Obowiązek jazdy na suwak, brak limitu na autostradach, zakaz parkowania za blisko – na te zasady drogowe czekam

Gorące tematy Moto dołącz do dyskusji (179) 17.06.2018
Obowiązek jazdy na suwak, brak limitu na autostradach, zakaz parkowania za blisko – na te zasady drogowe czekam

Mateusz Madejski

Podróże po Polsce autem, choć są coraz wygodniejsze, to ciągle przypominają horror. Ale można to to łatwo zmienić, kilka zakazów/nakazów, a już będzie wszystkim łatwiej za kółkiem! Oto moje pomysły na nowe zasady drogowe. Pomogą wszystkim, którzy z dróg korzystają w dobrej wierze.

Każdy Polak zna się na piłce, wiadomo. A zwłaszcza jak jest mundial. Ja znam się średnio, więc nie będę się mądrzył o Lewym, Ronaldo i fantastycznej Islandii. Natomiast trochę pomądrzę się na temat ruchu drogowego – na tym akurat się znam, jak każdy Polak.

Obowiązek jazdy na suwak

Weźcie właściwie dowolne statystyki korków w Europie, a gwarantuję, że polskie miasta będą w niechlubnej czołówce. Przez lata dominowała narracja, że mamy korki, bo mamy kiepskie drogi. Ale teraz już mamy drogi całkiem przyzwoite, a korki nam ciągle rosną. Czemu? Wystarczy spędzić jakiś kwadrans w stolicy czy innym dużym mieście. Nikt nikogo nie wpuszcza! Ok, może trochę dramatyzuję – „suwak” jest coraz popularniejszy, ale ciągle niewystarczająco. Póki co, jakoś nie można wtłoczyć do głowy nadwiślańskim kierowcom, że jazda na suwak to nie tyle uprzejmość (choć to też), ale przede wszystkim dbanie o własny interes. Bo jak nikt nikogo nie wpuści, to każdy ostatecznie utknie w korku… Więc może nakazać po prostu odgórnie jazdy na suwak?

Zakaz parkowania zbyt blisko do innego pojazdu

Wiele przepisów reguluje poprawne parkowanie. Ale może by tak ustalić, że nie można parkować, jeśli będzie to oznaczało bycie „na styk” z innym pojazdem? Takie parkowanie kończy się często zarysowaniami, a czasem po prostu nie ma jak się dostać do auta. Sam kilka razy znalazłem się w takiej sytuacji, że musiałem wchodzić do auta od strony pasażera, fruwając nad skrzynią biegów. Nic przyjemnego. Jasne, w miastach jest ścisk i czasem jest pokusa, aby wcisnąć się tam, gdzie miejsca jest bardzo mało. Lepiej jednak takiego parkowania po prostu zakazać niż potem chodzić do warsztatów z zarysowaniami i otarciami.

Nowe zasady drogowe. Znieśmy limit na autostradach

Nie zrozumcie mnie źle, generalnie jestem przeciwnikiem szaleństw za kierownicą. Staram się przestrzegać ograniczeń prędkości, zwłaszcza miastach. Tam naprawdę nie ma żartów, zawsze w końcu niespodziewanie może wybiec jakieś dziecko. Ale autostrady to co innego. W Niemczech limitów nie ma , a na autostradach dominuje naprawdę świetna kultura jazdy. Może moja teoria jest niesłuszna, ale wydaje mi się, że jak ktoś będzie mógł sobie poszaleć na autostradzie, to w mieście już będzie jechał z tą przepisową prędkością 50 km/h. Tak właśnie jest w Niemczech. Na autobahnach szaleją jak nie wiem co, ale poza nimi są pokorni jak pierwszoklasiści. Skoro tam to naprawdę działa, to czemu by nie spróbować i u nas?

Maksymalna głośność słuchania muzyki w mieście

Znowu, jak ktoś chce sobie poszaleć na autostradzie czy drodze ekspresowej przy muzyce na maksa – to czemu nie. Ale niewiele jest bardziej denerwujących rzeczy niż muzyka na maksa w aucie na osiedlu czy nawet w centrum. Przeszkadza to chyba wszystkim za wyjątkiem takiego kierowcy. Poza tym po prostu – to jest zwyczajnie słabe. O ile przyjemniej będzie wszystkim, jeśliby wprowadzić maksymalną głośność słuchania muzyki?

Nowe zasady drogowe. Sorry, L-ki, uczcie się poza szczytem

Każdy się kiedyś uczył jeździć, ale czy naprawdę każdy musi to robić w godzinach szczytu, gdy drogi są i tak zakorkowane? Kiedyś zadałem to pytanie na Bezprawniku. Generalnie moja propozycja zakazu wjazdu „elek” w godzinach szczytu nie spotkała się z najlepszym przyjęciem. Ja jednak ciągle uważam, że taki zakaz by był wygodny zarówno dla pełnoprawnych użytkowników dróg, jak i dla tych, którzy muszą jeszcze jeździć z tablicami z literką „L”.

Słowem, pięć propozycji racjonalizatorskich co do poruszania się po drogach. Chyba nie są aż tak kontrowersyjne, a na pewno znacząco zmniejszyłyby poziom frustracji w Polsce za kółkiem.

179 odpowiedzi na “Obowiązek jazdy na suwak, brak limitu na autostradach, zakaz parkowania za blisko – na te zasady drogowe czekam”

  1. Nie zgadzam się z tymi propozycjami! Polskie drogi są niebezpieczne. Bardzo niebezpieczne. Kierowcom brakuje pokory za kierownicą. Frustracja, agresja rodzi zagrożenia.

    Mandaty w Polsce są niskie. Bardzo niskie. Zamiast zastanawiać się co to by było jakby na autostradzie był non limit to wróćmy na miejskie drogi. Wyprzedzanie na pasach, nie wpuszczanie na przejścia i najgorsze- omijanie. Przykładów jest więcej. Uważam, że tylko surowe prawo wobec kierowców zmieni sytuacje.

    W sprawie suwaka: ta metoda nie działa chyba tylko w stolicy. W Krakowie, gdzie jest mnóstwo remontów kierowcy sobie pomagają. Inaczej by wracali do domu z drugiego końca miasta 5h

    P.S. Po co nam autostrady bez ograniczeń skoro w Polsce nie obowiązuje bezpieczny odstęp na drogach tego typu?

    • To nie kwestia mandatów ile niestosowalności prawa.

      Dlaczego gminom odebrano możliwość instalowania fotoradarów ? Moim zdaniem powinno zostać to przywrócone.
      Dlaczego policja nie dokonuje systematycznych kontroli czystości spalin / głośności pojazdów ?

      • Widzisz ja jestem w No i tutaj są jeszcze większe ograniczenia i mandaty tu ofszem jest niby kultura jazdy ale nie dlatego że są tego nauczenia tylko dlatego ż wysokość mandatu jest uzależniona od zarobków średnio 1 mandat to 20 procęt pensji

      • Jedno nie wyklucza drugiego. W Norwegii mandat za rozmowę przez telefon to równowartość 1000 zł. Przekroczenie prędkości o 20km/h to już 3000tys zł. Wbrew pozorom to dużo. Nawet dla Norwega który zarabia 25 tys zł miesięcznie

    • Akurat mieszkam w Krakowie od roku i kultura jazdy jest tu bardzo niska, co w połączeniu z ciasną i słabo zaplanowaną infrastrukturą daje potężne korki.
      Są skrzyżowania na których można stać dobre pół minuty(na jeden samochód), aż ktoś wpuści. Pełno jest sytuacji w których kierowcy wjeżdżają na skrzyżowanie nie mogąc z niego zjechać całkowicie je blokując na cały cykl zmiany świateł.
      Ogólnie jak w Warszawie było kilka punktów zapalnych(np. rondo lotnika), które powodują korki, o tyle w Krakowie te punkty zapalne dostrzegam co 3-4 skrzyżowania. Drogi są słabo zaprojektowane(brak oddzielnych pasów do skręcania w lewo, masa skrzyżowań równorzędnych w których dominacja jednego kierunku jest tak wielka, że inni mają małe szanse na przejechanie), ale kierowcy też mają w tym swój spory udział.

    • Ale to kwestia psychologi ! Jesteśmy z każdej strony ograniczani i dlatego nie stosujemy sie do żadnych zakazów i jeździmy jak chcemy. Dać nam troche swobody (autostrady bez limitów) a dużo może się zmienić .

      • To jest kwestia psychologii, ale innej. Polacy przez lata ucisku nauczyli się, żeby obchodzić każdy przepis. Widać to choćby w dyskusji tutaj, gdzie niektórzy wprost przyznają się, że przekraczają prędkości. Najciekawsze, że przy przekraczaniu prędkości o 4 km/h na 500km trasie zyskamy ledwie 15 minut.

        Zwolnienie z ograniczeń nie spowoduje, że Polacy będą jeździć rozsądniej, wręcz przeciwnie. Dozwolone maksymalne prędkości wynikają nie z widzimisię urzędników, tylko z wieloletnich badań. Oczywiście to nie jest tak, że te prędkości są ustalone z dokładnością do kilometra na godzinę, stąd różnice w różnych krajach. I także oczywiście – zdarza się, że ograniczenia są stawiane w miejscach dziwnych. Natomiast o tym, że te maksymalne dozwolone prędkości są potrzebne – uczą na kursach prawa jazdy. Jeśli ktoś nie wie, bo przysnął wtedy, to na YT można odnaleźć kampanie społeczne uświadamiające o drodze hamowania.

        Zgodnie ze statystykami prowadzonymi przez policję (przyznam, że nie zagłębiałem się, więc wierzę im na słowo) do wypadków najczęściej dochodzi w dobrych warunkach na drodze. Czyli wtedy, kiedy kierowcy są najbardziej pewni siebie. Już widzę rozsądek kierowców, kiedy zniesie się ograniczenie prędkości…

        • Ale jak juz jedziesz 180-190 co nie jest czymś abstrakcyjnym to juz jestes w sanie sporo zaoszczędzić czasu. Zresztą to nie o to chodzi, ja jeżdzę bardzo szybko dla własnej satysfakcji, po prostu lubie !

          Na prawdę wierzysz, że ktoś to liczy i że chodzi o nasze bezpieczeństwo ? Dlaczego policja nie dba o porządek w miastach i dlaczego czasami nie mają kasy na długopis jak zgłaszasz, że znów zniszczyli Ci auto pod blokiem a w tym samym momęcie kupują nowe bmw do łapania tzw piratów ? Podpowiem Ci – kasa kasa kasa i to nie tylko w Polsce, tak jest na całym świecie.

          Przypomnij sobie aporpo tego co sie stanie po zniesieniu ograniczeń jak było gdy podwyższono ograniczenia ze 130 na 140 – czy zauważyłeś aby ktokolwiek jechał inaczej? Mniej bezpiecznie ? Nic sie nie zmieniło,

          • Panie Janie ma pan dokładnie tą mentalność o której się pisze wiecznie widzącego spiski człowieka który tylko szuka wymówki by łamać przepisy. Te prędkości są złudne liczą się tylko na naprawdę dużych trasach a i tak znając życie wyjedzie pan na drogę z oponami na max 150 km/h i będzie stwarzał zagrożenie. Zwłaszcza nagle hamując gdy ktoś jadący z normalną prędkością zacznie wyprzedzać np ciężarówkę

          • Akurat na opony wydaje w tysiącach i zawsze wybieram z najwyższej półki, dodam że do mojego auta akurat chyba nawet nie produkują o tak niskim indeksie prędkości jak 150. Nadmienie tez iż o hamulce również dbam i również zawsze kupuje najlepsze. Więc jakieś tam stereotypy i polskie zabobony proszę zachować dla siebie. Tworzenie sobie w główce własnych teorii, że każdy kto jeździ szybko to pewnie młody gniewny w bmw świadczy o totalnym braku wiedzy na ten temat jak i ograniczeniu myślowym i totalnej niewiedzy na temat jazdy większej niż dopuszczalna w naszym kraju..

          • Jadąc 170km/h w porównaniu do 140km/h na 500km trasie zyskujesz 32 minuty. Dla większych wartości nie robiłem obliczeń. Im większa prędkość wyjściowa, tym zysk na przekraczaniu prędkości jest mniejszy.

            Co do wiary w liczenie – tak, wierzę w to, że są ludzie, którzy prowadzą rzetelne badania w tych tematach.

            Natomiast co do policji – w instytucjach państwowych funkcjonuje coś takiego jak przetargi i przyznawanie pieniędzy na określone cele. Czasem pieniądze można przesunąć do innej „działki”, a najczęściej jest to blokowane lub wymaga za dużo zachodu.

            Skuteczność i cel działań policji to temat na referat.

            Na temat tego, co się zmieniło, trudno mi oceniać, mogę gdybać. Tak jak pisałem gdzieś tutaj wcześniej – to nie jest tak, że badania dowiodły, że dozwolona maksymalna prędkość ma być taka i taka, co do kilometra.
            Moim zdaniem wrażenie, że nic się nie zmieniło wynika z dwóch rzeczy – przy normalnej jeździe różnica 10km/h nie ma wielkiego znaczenia, dopóki nie dochodzi do jakiegoś nieoczekiwanego zdarzenia. Statystyki są w tym przypadku trudne do analizy, bo liczba wypadków w Polsce choć jest ciągle za wysoka, maleje dzięki poprawie jakości dróg, samochodów, itp.

            Po Twojej deklaracji przekraczania prędkości „bo lubisz”, na pewno nie zyskałeś mojego szacunku.

          • Ale dlaczego obliczasz zysk czasowy. Czy na prawdę uważasz, że każdy kto przekracza prędkość gdzieś się spieszy ? Ludzie lubią szybko jeździć i tyle.
            Twój szacunek, z całym szacunkiem, malo mnie obchodzi, skoro jade sobie ile chce na Niemieckiej autostradzie to możesz mnie za to nie szanować ile Ci sie zamarzy. Tylko jedź prawym i nie marudź, że ktoś lubi co innego niż Ty.

        • Ale na serio nie widzisz, że większość to tak na prawdę jeździ wolniej niż można – cały czas oczywiście mowa o autostradach. Czasami nawet stwarzają przez to większe niebezpieczeństwo, gdyż po za lubiącymi lewy pas to podczas zwykłego wyprzedania tira różnice są zbyt duże między wyprzedzającym a tym który do niego dojeżdza tym, że lewym pasem. Skoro teraz tak wielu jeździ wolniej to dla nich jest bez różnicy jakie będą ograniczenia.
          Co tych że tam wieloletnich obliczeń to bym raczej dał spokój i nie ośmieszał sie. Nikt na tym specjalnie nie myśli, liczy się kasa z mandatów i tyle. Przy każdej prędkości potrzebny jest zdrowy rozsądek i to wystarczy, Teraz równiez jest wiele miejsc gdzie można 100 a są zakręty na których większośc aut by wyleciała i jakoś hmm no nie wylatują.

  2. 1- Może w Warszawie tak nadal jest, w innych miastach ludzie stali się bardziej cywilizowani, chociaż nadal potrzeba nam sporo nauki. 2- W Polsce i tak tragedii nie ma, pojeździ Pan po Francji albo Włoszech, tam to parkują. 3- Nie sądzę żeby nasz naród kiedykolwiek był na to gotowy, jazda autostradą zmieniła by się w jeden wielki wyścig. Lepiej zakazać kierowcom ciężarówek wyprzedzania się nawzajem bo jeden ma ogranicznik na 89 a drugi na 91. 4- Nie wiem czy to tak wielu osobom przeszkadza, bardziej czepić się można o bezpieczeństwo bo taki typ wozu specjalnego na sygnałach nie ma szans usłyszeć. 5- Tak, a potem będą się bali wyjechać po zdaniu egzaminu sami na drogę. Nikt kursantowi nie pokaże jak jeździć po śniegu w lato ale godziny szczytu mamy zawsze. Lepiej wprowadzić zakaz poruszania się po drogach maszyn rolniczych i sprzętu ciężkiego w godzinach szczytu, to jest realne zagrożenie.

    Niech się też Pan redaktor tak za kółkiem nie stresuje, to niebezpieczne. Dobra muzyka lub audiobook, odpowiednia temperatura wewnątrz auta oraz przygotowanie do podróży i nawet czas w korkach nie męczy tak bardzo :).

    • ludzie cywilizowani?
      jako gatunek nie nadajemy się do życia w społeczeństwie
      czy to kierowca, rowerzysta czy matka z wózkiem wszyscy zachowują się tak samo: on musi pierwszy, nawet jeśli oznacza to stratowanie kogoś innego i wpakowanie się przed maskę/pod nogi większemu

    • Ciężarówki mają maksymalnie 90km/h ale to mała drobnostka. Dał pozostaje niezmienny. Jeden ma 89km/h, drugi jedzie 90km/h i zaczyna się wyścig Le Mans. Co do cywilizacji to prawda jest taka, że od ludzi ze stolicy to nawet na wsiach są czasem bardziej cywilizowani. Nie tylko na drodze.

  3. Ale bzdury piszesz. Wpierw, że w Niemczech jest kultura jazdy na autostradach, a dwa zdania później, że szaleją jak nie wiem co. W Niemczech nie szaleją. Jeżdżą normalnie. A jak nie ma limitu, to zasuwają i to też z głową. Przy większym ruchu zapomnij, żeby ktoś ciął 150 kmh – mimo, że wolno. W Polsce są limity i powinny być, bo cebulactwo potrzebuje jeszcze czasu, by dorosnąć. To tak, jakby pozwolić pić wszędzie alkohol. Domyślasz się pewnie, co by się wtedy działo w polskich miastach…

    Reszta artykułu ok. Obowiązek jazdy na suwak powinien już dawno być wprowadzony.

    • A Ty juz dorosłeś, że tak innym wytykasz? Jednak wszystkie Mariusze to barany… (tak samo jak Twoim zdaniem wszyscy to cebula oprócz Ciebie zapewne bo jakże by inaczej?).

    • Tu się jeździ normalnie, bo raz, że jest czym i po czym jeździć normalnie, a dwa, że się jeździć potrafi z głową, a nie tylko z cycatą wytapetowaną lala-doopą na prawym.
      Kultura jazdy jest zupełnie inna. Ludzka mentalność także.
      Poza tym w pl musiałyby być najpierw autostrady, a nie coś co jest realnie jedynie drogą szybkiego ruchu, a tylko jako autostrada oznaczoną. xD

      • Chyba dawno w Polsce nie byłaś, bo w Polsce też jest czym i po czym jeździć. Z kolei Niemcy mają coś koło 12 tys km autostrad i większość z nich to jeden wielki korek. Jeżdżę często a9 i a4 i jeszcze nigdy nie przejechałem bez korków i wypadków przez Monachium albo Drezno.

        • No to mieszkam chyba w jakimś innym Monachium, bo jakoś udaje mi się śmigać bez stania w korkach.
          W pl po czym? Aaa.. racja.. zapomniało mi się.. tak.. po dziurach i pękającej nawierzchni tych funkiel nóweczka „autostrad” ;) Fakt.. tu masz rację.

          • Nie wiem skąd pochodzisz ale obstawiam że z Górnego Śląska więc jedyna autostrada jaka jezdzisz w Polsce jest zapewne a4 fakt dorównuje niemieckim autostradom w natężeniu ruchu i korkach. Oprócz a4 w Polsce a1, a2, A6, A8 i drogi ekspresowe które niczym nie odbiegają od autostrad oprócz ograniczenia prędkości do 120, większej częstotliwość węzłów i nieco węższych pasów ruchu tj. S1, S3, S5, S6, S7, S8, s11, s17, s19, s61. Jest po czym jeździć a będzie jeszcze więcej, Niemcy swoją sieć autostrad budowali w większości w latach 60-70 tych a w Polsce ten czas jest teraz więc nie ma co porównywać. A że jest czym jeździć to wystarczy wyjechac na a2 żeby zobaczyć auta jakich nie wiele zobaczysz na niemieckich autobahnach. Ostatnio jechałem i wyprzedzały mnie BMW M5, Mercedes maybach, audi rq7, Maserati nawet nie znam nazwy modelu i wiele innych.

          • Monachium i brak korków. Chyba w butach. W Polsce same popękane drogi? Naprawdę nie wiesz co piszesz. Tak samo jak autor artykułu.
            Jednak gratuluję mieszkania w tak pięknym i wspaniałym kraju.

          • Nie jest aż tak cudownie jak to opisuje Martina, ale ma wiele racji. Przede wszystkim mentalność ludzi. Tu mamy wiele do odrobienia, moim skromnym zdaniem, gdybyśmy się poprawili to tylko z tego powodu jazda po polskich drogach stałaby się dużo przyjemniejsza. Kultura jazdy (i nie tylko) u nas mocno kuleje. Poza tym en masse jesteśmy egoistyczni, nieufni i wrogo nastawieni do innych, choć różnie to wygląda w różnych regionach Polski. Z moich obserwacji wynika, że generalnie im dalej na wschód tym gorzej. W DE pomimo moich polskich tablic, nie spotkał mnie jakikolwiek afront na drodze (poza nią zresztą też0. Może dlatego, że staram się przestrzegać tutejszych zasad?

            U nas główne drogi mają się coraz lepiej, ale te boczne? Masakra. dziura na dziurze, łata na łacie. Fakt, że powoli postępuje poprawa, ale do Niemców to nam wiele jeszcze brakuje. Np w DE obok drogi można spotkać tabliczkę z napisem w formie ostrzeżenia „Straßenschäden”. Przygladasz się tej drodze i szukasz tego „schäden”. W PL taka droga długo by jeszcze miała status normalnej drogi.

            Jeżeli chodzi o autostrady to w DE rożnie bywa. Korki się zdarzają, tyle, że w radio często jest informacja o tym zdarzeniu i to nie tylko w wiadomościach lokalnych (funkcja TP/TA), często masz informację na drodze, a to tego system oznakowania zjazdów, który potem poprowadzi kierowcę do kolejnego wjazdu na autostradę (takie znaki z oznaczeniem np. U34). PL parę razy zdarzyło mi się wjechać za bramkę tylko po to, żeby zjeżdżać 15km dalej (wyjazd też zakorkowany). Brak informacji o potężnym korku (A4 za Wrocławiem w stronę Opola). Dobrze, że znam teren bo oznakowanie bardzo słabe i drogi lokalne, ale tym już pisałem.
            Jeżeli chodzi o samą jazdę po niemieckich autostradach w kontekście interakcji z kierowcami to jest to inna planeta. Ludzie ze sobą raczej współpracują niż walczą. Nawet gdy ktoś jedzie dychawicznym 1,0 i chce wyprzedzić ciężarówkę, kierowca takiego Porsche bez najmniejszych problemów mu to umożliwi. Bez machania łapami, błyskania światłami itp. Jeżdżą też przewidywalnie, co jest bardzo ważne w ruchu. Bardzo rzadko występuję tam zjawisko „wyścigu żółwi”, a jak już się zdarzy to możesz na 95% zakładać, że wyprzedza polski kierowca. Z niemieckich autostrad najbardziej nie lubię tylko odcinka A4 z Chemnitz do Görlitz i to właśnie ze względu na polskich kierowców. Koniec przewidywalności, uprzejmości itd.
            Drogi rzeczywiście mamy coraz lepsze, ale nie nadążają za nimi zorganizowanie, umiejętności czy zwykła kultura.

          • Słoneczko doczytaj. Ja nie napisałam, że brak jest korków.
            Czytanie ze zrozumieniem treści nie boli. A przynajmniej nie powinno.

          • Czytam. Odpisujesz na stwierdzenie, iż w Niemczech jest pełno utrudnień (mają nawet odcinki ze stałymi znakami STAU), że ty śmigasz sobie znaną trasą i omijasz wszystkie utrudnienia. W samym Monachium w godzinach szczytu mozna na głowę dostać. Już nie wspomnę o reszcie miast. Co innego jak jedziesz pare km znaną trasą i ktoś ci powie jak jechać aby nie stać (miejscowi w większości miast nie stoją w korkach), a co innego jak jesteś przejazdem. Już pomijam banialuki o super nawierzchniach w Niemczech, super autach (wszystkie nowe z salonu, góra dwu dniowe), i jeszcze zabrakło o tym, że mają super proszki do prania, a w sklepach pełno towaru. Bo w Polsce to ocet na półkach, a jedyny proszek to Biały Jeleń jak zetrzesz na tarce. Osoby, które piszą takie bzdury albo mieszkały w jakimś wygwizdowie w Polsce i zobaczyli cały wszechświat w nowym dużym mieście za granicą albo mają jakieś upośledzenie umysłowe w postaci wychwalania obcego i nieznajomości swojego. Żyj dalej w świecie idylli i nie mydl ludziom oczu.
            „Deutschland, Deutschland über alles,
            über alles in der Welt”

      • Proponuję odwiedzić Polskę albo wyjechać w końcu na te super autostrady w Niemczech. Co chwila stau i jazda 5km/h ponieważ Niemiec nie wie jak jechać zwężką. Pomijając już fakt kunsztu niemieckich kierowców w sytuacji awaryjnej. Ostatnio w Berlinie i Stuttgardzie auta na drodze spłonęły bo podczas utrudnień jacyś kierowcy się spieszyli.

          • co Ty gadasz za bzdury? Autostrady niemieckie są zakorkowane, I nie mówimy o drodze do pracy tylko o przelocie na trasie.

          • tak? To zobacz chociażby na Mapy Google w tym momencie. Ewidentnie jest czerwono, a wylot z Frankurtu wręcz na brązowo. Z faktami nie dyskutuj, mądralińska.

      • Jeżdzę i po de i po pl i jak juz mamy autostrady to nie są wcale takie tragiczne. Co do tej kultury jazdy to ja pamiętam czasy gdy w Niemczech mieszkali Niemcy i uwierz, że wtedy to na prawdę inaczej sie jeździło. Teraz bez problemu Ci wskaże polaka, nachodźce czy dedeerowca.

  4. Nie zgadzam się z większością postulatów.

    Niemcy jeżdżą karnie u siebie, ale wystarczy przyjrzeć się im jak to wygląda jak przyjeżdżają do nas. Po prostu mają świadomość, że u siebie „bekną” za przewinienia. Na autostradach mamy dopuszczalną prędkość 140, ale dużo jest miejsc, gdzie są ograniczenia. One zwykle są stawiane z jakiegoś konkretnego powodu (choć są i takie, których nie rozumiem). Zdecydowana większość oszołomów nie potrafi się do tych ograniczeń dostosować, więc już sobie wyobrażam jak zwalniają z 200 km/h do tych 130…

    Trudno mi sobie wyobrazić wprowadzenie i egzekwowanie obowiązku jazdy na suwak.

    Parkowanie – pełna zgoda. Choć moim zdaniem w większości przypadków winny jest efekt domina – trafi się jeden burak i kolejni kierowcy muszą się dostosować. Trudno egzekwować taki przepis, bo ten pierwszy odjedzie, a pozostali będą winni?

    Maksymalna głośność muzyki wymagałaby pomiarów. Kolejna propozycja martwego przepisu.

    Zakaz jeżdżenia L-kami w godzinach szczytu objawi się jedną rzeczą – większą ilością kierowców, którzy będą mieli problemy i będą się bali jeżdżenia w szczycie. Abstrahując od obecnego poziomu szkolenia kierowców, ja wolę jazdę kursantów w oznaczonym wyraźnie samochodem i pod opieką instruktora niż spotykanie ich uczących się jeździć potem bez żadnych oznaczeń i nadzoru.

    Moim zdaniem aby w Polsce jeździło się dobrze, potrzeba stałej edukacji i nauczenia ludzi respektowania prawa i zasad kultury już obowiązujących. No a do tego nauczenia Polaków zrozumienia i cierpliwości.

    Stanie w korkach godzinami to rzeczywiście problem, natomiast trochę za często widzę nerwusów, którzy wystarczy, że ktoś się zagapi i ruszy odrobinę za późno na zielonym, a oni już zaczynają trąbić i się wkurzać. Albo te nerwusy, dla których jazda po mieście 47-49 km/h to ogromne przewinienie „niedzielnych kierowców”, więc napierdzielają slalomem pomiędzy tymi „nowicjuszami” i jeszcze mają pretensje o zajmowanie lewego pasa.

    • Maksymalna głośność mogłaby być mierzona odległością słyszalności dźwięku. Np. jak muzyka jest słyszalna z odległości 10m od samochodu, to jest za głośna.

      • jestes genialny kolego. A kto bedzie ta slyszalnosc mierzyc? Wiesz o tym ze niektorzy maja lepszy sluch niz inni. Nie istnieje cos takiego jak „odleglosc slyszalnego dzwieku”.

      • Byłby to dobry pomysł, gdyby nie to, że ludzie mają różny słuch.

        Moim zdaniem bez sensu jest tworzenie dodatkowego prawa na wykroczenia, które można podciągnąć pod zakłócanie spokoju.

        Tak naprawdę problemem Polaków jest nie brak prawa, tylko brak egzekwowania już obowiązującego i przede wszystkim brak systematyczności. Policja nie musi karać za wszystkie przewinienia, ale jeśli będzie konsekwentnie pouczać, co będzie wiązało się z legitymowaniem i zajmowaniem czasu, oraz koniecznością słuchania gadki policjantów, to przynajmniej część oszołomów dla świętego spokoju zacznie się stosować do przepisów.

        • Problemem nie jest brak prawa tylko brak kultury. Zarówno na drodze jak i w życiu. Tego się niestety nie da nauczyć na kursach.

        • Część Sebixów to ma w bagażniku cały system nagłośnienia i chyba o tych chodzi,

          Do listy dorzuciłbym jeszcze depenalizację przejścia na czerwonym przez osoby pełnoletnie i może trochę inteligencji budującym sygnalizacje świetlne, tak by nadjeżdżający tramwaj, autobus powodował takie przełączenie świateł że piesi mogą spokojnie dojść na przystanek (i wsiąść do pojazdu) i z niego sie oddalić po wyjściu z pojazdu. Teraz mamytak że masz czerwone nic nie jedzie , najbliższy samochód na drodze około 100 m i więcej , ale stoisz i czekasz jak ….. bo czerwone i nie wolno,a w międzyczasie np, tramwaj podjeżdza na przystanek za przejściem dla pieszych i oczywiście zielone zaświeca się gdy już odjedzie z przystanku

    • Przede wszystkim „pretensje o zajmowanie lewego pasa” powinna mieć policja, bo jest to złamanie art. 16 ust. 4 PORD.

      • Nie chodzi mi o sytuacje, kiedy ktoś uparcie jedzie lewym pasem. Mam na myśli normalne sytuacje, kiedy ktoś wyprzedza inny samochód jadąc z prawie maksymalną dozwoloną prędkością i wyprzedzając niewiele wolniejszy pojazd. Większość idiotów na drogach uważa, że wtedy taka osoba powinna przekroczyć dozwoloną prędkość, co jest głupotą.

        • Nie, powinna wstrzymać się od wyprzedzania jeżeli wymusi na kimś pierwszeństwo – a dokładniej ustąpić pierwszeństwa pojazdom jadącym pasem, na który wjeżdża (art. 22 ust. 4 PORD). A wymuszenie pierwszeństwa to jest wtedy, gdy zmusza się kogoś do istotnej zmiany prędkości (art. 2 pkt. 23 PORD). Przepis nigdzie nie mówi, że stosuje się go tylko jeżeli samochód porusza się z przepisową prędkością, więc jeżeli ktoś jadąc 139 km/h zajeżdża drogę samochodowi jadącemu 220 km/h zmuszając go do hamowania, łamie prawo.

          • To taka trochę bez sensu dyskusja będzie jeśli będziesz wyszukiwał przykłady złej jazdy lewym pasem. Ja piszę o spokojnym wyprzedzaniu lewym pasem, a Ty o zajeżdżaniu drogi przy wyprzedzaniu.

            Nie mówię, że wszyscy jeżdżący lewym pasem robią to prawidłowo, mówię o tym, że w Polsce z niewiadomej mi przyczyny panuje przekonanie, że lewym pasem nie wolno jeździć zgodnie z przepisami, że jest on przeznaczony dla tych, dla których przekraczanie prędkości nie stanowi problemu, a wszystkie inne pojazdy powinny natychmiast zjeżdżać im z drogi.

          • „Albo te nerwusy, dla których jazda po mieście 47-49 km/h to ogromne przewinienie „niedzielnych kierowców”, więc napierdzielają slalomem pomiędzy tymi „nowicjuszami” i jeszcze mają pretensje o zajmowanie lewego pasa.”

            To napisałeś.
            Wynika z tego, że „niedzielny kierowca” jedzie 49 km/h lewym pasem, a „nerwus” wyprzedza go prawym pasem.
            Prawy pas jest więc wolny.
            I nie jest to wyprzedzanie, bo inaczej… prawy pas byłby zajęty.
            Ergo – „niedzielny kierowca” popełnia wykroczenie nie poruszając się możliwie blisko prawej krawędzi jezdni.

            Myśl czasami o czym piszesz.

          • Myśl czasami nad tym co czytasz. Niedzielny kierowca z prędkością 47-49 km na godzinę i jazda slalomem. Jeśli dla Ciebie to oznacza wolny pas, to „gratuluję”, już wiem do czynienia z jakim kierowcą mam.

          • Z takim, który wie, że aby wyprzedzić kogoś, nawet slalomem, to pas musi być pusty. Więc tak, oznacza. I oznacza to, że kolejny raz udowodniłeś, że nie wiesz, o czym piszesz.

          • ROTFL. Dobrze, niech będzie po Twojemu. Przyjmijmy, że pas jest rzeczywiście pusty. Możesz mi wyjaśnić w takim razie po co w takim przypadku jazda slalomem, skoro można po prostu zjechać na prawy pas i nim sobie dalej jechać?

          • Nie, to ty mi lepiej wyjaśnij jak może być slalom na „zajętym” pasie. Oczywiście jeżeli kierowca nie jeździ helikopterem.

          • To proste, niektórzy kierowcy starają się zachować bezpieczną odległość. Pomimo że taki pas jest zajęty, nie oznacza to, że ktoś na „bezczela” się tam nie wciśnie.
            Heh. Natomiast Ty nie wyjaśniłeś mi po co wyprzedzać slalomem, skoro wg Ciebie prawy pas byłby wolny?

            PS: ale pozwolę sobie zakończyć dyskusję. Chyba nie jestem zainteresowany jej ciągnięciem.

          • Ale wiesz, że bezpieczną odległość należy zachować od samochodu poprzedzającego, a nie tego jadącego pasem obok, tytanie intelektu?

          • Ten który jedzie te twoje 220 łamie przepisy. Nawet wyprzedzając masz się stosować do ograniczeń prędkości. Kolejny król szos się znalazł

        • Wtedy taka osoba z zasady zwykłej kultury powinna wstrzymac sie z wyprzedzaniem aż jadący szybciej zrobią to wczesniej..
          Albo hmm wbrew zakazon dodać gazu, korona z głowy nie spadnie a myślę, że wypadków więcej z tego nie będzie. Ale to trzeba już mieć otwarty rozum i myślec=ć szerzej niż tempo wpatrzonym w zakazy i nakazy.

    • Tak samo uważam że większość postulatów prowadziłaby do powstania martwych przepisów lub jest po prostu głupia. Nie wiem jak na portalu opisującym się jako prawniczy mógł zostać opublikowany taki tekst.
      Do zrealizowania jest co najwyżej nakaz jazdy na suwak.
      A postulat o hałasie, sam w sobie nie jest do końca idiotyczny. Tyle że nie ma co czepiać się muzyki, którą można łatwo przyciszyć lub wyłączyć (przecież jak sąsiad robi w mieszkaniu imprezę to nie dostaje mandatu za.. sam nie wiem co.. mocny sprzęt audio?). Do zrealizowania jest natomiast mocniejsze pilnowanie emisji hałasu z wydechu (przy okazji z emisją zanieczyszczeń) na przeglądach okresowych. Wiem że niektórzy artyści na przegląd podwyższają zawieszenie, zmniejszają ‚rozkrok’ kół i zmieniają tłumiki. Ale może surowsze prawo zniechęciłoby niektórych maniaków odciny do jeżdżenia między domami lub co gorsza blokami mieszkalnymi. Dotyczy to szczególnie skuterów i motorów

  5. Propozycje są idiotycznie, z wyjątkiem pierwszej.

    Uzasadnię:
    Zakaz parkowania zbyt blisko do innego pojazdu – byłeś kiedyś autorze w jakimś większym mieście europejskim typu Paryż, Rzym? Jeśli tak, to widziałeś, że tam są zaparkowane samochody na centymetry. Da się? Da się. Co więcej, nikt nie parkuje w niedozwolonych miejscach, jak obszary wyłączone z ruchu (tzw. wyspy) czy trawniki. Czyli wszystko jest kwestią dyscypliny, umiejętności i egzekwowania prawa przez policję.

    Nowe zasady drogowe. Znieśmy limit na autostradach – no to jest cudowne. W całej Europie są limity rzędu 130, 120 km/h, a my będziemy się równać do Niemiec. A ten fragment o kulturze jazdy po niemieckich autostradach też uroczy. Kiedy pan ostatnio hamował do zera na niemieckiej autostradzie? Bo ja całkiem niedawno, kilkanaście razy w ciągu jednego dnia podróży.

    Maksymalna głośność słuchania muzyki w mieście. – wprowadźmy zakaz, bo pan Mateusz Madejski nie lubi głośnej muzyki. Ja zatem proponuję wprowadzić zakaz używania motocykli i skuterów – nic mnie tak bardzo nie wkurza jak ich wyjące silniczki.

    Nowe zasady drogowe. Sorry, L-ki, uczcie się poza szczytem. – brak mi słów, tak głupia jest ta propozycja. No tak, pan sobie zdał (czy aby na pewno?), a inni kandydaci na kierowców niech sobie radzą na placykach lub w nocy, bo księciu nie pasuje jak czasem utknie za „elką”. Buractowo, panie, z pana wychodzi.

    Proponuję następnym razem lepiej przemyśleć swoje „postulaty”…

    • W calej europie są też zamachy, większa rożnica w pensjach między kobietami, a mężczyznami, więcej przemocy domowej i wiele innych rzeczy, więc Twoim tokiem rozumowania powinniśmy równać do tych gorszych rozwiązań.

      Argumenty typu „a bo wszyscy tak robią” to najgłupszy argument, który świadczy raczej o braku argumentów.

          • Ten najbardziej rozwinięty kraj w Europie dąży do zminimalizowania liczby wypadków śmiertelnych na drogach i poważnie zastanawia się nad wprowadzeniem ograniczeń prędkości zamiast zalecanych u nich 130, do których kierowcy się nie stosują. Ty chcesz się na nich wzorować, ale w przeciwnym kierunku – likwidując u nas ograniczenia? U nas pomimo ograniczeń mamy zdecydowanie za dużo wypadków, uważasz, że zniesienie ograniczeń nie zwiększy ich liczby?

          • To, że się zastanawiają nic nie znaczy. Porozmawiamy jak wprowadzą zmiany bo póki co to my też możemy rozmawiać o wielu rzeczach.

          • Jeśli mądrzy ludzie poważnie się zastanawiają, to już coś znaczy. A że w końcu wprowadzą, tego jestem niemal w 100% pewien, bo pomimo, że statystyki wypadków śmiertelnych im spadają, ogólna liczba wypadków jest dla nich nie do przyjęcia (szczególnie, kiedy wzrasta).

          • No…

            „Znieśmy ograniczenia prędkości na autostradach, bo Niemcy ich nie mają”

            „Co za bzdurny zakaz handlu w niedziele! Co z tego, że Niemcy też taki mają!”

          • Widzę, że niektórych przerasta odróżnianie dobrych rozwiązań, które należy kopiować od złych, których lepiej unikać.

          • Po prostu uważam, że argument „bo Niemcy tak mają” jest słaby. Przecież są lepsze, czyż nie?

  6. Zaczynamy festiwal wylewania pomyj na autora w komentarzach przez wszystko wiedzących ludzi, którzy nie potrafią sobie wyobrazić, że świat się zmienia.

    Oczywiście ludzie tylko marzą o zniesieniu limitów na autostradach bo nie mogą się doczekać, aż będą mogli się zabić (jest ktoś kto o tym nie marzy?). Ironia mode off.

    Zadziwia mnie to jak wiele komentujących wytyka, że Polacy to „ZAŚCIANKOWA CEBULA KTÓRA SIĘ POZABIJA” a sami odnosząc się w taki sposób o innych wpasowują się w definicje wielu negatywnych określeń.

  7. Jak nie ma, jak są limity. Nie było kiedyś i tylko na kilku odcinkach, ale je wprowadzono, zwłaszcza na odcinkach „najdłuższych prostych” i najbardziej niebezpiecznych.. sławetna A2 przebiegająca przez Ruhrgebiet.

  8. A co ci przeszkadza jezdzic w Polsce po autostradach bez limitu? 500zl? Doliczasz to z gory w koszty podrozy i juz nie boli. Do 200 mozna jechac. Jak nie bedziesz sie zachowywal jak idiota to cie nawet nie zatrzymaja.

  9. Moim zdaniem nie ma sensu ograniczać L-ek, poza tym i tak instruktorom brakuje czasu, pracują zwykle od 5 rano do około 18-stej od poniedziałku do niedzieli bo najzwyczajniej brakuje ludzi do tej pracy, L-ki są nie tylko w godzinach szczytu, w niedziele gdy miasta są kompletnie opustoszałe, sklepy, bary i wszystko inne pozamykane, wtedy połowa kierowców na drogach w miastach to L-ki ;)
    Nie ma co się irytować na L-ki, każdy kiedyś nią jeździł, każdy kiedyś zaczynał, a technicznej możliwości aby L-ki jeździły poza godzinami szczytu nie ma, bo wtedy prawko zamiast robić parę miesięcy to będzie się je robić rok, instruktorzy i tak już zwykle lecą na około 2 etaty

  10. Limity na autostradzie bym podniósł pomimo tego, że mój samochód nie jest z tych szybkich :) Ale za przekraczanie prędkości w miastach mandaty od 1 tys. w górę. Wyprzedzanie na przejściu = zabranie prawka na miesiąc. Wjechanie rowerzysty na przejście dla pieszych = konfiskata roweru a później odbiór za opłatą 4 tys. zł. Brak wyposażenia auta, motocykla itd. w apteczkę 500 zł. Rower bez oświetlenia 500 zł. Ale tu należy konsekwentnie egzekwować prawo, a nie darować na uśmiech, litość czy ładne „oczy”.

    • Pomyśl trochę zanim napiszesz. Przecież zamiast płacić 4 000 zł za odbiór roweru prościej byłoby kupić sobie nowy za połowę tej ceny. Już nie mówiąc o tym, że przepadek mienia może być orzeczony jedynie przez sąd.

      • Myślę być może szerzej od ogółu. Moim zdaniem prawo zawsze można zmienić, tak aby przepadek mienia następował po jakimś okresie czasu. A taki nieodebranych rower mógłby trafić np. do domu dziecka, szkoły. Dla ratowania życia ludzkiego warto czasem podjąć zdecydowane kroki. Czy prościej kupić nowy rower? To zależy jakim kto jeździ. A jak kupi nowy i znowu złamie prawo to kolejny rower zasili jakąś instytucję :) Po za tym też pomyśl, że podane kwoty są wymyślone przeze mnie, a właściwe instytucje państwowe mają specjalistów którzy obliczyli by odpowiednią kwotę mandatu. Kreatywne myślenie jest lepsze niż powielanie starych schematów, „bo tak zawsze robiliśmy”.

    • Ciekawe. Za wyprzedzanie na przejściu zatrzymanie prawka – a może konfiskata fury często mniej wartej niż te 4000 + wartość roweru?

      • Jak ktoś nie widzi przejścia dla pieszych to powinien odpocząć miesiąc od kierownicy. Fura warta mniej niż 4tys. często nie powinna przejść przeglądu. Są drobne wykroczenia które nikogo nie zabiją jak parkowanie na trawie. Te o których napisałem zabierają życie lub zdrowie. Dlatego warto podjąć się trudu uzdrowienia sytuacji drogowej w Polsce.

  11. Obowiązek jazdy na suwak – jak najbardziej się zgadzam, ale jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie, zanim nauczymy się jeździć na suwak. Bardzo często jeszcze zdarza się podjeżdżanie pod sam zderzak w myśl zasady stój sobie dalej, byleby tylko nie wpuścić.

    Parkowanie – jak najbardziej jestem za, ale to ciężki temat do wyegzekwowania. Ja wiem jak jeżdżą i parkują Francuzi czy Hiszpanie, lecz tam jest inne podejście do samochodu, inna mentalność. W Polsce wygląda to inaczej, a parkowanie i obijanie samochodów to w wielu przypadkach po prostu kwestia kultury. Nierzadko zdarza się, że jedna gwiazda z drugą stanie na dwóch miejscach albo wepchnie się w ciasne miejsce i musi szeroko otwierać drzwi i obijać wszystko co stoi dookoła, bo przecież gwiazda się nie będzie przeciskać.

    Autostrady? Zdecydowanie nie. My jesteśmy po prostu zbyt głupi na to, aby mieć autostrady bez limitu. I brak limitów w Niemczech to marne wytłumaczenie, bo przecież w Anglii ograniczenia są i wszyscy jeżdżą po autostradzie spokojnie. W Polsce zaś notorycznie zdarza się, że lewym pasem ktoś pędzi 180-200 km/h, a następny wyjeżdża przed nadjeżdżający lewym pasem z większą prędkością pojazd. Poza tym, nie wiem czy 20-letnie auto, które będzie jechać po autostradzie ile fabryka dała to specjalnie bezpieczne rozwiązanie.

    Reszta postulatów? Głośna muzyka to co najwyżej kwestia dobrego smaku. Jeżeli ktoś w starym golfie łupie muzyką, że auto prawie podskakuje to niech sobie słucha. Dla mnie to zachowanie rodem spod wiejskiej remizy, tyle.

    A eLki? Jestem za, ale oni też się gdzieś muszą uczyć i musimy to zrozumieć.

  12. Póki nie nauczymy kierowców szanowania minimalnej odległości między pojazdami to podnoszenie prędkości jest samobójstwem. Tydzień temu wyjeżdżałem z Wawy na A2 i na moim zderzaku wisiała pewna młoda dama pędząc superbem, nie zdając sobie sprawy jak ciężkie to auto. I już ją miałem przepuścić, kiedy ktoś się wcisnął z prawego pasa. Za kilka kilometrów pojawił się stau z przeładowania. Ja zdążyłem wyhamować, kierowca za mną, ciężko ale też, niestety młodej damie się to nie udało.
    Wszystko to działo się przy 80-90 km – nie bylo mowy o żadnych rannych ale standardem jest jazda na zderzaku kilku aut na raz przy prędkości 160. W szczególności odcinek Stryków-wawa to istne szaleństwo.

    • istne szaleństwo to prowadzić auto nie znając jego możliwości, fakt na A2 jest spory ścisk, ludzie na lewym pasie najczęściej jeżdżą 160 km/h, sam też ustawiam tempomat na 160, najgorsze jest to, że takie sytuacje (wjechanie komuś w tyłek na A2) dzieją się nie z powodu nie trzymania dystansu między autami (przy 160 km/h to będzie chyba jakieś 80 metrów), takie sytuacje dzieją się przez to, że kierowcy z prawego pasa nie używają lewego lusterka, nagminnie busy i tiry i takie osoby powinny być współodpowiedzialne w wypadkach. Sam też się nie stosuje do tych 80 metrów przy 160km/h, bo najczęściej jadę jakieś 20 metrów za kimś, ale znam możliwości auta i moją szybkość reakcji, co więcej wiem za jakim autem jadę i wiem co auto przede mną potrafi. Załóżmy, że na a2 jadą 2 takie same skody superb, jedna za drugą, a kierowcy mają takie same doświadczenie w prowadzeniu auta i szybkość reakcji oraz skupiają się na jeździe a nie pisaniu sms czy jedzeniu pączka. Dystans jaki utrzymują to 20 metrów. Skoda z przodu zaczyna hamowanie, kierowca skody 2 zaczyna hamowanie 1 sekundę później. Pojazdy się nie zderzą a odległość jaka będzie je dzielić nie będzie mniejsza niż 10 metrów. Jak można wywnioskować, nie ważna jest odległość od samochodów tylko ważna jest świadomość możliwości pojazdów swojego i tego przed tobą, można w sumie to podpiąć pod „szczególną ostrożność” z kodeksu ruchu drogowego :)

      • Akurat przy 20m odległości, jak ta z przodu zacznie hamować z 160, a druga 1s później, to na 90% się zderzą.

      • Powiedzmy, że swój samochód możesz znać dość dokładnie, ale samochód jadący przed Tobą? Na jakiej dokładnie podstawie oceniasz jego stan techniczny? A jak akurat masz inne ciśnienie w oponach? A jak awarii ulegnie jakiś system wspomagający hamowanie? Na drogę hamowania wpływa bardzo dużo czynników – nie masz fizycznej możliwości znać wartości ich wszystkich, a już w ogólenie jesteś w stanie przewidzieć, jak wpłyną one na drogę hamowania Twojego samochodu! Już sama ocena odległości od auta poprzedzającego nastręcza trudności, ponieważ nam się wydaje, że to 20 m, a tak naprawdę jedziemy 13 m za kolejnym samochodem.
        Wybacz, ale argument, że nieważna jest odległość, tylko znajomość możliwości swojego samochodu i wszystkich samochodów, które jadą przed Tobą w trasie jest absurdalny. Prędkość i odległość od poprzedzającego pojazdu to najważniejsze aspekty bezpiecznej jazdy, szczególnie na autostradzie, gdzie prędkości przekraczają 130 km/h!
        Polecam w tym kontekście szkolenia doskonalące technikę jazdy, które odbywają się na torach w całej Polsce. Można we własnym samochodzie przekonać się, jak bardzo zmieniają się „jego możliwości”, gdy rośnie prędkość i zmieniają się warunki na drodze. Stawiam duże pieniądze, że żaden ekspert – czy to kierowca rajdowy, czy doświadczony instruktor – nie poprze tezy, że najważniejsza jest znajomość możliwości swoich i auta. Na torze w sportowym aucie – owszem. Na cywilnej drodze w cywilnym samochodzie – nie.

  13. Proponuję autorowi najpierw pojechać do Niemiec, a później pisać bzdury. O pomysłach nakazu jazdy na suwak nie wspominając. Inna sprawa. Warszawa to nie Polska. Fakt, że są miasta w których ludziom brak jakiejkolwiek kultury, nie oznacza że cała Polska taka jest. Autor chyba myśli, że kiedy z wioski przeniósł się do stolicy to tak jakby cały świat już zobaczył.
    Poza tym proponuję jednak pisać o piłce. Może pójdzie lepiej.

  14. Wszystko ladnie i pieknie. Bardzo duzo podrozuje i co nas rozni od reszty Europy, a w szcsegolnosci Niemiec do ktorych tak chetnie sie porownujemy? BRAK WYSZKOLENIA KIEROWCOW!! Brak podstaw ktorych sie nie uczy jak wlasnie jazda na suwak i kompletny brak szkolenia jazdy na aitostradach i drogach ekspresowych.

    U nas niestety panuje przekonanie ze to „ja” jade i wszyscy maja sie przystosowac. Wyjazd na autostrade ( droge z ograniczeniem do 140km/h!) z predkoscia 40km/h chociaz przewaznie pas do wlaczenia do ruchu pozwala na rozpedzenie sie do 100, zaden problem inni zjada na lewy w szczegolnosci TIRy a na lewym hamowanie awaryjne bo Pan lub Pani wyjechali.
    Blokowanie lewego pasa bo przeciez w koncu jak juz place za 0rzejazd to sobie pojedziemy lewym 80km/h i obuzenie ze ktos nam kaze zjechac.
    Migacze i lusterka to w Polsce ZBEDNE wyposazenie dodatkowe i tak z nich nikt nie korzysta.

    Naiczmy sie Polacy korzystac i EGZEKWOWAĆ istniejace przepisy bo jak pokazaly akcje np. karania za blokowanie lewego pasa daja efekt, chociaz tylko krotki bo po 2 tygodniach juz nikt na to nie patrzy Policja olewa i sama lamie przepisy a Straz miejska tylko goni z blokadami.

    Mamy przepisy tylko w Polsce nikt ich nie przestrzega nawet a moze przede wszystkim ograny do tego powolane.

  15. Parkowanie zbyt blisko nie jest taką plagą jak parkowanie po skosie na miejscach prostopadłych. I nie da się takim delikwentom wytłumaczyć, że zajmują dwa miejsca.

  16. Tylko z suwakiem się zgadzam. Reszta to obiektywny punkt widzenia autora nie poparty żadnym racjonalnym przykładem dlaczego coś by się miało dzięki temu poprawić.

    Zakaz parkowania za blisko, za daleko. Może w milimetrach podawać ile trzeba stawać od kolejnego pojazdu. Bardziej działa wlepianie obywatelskiego karnego penisa. Wożę ze sobą kilka sztuk ale już dawno nie użyłem.

    Limit na autostradzie dla Polaka jest wymagany. Poluzuj Polakowi to masz rzeźnię. Stare strucle będą latały po 180km/h grożąc rozpadnięciem się.
    140km/h to masz pierwsze miejsce w Europie jeżeli chodzi o limit prędkości.

    Stary się robisz czy co ?
    Muzyczka niech sobie łupie. Tylko staruchy się rzucają. Lubię bas w samochodzie bo mi to sprawia przyjemność i moja sprawa co z tym robię w godzinach 6-22

    Nie pamięta wół jak cielęciem był i się uczył na L-ce.

  17. Ja mam taki przypadek z życia, sam nie jeżdżę za dużo, zwykle dom->praca->dom i zakupy po mieście, typowych długich tras mało. Rok temu miałem okazję się przejechać audi a4 w kombi, dość nowe z 4 lata miał, do tego na niemieckich numerach. Miałem wrażenie że założyłem na auto czerwona płachtę, a pozostali kierowcy stali się bykami. Trasa ok. 40 km w obie strony, ile razy ktos mi zajechał drogę, wygrażał mimo że powodu do tego nie miał żadnego, albo przy wyprzedzaniu kilku samochodów, na drodze szybkiego ruchu gdzie sam jechałem ok 120 może 130km/h momentalnie inna fura na dupie i już miga żebym zjeżdzał, bo jaśnie Pan musi zapier*alać i nie ważne że wyprzedzam samochody i nawet w tej chwili nie mogę zjechać, już kuuurła jo jada i każden jeden ma mi ustąpić. No chyba nigdy nie spotkałem się z czymś takim wcześniej :>
    Nie chciałbym generalizować, ale miałem wrażenie że wystarczy dość dobre auto na niemieckich numerach i już każdy dostaje +2 do agresji i pokazania innym miejsca w szeregu. Praktycznie identycznie jeżdżę swoim januszowozem i jakoś wtedy takie akcje są baardzo sporadyczne.

  18. Autor ma racje! Nie zna się na piłce ale i na ruchu drogowym też się nie zna. Generalnie szkoda mi czasu na komentowanie dlatego odniosę się do 2 rzeczy.
    Jednym z moich ulubionych dowcipów z okresu komuny to ten, w którym naukowcy rosyjscy po wyrwaniu wszystkich nóżek muszce kazali jej iść a one nie poszła. Wniosek wyciągnęli ten, że mucha ogłuchła.
    Podobnie autor uważa, że jak w Niemczech szybko jeżdżą na autostradach to dlatego w mieście już jeżdżą wolno. Panie autorze, w Niemczech przepisy są egzekwowane. Jeśli ktoś zajeżdża komuś drogę ponosi konsekwencje, jeśli parkuje w miejscu niedozwolonym ponosi konsekwencje i to samo jest z przekraczaniem prędkości. Jest to powtarzane do znudzenia ale autor widocznie nie czyta tylko pisze dlatego może tym razem przeczyta. Nieuchronność kary jest istotna a nie jej wielkość. Dlatego w wielu krajach kierowcy przestrzegają przepisy.
    Suwak – najbardziej ulubiona zabawa chamskiego zachowania kierowców. Wszystkie pasy służące do włączania się do ruchu są obstawione tymi, którzy wymuszają wpuszczenie ich przed innymi. Nawet jeśli będzie to tylko jeden samochód to i tak trzeba z tego skorzystać, bo przecież będę pierwszy. Otóż panie autorze, do póki obowiązują obecne przepisy nie będę wpuszczał wciskających się i wymuszających włączenie się do ruchu a wręcz będę ich blokował. Dzięki temu może chociaż kilku się nauczy że nie warto cwaniaczyć.

  19. Zgadzam sie z tym co w artykule. Jazda na suwak jest czymś fantastycznym, niestety w Poisce ciągle odbierane za cwaniactwo a przez niektórych nawet blokowane.
    Co do braku limity na autostradach, hmm w sumie i tak nie istnieje, ograniczenie jest do 140 a niektórzy i tak jadą nadal 110-120 a inni 180. Problem jest tylko w tym, że Ci co jadą szybciej zamiast w 100% skupiać sie na drodze to oglądają sie dookoła czy nie ma policji . I zgodzę sie również, że może jak kierowcy tam odreagują to będą spokojniejsi w mieście.
    Jedyne z czym sie nie zgadzam to parkowanie na styk, niestety nie ma miejsca, władze nie dbają o to aby powiekszać miejsca a raczej je pomnieszają więc cóż… w niemczech wszystcy wszędzie stają gdzie się da, każdy kawałek jaki jest dostępny jest wykorzystany a tu eh

    • I komentarz wyżej

      „Otóż panie autorze, do póki obowiązują obecne przepisy nie będę wpuszczał wciskających się i wymuszających włączenie się do ruchu a wręcz będę ich blokował. Dzięki temu może chociaż kilku się nauczy że nie warto cwaniaczyć.”

      :>

  20. Autostrady bez limitu? Stanowcze nie! Nie porównujmy się do Niemiec ,bo w tej kwestii jesteśmy daleeeekoooo za nimi. Zarówno jeśli chodzi o mentalność i odpowiedzialność kierowców, jak i technicznie, same drogi. U nich są najczęściej 3 pasmowe i lepiej oznakowane. A w Polsce jak obserwuję, to dla wielu i tak chyba nie ma limitow… ;)

  21. Matko bosko jakie komentarze ! Bardzo dobrze wiemy, że przykłady „nowego” prawa podane przez Autora tekstu nigdy nie wejdą w życie z wielu powodów, z których zdajemy sobie sprawę ;) Ale możemy je przyswoić i stosować jako savoir-vivre na drodze. Możemy za to powalczyć o zwiększenie prędkości dozwolonej na autostradzie oraz drogach krajowych. W dzisiejszych czasach nikt nie jeździ maluchem czy polonezem 120km/h i się boi, że odpadną mu koła. Mamy „nowoczesne” pojazdy z lepszymi hamulcami, podwoziem, układem kierowniczym i wydaję mi się, że możemy pozwolić sobie na odrobinę „szaleństwa ” autostrady 160kmk/h, krajówki 110km/h. Pozdrawiam.

  22. Zakazać to można i śniegu w zimie. Odwiecznym problemem polskiego prawa jest brak jego skutecznej egzekucji.

    Nakaz jazdy na suwak będzie bardzo trudny do skodyfikowania; wydaje mi się, że znacznie skuteczniej jest w takich przypadkach jednak edukować niż rozbudowywać system nakazowo-zakazowy.

    Zakaz parkowania „zbyt blisko” – znów – jak określić kto do kogo podjechał i stanął „zbyt blisko” oraz ile centymetrów wynosi „zbyt blisko”. I znów – kto tego dopilnuje. kto wyegzekwuje?

    Głośna muzyka w aucie – taka sama wiocha jak głośna muzyka w domu czy chrzęst wydobywający się ze słuchawek w tramwaju. Tylko kto i czym to zmierzy i jak nałoży mandat?

    Obawiam się, że to nadal przede wszystkim kwestia czasu i postępującego wzrostu kultury jazdy. I nie zgadzam się z opiniami o stolicy. Obserwuję tu od kilkunastu lat (początkowo jako przyjezdny, od 10 lat już jako mieszkaniec) konsekwentną poprawę.

  23. Zakaz parkowania zbyt blisko do innego pojazdu – pod warunkiem ze linie oddzielające miejsca były malowane nie na wzór Fiata 126P!, gdzie każdy teraz idzie w suvy i nie ma szans na niezaparkowanie za blisko.

  24. Zgadzam się jedynie z pierwszym postulatem. Chociaż w większości kraju to już raczej standard bez stanowienia dodatkowego prawa. Jedynie w Wawie jakoś nigdy nie trafiłem na taką jazdę.
    Reszta może i słuszna a le z różnych względów bezsensowna. Prosta sprawa – bliskie parkowanie – ok – zakazujemy, ale jak to egzekwować? Jak udowodnić kto kogo zastawił? Mamy problem.
    Prędkość na autostradzie – jestem za – ale w momencie gdy będziemy mieli autostrady. Bo przykro mi bardzo, ale to co mamy do autostrad nie powinno być zaliczane. Bo w sumie jaka jest różnica między np. A2 a S5 czy S11? Dla osobówek jedna – brak opłat. Jakość drogi oraz ilość pasów taka sama.
    Kolejne – jak sprawdzać i karać za głośne słuchanie muzyki w samochodzie? To jest nie możliwe do wykonania.
    Co do Elek też zgodzić się nie można, bo chyba lepiej jeśli pojeździ w takich korkach jako Lka z instruktorem obok, niż dzień po egzaminie ‚legalnie’ będzie jeździć sama w takich samych warunkach.

    Ja dodałbym do tego kwestie podniesienia mandatów za przekroczenie prędkości. Na terenie zabudowanym dodał bym jedno zero na końcu, czyli przekroczenie 10-20 – 1000zł, 20-30 – 2000zł. 30-40 – 3000zł, 40-50 – 4000zł i powyżej 50 – 5tys zł. Uważam, że problem nadmiernej prędkości zostałby zlikwidowany bardzo szybko. Poza terenem zabudowanym powiedzmy 50% tej kwoty. Oczywiście jest jedno małe ale – w całym kraju powinna być przeprowadzona rewizja ograniczeń prędkości pod względem sensowności ich umieszczenia, a nie np. chorych ambicji burmistrza gdzie dla całej miejscowości jest np. 30km/h lub 40 na prostej pozostawiona po remoncie drogi który zakończył się 2 lata temu.

  25. Zgadzam się a szczególnie z tym o braku limitu na autostradach,
    Sam jeżdżę dużo i szybko po autostradzie szczególnie w nocy, i naginam trochę ograniczenia ruchu, mniej ważne ile ale dużo, jak tylko zjadę z autostrady to prawie mi się nie zdarza w terenie zabudowanym przekroczyć prędkości, a jak się zdąży to o kilka km max 3-5, a w terenie niezabudowanym to do max 10 km przekraczam , więdz jestem za, a i w Polsce na autostradach duza liczba kierowców szaleje.
    I dodałbym jeszcze punkt o karaniu tych co trzymają się lewego pasa na drogach dwu i więcej jezdniowych, bo na razie POLICJA nic z tym nie robi!!!

  26. W Niemczech limitów nie ma. Co za popularny mit. Limitów nie ma tylko na cz3ści autostrad i to ciągle malejącej. Zniesienie limitów na autostradach w Polsce zaowocowałoby tak zwanym dzikim zachodem gdzie panowało bezprawie. Najpierw niech polscy zaczną przestrzegać obecnych przepisów drogowych bo z tym jest u nas słabo. Trzeba walczyć z powszechnym pobłażaniem przekraczania prędkości. Są państwa w których jeśli jadąc 100 w zabudowanym zabiłeś kogoś to idziesz jak za morderstwo siedzieć. Za złapanie na przekroczeniu 100 w terenie zabudowanym powinni wsadzać za usiłowanie zabójstwa. Mandaty jak %od dochodu i to znaczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *