1. Home -
  2. Energetyka -
  3. Weto prezydenta to detal. Branża wiatrowa sama uczula na zupełnie inne problemy

Weto prezydenta to detal. Branża wiatrowa sama uczula na zupełnie inne problemy

Prezydent zawetował nowelizację przepisów dotyczących elektrowni wiatrowych. W mediach głośno zrobiło się o tym, że inwestorzy znów zostali zablokowani, a mieszkańcy pobliskich terenów stracili możliwość uzyskania dodatkowych rekompensat. Jednak jak zauważa Małgorzata Szambelańczyk, prezes zarządu Eurowind Energy, weto nie jest największym problemem dla rozwoju OZE w Polsce.

Kluczowe przeszkody kryją się gdzie indziej: w dostępie do sieci elektroenergetycznych, w procedurach środowiskowych oraz w tempie prac nad nowym planowaniem przestrzennym.

Sieci przesyłowe jako prawdziwe wąskie gardło

Szambelańczyk w swoim komentarzu zwróciła uwagę, że to właśnie przyłączenia do sieci decydują dziś o tym, które projekty mają szansę na realizację. Zarządzane przez nią Eurowind Energy wskazuje, że gdyby procesy przyłączeniowe były sprawniejsze i bardziej przewidywalne, spółka mogłaby już teraz uruchomić dodatkowe 200 megawatów mocy. Byłaby to energia sprzedawana na warunkach rynkowych, bez subsydiów i wsparcia państwa. Problem w tym, że procedury ciągną się latami, a wytyczne operatorów zmieniają się w trakcie gry. Efekt to zamrożony kapitał i opóźnienia, które zniechęcają inwestorów.

Z perspektywy całej branży oznacza to, że dyskusja o tym, czy turbiny powinny stać 700 czy 500 metrów od zabudowań, schodzi na dalszy plan. Bez jasnych i przejrzystych zasad przyłączania źródeł do sieci każda liberalizacja odległości ma ograniczony wpływ na realny rozwój nowych projektów.

Decyzje środowiskowe pełne niejasności

Kolejnym obszarem, w którym – zdaniem Szambelańczyk – Polska sama podcina sobie skrzydła, są procedury środowiskowe. Zamiast równoważyć potrzeby ochrony przyrody z koniecznością transformacji energetycznej, często zamieniają się one w labirynt interpretacyjny. Bywa, że urzędy oceniają odległość od zabudowy nie na podstawie faktycznej lokalizacji turbin, lecz całego terenu inwestycji. Zdarza się też, że jedna decyzja środowiskowa obejmuje całą infrastrukturę towarzyszącą, nawet jeśli przepisy tego nie wymagają. W efekcie procesy przeciągają się, a inwestorzy rezygnują, choć ich projekty mogłyby przynieść korzyści gospodarce i lokalnym społecznościom.

Planowanie przestrzenne i tykający zegar

Reforma planowania przestrzennego nakłada na gminy obowiązek przygotowania tzw. planów ogólnych, które mają zastąpić dotychczasowe studia. To dokumenty niezbędne do tworzenia nowych planów miejscowych, a bez planów miejscowych nie ma mowy o farmach wiatrowych. Samorządy mają czas do 30 czerwca 2026 roku, ale wiele z nich jeszcze nie zaczęło prac. Szambelańczyk podkreśla, że to nie tylko problem branży energetycznej, lecz także samych gmin, które tracą potencjalne dochody z podatków i inwestycji.

Co naprawdę oznacza weto

Dla mieszkańców najbliższych terenów weto ma jednak namacalne skutki. Zawetowana ustawa przewidywała mechanizm rekompensat finansowych – do 20 tysięcy złotych do podziału w promieniu jednego kilometra od turbiny. Ten zapis miał wprowadzić element sprawiedliwości lokalnej i budować akceptację społeczną dla inwestycji. Teraz nie wejdzie w życie, co z pewnością budzi rozczarowanie samorządów i właścicieli domów położonych najbliżej planowanych farm.

Znacznie poważniejsze jest jednak zawetowanie ustawy deregulacyjnej w części dotyczącej tzw. cable poolingu. To rozwiązanie pozwalające współdzielić jedno przyłącze między instalację OZE a magazyn energii. Dzięki temu możliwe byłoby lepsze wykorzystanie istniejących przyłączy, których w Polsce dramatycznie brakuje. Rezygnacja z tego narzędzia oznacza, że nawet gotowe inwestycje mogą nie osiągnąć pełnego potencjału.

Bitwa o odległości to temat zastępczy

Publiczna debata koncentruje się na sporze o minimalne odległości. To temat łatwy do uchwycenia, bo dotyczy życia codziennego mieszkańców. Jednak, jak wskazuje prezes Eurowind Energy, realny rozwój energetyki wiatrowej zależy dziś od odblokowania sieci, usprawnienia decyzji środowiskowych i wsparcia gmin w procesach planistycznych. Bez tych elementów zmiana odległości z 700 na 500 metrów pozostanie symboliczna.

Zdaniem Szambelańczyk rozwiązania są stosunkowo proste. Potrzebne jest upublicznienie kolejki przyłączeń z jasnymi zasadami pierwszeństwa i obowiązkowymi terminami dla operatorów. Trzeba też ujednolicić interpretacje środowiskowe i ograniczyć nadmierną uznaniowość urzędów. Kluczowe jest także wprowadzenie cable poolingu oraz realne wsparcie dla gmin w przygotowaniu planów ogólnych.

Energia z wiatru już dziś broni się ekonomicznie. Nowe projekty mogą powstawać nawet w obowiązującym reżimie 700 metrów, co pokazują realizowane inwestycje. Jeśli jednak Polska chce zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne i uniezależniać się od paliw kopalnych, musi przestać skupiać się na symbolicznych sporach.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi