Katalog Netfliksa w Polsce jest skromny na tle zachodu. Jak bardzo nielegalne jest oglądanie amerykańskiego przez VPN?

Prywatność i bezpieczeństwo Społeczeństwo Technologie dołącz do dyskusji (34) 24.08.2020
Katalog Netfliksa w Polsce jest skromny na tle zachodu. Jak bardzo nielegalne jest oglądanie amerykańskiego przez VPN?

Paweł Grabowski

Oferta Netflix w Polsce na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo bogata. Ale po dłuższym korzystaniu ma się wrażenie, że widziało się już wszystko. Można wtedy łaskawym okiem spojrzeć na amerykański Netflix. Oferta jest bogatsza, można się z nim połączyć za pomocą VPN, ale czy jest to w ogóle legalne?

Oferta Netflix w Polsce na pierwszy rzut oka przedstawia się całkiem nieźle

Niestety, jak sprawdziło wiele serwisów Polska ma nieproporcjonalnie drogie pakiety dostępu do usług w stosunku do oferowanej treści. W 2018 roku tylko Norwegia miała droższy dostęp w przeliczeniu na jeden tytuł, niż nasz kraj. Nasza biblioteka to ledwo połowa zasobów dostępnych dla Japończyków lub Amerykanów. Nic dziwnego, że wielu użytkowników z zazdrością patrzy na inne regiony świata. Każdy chciałby otrzymać jak najwięcej za jak najmniej – albo, zwyczajnie, zobaczyć jak wyglądają losy bohaterów seriali typu Suits czy Modern Family, których najnowsze odcinki nie są dostępne w polskim Netfliksie. Często słychać również głosy, że skoro oferta jest gorsza, to abonament powinien być tańszy.

Dlaczego oferta Netflix w poszczególnych krajach znacząco się różni?

Tutaj zdania są podzielone. Jedni mówią o różnych upodobaniach i gustach filmowych poszczególnych nacji. Inni mówią, że to kwestia pieniędzy. Netflix oprócz autorskich produkcji streaminguje również seriale, filmy i dokumenty wyprodukowane przez innych. Wyświetlanie takich produkcji wiąże się z opłatami licencyjnymi, które są często olbrzymie. Dla przykładu – licencja na „Przyjaciół”, serial, który swoją emisję zakończył 16 lat temu kosztowała Netflixa 100 milionów dolarów. Za jeden rok. Robi wrażenie prawda? Dodatkowo ich koszty mogą być różne w zależności od poszczególnych regionów. Licencja na nadawanie na terenie Stanów Zjednoczonych będzie droższa niż na nadawanie we Francji. Oczywiście te najdroższe produkcje są wyświetlane wszędzie, niezależnie od regionu, żeby jak najszybciej się spłaciły, ale pełno jest perełek, do których dostęp jest utrudniony. Warto też pamiętać, że część licencji blokują netfliksowi stacje telewizyjne, które dostają na przykład kilkuletnią wyłączność na nowe sezony danej produkcji. Dlatego wielu użytkowników próbuje dostać się na amerykański serwer Netflix.

Czy można mieć amerykański Netflix w Polsce?

Netflix działa bardzo prosto. Dostęp do oferty przydziela w zależności od kraju zamieszkania. Gdy przeglądasz Netflixa w Polsce, widzisz ofertę dla naszego kraju. Wystarczy jednak zmienić swoje IP na pochodzące z innego kraju, by móc rozkoszować się znacznie bogatszym repertuarem. Potrzebne będzie narzędzie, które ukryje prawdziwe IP użytkownika, czyli popularne VPNy. Skrót pochodzi od nazwy Virtual Private Network. Jego działanie jest stosunkowo proste. Zapytanie od użytkownika trafia do serwisu anonimizującego, ten je odkodowuje, następnie maskuje przez serwery proxy i nawiązuje połączenie ze stroną z nowym adresem IP, którym jest adres serwera VPN, a nie IP użytkownika. Co ciekawe – im więcej użytkowników serwera, tym większa anonimowość. Niektóre programy dają możliwość wyboru konkretnego kraju, a niektóre darmowe pozwalają tylko wybrać region świata, z którego IP chcemy korzystać.

VPN jest co do zasady legalny w większości państw. Jego używanie zwalczane jest przez kraje, które mają problem z cenzurą, wolnością słowa, kontrolą obywateli. Należą do nich Korea Północna, Chiny czy Rosja. W krajach europejskich VPN jest jak najbardziej legalny i nic nie stoi na przeszkodzie, by z niego korzystać. Co więcej utrudnia on śledzenie naszej aktywności w sieci. Tutaj też należy podkreślić pewien popularny błąd. Część ludzi mylnie sądzi, że samo użycie VPN łamie prawo. To bzdura. Można korzystać z niego kiedy się tylko chce. Czym innym jest natomiast łamanie regulaminów poszczególnych serwisów.

A co z regulaminem Netflixa?

Warunki korzystania z serwisu reguluje Regulamin świadczenia usług, w którego punkcie 4.3 czytamy:

Użytkownik ma prawo oglądać Treści oferowane w serwisie Netflix przede wszystkim w kraju, w którym założył swoje konto, i wyłącznie w obszarach geograficznych, w których oferujemy nasz serwis i w których posiadamy licencję na dystrybucję takich treści. Oferta treści dostępnych do oglądania w ramach serwisu może różnić się zależnie od obszaru geograficznego i może od czasu do czasu ulegać zmianom.

Rozumienie tego punktu jest dyskusyjne, ponieważ sama usługa stwierdza, że treści należy oglądać „przede wszystkim w kraju, w którym założył konto”. Co to znaczy „przede wszystkim”? Trudno powiedzieć. Co z osobami, które dużo podróżują po Europie? Zapewne ten punkt regulaminu miał na celu zapewnienie pewnej elastyczności osobom, które często podróżują, wyjeżdżają na urlopy itd.

Netflix w kolejnym punkcie stwierdza, że „użytkownik zobowiązuje się również: nie obchodzić, nie usuwać, nie modyfikować, nie dezaktywować, nie osłabiać ani nie blokować żadnych zabezpieczeń treści w serwisie Netflix”. Takim zabezpieczeniem może zostać uznana geoblokada. Jeśli przyjmiemy taką interpretację jej stoi w sprzeczności z postanowieniami regulaminu, który jest akceptowany przez każdego użytkownika. Za jego naruszenie Netflix może ograniczyć dostęp do serwisu lub całkowicie go wyłączyć. Tylko, czy faktycznie tak robi?

W swoim FAQ Netflix jest już znacznie łagodniejszy dla użytkowników VPN. Podobnie zresztą w wypowiedziach medialnych, w których prezes Netflix wskazywał kilka lat temu, że z VPN w zasadzie nie ma problemu. Usługa dostrzega potrzebę prywatności u użytkowników lub konieczność korzystania z takiego połączenia w celach zawodowych. Użytkownik otrzymuje informację, że „biblioteka materiałów udostępnianych w naszym serwisie różni się w zależności od regionu, a tego typu usługi ukrywają informacje o regionie, w którym się znajdujesz, dlatego podczas łączenia się z serwisem przy użyciu tych usług, niektóre filmy, seriale lub programy mogą być niedostępne”.

Netflix patrzy przez palce na używanie VPNu, bo tak czy inaczej klienci płacą

Serwis byłby w stanie zablokować dostęp użytkownikowi do swoich treści w sposób uniemożliwiający korzystanie z VPN. Nie chce jednak banować użytkowników z prostego powodu – nawet jeżeli korzystają z bibliotek innych krajów, to i tak wcześniej musieli utworzyć konto i wykupić subskrypcję. To nie jest piractwo, więc Netflix przymyka oko na takie zachowania. Dla niego liczą się wpływy, a opłaty abonamentowe nie różnią się zbyt bardzo między poszczególnymi państwami. Co więcej, w sytuacji, gdy codziennie bylibyśmy na wycieczce i oglądali amerykański Netflix, to po pewnym czasie serwis zmieniłby wysokość opłaty miesięcznej, żeby odpowiadała właściwej dla danego regionu. Daje również użytkownikowi możliwość zmiany waluty, w której następuje rozliczenie. Kto tutaj traci? Tak naprawdę nie Netflix, a na przykład operatorzy lokalnych stacji telewizyjnych, którzy wykupują wyłączność na dany serial w swoim kraju. To oni są ofiarami obchodzenia licencyjnych ograniczeń dot. geolokalizacji.

Netflix co do zasady swoje oryginalne produkcje udostępniania wszystkim użytkownikom niezależnie od regionu. Wyjątkiem są produkcje, które powstały zanim Netflix wszedł do niektórych państw, więc zdążył sprzedać prawa do emisji innym podmiotom. Dlatego na terenie niektórych państw nie da się ich obejrzeć w serwisie. Większy problem jest ze wspomnianymi wyżej produkcjami na licencji. Ich dystrybutorzy mają zawarte różne umowy na wyświetlanie ich w telewizji, dlatego nie sprzedają swoich praw do wyświetlania globalnie. Jednym z warunków licencyjnych jest pilnowanie żeby użytkownicy przestrzegali rejonizacji.

Dlatego Netflix stara się zabezpieczyć na wypadek bezczelnego używania VPN

Netflix nie jest w ciemię bity, potrafi wykryć połączenia ustanawiane przez słabej jakości VPN-y, np. takie, które są darmowe i dostarczane przez przeglądarki internetowe. Użytkownik otrzymuje wtedy komunikat, że wykryto próbę połączenia z użyciem narzędzia odblokowującego treści. Nie ma wtedy wyjścia, trzeba wyłączyć VPN i wrócić do oferty ze swojego kraju. Zapewne udałoby się obejść ten komunikat z użyciem płatnego VPN-u wysokiej klasy. Mają one regularnie odświeżaną pulę adresów IP, więc nie występuje sytuacja, że trafi się na zbanowane IP. Ale jak wspomniałem wcześniej używanie VPNu może być traktowane jako naruszenie regulaminu, a tego na Bezprawniku nie pochwalamy. Nawet jeżeli nie poniesiemy za to żadnych konsekwencji.

Nie oszukujmy się. Jesteśmy szpiegowani na każdym kroku. Spersonalizowane reklamy, ciasteczka, niezwykle trafne propozycje znajomych na Facebooku, oznaczenia lokalizacji to tylko wierzchołek góry lodowej. Nawet używanie innego maila, czy innych danych tworzy tylko iluzję bycia anonimowym. Codziennie zostawiamy w sieci informacje o swoim IP, godzinach wejścia na stronę, miejsca z którego to zrobiliśmy, informacje o używanym urządzeniu, historię wyszukiwań. jeżeli myślicie, że samo włączenie trybu incognito coś zmienia, to jesteście w błędzie. Jeżeli chcemy uciec od śledzenia warto skorzystać z VPNu. Pozwoli ukryć nasze dane, a w połączeniu z trybem incognito będziemy mogli spokojnie przeglądać treści w internecie.

VPN ma też inne zastosowania, a mianowicie… Gdy jesteśmy za granicą, pozwala na powrót poczuć się Polakiem i uzyskać dostęp do internetu takim, jakim widzą go Polacy.

Wybór VPNu to kwestia własnych preferencji i zasobności portfela

Jedną z ciekawszych i najkorzystniejszych finansowo propozycji ma aktualnie jedna z najmodniejszych usług tego typu, czyli NordVPN, którego używanie może kosztować 43 euro rocznie, czyli trochę ponad 3,5 euro miesięcznie. W zamian otrzymujemy połączenie o takiej jakości, że gdy połączymy się z  serwerem amerykańskim z głośników popłynie „Born in the USA”, z kranu będzie sączyć się Bud Light, a łączem internetowym oprócz danych popłynie demokracja (i ostrzał rakietowy). Takie połączenia dostępne są również dla innych państw. Przy połączeniu z Wielką Brytanią za oknem od razu pojawia się deszcz, a my mimowolnie nabywamy piękny brytyjski akcent. Gdy połączyłem się na próbę z Nigerią, to ledwo kilka minut później dostałem informację o czekającym na mnie spadku. Chociaż ten ostatni budzi pewne podejrzenia.

A na poważnie – korzystałem z tego dostawcy przez ponad rok, gdy potrzebowałem mieć angielskie IP, które było mi niezbędne do pracy. Ani razu nie wysypał mi się, nie było problemów z połączeniem, prędkość internetu nie spadała drastycznie, dało się z niego komfortowo korzystać. Jeżeli potrzebujecie VPNu, to szczerze polecam. Ale starajcie się nie łamać regulaminów przy jego używaniu.

Artykuł zawierał lokowanie NordVPN