Minister Marta Cienkowska chwali się tym, jak to dorzuci pieniędzy środowiskom artystycznym
Projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów zawodowych trafił do Sejmu. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego chwali się nim na swojej stronie internetowej w rządowym portalu .gov.pl. O co dokładnie chodzi? Spośród przedstawionych przez resort założeń, najważniejsze są cztery:
Innymi słowy: państwo opłaci z budżetu składki artystom o najniższych dochodach. Dopłaty te trafią automatycznie do ZUS i nie będą stanowiły dochodu w rozumieniu przepisów podatkowych. Upewni się także, że będzie istniał mechanizm zabezpieczający ich ubezpieczenia społeczne oraz zdrowotne w okresie, gdy akurat takie osoby mają gorszy okres w swojej karierze zawodowej.
Dopłaty będą przyznawane na 12 miesięcy, z możliwością ponownego składania wniosków dla artystów, których dochody w trzech ostatnich latach nie przekroczyły 125 proc. dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia.
Czwartym elementem jest wprowadzenie statusu artysty zawodowego. Tym razem chodzi o państwowe poświadczenie, że dana osoba rzeczywiście jest artystą, który w ten sposób zarabia na chleb. Czeka ich cykliczne odnawianie raz nadanego statusu. W grę wchodzi okres 3 lat z możliwością przedłużenia do 5, jeśli artysta jest w stanie udokumentować 9 lat nieprzerwanej działalności w zawodzie. Wnioski będzie rozpatrywać wniosków dyrektor Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej. Ich opiniowaniem zajmie się specjalnie powołana Komisja Opiniująca.
Dopłaty do składek artystów są rozwiązaniem rażąco niesprawiedliwym wobec innych grup zawodowych w podobnej sytuacji
Status artysty zawodowego nie wydaje się jakimś systemowym problemem. Być może części zainteresowanych nie będzie odpowiadać mechanizm państwowego potwierdzania, że rzeczywiście są artystami. Inni mogą być wręcz zachwyceni. O wiele bardziej palącym problemem są dopłaty do składek artystów. Nie jest żadną tajemnicą, że nie jestem – najdelikatniej rzecz ujmując – zwolennikiem tego rozwiązania. Krytykowałem je już na Bezprawniku w dość dosadny sposób. Teraz mamy jednak możliwość zapoznania się z uzasadnieniem MKiDN, które przedstawiła szefowa resortu Marta Cienkowska z Polski 2050.
Przytłaczająca większość artystów nie osiąga dochodów, które dają realne poczucie bezpieczeństwa społecznego ani finansowego. Co więcej, co dziesiąty artysta w ogóle nie ma ubezpieczenia społecznego ani zdrowotnego. Bez niego nie ma dostępu do publicznych świadczeń zdrowotnych, zasiłków chorobowych czy ochrony macierzyńskiej, a luki w składkach przekładają się później na niższe emerytury lub ich brak. To nie są abstrakcyjne statystyki – to konkretne losy ludzi, którzy żyją w niepewności, często bez zabezpieczenia na starość i bez podstawowej ochrony zdrowotnej.
Z punktu widzenia realiów szeroko rozumianej branży dziennikarskiej, opis rzekomo dramatycznej sytuacji artystów brzmi podejrzanie znajomo. Podobnie jest zresztą z dużą częścią młodych Polaków niezależnie od zawodu. Nie bez powodu resort pracy toczył ostatnio niezbyt udaną krucjatę przeciwko nadużywaniu umów cywilnoprawnych, które również nie gwarantują ubezpieczeń społecznych i tego zdrowotnego. Proponowane przez MKiDN mechanizmy dopłat do pewnego stopnia budzą skojarzenia z systemem KRUS dla rolników. Przyjrzyjmy się więc statystykom, na które powołuje się resort kultury.
Około 69% artystów osiąga przychody poniżej średniej krajowej, a 30% – poniżej minimalnego wynagrodzenia. Jedynie 8,3% pracuje na podstawie umowy o pracę na czas nieokreślony, natomiast 15,3% pozostaje poza jakimkolwiek tytułem ubezpieczeniowym.
Tak się składa, że w całej gospodarce poniżej średniej krajowej zarabia ok. 75 proc. pracujących. W relacji do płacy minimalnej jest zauważalnie lepiej. Zarobki poniżej tego progu osiąga raptem około 11-12 proc. zatrudnionych. Można się jednak spodziewać, że gdybyśmy uwzględnili wyłącznie umowy cywilnoprawne, to odsetek ten zauważalnie by wzrósł. Warto także odnotować, że 5-6 proc. populacji nie posiada żadnego tytułu do ubezpieczenia zdrowotnego.
Zaryzykowałbym więc stwierdzenie, że artyści pomimo swojej branżowej specyfiki nie są grupą jakoś szczególnie wyjątkową. Zbliżone problemy dotyczą wszelkiej maści freelancerów, niewykwalifikowanych pracowników ochrony, początkujących dziennikarzy i w ogóle pracowników dopiero zaczynających karierę. Czy rządzący troszczą się o którąkolwiek z tych grup zawodowych? Ależ skąd.
Jest sobie art. 32 ust. 1 Konstytucji RP: "Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne". Osoby znajdujące się w podobnej sytuacji powinny być przez państwo traktowane w taki sam sposób. Z jakiegoś jednak powodu specyfika pracy artystów wyrasta do rangi problemu narodowego, choć ewidentnie nim nie jest. Wniosek nasuwa się sam: jeśli rządzący chcą wydawać nasze pieniądze na kosztowne i rażąco niesprawiedliwe fanaberie, to niech nie narzekają, że budżet się nie domyka, gdy próbują wykręcić się od realizacji pilniejszych obietnic wyborczych. Gdzie na przykład podziała się wolna kwota w podatku Belki, wyższa kwota wolna w podatku PIT, przywrócenie ryczałtowych składek zdrowotnych przedsiębiorców czy opłacanie chorobowego przez ZUS już od pierwszego dnia nieobecności pracownika?
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj