Polska po raz kolejny w jednym szeregu razem z Rumunią i Bułgarią. Tym razem chodzi o bezpieczeństwo dróg

Moto Społeczeństwo dołącz do dyskusji (30) 15.06.2020
Polska po raz kolejny w jednym szeregu razem z Rumunią i Bułgarią. Tym razem chodzi o bezpieczeństwo dróg

Paweł Mering

Komisja Europejska oceniła bezpieczeństwo europejskich dróg i wyniki – choć częściowo napawające optymizmem – nie świadczą o nas zbyt dobrze. Bezpieczeństwo polskich dróg plasuje się na samym końcu – obok Bułgarii i Rumunii.

Bezpieczeństwo polskich dróg

Komisja Europejska przedstawiła w czwartek dane dotyczące bezpieczeństwa dróg. Generalnie na drogach w Unii Europejskiej zginęło w 2019 roku mniej osób niż w 2018. Nie jest to jednak powód do radości, bowiem tempo spadku jest coraz mniejsze.

To oznacza, że nie uda się osiągnąć zakładanego celu. „Deutsche Welle” przypomina, że celem na rok 2020 jest zmniejszenie liczby ofiar w porównaniu z rokiem 2010. Można generalnie uznać, że do końca 2019 roku ten spadek będzie wynosił 23% względem roku 2010.

Ile osób zginęło na drogach w Unii Europejskiej?

Według wstępnych danych opublikowanych przez Komisję Europejską, w 2019 roku na europejskich drogach zginęło łącznie 22 800 osób. Statystyka mówi, iż jest to 51 osób na milion mieszkańców, co w wyraża się przy okazji w tym, że unijne drogi są generalnie jednymi z najniebezpieczniejszych w skali świata.

Z badań również – niestety – wynika, że Polska, a także Rumunia i Bułgaria, wiodą przykry prym. Można uznać, że są to państwa z drogami pod tym względem najgorszymi z najgorszych. W Rumunii ginie 96 osób na milion mieszkańców, w Bułgarii – 89, a w Polsce – 77.

Porównujące te dane z krajami z najbezpieczniejszymi drogami w Unii Europejskiej (Szwecja – 22, Irlandia – 29/mln os.) można dostrzec, że różnice są istotne. Sytuacja ulega poprawie, jednak proces ten jest zdecydowanie zbyt powolny. Warto też przypomnieć, że finalnym celem jest zredukowanie do zera liczby zgonów na europejskich drogach, co miałoby zostać osiągnięte do roku 2050.

Pandemia – mniej wypadków?

Pewnie niektórym czytelnikom od razu nasuwa się myśl, że ten rok pod względem wypadków powinien wyglądać co najmniej dobrze. Podkreślano wielokrotnie, że lockdown wywołał istotny spadek zdarzeń drogowych, a co za tym idzie – liczby osób rannych i zmarłych.

Zależność dostrzega także Komisja Europejska, która wskazała, że

Jest prawdopodobne, że w związku z ograniczeniami pandemicznymi liczba zabitych w roku 2020 będzie znacznie niższa, ale i tak nie wystarczy to do osiągnięcia celu na poziomie 50 procent

W większości krajów obostrzenia znikają, co (poza m.in. Polską) koreluje z opanowaniem sytuacji epidemiologicznej. Oznacza to, że ulice znowu stają się ruchliwe – a łącząc to ze stanem polskich dróg, a także mentalnością wielu kierowców – tragiczne zdarzenia znowu będą się nasilać.

30 odpowiedzi na “Polska po raz kolejny w jednym szeregu razem z Rumunią i Bułgarią. Tym razem chodzi o bezpieczeństwo dróg”

  1. Problem polskich dróg polega na tym, że są wąskie i kręte. Czasem mam wrażenie, że asfalt wylano tam gdzie akurat były trochę szersze dróżniki między polami. Stąd tyle zakrętów.

