Żaden tam wielki Juventus, szacunek do Bońka, umiłowanie włoskiej kuchni. C. Ronaldo we Włoszech zapłaci łącznie 100 000 euro podatku

Podatki Zagranica dołącz do dyskusji (42) 17.07.2018
Żaden tam wielki Juventus, szacunek do Bońka, umiłowanie włoskiej kuchni. C. Ronaldo we Włoszech zapłaci łącznie 100 000 euro podatku

Udostępnij

Jakub Kralka

Od kilku tygodni kibice futbolowi na całym świecie zastanawiają się dlaczego Cristiano Ronaldo zdecydował się opuścić Real Madryt akurat na rzecz Juventusu. 

Moja teoria była dość naiwna. Wydawało mi się, że największy piłkarz w historii szuka okazji na jeszcze kilka lat w chwale, z szansami na powiększanie dorobku pucharowego, a czy będzie do tego lepsze miejsce, niż grający w ceniącej długowiecznych piłkarzy lidze włoskiej Juventus? Długo tłumaczyłem kolegom, że Cristiano Ronaldo to już w zasadzie środkowy napastnik, a nie skrzydłowy. Że przechodzi do ligi, gdzie z powodzeniem do czterdziestki grało wielu napastników, chociażby Di Natale, Totti…

Okazuje się jednak, że powody wyboru akurat Włoch mogły być czysto podatkowe. Przyznam szczerze, że trochę powątpiewam w tę wersję wydarzeń – niestety nie specjalizuję się w problematyce podatków, zwłaszcza włoskich. Ale historię przytaczają poważne włoskie źródła, jak choćby La Repubblica, podesłał mi ją mój mistrz podatków z EY, więc uznałem to za ciekawostkę wartą wzmianki na Bezprawniku – choć nadal podchodzę do niej z ograniczonym zaufaniem.

Ale jednak zaufaniem. A wszystko dlatego, że Cristiano Ronaldo wpadł w Hiszpanii w bardzo poważne tarapaty z prawem. Z Leo Messim dzieli go w zasadzie wszystko z wyjątkiem dwóch rzeczy – obaj są wspaniałymi piłkarzami i obaj kantują na podatkach aż miło. O ile jednak Leo Messi pokornie przyjął do wiadomości opinię tamtejszego wymiaru sprawiedliwości i zaczął spłacać zaległości wobec skarbu państwa, tak Ronaldo… nie był zadowolony z całej tej sytuacji. I choć oczywiście nie miał innego wyjścia, jak poddać się procesowi (w czerwcu został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu i 18,8 miliona euro odszkodowania – tego samego dnia władował Hiszpanii hat-tricka na Mundialu i tylko najwybitniejsi znawcy futbolu będą w stanie po latach stwierdzić, czy pod koniec spotkania egzekwując rzut wolny, widział przed oczami Sergio Ramosa i Davida De Geę, czy jednak hiszpańskich urzędników skarbowych).

Cristiano Ronaldo w swoim egocentryzmie nie akceptował obowiązków fiskalnych i niewykluczone, że na swój specyficzny sposób obraził się na Hiszpanię. A nawet jeśli się nie obraził, to Włosi przedstawili lepszą propozycję. Jak dowodzi bowiem np. Vicenza Piu, Włochy prowadzą preferencyjną politykę podatkową dla najbardziej zamożnych obywateli świata. Jeżeli za miejsce swojego zamieszkania wybiorą Italię, będą musieli płacić maksymalną stawkę podatku w wysokości… 100 000 euro rocznie.

Barbarzyńskie? Jakkolwiek tego rodzaju ulga podatkowa wydaje się mocno oderwana od rzeczywistości, to jednak weźmy pod uwagę w jaki sposób Cristiano Ronaldo zasili włoską gospodarkę. Tylko przez kilkanaście pierwszych godzin od ogłoszenia transferu Portugalczyka do Juventusu, Stara Dama (i Nike) sprzedali koszulek za ponad 50 milionów euro. Od wielu z tych transakcji włoski skarb państwa otrzyma swoją dolę. A to dopiero początek „Przedsiębiorstwa-Ronaldo”.