Aneksja Krymu przez Apple to najlepszy przykład tego ile znaczą zachodnie wartości w tle wschodnich pieniędzy

Technologie Zagranica dołącz do dyskusji (93) 01.12.2019
Aneksja Krymu przez Apple to najlepszy przykład tego ile znaczą zachodnie wartości w tle wschodnich pieniędzy

Udostępnij

Jakub Kralka

Bezprawna aneksja Krymu przez Rosję postawiła opinię międzynarodową przed bardzo dużym wyzwaniem – jak się w tej kwestii zachować przyzwoicie?

Jest faktem, że Krym znajduje się obecnie pod wpływem Rosji i jego związki z Ukrainą mają już charakter co najwyżej sentymentalny. Jest również faktem, iż półwysep został zagrabiony w skandaliczny sposób, z naruszeniem prawa międzynarodowego. Rosjanie w XIX-wiecznym stylu objęli w swoje posiadanie część innego państwa, wraz z jego dobrami i obywatelami, czyniąc to wszystko na oczach opinii międzynarodowej. Konsekwencją tego zachowania było m.in. nałożenie na Rosję dużych sankcji gospodarczych.

Bezprawna aneksja Krymu przez Rosję a Google Maps

Świat zachodni ma bardzo duży problem, ponieważ zgodnie z wyznawanymi przez siebie wartościami oraz poprzez solidarność z Ukrainą (która ze strefy wartości rosyjskich chciała się wyrwać z kierunku wartości europejskich, co zapoczątkowało wszystkie te problemy) nie może po prostu uznać aneksji Krymu, nawet jeśli ten w rzeczywistości znajduje się w posiadaniu rosyjskim. To z kolei rodzi problemy w bardzo różnych sferach, w tym technologicznej. Swego czasu granice Krymu Google Maps wytyczało na aż trzy różne sposoby. Co innego widzieli Rosjanie, co innego Ukraińcy, a co innego obywatele innych państw.

Z perspektywy Polski mogliśmy dostrzec, że terytorium jest „sporne”, co jest oczywiście prawdą, o ile przyjmiemy, że w przypadku złodzieja, który na ulicy wyrwał nam z ręki smartfona, jego własność staje się „sporna”.

Aneksja Krymu przez Apple

Ukraina otwarcie skrytykowała sposób, w jaki Apple przedstawia Krym w swojej wersji map oraz aplikacjach pogodowych – jest tam pokazany jako terytorium Rosji, co oczywiście nie jest zgodne z prawdą, prawem międzynarodowym i opinią zdecydowanej większości cywilizowanych państw na świecie. Z wyłączeniem popierających aneksję Rosji (bez zaskoczenia), Białorusi i kilku państw pokroju Wenezueli, w której ludzie jedzą zwierzęta z ZOO, ponieważ wdrażanie komunizmu ponownie nie poszło tak obiecująco, jak można by to sobie wyobrazić po lekturze programu np. Partii Razem.

Warto przy tym dodać, że Apple w kwestii granic Krymu dostosowało się do nacisków ze strony rosyjskiej Dumy. Rosyjski parlament zmusił jedną z największych korporacji świata do naprawienia – jak to ujęto – „nieścisłości”. Od tej pory użytkownicy iPhonów, iPadów czy MacBooków z Rosji, będą mogli odczuwać dumę z rozrostu swojego mocarstwa w aplikacji z mapami.

Oburzenia nie kryli przedstawiciele Ukrainy. Potępienie decyzji Apple wystosowali tez przedstawiciele ukraińskiej ambasady w Stanach Zjednoczonych czy solidaryzujący się z Ukraińcami Rosjanin Garri Kasparow.

Czy koncerny technologiczne powinny stać na straży prawdy?

Zarówno Google, jak i Apple, są firmami, a więc ich podstawową rolą jest zarabianie pieniędzy, a nie zmienianie świata na lepsze (niezależnie od tego jak bardzo kłamią na ten temat w reklamach telewizyjnych, gdzie z pasją oddają się walce z rasizmem i ekologii). Nie sposób jednak nie zauważyć, że są nie tylko zamożniejsze od wielu istniejących państw, ale też przy odrobinie woli byłyby w stanie wystawić paramilitarne jednostki, które zapewne – gdyby tylko chciały – podbiłyby sobie kawałek jakiegoś terytorium. Na szczęście do cyberpunkowych wizji rzeczywistości jest jeszcze daleko.

Tym niemniej, nie jestem pewien czy to dobrze, gdy korporacje naszej cywilizacji, korporacje świata zachodniego, starają się czynić zadość oczekiwaniom dyktatorów, wyrzekając się wartości, o które często w naszym własnym otoczeniu walczą. Problem ten jest zresztą coraz częściej dyskutowany np. w odniesieniu do o wiele poważniejszego państwa od Rosji, czyli Chin. Uległość amerykańskich korporacji względem wielkiego rynku chińskiego stała się w ostatnim czasie m.in. przedmiotem satyry w kreskówce South Park.