Czy można sobie zbudować zamek w środku puszczy? Tak, o ile robimy to w Polsce

Gorące tematy Nieruchomości dołącz do dyskusji (220) 08.07.2018
Czy można sobie zbudować zamek w środku puszczy? Tak, o ile robimy to w Polsce

Udostępnij

Marek Krześnicki

Czy można zbudować 15-piętrowy zamek w obszarze Natura 2000? Miejscowość Stobnica w Obornikach ma prostą odpowiedź: czemu nie? Wystarczy, że inwestor zbuduje ceglany zamek z małymi oknami, zamiast szklanego prostokąta. Natura nie ma lekko w tym kraju.

Miejscowość Stobnica nie była do tej pory szerzej znana. Choć kiedyś miała prawa miejskie, to już od ponad 200 lat jest jedną z wielu wsi gminy Oborniki. Leżąca w obszarze Natura 2000 miejscowość niedługo zyska jednak kontrowersyjną atrakcję (?) turystyczną – wybudowany od podstaw… zamek. Bo kto bogatemu zabroni?

Jak wynika z dokumentów, już niemal dekadę temu zmieniano miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego tak, aby umożliwić budowę zamczyska. „W papierach” wszystko się zgadza, przynajmniej na chwilę obecną brak dowodów na jakiekolwiek nieprawidłowości w procesie inwestycyjnym. Kilka rzeczy jest jednak co najmniej zastanawiających.

Stobnica będzie miała zamek, który oficjalnie ma być… domem dla 96 osób

Na przykład można się zastanowić, czy to przypadek, że prezesem spółki budującej zamek jest pan Dymitr Paweł Nowak, zaś raport oddziaływania na środowisko z 2014 roku (umożliwiający rozpoczęcie procesu budowlanego) sporządziły osoby, które są członkami Fundacji Fauna Polski, zarejestrowanej w… Stobnicy w 2017 roku i nadzorowanej przez pana Pawła Michała Nowaka. Żeby nie było wątpliwości – obaj panowie Nowak są m.in. członkami rady nadzorczej spółki DROKAN, zajmującej się robotami drogowymi i ziemnymi, więc łączy ich nie tylko nazwisko. (Na marginesie: niektórzy internauci zdają się myśleć, że obaj panowie to jedna i ta sama osoba).

Swoją drogą, sama opinia jest ciekawie skonstruowana. O ile nie jestem w stanie wypowiedzieć się na temat jej rzetelności w zakresie oceny warunków przyrodniczych w okolicy kontrowersyjnej inwestycji, o tyle ciekawie wygląda fragment zawierający ocenę różnych wariantów realizacji inwestycji. Taki dokument jak omawiany raport musi bowiem wskazać, że projekt inwestora jest jedynym racjonalnym i optymalnym pod względem środowiskowym rozwiązaniem, czy też da się to wszystko zrobić inaczej. Cóż, autorzy projektu jako „alternatywę” zaproponowali szklany moloch zamieszkiwany na stałe przez… 1880 osób. Niemal 20 razy więcej, niż zaproponował inwestor. I nie uwierzycie: z tych dwóch wariantów realizowany obecnie zamek jest korzystniejszy dla środowiska. Między innymi dlatego, że będzie zbudowany z cegły, a okna będą niewielkie. Niesamowite, prawda?

Co ciekawe, choć wydaje się, że taka inwestycja jak „zamek na jeziorze” mógłaby być świetnym hotelem, to zgodnie z dokumentami będzie ona… domem. Takim trochę większym, niż standardowo: ma w nim przebywać na stałe 96 mieszkańców i 10 osób obsługi. Wydaje się, że to całkiem sporo jak na oddalony od skupisk ludzkich budynek. Nie można zatem wykluczyć, że albo za jakiś czas dom magicznie stanie się hotelem, albo po prostu lokale zostaną wykupione przez inwestorów trudniących się najmem takimi lokalami np. za pomocą Airbnb czy podobnych platform, i zamek będzie formalnie domem, a w praktyce – hotelem. A ruch samochodowy w okolicy zwiększy się diametralnie.

Czy na pewno zamek w Stobnicy jest budowany tam, gdzie powinien?

Niektórzy zwracają również uwagę, że na chwilę obecną teren zajmowany przez inwestora jest większy, niż obszar działki, na której miał stanąć zamek.

https://twitter.com/miastojestnasze/status/1015911000300810241?s=12

Nie można jednak wykluczyć, że to jedynie tymczasowe rozwiązanie, umożliwiające budowlańcom realizację inwestycji. Nie zmienia to faktu, że tak ekstensywny proces budowlany w takim miejscu, w obszarze Natura 2000, jest co najmniej zastanawiające. Ewentualne nieprawidłowości mogą zaś skutkować w przyszłości koniecznością rozbiórki samowoli budowlanej – co z pewnością byłoby długotrwałym, drogim i uciążliwym procesem.

Najważniejsze jest jednak pytanie: czy taki, kilkudziesięciometrowej wysokości zamek musiał stanąć akurat w takim miejscu? Wydaje się, że w Polsce jest dużo miejsc, które byłyby lepszym miejscem na taką inwestycję.

220 odpowiedzi na “Czy można sobie zbudować zamek w środku puszczy? Tak, o ile robimy to w Polsce”

  1. Ta inwestycja to przyklad omijania prawa – wg mojej oceny to bedzie HOTEL, a nie budynek mieszkalny badz budynek na najem krotkoterminowy.

    Pytanie tylko dlaczego autor artykulu uznal ze jest to samowola budowlana?

    Przy takiej inwestycji pozwolenie na budowe na 100% dostali, pytanie tylko czy zgodnie z wymogami prawa. Jezeli urzad przyjal niepelne lub wadliwe dokumenty to obciaza to urzad,a nie inwestora… Zatem bledy w dokumentacji beda oznaczaly co najwyzej postep.legalizacyjne z art. 50-51 Pr.bud., a wiec ZERO rozbiorki (jezeli inwestor spelni narzucone wymogi).
    Nietety ale konkluzja jest jedna: w tej chwili inspekcje rzadowe to dramat, bo ludzie tam pracujacy nie maja motywacji do pracy za 2200 zł brutto…i zadne nawet najlepsze przpeisy nie zastapia zaangazowania czynnika ludzkiego, o ktorym zapominaja politycy… a suweren pijacy piwo i zzerajacy pizze przed tv dziwi sie ze urzednicy za tak wyoskie wynagrodzenia nie chca pracowac…

    • Niestety tutaj chodzi o przykrą, lecz wszędzie powszechną i popularną praktykę „rączka rączkę myje”. Chyba, że ktoś się z tego wyłamie, to wtedy ta osoba dostanie wszystkim po tyłku. Przykre to, wiem, ale i prawdziwe.

  2. Przeraszam, a czy jest grunt? Inwestora? Jeśli tak, to odczepcie się od niego. Skandalem jest to, że właściciel ziemi potrzebuje zgód, uzgodnień i papierków z bełkotem urzędniczym zamiast budować i rozwijać interes i dawać pracę ludziom. Z taką bolszewicką mentalnością nie da się budować zamożności.

    • Chyba sobie żartujesz?! Czyli np. jeśli mam kawałek ziemi to znaczy, ze moge wybudować na nim wszystko, np oczyszczalnie ścieków, wysypisko, cmentarz, krematorium, klinike dla uzależnionych, fabryke azbestu itp?? Bez wzgledu czy jest to centum miasta, puszczy, przy szkole, przy kościele, w cenrum chronionego lasu? Nic, tylko polski dziki kapitalizm? Kasa, kasa, kasa…

    • Spierdalaj!
      Akt własności ziemi w żadnym cywilizowanym państwie nie jest równoznaczny z prawem do zabudowy. Te kwestie tj przeznaczenia regulują plany przestrzenne i urbanistyczne, których zadaniem jest niedopuszczać do rozpraszania zabudowy i jej terenochłonności.

  3. @Bartosz Marek
    Czyli jak kupię sobie grunt na terenie rezerwatu przyrody (jakimś cudem), to mogę na nim zrobić wysypisko śmieci, bo grunt jest mój, tak?

    • Tak tylko jak już się zapełnisz to wysypisko to jeszcze gangi ci go podala bo wiesz nie placiles im kasy za ochronę

    • Tak i elektrownię atomową bez żadnych zabezpieczeń, a w podziemiach izbę tortur dla idiotów z internetu.

      To jest generalnie twoja sprawa.

  4. Nie w temacie, ale jesteście zawsze obrońcami komorników – i zawsze byłem zdania, że przynajmniej trochę słusznie. Znacie się także na prawie.

    Mnie także powinęła się noga – mieszkam w niewielkim mieszkaniu, wraz z matką, która powinna opłacać czynsz, ale tego nie robiła. Ja też tego nie robiłem, gdyż miałem problem ze znalezieniem pracy lub zarabiałem tyle, że nie było mnie po prostu na to stać.
    Mój błąd polegał na tym, że sprawą się nie interesowałem. Gdy znalazłem obecną pracę, komornik po prostu pobierał część wynagrodzenia, i mi to po części odpowiadało – no bo w końcu, słusznie. W końcu zdecydowałem się jednak zainteresować jaki jest łącznie dług, i gdy się dowiedziałem, okazało się, że mogę także podpisać ugodę w ramach której umorzone zostaną przynajmniej odsetki przy regularnej spłacie. Jako że jest to pierwsza podjęta przeze mnie praca na dość racjonalnych warunkach (choć niekoniecznie dobrych – poniżej przeciętnego wynagrodzenia), a przy tym jest pracą pewną, to postanowiłem zawrzeć ugodę.
    Na skutek tego, postępowanie zostało zawieszone, a ja regularnie już przez 8 miesięcy spłacam zadłużenie.
    Ale dziś przyszło pismo od komornika, że z mocy prawo postępowanie zostało umorzone, gdyż nie zostało podjęte przez 6 miesięcy (pomijam nieścisłość, bo zawieszenie nastąpiło w listopadzie, a mamy lipiec, więc to 8 miesięcy, ale pewnie jakieś inne prawne kwestie). No i w związku z tym naliczona jest opłata stosunkowa w wysokości 5% kwoty POZOSTAŁEJ DO WYEGZEKWOWANIA.

    Jak rozumiem wszelkie opłaty pobierane od komornika z tytułu doręczeń pism, itp., a także POBRANYCH kwot, czy nawet naliczenie opłat np. za wniosek do OGNIVO, itp., to opłata stosunkowa jest dla mnie kompletnie niezrozumiała. Postępowanie zostaje umorzone lub zawieszone przez wierzyciela, więc dowalimy dłużnikowi 5% spłacanego przez niego długu. Przecież to dla mnie jakiś absurd.
    Przez wierzyciela były prowadzone 2 postępowania. Teraz przyszło to mniejsze. Ale w wyniku jego błędu, to większe zostało zawieszone 2-3 miesiące później.
    Czyli za 2-3 miesiące dostanę taką samą informację o postępowaniu na kwotę ok. 10 razy większą. Czyli 10 razy większą opłatę stosunkową…

    Stąd pytanie – jaki cel ma opłata stosunkowa, poza dodatkowym gnębieniem dłużnika? Obecną jestem w stanie spłacić w ciągu 7 dni, ale ta nowa będzie wynosiła praktycznie tyle ile moje wynagrodzenie…
    I tak, rozumiem, że to mój bład, że nie skontaktowałem się z wierzycielem PRZED postępowaniem egzekucyjnym, ale każdy może popełnić błędy, a wstyd często blokuje racjonalne myślenie.
    Żeby było też jasne – nie mam pretensji do komornika o pobieranie opłaty stosunkowej, bo to PRAWO zakłada pobieranie takiej opłaty. Mnie tylko interesuje, o co chodzi w tej durnej opłacie?

  5. To sobie buduje ten, którego w naTemat określają jako polski Bill Gates, czyli Jan Kulczyk.

    Jaki kraj, taki Bill Gates i taka praworządność.

    Ja 2 lata walczyłem z urzędasami gminnymi żeby wyciąć 2 drzewka na własnej działce (bo korzenie wrastały mi pod domek).
    A tu poparz. Mach niot i jest zgoda. Taką praworządność chce nam zbudować Platforma Obywatelska, Wałęsa (TW Bolek) i reszta elit III RP.

    Oligarchia, państwo kolesiów, republika bananowa i nic więcej.
    Jak to mówią „Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie.”

    Prafożodnoźć przede wszystkim !

  6. Teraz kiedy wybuchła ogólnopolska „afera” z budową zamku media by mogły zainteresować się nieczynnym mostem kolejowym w Stobnicy. Most na rzece Warcie jest usytuowany na rozebranej już jednotorowej linii kolejowej z Obornik Wielkopolskich do Wronek i łączy wsie Stobnicę w pow. obornickim i Brączewo w pow. szamotulskim. Linia ta została wybudowana w latach 1909-1910. Uroczystość otwarcia trasy zaszczycił sam hrabia Zygmunt Raczyński, ordynat obrzycki, który posiadał w pobliżu ziemie i częściowo dofinansował budowę tej kolei. To właśnie na tej linii zbudowano most przez Wartę o długości 245 metrów. Most ten był dwukrotnie wysadzany. Pierwszy raz przez Wojsko Polskie 1 września 1939 roku. Most się tylko złamał i ugiął do wody. Niemcy most odbudowali w 1941 roku ze względu na potrzeby ruchu towarowego, gdyż nieopodal działała wybudowana przez Niemców betoniarnia. Zimą 1945 roku wycofujące się wojska niemieckie wysadziły most po raz drugi. Konstrukcja mostu uległa zniszczeniu w niewielkim stopniu i po wojnie most został odbudowany. W takiej formie przetrwał do czasów współczesnych. Linia wraz z mostem użytkowana była przez PKP do obsługi ruchu pasażerskiego do 31 sierpnia 1991 roku, a ruchu towarowego do grudnia 2000 roku. W latach 2005 – 2013 w całości linię rozebrano. Most w Stobnicy na Warcie z przyczółkami w nasypach na obu brzegach został umieszczony na liście zabytków. Obiekt niszczeje, deski i betonowe płyty ułożone na dawnym torowisku kruszeją, powstały ubytki i most stał się dziurawym mostem. Dziś mieszkańcy Stobnicy i Brączewa każdego dnia ryzykując życie przechodzą po dziurawym moście. Ten most aż się prosi, aby poprowadzono tamtędy ścieżkę dla pieszych i rowerzystów.

  7. I jeszcze w kwestii budowy zamku w Stobnicy. Otóż gwoli ścisłości, to w miejscu, gdzie trwa budowa zamku nie było lasu!!! Znam doskonale okolice Stobnicy, bo od lat jeżdżę tam na grzyby. Były tam stawy rybne poprzedzielane groblami i staw młyński z murowanym młynem wodnym, po 1945 roku odebrane dawnym właścicielom i upaństwowione (miejscowi kupowali tam karpie). Było to gospodarstwo rybackie z wylęgarnią narybku, prowadzone przez Kombinat PGR Gałowo (zakład Kobylniki). Po przemianach lat 90-tych zostało zwrócone prawowitym spadkobiercom (informacja od mieszkańca wsi)… Młyn – jak pamiętam – pod koniec lat 90-tych odremontowano, a później ogrodzono płotem z drutem kolczastym. W tym mniej więcej okresie pojawiły się sporej wielkości hałdy ziemi porosłe zielskiem, zapewne wybranej z pogłębionych stawów, które ograniczają widok na budowę.

    Warto jednak podkreślić, że na budowie panuje wzorowy porządek. Materiały budowlane są poustawiane w równych rzędach, żadne opakowania i folie tam się po lesie nie walają, tymczasowe pomieszczenia dla budowlańców równo ustawione na wyspie zamkowej. To one zapewne sprawiają wrażenie, że z góry (wczoraj widziałem w TV film, zapewne z drona) budowla wygląda na coś znacznie większego, choć i tak jest wielka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *