Liczba mieszkań w Polsce stale rośnie, a liczba pustostanów może w tym samym czasie powoli spadać
Zgodnie z danymi spisu powszechnego z 2021 r. mieliśmy w Polsce 15,34 mln mieszkań, z czego ok. 1,86 mln to pustostany. Obecnie powinniśmy mieć już ponad 16 mln mieszkań. Nie dysponujemy nowszymi szacunkami dotyczącymi liczby pustostanów. Można by się spodziewać, że proporcja pomiędzy pustostanami a wszystkimi lokalami jest zachowana. Co ciekawe, trafiają się szacunki sugerujące, że pustostanów mamy obecnie w Polsce "raptem" 1,3 mln.
Na pierwszy rzut oka mamy wciąż do czynienia z poważnym problemem społecznym. Luka mieszkaniowa, a więc zapotrzebowanie na dach nad głową w skali kraju, szacowana jest na 1,5-2,0 mln mieszkań. Wydawać by się więc mogło, że zmuszenie właścicieli pustostanów do bardziej produktywnego ich zagospodarowania może stanowić rozwiązanie. Tylko jak to zrobić? Właśnie dlatego co jakiś czas w przestrzeni publicznej formułowane są postulaty mające zaowocować właśnie takim przymusem. Najpopularniejszym z nich wydaje się wprowadzenie specjalnego podatku od pustostanów.
Ostatnim razem na poważnie domagała się tego Lewica w drugiej połowie 2024 r. Temat ucichł, bo więksi koalicjanci nie byli zainteresowani wprowadzeniem takiej daniny. Ministerstwo Finansów wprost stwierdziło, że nie prowadzi prac w tym kierunku. Przy okazji dostaliśmy zresztą kolejne rytualne zapewnienie, że resort nawet nie myśli o wprowadzeniu podatku katastralnego.
W ostatnich dniach o podatku od pustostanów słyszy się raczej w kontekście stosowania wyższych stawek podatku od nieruchomości wobec tych firm, które dysponują lokalami mieszkalnymi, których nawet nie próbują sprzedać albo wynająć.
Przyznam, że akurat to rozwiązanie wydaje mi się całkowicie uzasadnione. W końcu, jeżeli lokal nie jest wykorzystywany na cele mieszkalne i należy do przedsiębiorstwa, to przepisy wręcz nakazują stosować stawki dla nieruchomości wykorzystywanych w działalności gospodarczej. Aż dziwne, że samorządy wpadły na to dopiero teraz.
Wobec pustostanów możemy więc zaobserwować więcej szumu niż konkretnych rozwiązań. Być może dzieje się tak dlatego, że sama walka z nimi nie ma tak naprawdę większego sensu. Swoją drogą jest to cecha wspólna większości dyżurnych problemów naszego rynku nieruchomości.
Walka z pustostanami na poważnie uderzyłaby po kieszeni przede wszystkim przeciętnego Kowalskiego
W debacie publicznej pustostany zazwyczaj sprowadzane są właśnie do roli zasobu mieszkaniowego w dyspozycji funduszy inwestycyjnych, przedsiębiorców, spekulantów, deweloperów, albo innych bogaczy, którzy z chęci maksymalizowania zysku wręcz złośliwie trzymają lokale puste. Czemu mieliby to robić? Oczywiście po to, by sprzedać takie mieszkania z zyskiem, gdy tylko ich cena dostatecznie wzrośnie.
Takie przypadki rzeczywiście mogą się zdarzyć. Tzw. pustostany inwestycyjne stanowiły w końcu bezpośredni impuls dla samorządów, by zastanowić się nad dotychczasową praktyką w opodatkowaniu nieruchomości. Puste mieszkanie łatwiej sprzedać. Warto się jednak zastanowić także nad innymi aspektami całej sprawy.
Nie da się ukryć, że problemy mieszkaniowe naszego kraju rozkładają się nierównomiernie. To znaczy: zapotrzebowanie na lokale mieszkalne jest przede wszystkim w dużych miastach, w których Polacy rzeczywiście chcą mieszkać. Puste mieszkanie gdzieś w "Polsce powiatowej" nie ma takiej samej wartości jak pustostan gdzieś w centrum Warszawy, Gdańska czy Krakowa.
Dobre położenie nie gwarantuje też, że pustostan rzeczywiście nadaje się do zamieszkania. Gminy borykają się z tzw. luką remontową, a więc różnicą pomiędzy zapotrzebowaniem na środki niezbędne do doprowadzenia mieszkań w zasobie samorządu do stanu używalności a środkami w jego dyspozycji. Z podobnym zjawiskiem możemy mieć do czynienia także w przypadku prywatnych właścicieli. Nie każdego stać na wyremontowanie mieszkania tak, by móc je później wynająć. Wśród pustostanów znajdziemy także lokale w budynkach, które najzwyczajniej w świecie nadają się do rozbiórki.
Są także osoby, które pod żadnym pozorem nie chcą wynajmować. Nie ma się im co dziwić. Prawo ochrony lokatorów skonstruowane jest w taki sposób, że stanowi najlepszą antyreklamą udostępniania swojej nieruchomości komuś obcemu. Równocześnie takie osoby nie zamierzają sprzedawać drugiego mieszkania, bo jest im po prostu potrzebne. Być może w grę wchodzi lokal służący okazjonalnej zmianie otoczenia i stoi pusty jedynie przez większość roku. Może rodzice trzymają go z myślą o potrzebach swojego dziecka w przyszłości.
Gdyby walka z pustostanami wykraczała poza polityczne bicie piany, to państwo narobiłoby problemów przede wszystkim zwykłym Kowalskim. Nie ma się co oszukiwać: przytłaczająca większość mieszkań w Polsce pozostaje w dyspozycji osób prywatnych. Sens zaprzątania sobie głowy pustostanami będzie zresztą zanikał. Każdego roku do użytku oddawanych jest ponad 200 tys. mieszkań. Według szacunków ekspertów luka mieszkaniowa w Polsce ma przestać być uciążliwa w okolicach 2030 r. To szybciej, niż by się wydawało. Całkowicie zaniknie w okolicach 2045 r. Powodem jest także postępujący kryzys demograficzny. Jeśli więc problem rozwiąże się sam, to czy nie wystarczy po prostu poczekać?
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj