1. Bezprawnik -
  2. Nieruchomości -
  3. Samotny bogacz w willi czy rodzina w klitce – kto naprawdę śmieci więcej? Gminy mają to w nosie

Samotny bogacz w willi czy rodzina w klitce – kto naprawdę śmieci więcej? Gminy mają to w nosie

Z jakiegoś powodu ustawodawca dał gminom możliwość wyboru metody ustalania wysokości opłat za wywóz śmieci. Gdy się im bliżej przyjrzeć, łatwo dojść do wniosku, że dwie z nich służą przede wszystkim drenowaniu kieszeni mieszkańców.

Opłaty za wywóz śmieci rosną szybciej niż inflacja i wynagrodzenia

Wysokość opłaty za wywóz śmieci w polskich gminach stale rośnie. Warto dodać: dużo szybciej niż robią to ceny pozostałych dóbr w gospodarce, a nawet szybciej od wynagrodzeń. Z każdym kolejnym „genialnym” wynalazkiem ustawodawcy robi się coraz drożej.

Może być jednak jeszcze gorzej. W końcu możemy mieszkać w jednej z gmin, które nie ustalają wysokości opłat za wywóz śmieci od liczby mieszkańców w danym gospodarstwie domowym. Pozostałe dwie dozwolone przepisami metody trudno byłoby określić mianem sprawiedliwych.

Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że obydwie alternatywy służą zawyżaniu rachunków płaconych przez najbardziej typowe gospodarstwa domowe.

Trzy metody do dyspozycji gmin: ilościowa, powierzchniowa i wodna

W tym momencie warto nakreślić, jakie w ogóle możliwości ustawodawca oddał do dyspozycji samorządom. Ich listę znajdziemy w dwóch pierwszych ustępach art. 6j ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach:

W przypadku nieruchomości, o której mowa w art. 6c ust. 1, opłata za gospodarowanie odpadami komunalnymi stanowi iloczyn:

– oraz stawki opłaty ustalonej na podstawie art. 6k ust. 1.

W przypadku nieruchomości, o której mowa w art. 6c ust. 1, rada gminy może uchwalić stawkę opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi od gospodarstwa domowego.

Mamy więc wysokość opłaty za wywóz śmieci uzależnioną od liczby mieszkańców ze specjalnym uproszczonym wariantem, uzależnienie od powierzchni użytkowej lokalu oraz od ilości zużytej wody.

Metoda ilościowa – jedyna z bezpośrednim związkiem z produkcją odpadów

Punktem wyjścia powinna być naczelna zasada pokrewnej dziedziny ochrony środowiska, w myśl której zanieczyszczający ponosi koszty usunięcia skutków zanieczyszczania. W naszym przypadku zanieczyszczeniami, które trzeba wywieźć z miejsca zamieszkania i zutylizować, są śmieci.

Pierwsza metoda, jak już wspomniałem, nie budzi większych wątpliwości. Im więcej osób żyje w danym mieszkaniu, tym więcej muszą konsumować. W ten sposób zaspokajamy nasze wszelkie możliwe potrzeby. Konsumpcja prowadzi do produkcji odpadów komunalnych, których gospodarowaniem zajmuje się gmina. Nie robi tego przecież za darmo.

Związek pomiędzy codzienną aktywnością mieszkańców a kosztami ponoszonymi przez gminę jest oczywisty. Wysokość opłaty za wywóz śmieci uzależniona od samego faktu mieszkania w danym miejscu jest więc uzasadniona.

Powierzchnia użytkowa bez mieszkańców nie śmieci

Warto odnotować, że gminy mogą zdecydować, że będą pobierać opłatę od każdego mieszkania bez rozróżniania, ile osób w nich mieszka. Sprawiedliwiej w ten sposób nie będzie, za to zyskujemy prostotę. Coś za coś.

Sytuacja zdecydowanie się komplikuje, gdy przechodzimy do uzależniania wysokości opłat za wywóz śmieci od powierzchni użytkowej. Jej obliczanie nie stanowi żadnego problemu, bo przecież zostało to już dawno zrobione na potrzeby wymiaru podatku od nieruchomości. Gmina więc wszelkie potrzebne dane ma.

Jest jednak pewien problem: czy rzeczywiście sama powierzchnia mieszkania ma jakieś przełożenie na ilość produkowanych w danym gospodarstwie domowym odpadów?

Nikt mnie nie przekona, że samotny bogacz albo małżeństwo emerytów zamieszkujących stary duży dom na przedmieściach jest w stanie naśmiecić bardziej niż grupa studentów-imprezowiczów współdzielących przeciętnej wielkości mieszkanie, albo rodzina wielodzietna gnieżdżąca się w jakiejś klitce.

Metoda wodna to podwójne naliczanie tej samej opłaty

Opłata za śmieci zależna od zużycia wody na pierwszy rzut oka wydaje się po prostu metodą „ilościową” z dodatkowymi krokami, które są całkowicie zbędne. W końcu im więcej osób żyje w gospodarstwie domowym, tym muszą więcej zużywać wody. Wyjątek stanowią mieszkańcy intensywnie podlewający ogrody, albo tacy będący bardzo na bakier z higieną osobistą.

To jednak nie koniec. Prawdziwą perfidię tej metody dostrzeżemy, gdy przypomnimy sobie, że przecież właściciele mieszkań płacą już rachunki za wodę. Tym samym mamy do czynienia ze swego rodzaju podwójnym naliczaniem opłaty z powodu dokładnie tego samego zużycia.

Coroczna zmiana stawki za wywóz śmieci jako gminny rytuał

Niezależnie od tego, którą metodę wybierze samorząd, mieszkańcy każdego roku mierzą się z tym samym scenariuszem. Zmiana stawki za wywóz śmieci stała się już w wielu gminach niemal kalendarzowym obowiązkiem – i prawie zawsze oznacza podwyżkę. Ustawodawca nakłada wprawdzie na wójta, burmistrza czy prezydenta miasta obowiązek pisemnego poinformowania właścicieli nieruchomości o nowej wysokości opłaty, ale dla portfela domowników to słaba pociecha.

Alternatywne metody służą drenowaniu kieszeni mieszkańców

O ile metoda powierzchniowa może premiować mniej zamożnych mieszkańców i rodziny wielodzietne, o tyle metoda wodna nie służy tak naprawdę niczemu pożytecznemu. W najlepszym wypadku możemy dojść do wniosku, że to kolejna „zachęta”, by oszczędzać wodę w kraju trapionym co roku przez susze.

Obydwie metody mają jeszcze jedną wadę: są bardziej skomplikowane od tej ilościowej. W przypadku wodnej w grę wchodzi przekombinowany mechanizm cechujący się dużą zmiennością. Metoda powierzchniowa to z kolei kalka podatku od nieruchomości.

Wydaje się więc, że ustawodawca rzeczywiście dopuścił te metody właśnie po to, by samorządy miały sposób na ściągnięcie większej ilości środków na utrzymanie gminnego systemu gospodarowania odpadami komunalnymi.

Niedoskonała segregacja odpadów dodatkowo windą rachunki

Samo w sobie nie byłoby to aż takim problemem, gdyby nie jakość tego systemu. Do zawyżonych stawek bazowych dochodzi jeszcze ryzyko podwyższonej opłaty, jeśli segregacja odpadów w danej nieruchomości okaże się – w ocenie odbierającej śmieci firmy – nieprawidłowa. Mechanizm jest prosty: jeden potknięty sąsiad w bloku potrafi pociągnąć za sobą całą wspólnotę.

Co gorsza, kary za brak segregacji śmieci bywają nakładane w sposób, który już wielokrotnie kwestionowały sądy administracyjne – właściciele nieruchomości często dowiadują się o sprawie zbyt późno, by móc się skutecznie bronić. To kolejna warstwa systemu, w której mieszkaniec jest stroną wyraźnie słabszą.

Mieszkańcy płacą coraz więcej za coraz gorszą usługę

Wracamy płynnie do punktu wyjścia: z każdym rokiem płacimy coraz więcej za coraz bardziej wybrakowaną usługę. Państwo i gminy mogłyby przynajmniej nie kantować nas na sposobie obliczania opłat.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi