Nie podskakuj z radości w biurze, bo jeśli złamiesz nogę, to nie będzie to wypadek przy pracy – uznał sąd

Praca Prawo dołącz do dyskusji (119) 16.01.2020
Nie podskakuj z radości w biurze, bo jeśli złamiesz nogę, to nie będzie to wypadek przy pracy – uznał sąd

Tomasz

Wbrew radom życiowych coachów, w pracy lepiej nie okazywać zbytniej radości z osiągnięcia drobnych sukcesów. Powodem nie jest jednak potencjalne demotywowanie kolegów z biurka obok, a prawo pracy. Przy podskokach z radości łatwo o wypadek w pracy. Odszkodowanie w takich okolicznościach może być trudne do uzyskania.

Sąd Okręgowy w Suwałkach przy rozpatrywaniu sprawy o wypłatę odszkodowania stwierdził, że taniec radości spowodowany sukcesem w pracy nie jest wypadkiem przy pracy. Wynika z tego prosty wniosek, że w takiej sytuacji nie można domagać się odszkodowania za zdarzenie, które mimo wszystko miało miejsce w pracy. Okoliczności samej sprawy są równie ciekawe co sam wyrok, który zapadł na ich podstawie.

Całe zdarzenie miało miejsce 1 stycznia 2018 roku. Mężczyzna, który uległ wypadkowi, prowadził działalność gospodarczą, a konkretnie firmę transportową. Właśnie tego dnia przygotowywał towar do wysyłki, który miał następnie trafić do jego klienta, a konkretnie był to motocykl. Najwidoczniej sam załadunek musiał mieć bardzo dramatyczny przebieg albo przedsiębiorca okazał się mistrzem tetrisa. Miało to przebiec tak sprawnie, że klient aż podskoczył z zachwytu nad kunsztem załadunku. Porwał więc przedsiębiorcę do tańca radości, czego skutkiem był pechowy upadek i skomplikowany uraz nogi.

Wypadek w pracy – odszkodowanie za wypadek przy zwykłych czynnościach

Przedsiębiorca wystąpił do ZUS z wnioskiem o wypłatę odszkodowania za wypadek przy pracy. Ubezpieczyciel jednak odmówił i uznał, że co jak co, ale taniec w żadnym wypadku nie jest związany z działalnością mężczyzny. Dodatkowo zwrócił uwagę na dzień, w którym wypadek miał miejsce. 1 stycznia jest dniem wolnym od pracy, co w domyśle miało sugerować, że mężczyzna nie powinien pracować. Myślę, że dla większości przedsiębiorców ten argument jest co najmniej niezrozumiały. Ostatecznie mężczyzna nie zgodził się z decyzją ZUS, a sprawa trafiła na wokandę sądu. Jak podaje Gazeta Prawna, jednym z jego argumentów miało być to, że ZUS „czepia się słówek”.

W pierwszej instancji sąd przyznał rację ubezpieczonemu przedsiębiorcy i zasądził na jego rzecz kwotę 7 tysięcy złotych. Niestety Sąd Okręgowy w Suwałkach rozpatrujący apelację ZUS miał na ten temat inne zdanie. Stwierdził, że zdarzenie nastąpiło po zakończeniu czynności związanych z wykonywaną działalnością. Nie jest wypadkiem przy prowadzeniu działalności gospodarczej w rozumieniu odpowiednich przepisów. Za taki uznaje się bowiem zdarzenie wywołane zewnętrzną przyczyną, które nastąpiło podczas wykonywania zwykłych czynności związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. Z pewnością tańca radości do takich nie można zaliczyć.

Na niekorzyść przedsiębiorcy wpłynęły też inne okoliczności sprawy. Podczas procesu mężczyzna twierdził, że poprzedni wieczór (a był to przecież Sylwester) spędził z żoną w domu i z pewnością nie tańczył. Nie potwierdziła tego jednak żona, która przyznała, że wieczór spędzili w towarzystwie znajomych i wspólnych tańcach. Mężczyzna nie potrafił również odpowiednio udowodnić samego zdarzenia. Nie przedstawił żadnych dokumentów, które mogłyby sugerować konieczność pracy właśnie tego dnia. Nie dysponował umową z klientem, listem przewozowym, umową sprzedaży motocykla ani nawet wyciągów z rozmów z klientem.