Bełkot prawniczy zlikwidowany ustawą. Kodeks postępowania cywilnego próbuje teraz zapanować nad prawnikami

Gorące tematy Prawo dołącz do dyskusji (89) 03.12.2019
Bełkot prawniczy zlikwidowany ustawą. Kodeks postępowania cywilnego próbuje teraz zapanować nad prawnikami

Radosław Tyburski

Podobno najszybciej prawnicy uczą się używać zwrotu „co do zasady” – który ma oznaczać, „nie wiem, jak to będzie w Pana sprawie, ale zazwyczaj jest tak, że…”. Innym zwrotem, nazywanym też najszybszą opinią prawną, jest „to zależy”. Bełkot prawniczy swoją kwintesencję odnalazł jednak w innym zwrocie, który oznacza wszystko i nic –” zaprzeczam wszystkim twierdzeniom, których wyraźnie nie przyznaję”.

O ile w przypadku „co do zasady” oraz „to zależy” ich użycie niekoniecznie musi być od razu bełkotem, tak w przypadku „zaprzeczam wszystkim twierdzeniom, których wyraźnie nie przyznaję” takich wątpliwości nie ma. Język prawniczy ma swoje zasady, ale akurat ten zwrot to typowy przykład na bełkot prawniczy.

Zaprzeczam wszystkim twierdzeniom, których wyraźnie nie przyznaję – co to znaczy?

Prawnicy używali tej zbitki słów w każdym piśmie, w ramach którego odpowiadali na stanowisko drugiej strony. Podstawę do tego miał stanowić art. 210 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego:

Każda ze stron obowiązana jest do złożenia oświadczenia co do twierdzeń strony przeciwnej, dotyczących okoliczności faktycznych.

Zaprzeczenie twierdzeniom drugiej strony miało sprawić, że okoliczności, którym „zaprzeczono” stawały się sporne i wymagają udowodnienia. Brak ustosunkowania się mógł być natomiast poczytany jako „przyznanie”, że taka okoliczność miała miejsce. Zgodnie z art. 230 k.p.c.:

Gdy strona nie wypowie się co do twierdzeń strony przeciwnej o faktach, sąd, mając na uwadze wyniki całej rozprawy, może fakty te uznać za przyznane

Przykładowo:

A (powód) twierdzi, że zawarł z B (pozwanym) umowę. B zaprzecza tej okoliczności, twierdząc, że nie zawarł z A żadnej umowy. Obowiązek wykazania, że umowa została zawarta (np. przez przedłożenie pisemnej umowy) przechodzi na A. Jeżeli B nie zaprzeczyłby zawarciu umowy – Sąd mógłby uznać tę okoliczność za przyznaną.

Po co się męczyć, skoro można zaprzeczyć wszystkiemu

Jak widać więc, ktoś kiedyś uznał, że wystarczy napisać, że zaprzecza wszystkiemu – i niech się druga strona męczy. Niestety prawnicy używali tego zwrotu jako taniej alternatywy dla braku argumentów w sprawie. Nie zapłaciłeś, bo po prostu nie miałeś pieniędzy – ale zamiast się przyznać będziesz szedł w zaparte. A pełnomocnicy takiej postawie wtórowali, okraszając to prawniczym mumbo-jumbo. 

Niestety prawnicza magia na nikim nie robiła wrażenia. Popularny wśród pełnomocników zwrot nie był respektowany przez sądy. W jego sprawie wypowiedział się nawet kiedyś Sąd Najwyższy, stwierdzając:

„ogólnikowe zaprzeczenie wszystkim twierdzeniom strony przeciwnej w zasadzie nie czyni zadość temu obowiązkowi (z art. 210 § 2 k.p.c. – przyp. red) (…) strona powinna wypowiedzieć się szczegółowo co do konkretnych twierdzeń strony przeciwnej, zaś często stosowane w praktyce zaprzeczenie ogólne wszystkim twierdzeniem wyraźnie nie przyznanym jest obejściem powyższego obowiązku, a co za tym idzie jest pozbawione skutków wypowiedzenia się co do twierdzeń drugiej strony i nie pozbawia Sądu możliwości skorzystania z uprawnienia przewidzianego w art. 230 k.p.c. (przepis, który mówi, że w przypadku braku ustosunkowania się do twierdzeń strony przeciwnej, Sąd może uznać je za przyznane – przyp. red)

Bełkot prawniczy zlikwidowany ustawą

Orzecznictwo sądów nie sprawiło jednak, że pełnomocnicy przestali używać wątpliwego zwrotu. W odpowiedzi na to, w ramach nowelizacji KPC 2019 ustawodawca uchwalił nową treść art. 210 § 2:

Każda ze stron jest obowiązana do złożenia oświadczenia co do twierdzeń strony przeciwnej dotyczących faktów. Strona jest przy tym obowiązana wyszczególnić fakty, którym zaprzecza.

Jak widać więc, opór materii sprawił, że do kodeksu dodano nowe zdanie, dedykowane właśnie bełkotowi prawniczemu. Od tej pory prawnicy muszą wyszczególnić fakty, którym zaprzeczają. Nie mogą w razie sporu umywać rąk twierdząc, że przeczą wszystkiemu, a tak w ogóle to wyjeżdżają w Bieszczady i niech całą sprawą zajmie się Ojciec Mateusz.

Niby cała sprawa jest raczej zabawna – ale jak się nad tym zastanowić jednak nie do końca.

89 odpowiedzi na “Bełkot prawniczy zlikwidowany ustawą. Kodeks postępowania cywilnego próbuje teraz zapanować nad prawnikami”

  1. 5000lat cywilizacji i tyle samo prawa oraz jego systemów, całe biblioteki pełne zapisane ewolucją bełkotu prawniczego, powtarzanego przez przedstawicieli systemu prawnego od studenta po najstarszego profesora.

    a oni chca to jedną ustawą zmienić ot tak…

  2. Niech się jeszcze zajmą sprawami typu:

    – Czy umowa musi być podpisana przed obydwu współmałżonków czy może być przez jednego?
    Odpowiedź radcy prawnego:
    – Może być podpisana przez jednego, ale lepiej przez dwóch.

    To może ja im nie wiem… naprawię komputer który może będzie chodził po naprawie a może nie. Sprzedam im coś co działa a może nie działa. Będzie fair, prawda?

    • Ale to nie jest niewiedza radcy a specyfika polskiego systemu prawnego ;) Don’t hate the player, hate the game.

      • No to może niech odpowie coś w stylu
        „Dla zachowania formy dokumentowej w polskich realiach gdzie mogą zrobić ci z dupy jesień średniowiecza bierz dwa podpisy albo niech klient się pier$*^$#li jak sam przyszedł. Ewentualnie jeśli chcesz po prostu spokojnie zarabiać i czasem tylko trafić na debila [patrz PS.1] bierz jeden podpis.
        PS.1 jak będzie robił problemy zrób mu loda i spław – nie idź do sądu bo cie dojadą że występujesz z pozycji uprzywilejowanej a klient jest biednym uciśnionym przez reżim i korporacje żuczkiem a przede wszystkim konsumentem któremu się wszystko należy.”

        Przynajmniej będę wiedział czego się spodziewać.
        (już nie wspomnę że to i tak sam wiem)

        • Ja tak przed zmianą branży mówiłem, mniej kwieciście, ale sprowadzało się właśnie do tego ;) Zawsze się znajdzie osobnik, co ogranicza się do jednego zdania „możesz pan zrobić tak i tak, i to drugie jest lepsze bo jest lepsze”. Z drugiej strony zawsze była grupa ludzi, która nie oczekuje uzasadnienia i chce zawsze odpowiedzi tak/nie, stąd się wzięły takie odpowiedzi na odp***l.

    • „Odpowiedź radcy prawnego” jest stuprocentowo prawidłowa. I takich sytuacji jest mnóstwo – kiedy jakaś czynność, dowód w sprawie, oświadczenie itd. powinno teoretycznie wystarczyć, ale dla uniknięcia ryzyka późniejszych wątpliwości i sporów lepiej jest to zrobić inaczej. Np. żeby umowę podpisali oboje, zamiast tylko jednego małżonka.

      W przypadku małżonków ma to przełożenie przede wszystkim na odpowiedzialność za wykonanie umowy. Teoretycznie, zgodnie z przepisami KRO, jeżeli jeden małżonek np. weźmie pożyczkę na meble do wspólnego mieszkania, to odpowiadają za niego oboje małżonkowie solidarnie (zaspokojenie potrzeb rodziny). Ale zupełnie realne i spotykane w praktyce są sytuacje, że małżonkowie się pokłócą, rozejdą etc. i pojawia się problem, bo nagle skonfliktowani zaczynają twierdzić, że jeden z nich kredyt przepuścił na dziwki, na wódkę, albo wycieczkę z kochankiem na Teneryfę. I w takiej sytuacji wszyscy mają problem, bo nie wiadomo kto w końcu odpowiada za spłatę. A jeżeli umowę zawrą oboje, to sprawa jest jasna.

  3. Dlaczego tak pospolicie używa się art.17 k.k….ten artykuł zamyka sprawę każdemu poszkodowanemu! Mam. 22 umorzenia postepowania, gdzie było pobicie, napad z nożem, handel alkoholem i tytonoem, kradzież…i wszystko umożano na etapie dochodzenia…teraz sącgroźby karalne i wyludzenia i znowu to samo…sadzę ze jak mnie zamordują też umorzą postepowanie…

    • nie no, jak będzie trup, to będzie sprawa,
      tego się umorzyć nie da ot tak,
      tylko trochę później w wyniku niewykrycia sprawców,
      lub braku możliwości przypisania im winy.

  4. Sądy identycznie mają sprawy w dupie i w szczególności nie chce im się czytać, w skutek czego dochodzi skrajnie kuriozalnych i nielogicznych wyroków. Np. marynarz niepełnosprawny w stopniu znacznym, jest zmuszany z powodu nie alimentowania, do comiesięcznych robót publicznych oraz do jednoczesnego wyjazdu na kilku miesięczne kontrakty celem alimentowania. „Szczegóły” odnośnie formy pracy zarobkowej oraz choroby: nowotwór mózgu, padaczka, nerwica depresyjno-lękowa, fibromialgia, poważnie uszkodzony kręgosłup w 2 odcinkach co wiąże się ze stwierdzoną niezdolnością do pracy, zostały przez sąd pominięte jako nie istotne (z braku czasu na zapoznanie się z aktami sprawy). Żeby sprawa była już całkiem kuriozalna, klient zdobył dokumenty szpitalne potwierdzające niepełnosprawność od 15 roku życia. Nic dodać nic ująć.

      • Poważnie niepełnosprawnym, ale za to NIEBYWALE TWARDYM.
        Na tyle twardym, że jego była małżonka przyzwyczaiła się do jego pieniędzy na tyle, aby później zaprzeczać na piśmie, że pomimo mnóóóóóstwa fachowych ekspertyz i przyznanej grupy inwalidzkiej jej były mąż na pewno „musi” być zdrowy i z całą pewnością „jest” w stanie kontynuować pracę. Jako ciekawostkę dodam, że na początku żądała kwoty 9800 PLN miesięcznie! Obecnie wszystkich pieniędzy ta pani ma 5114 PLN/msc + dodatkowe bonusy od państwa i utrzymuje ona, że jest jej bardzo ciężko, dlatego wg. niej niepełnosprawny w stopniu znacznym mężczyzna ma wracać do pracy na morzu. Rozumiem, że ta pani może mieć nie pokolie w głowie, ale żeby sąd miał tak samo nie po kolei w głowie, to tego już nie rozumiem…

  5. Największą farsę odpierniczają urzędasy, kiedy wysyłają list polecony lub podają pismo do podpisania. Tysiące tam odwołań do jakiś tam bzdurnych ustaw, niezrozumiały dla nikogo bełkot- do kurfy nędzy, co ja mam obowiązek znać wszystkie ustawy, skoro sami prawnicy ich nie znają. Pismo powinno być jasne i czytelne , a nie być popisem „elokwencji” , którego wartość merytoryczna jest równa zużytej srajtaśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *