Banki zaostrzają zasady udzielania kredytów hipotecznych. Niektóre wymają już nawet 30% wkładu własnego

Finanse Nieruchomości dołącz do dyskusji (54) 11.05.2020
Banki zaostrzają zasady udzielania kredytów hipotecznych. Niektóre wymają już nawet 30% wkładu własnego

Tomasz Laba

Wciąż nie wiadomo, czy epidemia będzie czynnikiem, który przebije mityczną bańkę na rynku nieruchomości. Faktem jest, że o kupno własnego mieszkania będzie coraz trudniej. Banki zaostrzają kryteria przyznawania kredytów i podnoszą progi wymaganego wkładu własnego. Niektóre nawet do 30%.

W pokoleniu obecnych 30-latków, rozmowy o kupnie mieszkania to bez wątpienia jeden z najczęstszych tematów każdego spotkania towarzyskiego. W ostatnich latach bez wątpienia zdominowany przez „bańkę”. O bezustannie rosnącej bańce mówił każdy. Jedni odradzali kupowanie mieszkania radząc czekanie aż „bańka pęknie”. Inni sugerowali pośpiech, twierdząc, że końca wzrostu cen jeszcze długo nie zobaczymy. I tak sobie trwaliśmy w tej bańce konwersacyjnej, aż nastała epidemia, której nikt nie przewidywał. Jeżeli coś miałoby przebić bańkę na rynku nieruchomości, to właśnie kryzys gospodarczy wywołany koronawirusem.

Co prawda jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, żeby ocenić, czy ceny mieszkań zaczną nagle spadać na łeb na szyję, jak niektórzy to sobie wyobrażają. Nie da się jednak ukryć, że rynek czeka trudny czas. Niepewność gospodarcza nigdy nie sprzyja zaciąganiu ogromnych zobowiązań i wielu z nas dwa razy się zastanowi, zanim kupi mieszkanie. Z drugiej strony banki będą zaostrzały zasady udzielania kredytów w obliczu większej niż zwykle groźby niewypłacalności swoich klientów. Dlatego wszyscy rozważający zakup mieszkania w najbliższych miesiącach powinni się pospieszyć. Nie przez mityczną „bańkę”, a przez to, że banki wymagają wyższego wkładu własnego.

Wkład własny 30% przy zaciąganiu kredytu hipotecznego

Do tej pory według rekomendacji KNF wymagano wkładu własnego w wysokości 20% wartości kredytowanej nieruchomości. Niektóre banki udzielały kredytów przy wkładzie własnym w wysokości 10%, ale wymagało to dodatkowego ubezpieczenia. Ta rekomendacja wciąż jest aktualna. Banki jednak nie czekają i same zmieniają zasady. Spora część już zaostrzyła zasady udzielania kredytów hipotecznych i podniosły wymagany wkład własny. Niektóre nawet do 30%, tak, jak ING Bank Śląski. Z 10% do 20% wzrósł wymagany wkład własny w PKO BP i Pekao Bank Hipoteczny. Pekao S.A. wymaga obecnie 15% ( do tej pory 10%). Bank Ochrony Środowiska tymczasowo miał podnieść próg do 40%, ale z pomysłu szybko się wycofano.

Dodatkowe ryzyko, jakie banki coraz częściej muszą brać pod uwagę to ograniczenia w prowadzeniu egzekucji z nieruchomości przez komorników. Walka z lichwą to jeden z celów, które postawiło sobie obecne Ministerstwo Sprawiedliwości. Problem z tym że coraz częściej można odnieść wrażenie, że jako lichwę nasz rząd uważa udzielanie normalnych kredytów. W konsekwencji do projektu trzeciej tarczy antykryzysowej wprowadzono próg, od którego wierzyciel będzie mógł domagać się sprzedaży nieruchomości. Jakby tego było mało, sugestią Lewicy wprowadzono zakaz licytacji nieruchomości służących zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych nie tylko podczas epidemii, ale również przez trzy miesiące po odwołaniu stanu epidemii. Ten, jak wiadomo, może trwać jeszcze bardzo długo, aż do czasu wynalezienia szczepionki, ale również zaszczepienia większości populacji.

