nigdy nie śpi. Pracodawcy wymyślają więc cuda na kiju, zapominając jednak często o absolutnych podstawach, takich jak chociażby uczciwe wynagrodzenie.

Latte z sojowym mlekiem, ale też umowa o dzieło i 1500 zł na rękę

Obserwuję ostatnio dość specyficzny trend – dotyczy to zwłaszcza dużych miast. Pracodawcy coraz częściej prześcigają się w oferowaniu benefitów (głównie pozapłacowych), które mają przyciągnąć nowych pracowników oraz przekonać tych, którzy już są, że warto być w danej firmie. Stół z piłkarzykami to przeżytek, a kawa z ekspresu i możliwość skorzystania z firmowej kuchni – standard, zwłaszcza w biurach. Teraz modne są hamaki, pokoje relaksu, mini-siłownie wewnątrz biura, możliwość wegańskich posiłków, „owocowe dni” (wspominane do znudzenia w ogłoszeniach o pracę) i wiele innych, mniej lub bardziej wymyślnych benefitów. I owszem, wszystko to fajne, nowoczesne i nawet do pewnego stopnia potrzebne, ale tylko w jednym wypadku – kiedy zapewnione są też absolutne podstawy.

Niestety, coraz częściej mamy tymczasem  do czynienia z dziwnym dysonansem. Z jednej strony atrakcyjne benefity w pracy, z drugiej – umowa cywilnoprawna i niska pensja za pracę na pełen etat. I to na stanowisku specjalistycznym.

Uczciwe wynagrodzenie jest ważniejsze niż możliwość pobiegania na biurowej bieżni

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, z czego może wynikać to prześciganie się pracodawców w oferowaniu dodatkowych benefitów. Po pierwsze – bo wszyscy to robią, a nie można zostać w tyle. Drugi powód – bo pracownicy coraz częściej są świadomi, że na Zachodzie benefity pozapłacowe są często pewnym standardem. Po trzecie – bo jest (rzekomo) słynny rynek pracownika.

Tymczasem wiele firm zachowuje się, jakby cierpiało na rozdwojenie jaźni. W jednym momencie pracodawca kłania się nisko pracownikowi, oferuje mu kawy, smaczne posiłki, drzemki w pracy, muzykę relaksacyjną czy fotel z masażem, by za chwilę uśmiechnąć się i wypłacić mu niewielką pensję, czasem niewiele wyższą od pensji minimalnej. W ramach umowy cywilnoprawnej oczywiście. Za pełen etat pracy na całkiem odpowiedzialnym stanowisku.

Jestem dziwnie pewna, że tacy pracownicy – zamiast przyjemnych, pozapłacowych benefitów, w pierwszej kolejności wybraliby uczciwe wynagrodzenie. Atrakcyjniejsza od zajęć fitness w biurze byłaby dla nich przyjazna atmosfera pełna wzajemnego szacunku, a od możliwości zjedzenia jabłek czy ananasów w czwartek – rozumny i wspierający przełożony.

Zapewnienie tego wymagałoby jednak od pracodawców znacznie więcej wysiłku.

 

3 010 odpowiedzi na “Uczciwe wynagrodzenie zamiast hamaka i rozumny szef zamiast owocowych czwartków”

    • Filozofia lub nie – benefity wychodzą taniej to fakt ale co w nich złego? Nie chcesz nie korzystaj. A jak uważasz że szef Ci za mało płaci to zmień robotę, albo nie, załóż firmę i pokaż jak to się robi – a co tam daj na start 25% więcej niż Twój szef, stać Cię, nie? Biuro, prąd materiały i cała reszta jakoś się same opłacą. Klienci będą walić drzwiami i oknami więc hajs będzie. A no i wiesz raczej się nie zdarzy że Ci klient zapłaci grubo po terminie więc na wypłaty będziesz miał zawsze – bułka z masłem taka firma.

      • To o co mi chodziło, że pracownikowi na etacie nie można zmniejszyć pensji od tak – wymaga to zmieniającego wypowiedzenia umowy o pracę. Tu pracownika może albo się nie zgodzić (i umowa jest zerwana), albo się zgodzić, ale niesmak pozostaje ;) Natomiast benefity można zabrać z dnia na dzień, nie trzeba zmieniać żadnych umów, no i niesmak jakby mniejszy.

        Nigdzie nie napisałem że benefity są złe – mam, kożystam, lubię.

        Co do reszty, to jest ryzyko funkcjonowania firmy i nie ma wiele wspólnego z tematem tej dyskusji.

      • Jeśli nie umiesz prowadzić firmy i nie stać Cię na opłacenie godne pracowników to znaczy że nie umiesz prowadzić firmy. Wiec wypad na etat. W mojej branży większość pracodawców płacze że nie ma kasy a jednak idzie znaleźć robotę w której opłaca 30% ponad standard na rynku. I im się to opłaca. Fakt, szef po dwóch latach prowadzenie firmy jeździ Skodą a nie mercedesem S klasy ale za to nie ma żadnej rotacji i nie stresuje się że nie ma rąk do pracy. Właśnie to że większość „przedsiębiorców” nie ma pojęcia o efektywnym zarządzaniu powoduje takie teksty jak ten Twój żałosny wpis. Ja porównuje dotychczasowych pracodawców. Sam nie potrafię prowadzić sprawnej działalności wiec tego nie robię i nie psuje rynku jak większość januszy. I firma w której pracuję i dobrze zarabiam jest konkurencyjna na rynku zachodnim właśnie swoją efektywnością. A reszta januszy ktora wiecznie nie miala kasy dla pracowników to albo istniala tylko lokalnie (a ich produkcja była droższa niż mojego obecnego) i albo poupadali albo istnieja i ciągle szukają pracowników.

  1. Czasami jest możliwość rezygnacji z benefitów i przeniesienie tego na pocztek wyższego wynagrodzenia, ja bez wahania zrezygnowałbym z takich pseudo benefitów jak karta multisport, ubezpieczenie, cokolwiek innego, nie wspominając o tak bezmyslnych pomysłach jak pracownicze plany emerytalne itp, po co mi to? po proszę to w formie wyzszego wynagrodzenia…

    • Z pracowniczego planu emerytalnego możesz.Przynajmniej na razie. Pisze się deklarację,składa się aż 7 podpisów ale da się. Poszukaj sobie wzoru rezygnacji w necie i leć do kadr chłopie, trzeba bronić swoich pieniędzy przed pazernością (nie)rządu i jego urzędników.

      PS: Każdemu,kto pieprzy,że to na emerytury i że nie ruszą tego – o OFE też tak mówili. Państwówka to złodzieje a ze złodziejstwem należy walczyć.

      • Na szczęscie nie mam tego problemu w tej chwili, bo NIE pracuje na umowie śmieciowej (czyli nie pracuje na umowe o prace), rozliczam się na fakture, nie daje sie oszukiwać…

        • Rząd już szykuje się do ruchania osób a samozatrudnieniu. Skądś muszą nabrać na swoją kampanię wyborczą 500+

        • Mylisz pojęcia. PPE jest dobrowolną formą oszczędzania, zeby być w Programie musisz się sam zapisać, niemniej jednak jest to chyba najbardziej korzystny benefit bo Pracodawca z własnych środków opłaca składki. 7 podpisów to w wypisanie sie z przyszłego Programu PPK – Pracowniczych Planów Kapitałowych, które dopiero będą wprowadzane :)

  2. Z jednej strony brakuje rąk do pracy (mam kolegę dekarza i ciężko mu znaleźć kogoś w tej branży) ale z drugiej strony np jako inżynier serwisu (IT) nie jestem w stanie znaleźć w tej chwili w ogóle pracy (w Warszawie) :)

    • Niestety jeśli chodzi o serwisowanie IT to właśnie małe miejscowości i minimalna,a w Warszawie to pewnie nawet łapanie zleceń przez FB poza systemem i skarbówką… Nie wiem,czy nawet z certyfikatem A+ (którego zresztą podobno w Polsce nikt i tak nie rozpoznaje)jest szansa na cokolwiek więcej przy takiej specjalizacji z IT – w końcu „to tylko serwis”…

      • Ja to raczej hardware, od prawie 20 lat stricte związany z urządzeniami drukującymi. Z racji tego że mam stety niestety własną DG obecnie no to dla klientów robi się wszystko, komputery, sieci, no i to co jest pochodne. Ale jednoosobowa firma ma na rynku przekichane.

      • Mój kumpel ma firmę dekarską, jak ktoś jest ogarnięty w tej dziedzinie to mogę podesłać kontakt, jeżeli ktoś szuka roboty.

  3. Te śmieszne benefity to istny śmiech na sali, które „janusze biznesu” mogą sobie włozyc tam, gdzie nigdy Słońce nie sięga. To tak samo, jakby oczekiwał od pracodawcy ubrania roboczego/ słuzbowego i jeszcze płacił za ten „luksus” bycia jego pracownikiem. Nikt nikomu wielkiej łaski nie robi, jak nie sprowadza pracownika do poziomu niewolnika. Naszym ” Januszom” jeszcze wydaje się, ze zyjemy na początku demokracji, i na hasło ” wypłata’ , jego podwładni (vide: poddani), będą nawet skłonni zostać jego „podnóżkami”.

    • …. lub , nie daj Panie- „deskami sedesowymi”. Znam takich pajaców, ze z większym szacunkiem obchodzą się ze swoim klozetem, aniżeli pracownikami.

    • A ja mam taka myśl ‚buniak’ skoro Ty tak wszystko wiesz lepiej to weź ty załóż firmę i pokaż jak to się robi, co? Przecież wiesz ile i za co trza placic, dasz dobry przykład innym pracodawcom jak powinni sobie ograniczyć swoje pensje itp. i wiesz co , zrób to teraz, póki wszystko wiesz lepiej.

      • Po coz od razu zakladac. Sa firmy i to nawet polskie ktore placa pracownikom stawki nawet powyzej rynkowych. I same dobrze przy tym zarabiaja. Mam szczescie w takiej pracowac:-)

  4. Będąc niedawno na rozmowie o prace pracodawca stwierdziłem może zrezygnuję z 500 zł wynagrodzenia na pakiet zdrowotny. Wyśmiałem go mówiąc ze w obecnej pracy uczestniczyłem w zakładaniu dokładnie tego samego pakietu jego koszt to 60 zł i tam przynajmniej uczciwie to powiedziano. Na jego nieszczęście rozmowa odbywała się przy otwartych drzwiach na pokój projektantów po moich słowach usłyszałem siarczyste przez wiele głosów powiedziane „Ze kur… co?” Podejrzewam ze pracodawca miał potem kilka mało przyjemnych rozmów.

    • Coś mi się wierzyć nie chce że pracodawca kręci na cenie pakietu aż 9krotnie. Przecież to są rzeczy które łatwo można sprawdzić w placówce medycznej… Druga sprawa że ślad po pakiecie medycznym zostaje w PIT:) więc albo ktoś tu ściemnia albo ci pracownicy nie byli rozgarnięci odpowiednio do wieku…

  5. Takie opisane benefity to typowa infantylizacja pracowników. Jak siedzą i jedzą ananaski, to zaraz podejdzie kierownik i rzuci jakimś żartem, że przynajmniej takie zdrowe jedzenie nie pójdzie w tyłek. Wszyscy robią hihihihi jakby usłyszeli najlepszy stand-up w tym miesiącu. Traktuj ich tak przez 8h dziennie , a nie będą w stanie jak dorosła osoba postawić się i walczyć o podwyżkę lub wcześniej obiecaną umowę (np obiecana umowa o pracę po 6 miesiącach) albo, że robią coś więcej niż na umowie. Do tego zinfantylizowane społeczeństwo (w pracy) nie będzie stanowić zagrożenia na stanowisku dla tych, którzy wiedzą, żeby mówić do nich jak do dzieci aby byli bezbronni. No bo przecież kto by nie chciał pracować w wiecznie sztucznie uśmiechniętym zespole, gdzie wszystko przebiega nice and easy and slow? Ja. Z moim poker facem i hejtem do męskich rurek i swetrów naprawdę ciężko było mi wytrzymać w takiej firmie.
    To jasne, że wolałem nie mieć możliwości dżemki i fotela do masażu ale zarabiać trochę więcej (jak na taką wielką markę to zarobki żałosne były). Tak się nie stało i po 6 miesiącach odmówiłem podpisania kolejnej umowy i wyjechałem do podobnej pracy ale za granicą.

    • Święta racja, Jakubie. Te drzemki to istny „cyrk na kółkach” rodem z publicznych przedszkoli, kiedy dzieciaki wysyłano na przymusowe spanie tzw. leżakowanie. Mam swoje lata, i pamiętam, ze wkurw… mnie to „spanie na zawołanie”. Jak już wprowadzać takie durne „benefity”, to wprowadźmy jeszcze zajęcia z rytmiki i karaoke (śpiewanie piosenek w stylu „Zuzia , lalka nieduza itp.), a wszystkich panów, łącznie z szefostwem przebierzmy w bawełniane rajtuzy i juniorki. O kur.., jak ja nienawidziłem tych rajtuz i juniorek.

      • Z tego tytułu, ze mamy tutaj od czynienia z dorosłymi, to proponuję szefostwu, żeby każdemu pracownikowi/pracownicy wysyłanemu na „leżakowanie” obowiązkowo dołączało tabletki antykoncepcyjne i /lub prezerwatywy. Nie oszukujmy się , bo ludziom dorosłym- synonim „spanie” kojarzy się nad wyraz jednoznacznie z pewnymi potrzebami biologicznymi.

  6. Otóż to. Pracodawcy udają że im zależy na przcowniku. Nic się nie zmieni dopuki szefowie będą traktować pracowników jak podludzi. A rozdawnictwo benefitów poza płacowych zupełnie przypadkiem może być związane z z innymi zasadami podatkowymi niż „rozdawanie” pieniędzy…

  7. Niestety często chcąc stworzyć „kreatywną” i „przyjazną” przestrzeń biura pracodawcy wylewają dziecko z kąpielą zapominając o ergonomii.
    Wydawałoby się że powinno być coraz lspiej a tymczasem choroby biurowe są już drugą najczęstszą przyczyną absencji chorobowych pracowników umysłowych w Polsce.

    • To rodzaj kolejnej, bezrefleksyjnej mody w HR. Szefom firm tłumaczy się, że tak trzeba, owoce, piłkarzyki, drzemki i hulajnoga, bo wszyscy tak robią, a oprócz tego można sobie wrzucić w koszty i wychodzi taniej niż np. podwyżki.

      Brutalna prawda jest taka, że jak w firmie jest wszystko w porządku poukładane – płace, procedury, itd., to pracownicy pracują bardziej efektywnie, niż w kołchozach, gdzie pracownik ma Xboxa, ale nie ma czasu do niego usiąść, a nadgodzin ma tyle, że nie wie, czy dziś owocowy czwartek, czy lodowa środa.

      To jest w ogóle zły kierunek rozwoju. Zamiast szukać zwiększania efektywności i motywacji pracowników, żeby 7,5h pracowali na maksa i szli na chatę, to urządza im się w robocie plac zabaw, żeby siedzieli tam jak najdłużej, bo może przy okazji coś dla firmy zrobią, pomiędzy jednym pomelo a drugą sesją w PES-a.

      • 7,5h dziennie? Po co tyle? Gdyby odliczyć wszystkie przerwy na kawę, chillouty, „kreatywne nieformalne spotkania” (czytaj – plotki) oraz oficjalne meetingi i briefingi, to realnej pracy zostaje na 3-4 godziny i można by iść do domu :)

        • Tak, tylko że w korpo większość ludzi zamula po 10-13h dziennie, więc pewnie się to kompensuje :)

          Miałem kiedyś taką ciekawą przygodę. Pracowałem w firmie, która strasznie skąpiła na wszystko, aż nagle prezes pokazał mi pomieszczenie, którego nigdy wcześniej nie zgadzał się remontować – ze względu na koszty. Pokazał mi projekt – full remont, malowanie, wykładziny, balustrada, nowe biurka, oświetlenie, nowe okna, wymiana instalacji, a do tego jakieś konsole, puffy, stół do piłkarzyków, itepe. Brakowało chyba tylko rury, na której jakaś pani mogłaby zatańczyć ku uciesze pracującej nieopodal gawiedzi. Zapytałem, skąd kasa na to i ogólnie koncept – usłyszałem, że przeprowadzili symulację i okazało się, że to ma się zwrócić. W pomieszczeniu mieli usiąść projektanci i R&D, a ci ludzie byli tak zkonstruowani, że dzień roboczy z reguły kończyli przed upływem 8h, a już po upływie powiedzmy 5-6h mówili, że „dzisiaj to już nie, bo niedługo fajrant”. Inwestycja w lokal i sprzęt do zabawy miała spowodować, że chłopaki będą dobrowolnie zostawały po godzinach, a po krótkich przerwach na partyjkę beda pełni świeżych pomysłów i twórczej energii. Haczykiem było to, że oczywiście za te dodatkowe godziny firma nie zamierzała płacić :) i tak miał wyglądać zwrot z inwestycji.

          Jak dla mnie sprawa jest prosta – jeśli ktoś jest rozkojarzony, źle znosi presję, ma niską wydajność, itepe, to dodatkowy dzień urlopu menstruacyjnego, hulajnogi, xbox, wiadro agrestu czy hamak nic nie zmienią. Najlepszym, co można dać pracownikowi w robocie, by chciało mu się pracować i by ta praca miała jakiś sens, to popracować nad organizacją – przepływem informacji, decyzyjnością, prowadzeniem projektu. Jak goście/gościówki poczują, że robią coś ważnego, a nie użerają się z kims o jakiś podpis, akceptację w systemie, itd., to robota będzie płynęła wartkim strumieniem.

  8. Mam swego rodzaju szczęście.. póki co.. że mam umowę o pracę, co prawda podstawę niską ale mam solidne prowizje które niekiedy wielokrotnie przekraczają moją podstawe. Takie traktowanie pracownika to rzadkość.. pracuje w firmie już prawie 5 i pół roku.. Ale zauważam że nowi mają już inne warunki..

  9. No cóż po latach „mam dziesięciu na twoje miejsce” polscy pracodawcy mają spory emocjonalny problem z przestawieniem się na ludzkie traktowanie pracowników. Ich danie pracownikowi porządnego wynagrodzenia zwyczajnie boli i wywołuje uczucie dyskomfortu….. A te benefity dają bo liczą że to taniej wyjdzie niż podniesienie pensji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *