Pojawił się pomysł darmowej komunikacji dla płacących podatki w Warszawie. Ale dla stolicy to żaden biznes…

Moto Państwo 07.05.2017
Pojawił się pomysł darmowej komunikacji dla płacących podatki w Warszawie. Ale dla stolicy to żaden biznes…

Udostępnij

Maja Werner

Warszawa boryka się z problemami typowymi dla stolicy i najatrakcyjniejszego miasta w kraju – ciągną do niej wszyscy, wielu korzysta z jej dobrodziejstw, ale często nie dając niczego w zamian.

Takie osoby często określane są mianem słoików. Niestety, nie są to tylko studenci, którym takie podejście – zanim zdecydują się na stałe związać z miastem – można jeszcze wybaczyć. Wielu mieszkańców Warszawy stale płaci podatki w swoich rodzinnych miejscowościach, równocześnie od lat mieszkając w stolicy i czerpiąc korzyści z tego, w jaki sposób miasto się rozwija.

Darmowa komunikacja w Warszawie nie dla „słoików”

Podobnie dotyczy to oczywiście mieszkańców szeroko pojętej aglomeracji warszawskiej, którą wprawdzie PiS chciał włączyć do Warszawy, ale to byłby pomysł kompletnie nietrafiony. Nawet sami Warszawiacy zdawali się wyrażać entuzjazm, by dalej „znosić” i „utrzymywać” codziennych gości z Pruszkowa czy Otwocka, niż tworzyć wielkie Imperium Warszawskie, które nie miałoby większego sensu – poza tym oczywiście politycznym.

Jak zatem zachęcić „słoiki”, czyli przyjezdnych, by zdecydowali się w Warszawie płacić podatki? Trudno jest w ogóle oszacować, ilu ich tak naprawdę jest – z całą pewnością dużo, a liczba ta może być liczona nawet setkami tysięcy. Nie chodzi więc o małe kwoty. Choć, wiadomo, pieniądze to kwestia perspektywy.

Darmowa komunikacja w Warszawie dla płacących tam podatki

Jak donosi Warszawa w Pigułce, zaangażowane w sprawę stowarzyszenie „Wieczyste”, starło się w tej kwestii z radnymi Warszawy. Radni byli przeciwni rozwiązaniu umożliwiającemu zagwarantowanie, by darmowa komunikacja w Warszawie była gwarantowana każdemu, kto w mieście płaci podatki.

Argument o tym, że Tallin zarobił dzięki wywarciu takiej presji na podatnikach 20 milionów euro nie przemówił do władz stolicy i to nawet pomimo tego, że czterokrotnie większa Warszawa mogłaby zyskać w ten sposób nawet i 350 milionów złotych. Okazuje się, że dla transportu miejskiego taki zastrzyk gotówki i tak nie byłby wystarczający, ponieważ tylko w samym 2016 roku wpływy z biletów wyniosły 946 milionów.