54 odpowiedzi na “Banki zaostrzają zasady udzielania kredytów hipotecznych. Niektóre wymają już nawet 30% wkładu własnego”

  1. Deweloperzy już niejednokrotnie pokazali, że wolą żeby mieszkania stały puste niż obniżać ceny, zwłaszcza że ich wartość cały czas rośnie, więc w zasadzie sprzedaż później oznacza większy zysk w dłuższej perspektywie. Poza tym w czasie kryzysu najbardziej obrywają najbiedniejsi a bogaci jeszcze na tym zarabiają, więc sprzedaż mieszkań na inwestycje raczej nie ucierpi.

    Jak tak na to patrzę to dochodzę do wniosku że podatek katastralny to nie taki zły pomysł.

    • No to będą stały puste i nabierały tej wirtualnej wartości.Bo przy obecnej sytuacji na rynku pracy i utrudnionym dostępie do kredytów nikt ich w obecnych kosmicznych cenach nie kupi.Już wcześniej w kontekście pandemii było pisane,że w Polsce jest duże ryzyko dla seniorów,bo z dużą częścią z nich wciąż mieszkają ich dorosłe dzieci,Ciekawe dlaczego…

    • Taki podatek tylko podroży koszt zakupu mieszkania, jak i jego późniejsze utrzymanie. Nie tędy droga.

      • a jak byłaby opłata od wartości trzeciego (i więcej) posiadanego mieszkania to też by podrożały mieszkania? ;) Jak najbardziej tędy droga, żeby inwestorzy nie pompowali cen. A i bardziej zaboli rentierów, którzy już nie będą mogli sobie pozwolić na puste mieszkanie przez 2 miesiące. Także i zakupy na rynku mieszkań będą stabilniejsze (mniej spekulacji) i najem się unormuje

        • tylko że w polskich warunkach taki podatek będzie dotyczył każdego
          właściciela. Tak jak praktycznie nie istnieje kwota wolna od podatku
          dochodowego tak i tutaj nie będzie to podatek od 3 i kolejnego
          mieszkania. Inna sprawa to koszty poboru podatku. Ktoś w końcu
          będzie musiał szacować te wszystkie nieruchomości, a nie jest to ani
          szybkie, ani takie proste przez co wyceny pochodzące od różnych biegłych
          mogą się od siebie diametralnie różnić. W konsekwencji ludzie pewnie
          będą się odwoływali od decyzji o ustaleniu podarku. Co zrobić, żeby ceny
          nieruchomości się ustabilizowały? Zacząłbym od walki z inflacją.

    • W czasie gdy pracownicy siedzą na kwarantannach albo wrócili za wschodnią granicę, deweloperzy mają problem z uruchamianiem nowych projektów. Tak że mogą się zacząć wyprzedaże tego co jest, bo marża raczej pozwala schodzić z ceny.

  2. Może bezpieczniej będzie 100% wkładu? Niech będzie 30% ale ze stałą stopą i hipoteką jako jedynym zabezpieczeniem. Czyli noga się podwinie, oddaję klucze i się rozchodzimy.

  3. Nie powinno być żadnego wkładu własnego, skoro kogoś stać na spłatę kredytu osoby od której wynajmuje mieszkanie, to stać go również na spłatę własnego kredytu.

    • Do pewnego momentu może i stać na spłacanie, ale po frankowiczach widać, że są jednak osoby, które nie potrafią kalkulować na co właściwie ich stać. Więc dobrze, jeśli najpierw ktoś spróbuje zaoszczędzić, a dopiero potem wydawać pieniądze których nie ma.

      • Po pierwsze, czy frankowicze nie musieli wpłacić wkładu własnego?
        Po drugie, frankowicze doskonale wiedzieli na co ich stać, stać ich było na spłatę rat gdy kurs franka oscylował w granicach 2 zł. Zwiększ kredytobiorcom złotówkowych ratę dwukrotnie, to gwarantuje Ci, że podobny odsetek będzie miał problemy ze spłatą co frankowicze gdy frank wzrósł 100%.

        Więc dobrze, jeśli najpierw ktoś spróbuje zaoszczędzić, a dopiero potem wydawać pieniądze których nie ma.
        Idąc takim tokiem myślenia, możesz potencjalnego kredytobiorcę wysłać na 2 tygodnie na bezludną wyspę, by sprawdzić jego wytrwałość i kreatywność, jak sobie poradzi, to wtedy może starać się o kredyt.
        Powtarzam, skoro kogoś stać na spłacanie cudzego kredytu, to stać go również na spłacanie własnego, niejednokrotnie mniejszego, bo jak ktoś wynajmuje mieszkanie, to często chce również na tym zarobić więc do kredytu dolicza sobie również dodatkowe opłaty.

        • Tyle że tracąc płynność finansową w czasie wynajmu mieszkania, co najwyżej najemca wręczy Ci wypowiedzenie umowy i znajdzie na Twoje miejsce inną osobę. On nic nie straci, co najwyżej trochę czasu, stracisz więcej Ty – dach na głową. Przy kredycie nie jest tak łatwo, przestajesz płacić ale kredyt nadal umową Cię obowiązuje, bank wtedy traci. Podjęcie dalszych kroków z strony banku jest czasochłonne i trudne prawnie. Poza tym, o czym my dyskutujemy. Banki to prywatny sektor, pożyczają Ci pieniądze na WŁASNYCH warunkach, jak będą chciały to i 80% wkład własny zarządza, bo pożyczają Ci swoje pieniądze. Nikt nie ma obowiązku Ci w ogóle udzielać pożyczki. A to że jej potrzebujesz jest tylko wypadkową Twoich decyzji w życiu. Kredyt Ci się nie należy od tak, bank Ci go udzielając nawiązuje z Tobą prostą umowę która jemu ma się opłacać i być dla niego bezpieczna.

          • Tyle że tracąc płynność finansową w czasie wynajmu mieszkania, co najwyżej najemca wręczy Ci wypowiedzenie umowy i znajdzie na Twoje miejsce inną osobę. On nic nie straci, co najwyżej trochę czasu, stracisz więcej Ty – dach na głową.
            A w jaki sposób wkład własny zabezpiecza kogokolwiek przed utratą płynności finansowej?

            Banki to prywatny sektor, pożyczają Ci pieniądze na WŁASNYCH warunkach, jak będą chciały to i 80% wkład własny zarządza, bo pożyczają Ci swoje pieniądze.
            Oczywiście, nigdzie nie napisałem, że banki mają zlikwidować wkład własny, mówię jedynie, że nie ma on sensu, bo jedyne co robi, to utrudnia ludziom zakup własnego mieszkania i często zmniejszenia przez to kosztów utrzymania.

          • Wkład własny zabezpiecza bank. Kupujesz mieszkanie warte 500k zł. Jeżeli nie spłacisz żadnej raty to bank ma mieszkanie warte 500k zł plus minus wachanie cen. Bank aby wejść na swoje musi zbyć to mieszkanie za 350 000 zł. Nawet jak taki ktoś okaże się degeneratem i zdemoluje mieszkanie to jest jeszcze ubezpieczenie i inne bardziej lub mniej skuteczne metody odzyskania długow.

            No i co najważniejsze. Żeby kupić mieszkanie musisz wykazać się że umiesz zaoszczędzić (lub zorganizować sobie) wkład własny. Są ludzie którzy zarabiają nie mało a nie potrafią z tego oszczędzić za dużo. Dla nich wizja że gość od którego wynajmują wywali ich jest batem. Wizja że upadnie kredyt na 30 lat na który wpłacili pierwsze 3 raty po 2000 zł (brak wkładu własneg już nie musi być takim batem).

            No i ostania rzecz. Bez wymogu wkładu własnego możesz sobie zorganizować z 5 kredytów od tak. Przy wkładzie własnym każdy taki kredyt wymaga kilkuset tysięcy złotych posiadanych oszczędności.

            Mówi się że fajnie wydaje się nie swoje pieniądze. I dlatego wymóg wkładu własnego.

          • Wkład własny nie zabezpiecza banku, no chyba, że dla Ciebie zabezpieczeniem jest.. zmniejszenie ilości pieniędzy, które bank chce pożyczyć, a co za tym idzie zmniejszenie zysku banków. To tak jakby powiedzieć, że najlepszy wkład własny to 99% bo bank ponosi minimalne ryzyko :-D

            Żeby kupić mieszkanie musisz wykazać się że umiesz zaoszczędzić (lub zorganizować sobie) wkład własny.
            Dokładnie, dziwie się jeszcze, że nie robią jakiś testów na kreatywność by potencjalny klient mógł wykazać się kreatywnością, jako, że kreatywność jest w cenie i taki człowiek z pewnością dużo zarobi :-D A najlepiej jeszcze zaświadczenie o ukończeniu jakiegoś trudnego maratonu, aby klient udowodnił, że umie dążyć do celu :-D

            No i ostania rzecz. Bez wymogu wkładu własnego możesz sobie zorganizować z 5 kredytów od tak. Przy wkładzie własnym każdy taki kredyt wymaga kilkuset tysięcy złotych posiadanych oszczędności.
            Twój argument byłby zasadny gdyby nie fakt, że bank sprawdza ile klient zarabia i jak kształtują się wydatki, zatem co kogo obchodzi, że to mój setny kredyt jak zarabiam 100 mln miesięcznie?

            Mówi się że fajnie wydaje się nie swoje pieniądze.
            :-D Nie wiedziałem, że jak brałem kredyt hipoteczny, to ktoś mi dawał jakieś pieniądze za darmo :-D

            Jak zarabiasz 8 000 zł miesięcznie i jesteś samotny to głupie banki nie dość że wymagają wkładu b własnego było jeszcze pożycza co maks 600 000 zł.
            Zanim zaczniesz z kimś dyskutować, proponowałbym najpierw dokształcić się w zakresie pisania ze zrozumieniem ;-)

            I raty są bez sensu. Jakby udzielonych kredytów nie trzeba było spłacać to więcej osób by kupiło mieszkania i domy.
            Jakbyś nie zauważył, to sam sobie przeczysz, bo przez wkład własny tych rat jest mniej, a co za tym idzie bank zarabia mniej.

            Menel korzystający z tego samego sklepy co ja jest codziennie w stanie uzbierać 30 zł na chlanie. Tj. miesięcznie około 900 zł. Skoro go stac na picie za 900 zł miesięcznie to (zgodnie z twoją logika) stać go na ratę kredytu wynoszącą 900 zł.
            To po jakiego grzyba bank sprawdza ile zarabiam DZIŚ skoro za rok mogę być menelem?

            Fakt jest jednak taki że ludzie potrafią pożyczyć 3 tys zł na telefon komórkowy (choć starczyłby im taki za 400 zł) i potem nie są w stanie tego spłacić.
            Fakt jest taki, że jak będą musieli mieć 20% wkładu własnego na telefon, to też mogą nie być w stanie tego spłacić :-D

          • 3 miesiące temu pod artykułem o wzrostach cen mieszkań już prowadziliśmy tę dyskusję. Chyba nie ma sensu ponownie się rozpisywać, bo i tak jeden drugiego nie przekona.
            Wkład własny ma przynajmniej trzy zalety:
            -obniża zadłużenie i odsetki od niego, a więc koszt całej inwestycji
            -jest zabezpieczeniem dla banku, bo jeśli klient od początku nie spłaca rat, to ewentualna licytacja nieruchomości łatwiej pokryje zobowiązanie
            -utrudnia dostępność kredytu, a mniej kredytów to niższa inflacja, więc i ceny bardziej przystępne

            Twój argument o szybszej dostępności własnego mieszkania, dla osób z odpowiednią zdolnością kredytową jest całkiem sensowny. I dlatego jeśli ktoś wykaże że go stać na raty czynsze i opłaty, to często bank zgodzi się na mniejszy wkład własny (ale wątpię czy będzie zgoda na zupełny brak wkładu). Tyle że wyżej wyceni ryzyko takiej pożyczki i będzie chciał zabezpieczenia jakąś dodatkową hipoteką albo podniesie marżę.

          • Chyba nie ma sensu ponownie się rozpisywać, bo i tak jeden drugiego nie przekona.
            To po co to robisz? :-D

            obniża zadłużenie i odsetki od niego, a więc koszt całej inwestycji
            Zdecydowanie. Siedzenie w domu zamiast robienia kursów również obniża koszt inwestycji, w zasadzie do zera :-D

            utrudnia dostępność kredytu, a mniej kredytów to niższa inflacja, więc i ceny bardziej przystępne
            Zlikwidowanie kupna mieszkań z kredytu jeszcze bardziej obniża ceny mieszkań ;-)

            I dlatego jeśli ktoś wykaże że go stać na raty czynsze i opłaty, to często bank zgodzi się na mniejszy wkład własny (ale wątpię czy będzie zgoda na zupełny brak wkładu).
            Oczywiście, że nie będzie, bo w bankach, zresztą jak w całej masie innych korporacji, pracują idioci. Współpracowałem z całą masą dużych firm, więc wiem to z doświadczenia.

            Tyle że wyżej wyceni ryzyko takiej pożyczki i będzie chciał zabezpieczenia jakąś dodatkową hipoteką albo podniesie marżę.
            Zazwyczaj jest wówczas ubezpieczenie od niskiego wkładu własnego, sam takie płacę. No ale cóż… skoro bank nie chciał zarobić na odsetkach od pełnej wartości mojego mieszkania, to jego strata.

          • Skoro wkład własny nie ma sensu bo utrudnia on ludziom zakup mieszkania to poczekaj aż dowiesz się o zdolności kredytowej. Np. Jak zarabiasz 8 000 zł miesięcznie i jesteś samotny to głupie banki nie dość że wymagają wkładu b własnego było jeszcze pożycza co maks 600 000 zł. A przecież za 5 mln mógłbyś kupić naprawde dobry i tani w utrzymaniu dom.

            I marzą jest bez sensu. Jakby banki nie stosowaly marzy to więcej osób by v sobie mogło pozwolić na kredyt.

            I raty są bez sensu. Jakby udzielonych kredytów nie trzeba było spłacać to więcej osób by kupiło mieszkania i domy.

    • @alusiu naiwne dzieciątko, popełniasz błąd logiczny. Banki gdyby mogły to dałyby kredyt każdemu. Tylko banki nie lubią tracić i dlatego robia takie mechanizmy jak wkład własny.

      Menel korzystający z tego samego sklepy co ja jest codziennie w stanie uzbierać 30 zł na chlanie. Tj. miesięcznie około 900 zł. Skoro go stac na picie za 900 zł miesięcznie to (zgodnie z twoją logika) stać go na ratę kredytu wynoszącą 900 zł. A bez wkładu własnego z taką ratą miesięczną spokojnie można pożyczyć trochę ponad 200 tys zł.

      Fakt jest jednak taki że ludzie potrafią pożyczyć 3 tys zł na telefon komórkowy (choć starczyłby im taki za 400 zł) i potem nie są w stanie tego spłacić.

  4. Bardzo dobra wiadomość. Każde utrudnienie w dostępności do kredytów, jeśli nawet nie niesie spadków, to przynajmniej wyhamowanie wzrostów cen nieruchomości.
    A 30% to całkiem rozsądny próg który pozwoli na solidne przygotowanie i przemyślenie inwestycji.

  5. Małe miejscowości albo większe ale odpływowe na pewno więcej odczują skutki kryzysu. Tam mieszkania muszą pójść w dół, bo były tylko tysiąc-dwa mniej warte z metra, niż w niektórych dużych miastach, gdzie praca jest.
    Zyskają na pewno domki jednorodzinne bezpośrednio pod dużymi miastami. Jak do ludzi dotrze, że ta sytuacja może trwać jeszcze rok wg ekspertów ale nawet i dłużej, to nie będą chcieli mieszkać w dużym mieście w bloku, tylko kilka kilometrów za miastem ale z własnym ogródkiem. Ci, którzy mają duże mieszkania ale w mieście, już pewnie szykują się na sprzedaż i wymianę na dom.
    Ważniejsze od ceny mieszkań jest teraz to, żeby społeczeństwo zrozumiało, że PiS to partia na koniunkturę i ich rozwiązania socjalne zrobią z nas Grecję, jeżeli nie zaczniemy likwidować dodatków socjalnych natychmiast. Jeżeli PiS zamierza w przyszłym roku podnieść płacę minimalną zgodnie z zapowiedziami, to mamy kłopot. Przedsiębiorcy wyjdą na jesieni na ulice, duża ich część podejrzewam, że upłynni swoje aktywa i wyrobi szybko paszport, póki można.

  6. No niestety, zwłaszcza, że mieszkania teraz dodatkowo są bardzo bezpieczną lokatą. Osobiście już to czuję, ale chyba uda mi się sfinalizować zakup mikroapartamentu Modern Space w Warszawie, choć obawiam się dalszego zaostrzania zasad przez bank.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *