Dla polskich przedsiębiorców nowy unijny limit jest wyższy od krajowego, który obowiązuje od lat
Unijny zakaz płacenia dużych kwot gotówką to dość kontrowersyjny pomysł. Przypomnijmy: w przyszłym roku mają zostać wprowadzone dwa istotne limity. Transakcje powyżej kwoty 10 tys. euro mają być przeprowadzane bezgotówkowo. Powyżej 3 tys. euro trzeba będzie potwierdzić transakcję swoim dokumentem tożsamości. Trzeba przyznać, że na pierwszy rzut oka nie brzmi to najlepiej.
Rzeczywiście, ograniczenie płatności gotówkowych dla wszystkich uczestników obrotu gospodarczego oznacza z samej swojej natury jakąś formę naruszenia naszych wolności. Nie da się także ukryć, że po wprowadzeniu unijnych rozwiązań instytucje państwowe będą o nas wiedziały jeszcze więcej. Już teraz zakres gromadzenia informacji o obywatelach i ich zakupach przez na przykład Skarbówkę budzi poważny dyskomfort w społeczeństwie. Przykładem może być dyskusja o wdrażaniu obowiązkowego Krajowego Systemu e-Faktur.
Jakiś czas temu pisałem jednak na Bezprawniku, że właściwie szkoda, że unijne limity jeszcze nie obowiązują. Dlaczego? Powód jest prozaiczny: takie ograniczenia już w Polsce obowiązują. Dotyczą niby wyłącznie przedsiębiorców i transakcji pomiędzy nimi, ale równocześnie wynoszą pożałowania godne 15 tys. zł. Kwota 10 tys. euro zgodnie z dzisiejszym kursem jest warte 42 tys. zł. Paradoksalnie mielibyśmy więc do czynienia z poluzowaniem bezgotówkowej smyczy, na której trzymane są obecnie firmy. O ile oczywiście nasze władze zechcą skorygować dotychczasowe rozwiązania. Nie muszą. Mogą zachować obecny limit.
Prawdziwy problem z unijnym zakazem pojawia się dopiero wtedy, gdy przechodzimy do rozważań dotyczących konsumentów. Tutaj rzeczywiście możemy odczuć unijne ograniczenia. Obowiązywać będą oczywiście wyłącznie w relacjach B2C. W dalszym ciągu będziemy mogli na przykład sprezentować członkowi rodziny walizkę wypchaną po brzegi pieniędzmi. Nie kupimy jednak za gotówkę mieszkania, nowego samochodu czy wyjątkowo drogiej biżuterii.
Warto w tym momencie wspomnieć, że unijny prawodawca z jakiegoś powodu przewidział specjalny wyjątek dla klubów sportowych, które to zostaną objęte nowymi przepisami od 2029 r. Dlaczego akurat one? Trudno powiedzieć.
Zakaz płacenia dużych kwot gotówką odbiera nam prawo wyboru, ale też uprzykrzy życie gangsterom, szpiegom i oszustom
Pytanie brzmi: czy aby na pewno zakaz płacenia dużych kwot gotówką będzie stanowić aż taki problem dla typowego polskiego konsumenta? 42 tys. zł to sporo. Codzienne zakupy w ten sposób jak najbardziej zrobimy. Zapłacimy za umiarkowanych rozmiarów remont domu czy mieszkania. Wystarczy nam nawet na niektóre modele pompy ciepła. Bez trudu zmieścimy się w limicie przy zakupach elektroniki czy sprzętów gospodarstwa domowego.
Prawdę mówiąc, w codziennym obrocie nawet zakupy przekraczające unijny limit da się zazwyczaj jakoś rozbić. Ograniczenie dotyczy w końcu tylko jednej transakcji. My zaś możemy, jeśli bardzo zależy nam na zapłacie gotówką, najzwyczajniej w świecie najpierw kupić część produktów, a zaraz później resztę. Wciąż jednak odpadają nam zakupy dóbr luksusowych albo nieruchomości. Owszem, są osoby, które nawet wtedy wolą sięgnąć walizkę z pieniędzmi. Czy ma to uzasadnienie praktyczne? Śmiem wątpić.
Największą niedogodnością z punktu widzenia konsuementa będzie konieczność legitymowania się dowodem osobistym, gdy przyjdzie nam do głowy zapłacić za coś jednorazowo ponad 12,6 tys. zł. Gdy płacimy kartą albo BLIK-iem nie ma takiej potrzeby, bo transakcja sprowadza się do pobrania pieniędzy z konta w banku zarejestrowanego na nasze imię i nazwisko.
Na drugiej szali leży chęć ograniczenia przez unijnego prawodawcę szarej strefy i prania brudnych pieniędzy. Transakcje gotówkowe niestety nadają się do niej niemalże najlepiej. Trudno bowiem oczekiwać od nabywcy, by ten był w stanie udokumentować pochodzenie każdego banknotu. Skąd miałeś pieniądze? Oszczędzałem. Gdzie? W materacu. Udowodnienie, że było inaczej, graniczy nierzadko z cudem. Po transakcjach gotówkowych pozostają oczywiście ślady, ale jest ich dużo mniej, gdy w grę nie wchodzi udział systemu bankowego.
Nie bez powodu użyłem jednak sformułowania "niemalże". Jest jedno aktywo, które przebija gotówkę w użyteczności przy nielegalnych transakcjach. Mam na myśli oczywiście kryptowaluty. Nie ma się co oszukiwać: od dawna są one "domyślną" walutą wszelkiego rodzaju przestępczej aktywności. Tak się składa, że omawiane unijne ograniczenia mają objąć także wirtualny pieniądz.
Skuteczniejsze zwalczanie przestępczości lepiej lub gorzej zorganizowanej jest może niewielką korzyścią dla przeciętnego Kowalskiego, ale nie sposób ją całkiem zanegować. Owszem, zakaz płacenia dużych kwot gotówką odbiera nam prawo wyboru, czy godzimy się na pewne ograniczenie naszej wolności. Być może czas już przywyknąć, że we współczesnym cyfryzującym się świecie inaczej się nie da. Państwo zaś i tak wie, skąd mamy pieniądze, bo co roku raportujemy mu nasze dochody na potrzeby rozliczania podatku PIT.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj