1. Home -
  2. Energetyka -
  3. 2,6 miliona rocznie za 17 wiatraków. Dla mnie to brzmi jak dobry deal

2,6 miliona rocznie za 17 wiatraków. Dla mnie to brzmi jak dobry deal

2,6 miliona złotych rocznie – tyle mają zyskać gminy Trzebiechów i Bojadła na inwestycji duńskiej grupy Eurowind Energy. W praktyce oznacza to, że dwa samorządy w powiecie zielonogórskim będą mogły co roku zasilać swoje budżety kwotą, która w skali lokalnej potrafi zmienić bardzo wiele.

Dla porównania: niektóre gminy podobnej wielkości mają roczne dochody własne w wysokości kilkunastu milionów złotych. Zastrzyk 2,6 mln to więc różnica między łataną prowizorką a realnym rozwojem infrastruktury.

Wiatraki wyższe niż Pałac Kultury

Projekt Eurowind zakłada budowę 17 turbin o wysokości do 260 metrów – czyli wyższych niż Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Łączna moc farmy to 122,4 MW, co pozwoli zasilić nawet 85 tys. gospodarstw domowych. To liczba, która znacznie przewyższa liczbę mieszkańców całego powiatu zielonogórskiego. Innymi słowy, prąd produkowany w Trzebiechowie i Bojadłach spokojnie trafi też poza region, wzmacniając bezpieczeństwo energetyczne całego kraju.

Samorządy mogą liczyć na stabilne źródło przychodów – około 2,6 mln zł rocznie. To pieniądze z podatków od nieruchomości i urządzeń, które w przypadku elektrowni wiatrowych potrafią być naprawdę pokaźne. Dzięki temu w planach są nowe drogi, rozbudowa kanalizacji i inwestycje w przestrzeń publiczną. Często to właśnie takie środki umożliwiają realizację projektów, na które w innym przypadku trzeba by czekać latami albo liczyć na łaskę funduszy zewnętrznych.

Gra w otwarte karty

Eurowind stara się wyjść naprzeciw lokalnym obawom. Wiatraki mają stanąć w odległości ponad 700 metrów od najbliższych zabudowań, co minimalizuje ryzyko konfliktów z mieszkańcami. Firma podkreśla, że prowadzi otwarty dialog i włącza się w życie społeczne – od doposażenia żłobka, przez wsparcie lokalnej drużyny piłkarskiej, po fundowanie nagród w biegach i organizację atrakcji na festynach. Takie gesty bywają postrzegane jako PR, bo to zresztą jest PR, ale w praktyce dla wielu mieszkańców liczy się efekt, dodatkowe ławki, zabawki czy wsparcie imprezy, które bez inwestora mogłyby się nie odbyć. Alternatywne do wiatraków źródła energii z akcji PR-owych organizują np. palenie opon w Warszawie, więc...

Budowa i obsługa farmy wiatrowej to nie tylko same wiatraki. To też kontrakty dla geodetów, firm budowlanych, transportowych, dostawców usług noclegowych i gastronomicznych. W praktyce przez kilka lat inwestycji region może żyć z dodatkowych zamówień, a część firm zyska stałego partnera. Gospodarka lokalna zwykle szybko odczuwa takie impulsy – pieniądz wydany na miejscu wraca do mieszkańców.

Polska energetyka na rozdrożu

Farma w Trzebiechowie i Bojadłach to kolejny krok w kierunku zmiany miksu energetycznego. Wciąż ponad 60 proc. energii w Polsce pochodzi z węgla, ale projekty wiatrowe i fotowoltaiczne rosną w siłę. Problemem pozostają procedury – tu pozwolenie na budowę przewidziane jest dopiero na 2029 rok, mimo że pierwsze prace ruszyły w 2022. To pokazuje, że w Polsce czas od planu do realizacji inwestycji OZE jest zdecydowanie zbyt długi.

Planowany okres funkcjonowania farmy to co najmniej 25 lat. Dla gmin oznacza to ćwierć wieku stabilnych wpływów. Nawet jeśli ceny energii się zmieniają, samorządy mogą liczyć na stały, przewidywalny podatek – coś, czego dziś brakuje w wielu lokalnych budżetach. Oczywiście warto mieć też zawsze z tyłu głowy magiczne słowo "waloryzacja".

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi