Szefowie walczą z quiet quitting. Wyjaśniamy, co grozi za "brak zaangażowania"
Zjawisko quiet quitting, czyli tzw. cichej rezygnacji, wciąż przybiera na sile - i to mimo obecnej sytuacji na rynku pracy. Pracownicy coraz częściej decydują się na wykonywanie wyłącznie tych obowiązków, które mają precyzyjnie zapisane w umowie. W odpowiedzi, pracodawcy biją na alarm, mówiąc o spadku produktywności i szukając sposobów na walkę z tym zjawiskiem. Gdzie jednak leży granica między sumienną pracą a „brakiem zaangażowania” i czy szef może legalnie zmusić pracownika do robienia „czegoś więcej”?

Quiet quitting to nie lenistwo, a praca według umowy
Wbrew temu, co można sądzić, "cicha rezygnacja” nie jest tożsama z lenistwem, uchylaniem się od pracy czy łamaniem obowiązków. Jest to sytuacja, gdy pracownik sumiennie i rzetelnie wykonuje wszystkie swoje obowiązki - ale nic ponadto.
W praktyce oznacza to np. logowanie się o 9:00 i wylogowywanie punktualnie o 17:00 (lub o innym godzinach rozpoczęcia/końca pracy w danym dniu), nieodbieranie telefonów służbowych po godzinach pracy oraz asertywną odmowę przyjmowania zadań, które wykraczają poza ustalony w umowie zakres obowiązków. Jest to w istocie powrót do kontraktowego charakteru zatrudnienia; pracownik wykonuje umówioną pracę w umówionym czasie.
Konflikt na linii pracodawca-pracownik rodzi się w momencie, gdy menedżerowie oczekują „proaktywności” - podczas gdy w umowie o pracę nie ma słowa „zaangażowanie”. Pracodawcy, próbując wyegzekwować więcej, często powołują się na art. 100 par. 2 pkt 4 Kodeksu Pracy, który nakazuje pracownikowi „dbać o dobro zakładu pracy”. Zapis ten jest przez wielu menedżerów interpretowany jako prawny obowiązek „bycia zaangażowanym”.
Jak jednak wskazują prawnicy i orzecznictwo sądów pracy, taka interpretacja jest zbyt daleko idąca. „Dbałość o dobro zakładu” oznacza przede wszystkim obowiązek nieujawniania tajemnic handlowych, niedziałania na szkodę firmy czy dbania o powierzone mienie, takie jak laptop czy telefon służbowy.
Zapis ten nie jest tożsamy ze „szczególnym zaangażowaniem”, „proaktywnością” czy braniem na siebie dodatkowej, niepłatnej pracy. "Zaangażowanie" (rozumiane jako wykonywanie dodatkowych obowiązków) pozostaje dobrowolną postawą, a nie obowiązkiem prawnym.
Czy pracodawca może zmusić do większego zaangażowania?
Warto podkreślić, że pracodawca nie może wydać pracownikowi polecenia służbowego, nakazując "większe zaangażowanie". Takie polecenie jest nieprecyzyjne, nie dotyczy pracy w rozumieniu kodeksowym i nie może być w żaden sposób egzekwowane.
Pracodawca ma jednak inne, legalne narzędzia. Może wydać konkretne polecenie służbowe (np. „Proszę przygotować ten raport na jutro”), o ile mieści się ono w zakresie obowiązków pracownika i normach czasu pracy. Może również polecić pracę w godzinach nadliczbowych, ale musi za nią odpowiednio zapłacić lub oddać czas wolny. Pracownik stosujący „quiet quitting” wykona takie polecenie, ale jednocześnie upomni się o należną mu rekompensatę.
Co jeszcze może zrobić pracodawca? Pierwszym i najważniejszym narzędziem jest ocena pracownicza. Szef może legalnie przyznać niską ocenę za „brak inicjatywy” czy „niską proaktywność”. Bezpośrednio wiąże się z tym kwestia premii i podwyżek. Jeśli premia w firmie ma charakter „uznaniowy”, a nie regulaminowy, „brak zaangażowania” jest idealnym i w pełni legalnym powodem, by jej nie wypłacić.
Pracodawca może również zacząć drobiazgowo weryfikować, czy pracownik na pewno wykonuje w stu procentach zadania ze swojego zakresu obowiązków - a nawet próbować ten zakres legalnie rozszerzyć, wręczając wypowiedzenie zmieniające. W skrajnych przypadkach może dochodzić do tzw. „cichego zwalniania” (quiet firing), czyli celowego pomijania pracownika w projektach i niedawania mu zadań, aby sam zrezygnował.
Kiedy presja na pracownika przestaje być zgodna z prawem?
Granica między egzekwowaniem obowiązków a działaniem bezprawnym jest cienka, ale wyraźna. Jeśli „motywowanie” zmienia się w uporczywe nękanie, publiczne upokarzanie, izolowanie pracownika lub ośmieszanie jego postawy, możemy mieć do czynienia z mobbingiem. Presja na „zaangażowanie” jest również rażącym naruszeniem Kodeksu Pracy, jeśli w praktyce oznacza oczekiwanie regularnego świadczenia darmowych nadgodzin.
Warto też pamiętać, że „quiet quitting” nie jest problemem prawnym, a raczej symptomem głębszych problemów organizacyjnych, takich jak wypalenie zawodowe, niskie płace czy złe zarządzanie. Jeśli postawę "cichej rezygnacji" prezentuje więcej pracowników, może to być sygnał dla pracodawcy, że warto coś zmienić w organizacji.
28.03.2026 17:03, Rafał Chabasiński
28.03.2026 16:02, Marcin Szermański
28.03.2026 15:10, Miłosz Magrzyk
28.03.2026 14:29, Rafał Chabasiński
28.03.2026 13:24, Piotr Janus
28.03.2026 12:22, Piotr Janus
28.03.2026 10:36, Rafał Chabasiński
28.03.2026 9:24, Marcin Szermański
28.03.2026 8:26, Rafał Chabasiński
28.03.2026 8:16, Mariusz Lewandowski

„Proszę zatrzymać zepsuty produkt". Sklep tylko udaje, że jest miły i tak naprawdę wpuszcza cię w pułapkę
28.03.2026 7:20, Piotr Janus

Właściciele mieszkań w blokach masowo kupują panele na farmach. Rachunki za prąd spadają im o kilkadziesiąt procent
28.03.2026 6:42, Aleksandra Smusz
28.03.2026 4:30, Aleksandra Smusz
27.03.2026 21:47, Aleksandra Smusz
27.03.2026 19:12, Marcin Szermański
27.03.2026 18:00, Rafał Chabasiński
27.03.2026 16:31, Mateusz Krakowski
27.03.2026 15:24, Rafał Chabasiński
27.03.2026 14:16, Miłosz Magrzyk
27.03.2026 13:29, Marcin Szermański
27.03.2026 12:42, Aleksandra Smusz
27.03.2026 12:03, Mateusz Krakowski
27.03.2026 11:09, Edyta Wara-Wąsowska

Inspekcja Handlowa ma dla nas smutne dane. Nieprawidłowości w blisko 50 proc. skontrolowanych punktów handlowych
27.03.2026 10:11, Marcin Szermański
27.03.2026 9:13, Edyta Wara-Wąsowska
27.03.2026 8:53, Marcin Szermański


























