Prawnoautorska wpadka roku – Biedronka sprzedaje miksery firmy „Shutterstock”

Gorące tematy Na wesoło Technologie Zakupy dołącz do dyskusji (215) 28.05.2018
Prawnoautorska wpadka roku – Biedronka sprzedaje miksery firmy „Shutterstock”

Jakub Kralka

Jeśli sądzisz, że prawnoautorską wpadkę roku widziałeś dziś na łamach Wirtualnej Polski, to znaczy, że jeszcze nie robiłeś porannych zakupów w sieci Biedronka. 

Shutterstock to jeden z popularnych „stocków”, czyli banków zdjęć. Fotografowie publikują tam swoje prace. Na ogół żadna wielka sztuka, raczej są to fotografie tworzone do ilustrowania artykułów tematycznych w internecie. A internauci mogą kupić licencję na jedno zdjęcie, pakiet zdjęć czy nawet abonament, który uprawnia do czerpania garściami z całej bazy (na Bezprawniku mamy dostęp do Shutterstocka, ale i tak preferujemy mniej sztampowe i darmowe Pexels, Shutterstock przydaje się głównie do zdjęć znanych ludzi).

Jeśli wchodzicie do sklepu, to towary wystawione są na wystawie. Fotograf, który chce sprzedać swoje zdjęcia też musi je jakość pokazać (wyobrażacie sobie, że rzucacie w ciemno kilka dolarów za zdjęcie lasu i nie wiecie co dostaniecie?). Dlatego też banki zdjęć pokazują fotografie w swojej bazie, ale żeby ludzie ich nie kradli, opatrują je dodatkowo znakiem wodnym. Dość sporym, dość wyraźnym – można zobaczyć, że nie kupujemy kota w worku, ale też nie da się takiej fotografii bez licencji trywialnie mówiąc „zwędzić”. Bo wyszlibyśmy na skończonych głupków, a na dodatek nieuczciwych.

Historii tych mikserów najpewniej i tak byśmy nie zrozumieli.  Otóż w sklepach Biedronka pojawiły się dziś miksery, których opakowanie wygląda w następujący sposób:

Biedronka sprzedaje miksery Shutterstock

Nie wiem jakim trzeba być mugolem, poziom chyba co najmniej Warsaw Media House, żeby wprowadzać do sprzedaży towar z najprawdopodobniej „kradzionymi” (technicznie, w prawie autorskim, nie da się ukraść – można naruszyć majątkowe i osobiste prawa autorskie, co ma miejsce w tym wypadku) zdjęciami ze stocka.

Zastanawiam się co myślał sobie grafik, który to projektował, a nawet nałożył na zdjęcia lustrzane odbicie. Zastanawiam się gdzie był dział prawny, który tego nie zauważył. Pytam głośno czemu marketing nie usiadł i nie uznał, że doskwiera im, że na opakowaniu ich produktu są jakieś dziwne napisy. Głowię się czemu nikt w Biedronce głośno nie zaśmiał się, kiedy przyszli do nich z Hoffen i powiedzieli, że mają taki oto mały projekcik i chcieliby sprzedawać swoje miksery. Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia jak do tego doszło.

Najzabawniejsze jest to, że Hoffen ma swojego własnego Instagrama, a na nim całą masę naprawdę ładnych, autorskich zdjęć. Jak na ironię, motto brzmi „sprytnie z Hoffen”.

Aktualizacja i stanowisko Jeronimo Martins Polska:

Przede wszystkim prawa do tych zdjęć zostały wcześniej wykupione i producent miksera mógł z nich korzystać na opakowaniu. Faktem jest, że za sprawą niefortunnego błędu naszego dostawcy, polegającego na wysłaniu pliku roboczego do druku, znalazła się na nim grafika ze znakiem popularnego banku zdjęć. Jesteśmy jednak przekonani, że w najważniejszej z punktu widzenia naszych klientów kategorii jakości samego produktu, jest to produkt godny polecenia”.

 

 

215 odpowiedzi na “Prawnoautorska wpadka roku – Biedronka sprzedaje miksery firmy „Shutterstock””

  1. Brak weryfikacji plików do druku, nie jedna firma tak się zbłaźniła. A drukarnia swoją drogą też mogłaby wykazać się inicjatywą i powiedzieć, że coś jest nie tak… w końcu na tym powinni znać się lepiej niż Janusz z działu marketingu.

    • Ale jak wydrukują źle i klient zauważy dopiero wtedy to będą mogli wydrukować od razu drugi raz i drugi raz zarobić na tym samym :)

        • Zanim to trafi do drukarza to plik są w znacznej większości akceptowane przed drukiem itp (jeśli nie ma akceptów to nie ma co zwalać winy na kogokolwiek poza grafikiem). Wiec drukarz nie może za każdym razem się zastanawiać pilnując kolorów itp czy to co tam jest czy na pewno tak ma być. Gdyby tak było to druk wszystkiego trwał by wieczność. Poza tym drukarz mógł pomyśleć nie znając czegoś takiego jak Shuter… ze tak ma być i koniec. Kolejna możliwość jest też taka że wcześniej w przygotowaniu do druku wydrukowali ozalid, proofa gdzie to tak wyglądało, wiec drukarz mając ozalid, proofa z tym widział ze tak jest więc drukował. Drukarze nie odpowiadają za to co jest na wydruku pod kątem merytorycznym, nie znają zamysłu grafika itp. Wyobrażasz sobie że drukarz drukuje książkę czyta ja i jak przeczyta stwierdza że jest ok i może drukować dalej????(oczywiście to tak dla zobrazowania przykład tylko, ci co widza jak to wygląda wiedza że to niemożliwe, chyba że wszystkie strony książki wejdą na 2 arkusze drukarskie….).

          Tak więc cytując Ciebie „… w końcu na tym powinni znać się lepiej niż Janusz z działu marketingu.” Nie bądź Januszem nie wiesz jak wygląda sprawa druku nie wypowiadaj się i nie mów że ktoś złośliwy jest.

        • całe branża drukarni i reklamy fizycznej to jedno wielkie zło. grafik komputerowy za 1500zł na ręke w systemie 3 zmianowym – normalka

    • A co jeśli to celowy błąd? Drukarz nie korektor. MA robić co mu każa a nie myślec i to jeden z niewielu zawodów gdzie ma ktoś robić coś bezrefleksyjnie. Poza tym am musiałem się na focie wpatrywać w to o co chodzi. Ile to na ulicy widziałem reklam i to duzych np „wejście do restauracji w hipermarketu” itp. Najlepsze, że ze 3 lata wisiało :D

    • Prawda? Tym bardziej, że zdjęcie ze znakiem wodnym jest miniaturką o słabej rozdzielczości nadającej się co najwyżej na druk znaczka pocztowego, góra widokówki więc drukarnia powinna zareagować że jakość pliku/grafiki jest zbyt niska. Chociaż na bank wiedzieli co to znak wodny więc…

    • Tu przypomina mi się fragment znanego wierszyka… „Nie krytykuj, nie podskakuj, siedź na dupie i przytakuj”

  2. Z pewnością nie jest to wina grafika, lecz mądrego inaczej product managera, który poglądowe pliki przekazał drukarni

    • Dokładnie. Pracując w agencjach wiele razy miałem tak, że projekt na końcówce, ale czekamy z DTPem (przygotowaniem do druku) na ostateczną akceptację. Ale zamiast akceptacji przychodzi mail od klienta, że drukarnia mu odrzuciła projekt. No nic dziwnego: skoro dali komuś surowe danie, to nie zażarło. Więc tłumaczymy, robimy DTP i za miesiąc to samo. Panie z marketingu mają w 9 przypadkach na 10 zerowe pojęcie o projektowaniu. Zwalanie tego na agencję to skurwysyństwo.

      Ta tu ekipa miała pecha, bo drukarnie coraz rzadziej się przykładają do sprawdzania, co będą drukować. Duża część rzuca na maszynę jak leci i martwi dopiero, jak ktoś wraca z reklamacją. No więc jeśli tak wygląda proces, to w końcu musiało się zdarzyć. Pochodna niewiedzy, parcia na najniższą cenę i szybkość.

    • Pewnie dokładnie tak było.

      Sam przygotowuję opakowania dla pewnego klienta, który drukuje w chinach (przy zamówieniu jakiejś tam ilości sprzętu, też AGD, można sobie spersonalizować pudełko) i potem przyjeżdża mu kontener lub kilka ze sprzętem już spakowanym i nie ma co z tym zrobić w przypadku potencjalnego błędu. Zamawianie druku w Polsce to horrendalnie duży koszt w porównaniu z drukiem w chinach, a przepakowywanie wszystkiego to w przypadku takiej Biedronki zadanie prawie niewykonalne (tych kontenerów mają pewnie dziesiątki, jeśli nie setki).

  3. Ot wrzucili prewkę do projektu mockup’a (pewnie jedną z wielu). Później ktoś nie dopilnował żeby podmienić na kupiony obrazek ze stocka. Czasem to wina grafika, czasami drukarni która nie ten plik z serwera zassała na druk.

    • Ale drukarnia ma oczy.
      Widzą, że to znak wodny, znają się na rzeczy, prawda?

      No i widzą, że to prewka po rozdzielczości (obrazek wielkości znaczka pocztowego rozciągnięty na cały bok pudełka, gołym okiem widać, że to nie jest plik finalny).

      Tylko, że trzeba wziąć tu poprawkę, że druk prawie na pewno w Chinach a tam się mogą nie cyrtolić, mówiąc brzydko ;-)

      • Drukarnia nie odpowiada za dostarczone materiały do druku. Jeśli plik spełnia wymagania specyfikacji to z punktu drukarni jest to plik finalny i nie podlega weryfikacji. Zwróć uwagę na to że większość weryfikacji przeprowadza aplikacja do obsługi maszyny. A drukarz który jedyne co odróżnia na zamówieniu to obrazy co przedstawia nie specjalnie skupia się na tym czy to ma tak być bo nikt mu za to nie zapłaci.

        • Pytanie 1 – czy pliki z prewką spełniały ustawienia drukarskie i RIP nie „krzyczał” o rozdzielczość?

          Pytanie 2 – no tak, teraz taka postawa jest częsta: „nikt mi za to nie płaci”. Ale można być człowiekiem i zareagować, prawda?

          Inna sprawa – te opakowania są drukowane w Chinach – dochodzi kolejny element niewiadomej/problematyczny/komunikacyjny/kulturowy. Chińczycy często grzecznie przytakują, że „będzie dobrze”, a potem „na siłę” drukują z tego co przyszło by nikogo nie niepokoić. Trochę znam ten temat, też projektuję opakowania dla pewnej, mniejszej marki, też drukują w chinach. Tam opakowanie spersonalizowane jest po prostu dodatkiem do zamówienia. Grunt by wypchnąć z kraju kontenery ze sprzętem jak najszybciej, statek nie będzie czekał ;-) Więc de facto może być tak, że chińczyk ma w głębokim poważaniu co tam się drukuje i jak to wygląda. Cóż… mleko się wylało, a Biedronka ma teraz rzesze potencjalnych klientów-grafików, którzy pójdą zobaczyć tego białego kruka i być może konwertują z potencjalnych na realnych i dokonają zakupu ;-) No i ta darmowa reklama ;-) ;-) ;-)

          • Przyjmując tak duże zamówienie masz termin w którym musisz się zmieścić. A pliki do druku są z góry zatwierdzane przez zleceniodawcę.

          • Być może po stronie zleceniodawcy ktoś się okazał Strusiem Pędziwiatrem i wysłał pozyskane od grafika pliki poglądowe do druku szybciej niż ten zdążył przygotować finalne wersje z podmienionymi grafikami? Jak myślisz? Ja tak obstawiam. Jak było w rzeczywistości się pewnie nie dowiemy, możemy tylko zgadywać ;-)

          • Jedyna logiczna odpowiedz jest taka że ktoś wziął nie ten plik co trzeba a ktoś inny olał – przepraszam za brzydkie określenie – procedurę weryfikacji. Chińczycy? Jest to jakiś trop ;)

          • opakowanie nie zostało wydrukowane z pliku podglądowego, tam ewidentnie warstw tymczasowa „tutaj będzie grafika” nie została wyłączona przed wyeksportowaniem pliku. Próbuje znaleźć na to jakieś techniczne wytłumaczenie na wskutek którego mogło by się to stać samo na etapie produkcyjnym ale chyba się nie da.

          • Zależy jak rozumiemy plik poglądowy.

            Jeśli grafik (bardzo prawdopodobne) wysyłał pliki PDF z wykrojnikiem na który nanosił grafiki i zapisywał je (żeby się nic nie posypało) w standardzie PDF/X-1a, a ktoś (project manager po stronie klienta) wział taki plik i wysłał do druku… a ktoś obsługujący RIP’a „olał” alert o niskiej rozdzielczości i puścił CTP… naprawdę, wystarczy że jedna osoba się nie zna, a druga ma to za przeproszeniem gdzieś i problem gotowy.

            To tylko hipoteza – jak było naprawdę się nie dowiemy.

            Twoja hipoteza do mnie nie przemawia – po co tworzyć warstwę „tu będzie grafika” i potem ją wyłączać jak wystarczy podlinkować w Illustratorze czy InDesign wysokorozdzielczościowe zdjęcia pod łącza z grafiką poglądową i wszystko samo wskoczy na swoje miejsce?

          • bo innego wytłuczenia na prewkę w pliku do druku nie umiem znaleźć, zwróć uwagę na to że to jest plik całkowicie odbiegający od docelowego produktu a nie niskiej jakości podglądowe zdjęcie ze stocka które zostanie użyte w pliku finalnym.

          • Mogło być tak, że eksportowali plik, w ustawieniach pdfa było właczone spłaszczanie map bitowych do konkretnej rozdzielczości i żadnego ostrzeżenia nie było.

          • Mogło tak być. Teoretycznie jest to możliwe chociaż w standardzie np. w Illustratorze jest ustawione zmniejszanie do konkretnej rozdzielczości, niemniej jednak można ustawić też nadpróbkowanie i upscaling. Masz rację. To by wiele wyjaśniało.

          • Odp.1 mogło być tak żę RiP krzyczał, dzwonimy do grafika czy tam tego co zlecał. Panie ale o co chodzi, albo taki plik dostałem wiec tak ma być….a pewnie dzwonili bo na 100% nie był to CMYK tylko RGB.

            Odp. 2 to już jest życie jak coś robisz rób tak żeby nikt po tobie nie musiał sprawdzać :).

      • Nie doceniasz chyba osób zamawiających. Być może nawet poszła informacja zwrotna z drukarni że coś tu jest nie tak, pewnie projekt roboczy. Ale osoba decyzyjna może spieszyła sie na siłkę albo obiad i padła odpowiedź, „Tak ma być. Jak nie możecie tego wydrukować to zamówię w innej drukarni”. Często się z tym spotykam. Ileż można ludzi uszczęśliwiać na siłę? Macha się łapką, odpala maszynę i drukuje się logo shutterstocka czy innego Istockphoto.

  4. To, że błąd był w druku to jasne. Ale przecież nigdy produkty nie lecą prosto z drukarni do sklepów. Ktoś to musiał później pakować, konfekcjonowac, wrzucać na palety, wysyłać itd itd. i na każdym z tych etapów ktoś musiał stwierdzić… a ch$# jest do dupy ale popychamy to dalej bo w Biedronce termin czeka. To jest dopiero żenujące :) Że hej! :)

    • Witamy w PRC – People’s Republic of China.
      Hoffen = marka własna Biedronki; projekt opakowania w Polsce, druk i cała reszta w Chinach. Tam się za bardzo nie przejmują ;-) Wiem, gdyż projektuję opakowania dla mniejszej marki działającej na tej samej zasadzie.

  5. Ten napis wygląda od biedy jak celowo umieszczony, nic się nie stało, klienci nie odbiorą tego negatywnie. :)

    Wypierdzielą grafika na śmieciówce a nie jego menadżera więc nawet nikt w agencji nie będzie w sumie stratny. A za to pół internetu ma teraz bekę a drugie pół się dowie o istnieniu marki Hoffen.

    • Klienci nie są grafikami, pomyślą, że tak ma być, że Shutterstock to takie samo słowo jak Hoffen czyli „jakieś słowo w obcym języku” ;-) Ale my w branży polewkę mieć będziemy ;-) Nie mogę się doczekać by zobaczyć to na własne oczy w „mojej” Biedronce ;-)

  6. No i się wyjaśniło.

    P.S. 1)
    Podobno nikt do nikogo nie musiał przychodzić gdyż Hoffen jest (znowu – podobno) marką własną Biedronki.

    P.S. 2)
    Klienci to czasem takie strusie pędziwiatry – w przeszłości zdarzyło mi się że na telefon z zapytaniem „która 3. wersji elektronicznej kartki świątecznej została zaakceptowana” usłyszałem „wszystkie są piękne, wszystkie 3 już wysłane do klientów” ;-)

    P.S. 3)
    Od czasu „wypadku” z kartką wirtualną na wszelki wypadek pliki PDF zaopatruję w hasło chroniące przed edycją – już się ze 2 razy zdarzyło, że klient dzwonił, że w drukarni pytają o hasło (hasło chroni tylko przed edycją i importem więc skutecznie utrudnia przypadkowe wydrukowanie z pliku roboczego, który zwykle ma niższą jakość zdjęć i brak różnych ustawień drukarskich)

  7. To bardzo proste. Projekt wykonuje się na fotkach ze znakiem wodnym — po to są. Potem wiadomo, które zdjęcia trzeba kupić i się je podmienia na właściwe. Tu się nie podmieniły. Pracowałem w gazecie, zsyłałem całe wydania do drukarni. Uwierzcie, że czasem się zdarza błąd, że na podglądzie plik jest ok, dopiero w drukarni wychodzi, że grafiki w pełnej rozdzielczości „nie weszły”. Do tego dochodzi czynnik ludzki – zarówno drukarz, jak i grafik/wydawca, oglądając godzinami dziesiątki projektów przestaje widzieć. Wypatrzy brak przecinka, a kardynalnej bzdury już nie :) Ten przypadek jest o tyle kuriozalny, że to nie tylko się wydrukowało, ale i pocięło, złożyło, skleiło, opakowało produkty, trafiło do ekspedycji, potem na półki i nikt po drodze niczego nie zauważył ;)

    • Ale wiesz, to jest drukowane w Chinach – tam nikt na to nie patrzy. Wystarczy, że poszło do druku i jak zeszło z maszyny (nakład pewnie dziesiątki tysięcy jeśli nie setki) to już było pozamiatane i nawet jeśli ktoś to zauważył, to już poszło dalej bo „nic się nie da zrobić”. Kontenery czekają do załadunku. Statek odpływa. Termin trzyma. Nikt tego nie przedrukuje bo w sumie to nie wina drukarni. Nawiasem mówiąc druk spersonalizowanego opakowania to dla chińskiego producenta tylko wisienka na torcie – liczy się by sprzedać towar. W Polsce nie opłaca się tego ani przedrukować ani przepakować. Ważny by się sprzedało. Standardowy klient Biedronki czy dowolnego marketu, który jest spoza naszej branży graficznej czy marketingowej nawet się nie będzie zastanawiał nad tym, nawet nie zauważy, pomyśli, że tak ma być. Amen. ;-)

  8. ” Shutterstock przydaje się głównie do zdjęć znanych ludzi ” – rozumiem, że chodzi wam tylko o użytek w waszej redakcji :)

  9. Uwzględnianie napisu na kartonie jako nazwę firmy też niezle. Jak kupujcie odzież też uważacie że znów nosicie ubrania tej sławnej firmy ‚Cotton’?

  10. Widzę, że autor tego tekstu żongluje opiniami na tematy, o których nie ma zielonego pojęcia. Co to za zdanie: „Na ogół żadna wielka sztuka, raczej są to fotografie tworzone do ilustrowania artykułów tematycznych w internecie.” Na shuttestocku publikuje wielu wybitnych grafików i fotografów. Nie znacie zawartości tego stocka. Podejrzewam, że nie macie chyba żadnego pojęcia o projektowaniu i fotografii, a tym bardziej o sztuce, ani małej ani wielkiej. Więcej pokory i rzetelności. Pozdrawiam.

  11. A może to specjalnie? Teraz wszyscy heheszkują, ale każdy zobaczył, że w biedronce jest mikser za 40.

  12. Ktoś tutaj w ogóle sądzi że to drukarnia powinna wyłapać błąd, przepraszam, kto? Drukarnia? Przecież wydrukowane to zostało w odległych Chinach, gdzie zrobią Ci tak jak chcesz nie pytając o takie banaly jak prawa autorskie.

  13. A może to jest celowe tak jak:
    – 1 kapusta za 3zł, a 3 za 10zł;
    – menu na szybie lokalu z błędem, by weszli i poinformowali o błędzie?

  14. No i o co halo? Bezprawnik szuka sensacji na siłę? Nie złamali prawa bo pobrali obrazek zgodnie z warunkami serwisu ze znakiem wodnym. Każdy taki obrazek może pobrać ze znakiem wodnym, ja też. Z czegoś te niższe ceny w Biedronce muszą się brać, więc nie gnojcie ich na siłę. Jak panu profesjonalnemu photoszopowcu coś nie pasuje niech kupuje w droższych sklepach.

  15. Jakieś trzy miesiące temu kupiłam identyczny mikser w pudełku z babeczką i żadnego znaku wodnego na opakowaniu nie było

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *