Przegrywamy z koronawirusem. Mamy już więcej nowych przypadków niż Niemcy i Włosi

Codzienne Zdrowie dołącz do dyskusji (55) 09.10.2020
Przegrywamy z koronawirusem. Mamy już więcej nowych przypadków niż Niemcy i Włosi

Jerzy Wilczek

W pierwszej fazie pandemii wydawało się, że z koronawirusem radzimy sobie całkiem nieźle. Rząd dość szybko wprowadził lockdown, mieliśmy stosunkowo niewiele zakażeń i zgonów – przynajmniej w porównaniu do innych krajów. A jak wyglądają teraz zakażenia na tle Europy? Niestety, nie najlepiej.

W czwartek mieliśmy 4280 nowych przypadków koronawirusa (dziś już: 4739). To więcej niż w ponad dwa razy większych Niemczech – choć tam też sytuacja jest uważana za bardzo poważną. Dane z wczoraj z tego kraju mówią o 4058 przypadkach.

Sytuacja robi się coraz poważniejsza we Włoszech – choć na szczęście ciągle jest tam zdecydowanie mniej zakażeń niż na początku roku. Wczoraj w trakcie doby przybyło 3,6 tys. nowych przypadków.

Zdecydowanie lepiej (pod względem nowych zakażeń) niż w Polsce jest też w Szwecji. Kraj od początku stosował alternatywną politykę wobec wirusa i nie zdecydował się na szeroki lockdown. Obecnie w kraju jest poniżej 600 nowych przypadków na dobę. To znacznie mniej niż u nas – nawet biorąc poprawkę na to, że ten kraj jest niemal cztery razy mniejszy niż Polska.

Polskie zakażenia na tle Europy. Nie tylko Polska ma problem

Nie jest jednak tak, że tylko w Polsce sytuacja przyspiesza – i tylko u nas trzeba wprowadzać takie środki, jak cała Polska w strefie żółtej.

Koronawirus jest coraz większym problemem w Czechach. Ten kraj wyjątkowo szybko „odmrażał” się po lockdownie – jeszcze latem noszenie maseczek w sklepach czy w komunikacji miejskiej nie było tam obowiązkowe. Teraz Czesi mają już 5,3 tys. nowych przypadków dziennie (dane z wczoraj).

Bardzo źle jest w Wielkiej Brytanii – tam notuje się kilkanaście tysięcy nowych przypadków, a bywały dni, że było ich ponad 22 tys. Niewiele mniej jest ich we Francji.

Dzienna liczba nowych przypadków od początku pandemii do 7 października, fot: worldometers.info

Polskie zakażenia na tle Europy. Wszystkie przypadki i zgony

Łącznie mamy do tej pory ponad 116 tys. przypadków i ponad 2,9 tys. zgonów. To ciągle stosunkowo niedużo w porównaniu z innymi krajami Europy.

W Niemczech wszystkich zakażeń jest trzy razy tyle, a liczba zgonów dobija do 10 tysięcy. We Włoszech natomiast to już prawie 340 tysięcy – i 36 tys. zgonów.

W porównywalnej do Polski jeśli chodzi o liczbę mieszkańców Hiszpanii (46 mln osób), przypadków było niemal 850 tysięcy, a zgonów – 32 tys.

Jednak marne to pocieszenie, bo epidemia w Polsce ewidentnie przyspiesza. No i mało który szef europejskiego rządu mówił latem, że koronawirus jest w odwrocie i nie trzeba się go bać. A to mówił Mateusz Morawiecki. Tu też możemy się jakoś marnie pocieszyć, że nasz premier przynajmniej nie zdejmuje publicznie maski i nie namawia już do lekceważenia choroby. A to robi Donald Trump, prezydent kraju z 7,7 mln zakażeń, który zresztą sam zachorował na COVID-19.

Może to dlatego, że u nas wyborów na horyzoncie na razie nie ma, w USA mają się one odbyć już na początku listopada?

55 odpowiedzi na “Przegrywamy z koronawirusem. Mamy już więcej nowych przypadków niż Niemcy i Włosi”

  1. Dodajmy ze dzis zrobiono 2 razy mniej testow niz wczoraj a i tak jest wiecej przypadków. Nie mamy po kilkanascie tys nowy przypadkow tylko dlatego ze testujemy mizernie malo

  2. Od kilku dni jest jasne, że w Polsce nikt już nie panuje nad pandemią. W dodatku jasnym jest, że zamiast się przygotować na jesień władza nie tylko przespała ten czas, ale wręcz cynicznie mówiła o końcu pandemii.

    Ale z tego nic nie wynika – nadal wielu zagłosuje na PIS uważając ze jest to najlepsza władza a jednym naszym problemem jest LGBT.

  3. Nie wiem czemu ma służyć pisanie takich (uspokajających?) artykułów i podniecanie się liczbami. Co nam to da, że w innym kraju jest mniej czy więcej zakażeń?

    • Nawet więcej – czy zrobiono korektę o ogólną liczbę ludności (Niemcy 83 mln, Włochy ok. 63 mln, Polska 38 mln)? Czy dostosowano korektę do większego zagęszczenia ludności albo gęstszej siatki miast?
      A tak w ogóle co to za uspakajanie?

    • Zacznijmy od stosunku rządzących do pandemii. Bo wina ludzi jest tutaj mniejsza i polega na wierze politykom rządzącym ze wszystko jest pod kontrolą i ze nie ma pandemii – przykład to łapówka wyborcza w postaci bonu turystycznego.
      Mądrzy ludzie ostrzegali, ale brano ich za panikarzy i mamy efekty. A będzie gorzej, bo utracono kontrolę, teraz gros zakażeń nie jest wykrywana ani z kwarantanny ani z nadzoru, a tak było jeszcze w sierpniu.

      • nie rząd, tylko głupi ludzie, którzy na znak oporu przeciw rządowi „nie będą nosić masek” bo im to wielce wolność odbiera…
        [btw. bardziej im to wolność przywraca, bo na monitoringu wizyjnym sa mniej rozpoznawalni].

        bo rząd moze robić głupoty, a my jako rozsądni obywatele powinniśmy się zachowywać na wzór Japończyków, maski włóż, dezynfekcja, odstępy, i unikanie niepotrzebnych bezpośrednich kontaktów międzyludzkich.

        a to co rząd zdecydowanie na pewno źle zrobił, i na co miał realny wpływ, to otworzenie szkół…
        ale kiedyś już o tym pisaliśmy

        • Ok, ale wielu tych ludzi porostu nie kuma przekazu rządu i co i rusz także tutaj usłyszysz o np. opinii min. Szumowskiego z sprzed epidemii czy też

  4. Bardzo dobrze. Im więcej tym lepiej. Niech się każdy zarazi. Kto ma przeżyć to przeżyje. Kto ma umrzeć to umrze. Zwykła selekcja naturalna. I niech kończą tą szopkę

    • fajnie, że zbieraliśmy w WOŚPIE i innych zbiórkach po 1-3mln zł na operację przeszczepu serca/nerek/płuc dla kilkuletniej Julki Tomeczka, Czesia,
      obiecywaliśmy im w miarę normalne życie;

      a teraz to choroby współistniejące i niech umierają…
      – zajebiste podejście.

      O milionach emerytów po co wspominać,
      bo to nie wzrusza tak bardzo;

    • Będzie zabawnie jak sam się zarazisz i wylądujesz na OIOMie, bo akurat matka natura dała ci takie a nie inne geny… jak ci dwaj geniusze z Wrocławia…

        • Co do pierwszego zadania – no cóż, odkryłeś Amerykę. Ale podejście „po co żyć, skoro umrzemy” mi osobiście jest średnio zrozumiałe, zwłaszcza że zmiana nieodwracalna. Ale to już osobiste preferencje, nie wnikam.
          Co do ostatniego zdania – Twoja sprawa (ale podpowiem, że wirus mutuje bardzo często, tylko daleko nie każda mutacja jest skuteczna (dla wirusa), i całe szczęście).

          Natomiast z tym drugim zdaniem prosiłbym jednak nie zerojedynkowo. Dylemat nie stoi – biegunka czy zaparcie, a stoi zadanie, żeby normalnie kierować pandemią w Polsce/UE, czyli żeby stolec był normalny (przepraszam za skatologiczne porównania). Nie narzucam rozwiązania, ale sugeruję zajrzeć na cały wachlarz opcji pomiędzy. Coś z tego można wprowadzić bezboleśnie.

      • Urzekła mnie twoja historia. Tyle że jest też inna opcja która jest bardziej prawdopodobna: że się zakazi i przejdzie bezobjawowo.
        Rok 2020 – mężczyźni w sile wieku chowają się za krzesłami biurowymi z powodu 99.9% szans na przeżycie.

  5. 5 tysięcy przypadków dziennie przez pół roku, to ile to będzie procent populacji Polski? Odpowiednio proszę o odpowiedź ile to będzie po pół roku przy 15 i 20 tysiącach zakażeń dziennie.
    Bardzo bym prosił o konkretne wyliczenia chętnych do wszelkiej pomocy wybitnych ekspertów z komentarzy z Bezprawnika? :-) Oraz oczywiście liczby zgonów przy śmiertelności 0.5-1%.
    Tylko konkretne liczby, subiektywne oceny i bicie piany mnie nie interesują.

    • 5 tysięcy wykrytych to jest… w zasadzie cholera wie ile naprawdę. I to już ci wyjaśniali 200 razy.

      Serio drodzy propandemicy – wasze „ironiczne” komentarze były zabawne w kwietniu. Może i w lipcu. Ale teraz są już tylko żałosnym skamleniem przerażonych typów w zabrudzonej bieliźnie…

      • „cholera wie” to jest esencja właśnie twojej „wiedzy” babciu iwonko, o legendarnej wręcz kulturze nie wspomnę, bo prezentuje ona równie wysoki poziom :-)
        Bardzo proszę jeszcze raz zespół wybitnych epidemiologów, mikrobiologów, wirusologów, wszechstrategów z komentarzy z Bezprawnika o pomoc, nie chciałbym by moja bezgraniczna wiara w wasz niekwestionowany potencjał, proszę o odpowiedź, na powyższe pytanie.
        Same zimne, jak wasz niekwestionowany ekspercki potencjał, liczby proszę :-)

        • Została udzielona, pod art. o możliwym wprowadzeniu stanu wyjątkowego, pod Twoim wpisem, szanowny ekspercie od komentarzy na Bezprawniku. I obliczenia zrobiłeś sam. Odsyłam do tamtej odpowiedzi, do której się nijak nie odniosłeś. Jeszcze.

          • „Kazał pan, musiał sam”, dzięki za odpowiedź (którą udzieliłem sam sobie :-)
            Nie polemizuję często bo generalnie to oczywiście najczęściej strata czasu.
            Jednak odnosząc się cząstkowo – jeśli 10% jest „nieiluzoryczne” (Twoje określenie), a niewątpliwie nie jest, to Twoją ekspercką opinią do pozostałych zdrowych 90% jakie pasuje określenie?
            Z góry dziękuję za odpowiedź i już nie mam więcej pytań ;-)

          • Po pierwsze, niech nie będziemy się ścigać w „eksperckości”. Jesteś entuzjastą matmy, ja jestem chemikiem. Dla nikogo z nas to nie działka branżowa. Mi może jest bliżej bo mam pewne (aczkolwiek przyznam, niewielkie na razie) znajomości chemii leków. Ale tak zupełnie bliżej. Także ironiczne nazywanie nas „ekspertami” będzie skutkowało zjadliwą wzajemnością.

            Co do tamtych obliczeń nie miałem zastrzeżeń, obliczone w porządku, to i nie zwróciłem uwagi. Zasugerowałem, że model może potencjalnie być błędny, ale poza tym było OK.
            Co do „nieiluzoryczności” chodzi o to, że w każdej rodzinie (szerzej pojętej, czyli z dziadkami, pradziadkami…) przynajmniej jedna osoba będzie statystycznie na koronawirusa chora, a na wieś to na pewno będzie jeden-parę przypadków. Żeby nie było iluzji, że to tylko na telewizji, a że masz naprawdę i to po sąsiedzku. A że zakładam, że przynajmniej sąsiadowi, ale wypada trochę pomóc, szczególnie jak gościu by chciał coś dostać z Biedry, a nie będzie mógł wyjść, to będzie już problem dosłownie każdego.
            Stratą czasu jest przepisywanie tego samego kilkadziesiąt razy. Jak było z dyskusją o aspektach prawnych karania przez sanepid i policję? Zapowiadała się taka, ale powiedziałem – zanim wylejecie swoje prawnicze myśli i bzdury tu, zobaczcie, czy tego samego nie napisano tam i nie obalono/potwierdzono. To jest moim zdaniem mądrzejsze niż zwykle zarządzanie czasu.

            Co do pytań – zamieść je tam, i pogadamy tam, jeśli tego chcesz. Nie chcę, by dyskusja o tym samym prowadzona była na kilkunastu wątkach. Dzięki z góry

          • Naprawdę to jest miłość od pierwszego wejrzenia i szczera pasja, ale nic więcej. Za ekspertów mogą się uznac osoby klasy autorów tych książek, ale na pewno nie ja. Jestem absolutnie nikim i wiem, że nic nie wiem. Zaś niki w kontekście bloga, to wyłącznie interesujące określenia, nic za tym więcej nie stoi, żadne niewłaściwe intencje. To na zdjeciu to naprawdę mała częśc tego co mam, piękna sprawa. Bardzo piękna.
            Wybacz, ale czasami się droczę i podśmiewam, bo cholera mnie bierze na panikarzy co już by najchętniej wszystkim zabijali deskami i grubymi gwoździami witryny do sklepów, histerykow z pełnymi gaciami co by się najchętniej schowali pod miotłą i całego tego niezwykle słabego szaleństwa związanego z tym wirusem, realnym zagrożeniem, ale jednocześnie absurdalnie przesadzonym.
            Dość tego, trzeba niekiedy polemizować i prostować irracjonalne fakty, interpretacje i wynikające z nich zachowania.

          • Spoko, moja chemia też ;).
            Nadal znasz się lepiej, bo jestem z matematyki nie totalnie że totalnie noga, ale matematyki teoretycznej nie ogarniam. A tam takiej podejrzewam trochę jest. Nie żebym kogokolwiek obrażał albo zmuszał do pracy, ale właśnie tu pokazałbyś, że ta pasja ma jeszcze przełożenie i że to powoduje, że dyskusja zyskuje na wartości. Mamy zdanie osoby znającej, to jak przytoczysz te argumenty, to będziemy wiedzieli, czy gość niesie kit i jest panikierem czy jednak założenia są rozsądne.
            Tak samo jak poprosisz, bym sprawdził, czy coś z chemią jest OK, to przejrzę i powiem. A już jednego takiego „chemika” (chyba trolla) udało się w miarę spacyfikować (na razie).
            Idźmy z trzeźwą głową, ale pamiętajmy, że zagrożenie jest i żyć z nim można, ale lepiej jak go nie ma. To jak z chwastami (wyjątkowo groźnymi) – możesz mieć je w ogrodzie, ale lepiej, żeby ich nie było. Czy trzeba orać od razu pole? Przy niewielkim zachwaszczeniu wystarcza wyrywanie, ale gdy ich będzie za dużo i ogród zapuścimy sobie, bez ciężkiej artylerii może się nie obejść. No i urodzaj stracony/pogorszony.
            Może różnica między nami jest w tym, jakie środki stosujemy – ja wolę „cięższą” na to chemię i więcej wtrącania się. Ale też nie na gorącą głowę. Ale w eksperckości naprawdę się nie ścigajmy. Zresztą tyle nerwów o nic. Bez przesady. Ale ostrzegłem.

            Polemizować – świetnie, prostować – proszę bardzo, ale bez ignorowania obcych argumentów albo jak już to odnoszenia się do ich ew. wad (bo wychodzę z założenia, że krytyka niekonstruktywna to, jak to mówisz, „pod publiczkę” i nic nie wnosi).

            A tak w ogóle – po prostu weźże załóż sobie konto, a nawet dwa, jak chcesz pokazać bogactwo wiedzy matematycznej. Będzie naprawdę wygodniej, ciasteczka zapamiętują ostatnie konto, z którego korzystałeś, nie będziesz cały czas musiał wprowadzać maila i odhaczać pól zgód, a jak Ci zależy – zrób prywatną historię.

          • Czy trzeba orać od razu pole? Przy niewielkim zachwaszczeniu wystarcza
            wyrywanie, ale gdy ich będzie za dużo i ogród zapuścimy sobie, bez
            ciężkiej artylerii może się nie obejść.

            Szczerze to cholernie ciężkie w teorii ale najmądrzejsze rozwiązanie to przeorać raz a dobrze a potem tylko pilnować by chwasty nie rosły. Tyle,że to to zrobili może Chińczycy. Od takiego ciągłego plewienia to tylko w cholerę roboty a rezultatów nie widać…

            A co do Chemii to: prawo zachowania masy. Która odpowiedź jest prawidłowa:
            a) Prawdziwe
            b) Nie jest prawdziwe
            c) To skomplikowane – i tak i nie

            Uzasadnij.

          • To skomplikowane.

            Uzasadnienie:
            Jeśli układ jest otwarty, to nie, ale bo założeniem tego prawa jest zamkniętość układu
            Jeśli układ jest zamknięty:

            – Dla pierwiastków promieniotwórczych ubytek masy jądra wskutek emisji promieniowania alfa/beta przekłada się w większą energię wiązania jądra i emisję odpowiednio He(2+), elektronu/pozytonu. Zatem tu lepiej mówić o zasadzie zachowania równoważnika masy (jako że energia jest w świetle szczególnej teorii względności generalnie takim równoważnikiem, E=m*c^2 trochę podpowiada). Przy promieniowaniu gamma zmiana masy nie zachodzi (foton z tego, co obecnie się zakłada, nie ma masy). To tak niby bardziej fizyka, ale masz związki chemiczne z pierwiastkami promieniotwórczymi, choćby tlenek uranu (VI), UO3.
            – Dla pierwiastków niepromieniotwórczych: generalnie tak. To co po lewej stronie reakcji powinno się zgadzać z tym, co po prawej, szczególnie podczas reakcji chemicznych. Jak mamy manipulację z jądrami (typu ostrzeliwanie neutronami, cząst. alfa…), to właściwie patrzymy na punkt z pierwiastkami promieniotwórczymi i przemianami masy do energii. Ale generalnie tak.

            Zatem ogólnie najlepiej jest mówić o prawie zachowania równoważnika masy, ale w przypadku osób niemających tak głębokiej styczności z chemią i niemających związek z uczeniem się o promieniotwórczości na poziomie głębszym, niż że jest ani tym bardziej jakąś chemią egzotyczną, wystarczy w zupełności prawo zachowania masy i może je spokojnie bez problemów stosować (tylko niech się upewni, że nie jest promieniotwórcze). To jeśli będziemy superdokładni.

            Ale włączę fizyka i powiem, że w pierwszym przybliżeniu można zmianami energii wiązania jądra zaniedbać, bo są to przekształcenia dające różnicę ułamków unitów dla danego jądra, więc i zmiana masy będzie tak nieznaczna, że często w obliczeniach poza chemią/fizyką jądrową możesz te zmiany zaniedbać, czyli dla Kowalskiego zawsze.

          • No jednak coś tam wiesz :)

            Obecnie niczym związanym z wykształceniem,no chemię akurat mieliśmy.

            Wybacz że nie udzielę więcej informacji na zasadzie wzajemności,ale chodzi tu o moje „internetowe BHP” ;)

          • Hmm jeśli ogarniasz choć połowę z tego to ciekawe masz lektury i ja tak wysoko z matematyką nie stoję, ale książkę każdy wrzucić może więc co do umiejętności praktycznych:

            jeżeli masz liczbę p, to jaka jest relacja największej liczby r (mogącej być dzielnikiem p) do liczby p – zakłądając,że używasz liczby r by sprawdzić czy p nie jest liczbą pierwszą ?

          • Największa liczba r będąca dzielnikiem liczby p jest nią samą. Zarówno więc liczba pierwsza, która jest podzielna wyłącznie przez siebie jak i jeden, jak i liczba nie będąca liczbą pierwszą, czyli mająca także inne dzielniki, jest podzielna przez swój największy dzielnik / siebie samą.
            Mój wniosek – nie da się tak sprawdzić (nie)pierwszości liczby.

          • Poproszę jednam @emmm – twoja odpowiedź jest błędna by the way (poszukaj sobie w internecie ale zamilcz) – trzeba było może zacząć z perspektywy dowodu „nie wprost”. Powtórzę: r mniejsze od p ale jaka relacja ?

    • Te liczby są bez żadnego znaczenia – dziś w wielu szpitalach już brakuje miejsc dla covidowców i jak możesz przeczytać tu i ówdzie te miejsca zabiera sie z innych oddziałów, choćby z geriatrii w Warszawie. Jak myślisz co zrobią z pacjentami którzy dziś leża na łózkach które maja być dla covidowców?

      W Gdańsku znów jedne szpital jest jednoimienny (czy jak to się nazywa teraz wysokospecjalistyczny III stopnia) a to oznacza, ze nie leczy żadnych innych chorób. Jak myślisz, ilu chorych stan zdrowia się przez brak leczenia poprawi?

      A co do zgonów, to tak dla przykładu jak nie będzie miejsca dla zawałowca, udarowca czy chorego ontologicznie to sądzisz że oni wyzdrowieją bez pobytu w szpitalu?

      Więc zamiast podniecać się statystykami pomyśl, załóż maskę jak musisz wyjść, ale dobrze by było na d tym wychodzeniem się zastanowić. Bo nie wiesz, jak się skończy Twoje spotkanie z COVID19 i czy będzie dla Ciebie miejsce w szpitalu.

      • Ależ oczywiście – liczby nie mają żadnego znaczenia. Liczba fiolek remdesiviru, łóżek, respiratorów, zakażonych, zmarłych, tych którzy wyzdrowieli, danych statystycznych do modeli rozwoju pandemii.
        10%, 33%, 72%, 90%, 100% jeden…
        Żadnego, absolutnie żadnego.

          • Jeszcze bardziej bez znaczenia jest notoryczne krakanie, czarnowidztwo, niekonczące się strachy na lachy, panikowanie, ustawianie całkowicie opacznej narracji, bezcelowe histeryzowanie, szczucie i robienie z wirusa oręża politycznego, a nade wszystko okropne, nieszczere udawanie, że daną osobę interesuje w szpitalu (odpukać) ktokolwiek poza własną rodziną i nim samym.

          • Rozumiem, ze nie masz argumentów merytorycznych wiec usiłujesz pomanipulować.
            Nikt normalny anie nie histeryzuje, ani też nie boi się wirusa. Co więcej, dokładnie widać jak wielki strach towarzyszy usilnemu negowaniu naukowej prawdy nie tylko o wirusie ale też o zagrożeniach jakie niesie dla systemu ochrony zdrowia.
            Co więcej, od pięciu lat za system ochrony zdrowia odpowiada PIS i to on ponosi pełna odpowiedzialność za obecna sytuację. Tu nie ma narracji politycznej, ale fakty. Więc nie ma tez oręża politycznego.

          • No i tak w koło Macieju. Znaczy Tomaszu…
            Tak, zaiste strach jest wielki. Dokladnie tak samo jak „jestem” kryptogejem, jaszczuroludem, a dziś koło północy z sąsiadką będziemy częstować bimbrem kosmitów którzy wylądują u niej za stodołą (nie mam sąsiadki ze stodołą). Byłbym zapomniał, pozostając w narracji głebokiej fantastyki, będę ją wiózł zaprzegiem, wszak wiadomo iż jest ona amiszem, na wizyte do endokrynologa umówioną na 2023, wiadomo iż ów termin to wina PiS. Taka sama jak Tuska.
            Jak tu prowadzić normalną rozmowę, sam powiedz.

          • Znam ludzi chodzących do endokrynologa raz na pół roku, więc ten 2023 to demagogia.
            Od pięciu lat (a właściwie dłużnej) nie ma w Polskiej polityce Tuska, więc zwalanie na niego winy świadczy o brakach w wiedzy podstawowej albo wierze w PIS.

            I oprócz kpiny, która również świadczy o strachu, to naprawdę nie musisz się panicznie bać. DDM, ograniczenie łażenia bez celu po knajpach i będzie dobrze. Choroby współistniejące to nie wyrok covidowy.

    • Może liczby nie mają znaczenia – do pewnego momentu. Później następuje zawał. I to nie jest krakanie, tylko smutna konsekwencja i kolej rzeczy w pandemii nad którą straciło się kontrolę.

      Jest pewien pułap (unikam słowa „liczba”) powyżej którego nasza służba zdrowia stanie się niewydolna (z powodów konieczności relokacji, nierównomiernego obłożenia, utraty kluczowych pracowników – zgony i kwarantanny, logistyki, dostaw, etc.) i wtedy nastąpi przykry dla wszystkich moment.
      Moment w którym zwykli lekarze i pielęgniarki z zozów oraz pozostały personel w rezerwie (np. studenci medycyny, niedawno emerytowani, osoby z przeszkoleniem, specjaliści etc.) zostaną wezwani do szpitali i to będzie druga linia walki – trzeciej już nie ma.

      Równocześnie zacznie brakować miejsc w szpitalach zwykłych które będą przekształcane oficjalnie a potem już z marszu na covidowe. Niestety braki w dostawach, braki leków, braki przeszkolenia i materiałów ochronnych zrobi z nich umieralnie – a wracający do pracy po kwarantannie i covidzie lekarze będą wpadali z ledwo zaleczonym organizmem (lub nadwyrężonym) prosto w piękne sidełka zarazy. No i pyk.

      Myślisz że to film sci-fi? Masz rację – taki katastroficzny w którym wykonano modelowanie pandemii przez superkomputery.

      No ale spokojnie – nam to nie grozi. Jesteśmy przygotowani. Przecież rząd wie co robi.

  6. I tak mimo tego, że w Polsce są rekordy, to Polska jest „dopiero” na 10 miejscu pod względem ilości zachorowań na COVID. Gdzie te czasy kiedy Polska miała najwięcej zarażeń w UE, a w Europie była tylko za Rosją, UK i Białorusią.
    Widać że Europa nie radzi sobie sobie z pandemią i nie wyciągnęła wniosków z marca.

        • Nieprawda. W maju we Włoszech było 500-600 zakażeń dziennie, w Polsce 300-400. Jedyny raz 12 maja wybiło 595 przypadków i to był wówczas rekord.

          Zresztą Włosi tak sobie poradzili, że rośnie im teraz tak samo jak u nas.

  7. W Szwecji też tragedia – właśnie odwołano zniesienie 15 paź obostrzeń odnośnie imprez masowych. A w pl panowała polityka „dej wincyj” no to mamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *