Depresja nie jest śmieszna i nie jest dobrym materiałem do reklamy pizzerii

Zdrowie dołącz do dyskusji (57) 14.02.2018
Depresja nie jest śmieszna i nie jest dobrym materiałem do reklamy pizzerii

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Stworzenie obrzydliwej reklamy nie jest żadną sztuką – przecież widzieliśmy już takie, które obrażają inteligencję klienta, są zwyczajnie niesmaczne lub głupie. Do konkursu na najwstrętniejszy mem roku wystartowała pewna restauracja. 

Wczorajszej nocy pewna pizzeria – Graciarnia Pizza Pub – postanowiła stworzyć iście „chwytliwą” reklamę. Zdjęcie młodej kobiety zajadającej się pyszną pizzą z podpisem „PSYCHIATRZY JEJ NIENAWIDZĄ – odkryła jeden prosty trick jak przechytrzyć poniedziałkową depresję poweekendową”. W komentarzach momentalnie się zagotowało, internauci nie zostawili zaś na restauracji suchej nitki. Niedługo później przy oryginalnym poście pojawiło się następujące „sprostowanie”:

Fantastyczny sposób na załagodzenie sprawy – wytknąć krytykującym niedouczenie, wymyślić sobie nową definicję depresji i jeszcze samemu sobie zaprzeczyć. No i nieśmiertelna „satyra”, kuzynka „dystansu” pojawiająca się w momencie, kiedy puściło się w towarzystwie paskudnego bąka, ale z obrażoną miną zrzuca się winę na tych, którzy wywąchali paskudny smrodek.

Swoją drogą, takie użycie słowa „satyra” jest oczywiście niepoprawne – albo mówimy o utworze literackim (mającym charakter dydaktyczny!), albo o wyszydzaniu lub obśmiewaniu – tak mówi Słownik PWN. Ktoś tu musi złożyć świadectwo maturalne… lub przyznać, że szydzi sobie z chorych. Tak czy siak, właśnie weszli na minę.

Depresja – mity

Wyjaśnijmy sobie najpierw jedną rzecz. Ludzki mózg to niesamowicie cudowny organ, ale najmniejsze uszkodzenie potrafi całkowicie zmienić naturę człowieka, którego znamy. Traci pamięć, bez przerwy słyszy głośną muzykę, tworzy drugą tożsamość, nagle przestaje czuć własne ciało i potyka się, jeśli nie patrzy na własne nogi. Albo przestaje czuć jakąkolwiek radość z życia, a każdy dzień jest dla niego bezustanną walką.

Osoby cierpiące na depresję już teraz mają niebagatelny problem. Nawet, jeśli zdecydują się udać do psychiatry ze swoim problemem, przylega do nich łatka tych, co użalają się nad sobą. Konia z rzędem temu, kto w trakcie epizodu depresyjnego nie słyszał „idź pobiegać, to ci przejdzie”, „wyjdź do ludzi”, „może znajdź sobie jakieś hobby?”. Chory na depresję nie ma czasami siły wstać z łóżka, bywają dni, kiedy podstawowe czynności sprawiają mu problem. Jego mózg nie funkcjonuje prawidłowo: zmniejsza się produkcja neuroprzekaźników, czyli takich „listonoszy” serotoniny, noradrenaliny i – w mniejszym stopniu – dopaminy, odpowiadających (w dużym uproszczeniu) za dobre samopoczucie. Ale wielu ludzi nie ma świadomości tego, że depresja to choroba – a kiedy w języku stała się ona synonimem kilkugodzinnej lub kilkudniowej chandry, trudna sytuacja chorych pogorszyła się jeszcze bardziej.

Wyobraźmy sobie teraz sytuację, że restauracja wkleja reklamę: „ONKOLODZY JEJ NIENAWIDZĄ – odkryła jeden prosty trick jak przechytrzyć raka! Zjadła naszą pizzę, a glejak zniknął!” A kiedy już na buty wzięliby ich ludzie, pizzeria zaczęłaby się bronić, że przecież „dostać raka” to takie śmieszne, młodzieżowe powiedzonko, zwyczajowe określenie, o co wam ludzie chodzi?

I nagle robi się jakoś mniej śmiesznie.

Kto tu jest niedouczony?

Pizzeria wybrała najgorszy z możliwych sposobów obrony – zarzuca niedouczenie, tworząc „śmieszny mem” będący podręcznikowym przykładem ignorancji. Do tego stara się bronić twierdząc, że używa słowa depresja w znaczeniu „zwyczajowym”. Jeśli nawet optymistycznie założymy, że taki konstrukt językowy jest w tym wypadku uprawniony (nie jest), to skąd słowo „psychiatrzy” w prezentowanej reklamie? Przecież chodzi tylko o chandrę, zły humor. Z takimi rzeczami nikt nie wybiera się do lekarza.

Niby jest to drobnostka, ale pomaga cementować bardzo niebezpieczne stanowisko – że depresja to w dużej mierze zmyślony epizod humorków oraz foszków. W rzeczywistości mamy do czynienia z chorobą, która nieleczona często kończy się śmiercią.

Nie zarzucam tu restauracji złej woli – raczej tkwią w błędnym przekonaniu, że depresja nie jest problemem i można ją sprowadzić do żartobliwego mema. Nie są w tym osamotnieni – na ich profilu szybko znaleźli się i tacy, którzy postanowili chwycić za miecz i bronić „dystansu”, „poczucia humoru” i tym podobnych, skonstruowanych na szybko barykad. To również są ludzie, dla których depresja to chandra po godzinie 17:00 w niedzielę.

A tymczasem Polacy częściej biorą zwolnienia lekarskie z powodu depresji, niż przez chorobę nowotworową…

Kwestia smaku

Graciarnia Pizza Pub ma świetną opinię na TripAdvisor, toteż nie wątpię, że ich kuchnia jest grzechu warta. Zdaje się jednak, że restauratorzy powinni wiedzieć – skoro tak lubią dwojakie rozumienie wyrazów – że smak to nie tylko to, co znajduje się na naszym języku. To także kwestia pewnego taktu, zrozumienia, że ludzka choroba (i potworne cierpienie za nią idące) nie jest czymś, na czym opiera się swoje reklamy. Elementarna kultura nakazuje nam współczuć chorym, a nie deprecjonować ich cierpienie, stosując ograne i nudne żarty oparte na zwyczajnej niewiedzy.

Jeśli zaś chodzi o reklamę, to psychiatrzy do spółki z chorymi bez wątpienia będą jej nienawidzić.