Złoto na poziome 6300 dolarów za uncję. Analitycy J.P. Morgan nie zmieniają na razie zdania
Prognozy J.P. Morgan opierają się na analizie strukturalnego popytu, który ma uniezależnić notowania złota od krótkoterminowych wahań dolara czy decyzji o stopach procentowych.
Głównym motorem napędowym hossy mają pozostać banki centralne. Instytucja szacuje, że do końca 2026 r. podmioty te zdejmą z rynku około 800 ton kruszcu. Jest to kontynuacja trendu dedolaryzacji rezerw walutowych, widocznego szczególnie w gospodarkach wschodzących.
Drugim filarem wzrostów ma być powrót inwestorów indywidualnych oraz funduszy ETF. W obliczu niepewności geopolitycznej oraz zmian w polityce monetarnej USA, fizyczne złoto ponownie zyskuje na znaczeniu jako aktywo zabezpieczające portfele przed ryzykiem systemowym. To w dłuższej perspektywie ma zrównoważyć obecną presję podażową.
Na razie jednak inwestorzy muszą zmierzyć się z myślą o tymczasowych spadkach cen złota i srebra
Bieżąca sytuacja kontrastuje z optymistycznymi raportami banków. Analitycy wskazują jednak na specyficzną przyczynę ostatnich spadków; ich zdaniem gwałtowna wyprzedaż, która sprowadziła złoto w okolice 4630 dolarów za uncję, a srebro pozbawiła jednej czwartej wartości w trakcie jednej sesji, ma podłoże techniczne.
Głównym czynnikiem okazała się decyzja giełdy CME Group o podniesieniu wymogów depozytowych dla kontraktów terminowych. Ruch ten zmusił inwestorów korzystających z wysokiej dźwigni finansowej do natychmiastowego zamykania pozycji w celu pokrycia zobowiązań. Uruchomiło to lawinę zleceń sprzedaży, która nie miała związku z realną wyceną metalu, lecz z koniecznością ucieczki do gotówki.
Dodatkowym impulsem była aprecjacja dolara po doniesieniach o możliwych zmianach w Rezerwie Federalnej, co tradycyjnie obniża wycenę surowców kwotowanych w amerykańskiej walucie.
Zobacz też: Uwaga na fałszywe złoto z certyfikatem. Profesjonalna podróbka wykryta w lombardzie
Analitycy wierzą w złoto. Ale jest jeden warunek
W ocenie części ekspertów rynkowych, obecne załamanie jest naturalną korektą po okresie parabolicznych wzrostów. Tom Bradshaw, analityk zwracający uwagę na cykliczność rynków, przewidział skalę przegrzania na srebrze, wskazując na konieczność schłodzenia nastrojów. Jego modele długoterminowe pozostają jednak niezmienne i zakładają, że do 2028 r. cena złota może wzrosnąć nawet do 9000 dolarów.
Podobną retorykę przyjmują inwestorzy tacy jak Robert Kiyosaki, którzy traktują obecną przecenę jako moment wejścia dla kapitału długoterminowego.
Z perspektywy makroekonomicznej najważniejsze pozostają jednak ostrzeżenia dotyczące kondycji amerykańskiej gospodarki. Peter Schiff wskazuje, że rosnące zadłużenie USA i potencjalne problemy z obsługą długu będą w długim terminie podważać zaufanie do walut fiducjarnych. W takim scenariuszu, fizyczne aktywa, takie jak złoto i srebro, pełnią rolę ubezpieczenia od utraty siły nabywczej pieniądza.
Obecna korekta, choć bolesna dla inwestorów krótkoterminowych, oczyszcza rynek z kapitału spekulacyjnego, tworząc bazę pod kolejny impuls wzrostowy, przewidywany przez największe banki inwestycyjne.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj