Jeżeli ktoś nie wierzy, że trademarkowe wojny to przyszłość, to zapraszamy do lektury Bezprawnika. Nie dalej jak wczoraj pisaliśmy o sprawie Cinkciarz vs Ekantor, dziś z kolei Bayern Monachium vs… polscy kibice Bayernu Monachium. Sprawa kontrowersyjna i wielopłaszczyznowa. 

Czy można tworzyć fanowską stronę klubu piłkarskiego? Oczywiście, że można. Natomiast kwestia wykorzystania nazw i znaków towarowych jest już nieco bardziej skomplikowana. Dlatego nawet w Polsce wiele witryn nie decyduje się na użycie oryginalnego logotypu drużyny, a czasem nawet i nazwy, ograniczając się na przykład do pseudonimu zespołu (np. Blaugrana).

devilpage

Oczywiście komfortową sytuacją jest porozumienie się z klubem w celu uzyskania licencji na wykorzystywanie danego znaku towarowego, a najlepiej również innych aspektów objętych ochroną na gruncie na przykład prawa autorskiego – chociażby zdjęć piłkarzy wykonywanych przez klubowego fotografa.

Należy jednak pamiętać, że realia powstawania takich stron są często czysto amatorskie. Mimo ogromnych wyników oglądalności nawet największe strony Manchesteru United, Realu Madryt oraz FC Barcelony nie notują przychodów, które byłyby w stanie plasować ich twórców w gronie internetowych potentatów. Z tego też powodu fanowska strona to przeważnie nie praca, a hobby, niesprofesjonalizowane, amatorskie, tworzone dorywczo przez społeczność, a nie zorganizowaną grupę osób, która zatroszczyłaby się o odpowiednie licencje.

Należy też mieć na uwadze, że tego typu witryny odgrywają bardzo istotną rolę w budowaniu bazy sympatyków danego klubu w określonym kraju. Oczywiście patrzmy na proporcje – zdecydowanie większą rolę nadal odgrywa zakup C. Ronaldo czy Neymara niż sprawnie aktualizowana polska strona fanowska, ale miejsca te budują społeczności.

Z drugiej strony należy też mieć świadomość, że i takie amatorskie strony klubowe nie zawsze działają z pełnym poszanowaniem prawa. Można bowiem natrafić na przypadki na przykład sprzedawania gadżetów opatrzonych zastrzeżonymi znakami towarowymi należącymi do klubu, co ze zrozumiałych względów może budzić obawę prawników klubu. W końcu takie działania w istotny sposób naruszają interesy drużyn, które, obok biletów, wypłat od związków i organizacji piłkarskich czy przychodów z praw telewizyjnych, uczyniły sobie z tego istotny aspekt własnego budżetu.

Bayern Monachium kontra kibice Bayernu w Polsce

Spór pomiędzy Bayernem Monachium a twórcami polskiej strony fanowskiej bawarskiej drużyny opisuje portal zzapolowy.com. Zgodnie z zawartymi tam cytatami największy serwis poświęcony tej drużynie w Polsce zostanie niebawem całkowicie zamknięty, ponieważ twórcy mają problemy z porozumieniem się z prawnikami klubu. Nie pomogło między innymi usunięcie znaków towarowych słownych i graficznych, a nawet zmiana nazwy witryny na pochodzące od przydomku „dieroten.pl”.

Zgodnie z informacjami przewijającymi się tu i tam, zarzuty dotyczyły m.in. wykorzystywania znaków towarowych Bayernu Monachium w celu prowadzenia działalności zarobkowej. Natomiast, o ile dobrze czytam wypowiedzi twórców witryny, ta działalność zarobkowa ogranicza się nie do sprzedawania „podrabianych” gadżetów, a jedynie wyświetlania reklam.

Oczywiście powątpiewam czy DieRoten.pl posiada na przykład licencję do wykorzystywania zdjęć zawodników drużyny, jednakże w całym konflikcie na jego obecnym etapie jestem skłonny stanąć po stronie racji administratorów serwisu. Oczyszczoną obecnie witrynę należałoby bowiem potraktować jako zwyczajny serwis sportowy, a więc przedstawicieli prasy, zaś wciąż utrzymywane w mocy roszczenia za niebezpieczny precedens, który w dalszej kolejności mógłby próbować ograniczać prawa do wyświetlania reklam przez Weszlo.com, Sport.pl czy inne, renomowane wydawnictwa sportowe.

Redakcji polskiego serwisu postawiono ponoć cztery podstawowe warunki:

  • Zwolnić domeny zawierające frazę Bayern (lub kojarzące się z nią)
  • Zaprzestać używania herbu/logo Bayernu na stronie
  • Zaprzestać czerpania korzyści finansowej z prowadzenia takiej strony (nawet biorąc pod uwagę fakt, że zyski idą na utrzymanie strony)
  • Umieścić na stronie linki prowadzącej do oficjalnej strony Bayernu

W mojej ocenie dwa pierwsze warunki mają uzasadnienie w przepisach prawa dotyczącego ochrony znaków towarowych. Po ich spełnieniu, pozostałe dwa warunki natomiast już niekoniecznie, chyba że twórcy umotywowali je na przykład udzieleniem licencji na wykorzystywanie zdjęć, do których posiadaczem praw jest Bayern Monachium (choć, z tego co widzę, pochodzą one głównie z tzw. Stocków, czyli banków zdjęć niezależnych od Monachijczyków). Lub też jest to specyficzna forma „ugody” pomiędzy klubem a stroną fanowską, a wypełnienie jej warunków miałoby prowadzić np. do odstąpienia przez klub od dochodzenia roszczeń z tytułu bezprawnego wykorzystywania znaku towarowego przez ostatnie lata. W takiej sytuacji to klub oczywiście dyktuje warunki, jednakże trudno wyciągnąć odpowiednie wnioski z lakonicznych komunikatów, które przedostały się do sieci.

Trzecia droga

Bezprawnik nie jest serwisem o marketingu, więc i tego typu uwagi są nie na miejscu, ale osobiście zawsze zastanawiałem się czemu duże kluby są tak oporne we współpracy z lokalnymi społecznościami. Myślę, że roczne wydatki na wsparcie fanowskich stron w skali globalnej byłyby znacznie niższe od łącznej… dniówki pierwszej drużyny. Z kolei takie strony można by było wykorzystać jako nieoceniony kanał sprzedaży klubowych gadżetów i zwiększania wartości marki.

Niestety nie mam wglądu w całość sporu pomiędzy klubem a polskimi kibicami, jestem też świadomy tego, że zarówno prawnicy starający się uzyskać korzyści dla swojego klienta mają tendencję do przesady w swoich roszczeniach, jak i tego, że nieprofesjonalni odbiorcy takich pism często ignorują w ich ocenie nieistotne, a dla sprawy kluczowe, okoliczności. W rezultacie wydźwięk medialny sporu bywa wypaczony. Snując podejrzenia o możliwych zarzutach, nie wydaje mi się także, by w grę wchodziły roszczenia o np. wykorzystywaniu wizerunku zawodników do celów reklamowych – byłoby to zdecydowanie zbyt daleko idące zastrzeżenie i mogłoby stać w sprzeczności z funkcjonowaniem w zasadzie każdej strony w polskim internecie.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Najważniejsze jest jednak to, że w mojej ocenie w obecnej formie DieRoten.pl, mając na uwadze między innymi szczególne przywiązanie do wolności prasy w Polsce, powinna osiągnąć porozumienie z władzami Bayernu Monachium. W razie woli skonsultowania zagadnień związanych z prawem autorskim lub prawem własności przemysłowej, zachęcamy do skorzystania z odpłatnych usług naszego działu prawnego dostępnego stale pod adresem kontakt@bezprawnik.pl