    Inna sprawa to bezmyślne ścinanie zakrętów i prędkość. Ta ostatnia jest często całkowicie nieuzasadniona. Np. ktoś mnie wyprzedza tylko po to by dosłownie za chwilę hamować i skręcić. Oszczędność dosłownie kilku sekund.

    • Problem polskich dróg polega głównie na mentalności ich użytkowników. Zakręty nawet trochę hamują władców szos którzy na powiatówce w zabudowanym najchętniej zapierdzielaliby minimum 140.

    • Dodaj jeszcze:
      – często tragiczny stan nawierzchni (niedawno wracając znad morza zjechałem z głównych tras w bardziej lokalne dróżki… polecam fanom mocnych wrażeń),
      – źle oświetlone trasy lub zupełny brak jakiegokolwiek oświetlenia,
      – przydrożne tandetne i jaskrawe reklamy szamb, chwilówek i elektrośmieci, które przeszkadzają w zauważeniu znaków drogowych.
      Oczywiście wciąż najważniejszym powodem śmierci na drogach jest karygodne zachowanie kierowców i miejscami kompletny brak wyobraźni, ale powiedzmy sobie szczerze, otoczenie i infrastruktura też tu przykładem nie świecą.

      • Tragiczny stan głównych tras jest nieaktualny od lat. To wymówka dobra na lata 80-90, akurat pod względem sanu dróg trzymamy się na poziomie reszty UE

  2. Niestety każda dłuższa podróż przez Polskę powoduje że takie statystyki nie dziwią. Osoba jadąca przepisowo (no powiedzmy max +10 km/h) jest uważana za frajera. Ma się wrażenie że im lepsza fura tym więcej wolno. ale co się dziwić jak policji drogowej jak na lekarstwo i jeśli są to zawsze w tych samych miejscach.

    • Dodajmy śmiesznie małą ilość fotoradarów od czasu gdy zabroniono je ustawiać gminom by zyskać głosy durni pędzących ponad 100 w zabudowanym.

      • bo te fotoradary były ustawiane jako kury znoszące złote jaja, przy tranzytówkach, gdzie niepotrzebnie jest ograniczenie do 50 czy 40 , a nie np. przy szkołach

        bo problemem jest też rodzaj zabudowy,w konstrukcji urbanistycznej wsi i miasteczek tzw. „ulicówek”, a w ostatnim 30-leciu, się to jeszcze pogłębiło, bo wszyscy budują się przy drodze.
        btw. nie da się dostać pozwolenia na budowę bez dojazdu…

        O ile jeszcze Autostrady to wiadomo, i drogi krajowe o numerach 1-9 już prawie wcale nie przebiegają przez teren zabudowany, to drogi krajowe dwucyfrowe w znacznym procencie tak.
        a o trój-cyfrowych to szkoda gadać, wiodą przez wsie i ostępy leśne gdzie ciężko aby się dwa TIRy minęły nawet.

        • no właśnie, nikt jakoś nie bierze pod uwagę,
          że kierowcy cenią sobie spokojną, płynna i bezwypadkowa jazdę.

          a to co robią samorządy lokalne,czyli progi,fotoradary, śluzy, wysepki, to tylko irytuje by pomiędzy nadrabiać czas.

  3. Gdyby pieniądze obywateli inwestowano w drogi, tak jak to PO robiła, a nie na przekupywanie obywateli to bezpieczeństwo dróg w Polsce cały czas by rosło.

  4. Stan nawierzchni, oświetlenie, szerokość – to nie ma żadnego znaczenia.

    Wiecie jaka jest prawdziwa i jedyna przyczyna wypadków? Za duża prędkość. Takie jest oficjalne stanowisko.

    Nawet jak jedziesz 20 km/h i wpadniesz do dziury w środku drogi, to jechałeś za szybko i nie dostosowałeś prędkości do warunków, bo gdybyś jechał 5 km’h to może zaczepiłbyś się podwoziem i nie wpadł.

    • Dodam, że z komputera pokładowego średnia przejazdu to 36 km/h przez ostatnie 30 tysięcy km. Wliczając to przejazdy po „autostradach”. Szaleństwo, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *