Sauna tylko dla kobiet. Dyskryminacja mężczyzn w Aquapark Wrocław?

Zakupy dołącz do dyskusji (86) 20.01.2018
Sauna tylko dla kobiet. Dyskryminacja mężczyzn w Aquapark Wrocław?

Udostępnij

Rafał Chabasiński

W potrzebnie dostosowania się do potrzeb klienta na rynku usług pojawiają się coraz to nowe pomysły. Czasem z pozoru niewinne posunięcie przedsiębiorcy może sprowadzić na niego zarzut: dyskryminację. Codzienność na zachodzie, w Polsce rzecz raczej niespotykana? Okazuje się, że niekoniecznie. 

Przekonać się o tym może Aquapark Wrocław. Jak donosi portal sprawnypo40.pl, dostęp do tamtejszego saunarium w każdy wtorek mają tylko kobiety. Co więcej, jedna z saun dostępna jest tylko i wyłącznie dla pań. Nie spotkało się to ze zrozumieniem użytkowników portalu wykop.pl, którzy to zastanawiają się na poważnie nie tylko nad tym, czy jest to przejaw dyskryminacji mężczyzn, ale również nad kwestią odpowiedzialności prawnej aquaparku. Rozważania te wcale nie muszą być bezpodstawne.

Dyskryminacja mężczyzn, znak czasów, czy wiele hałasu o nic?

Po zapoznaniu się z ofertą wrocławskiego aquaparku istotnie można dowiedzieć się, że sauna solna dostępna jest wyłącznie dla kobiet. Propozycja ta dedykowana jest tym paniom, które czują się skrępowane obecnością mężczyzn w trakcie saunowania. Zbiór pytań i odpowiedzi jasno również wskazuje, że we wtorki z sauny mężczyźni skorzystać nie mogą w ogóle. Argumentacja aquaparku jest, trzeba przyznać, dość racjonalna. Ciężko o relaks w krępującej sytuacji – a taka może faktycznie pojawić się, kiedy w jednym pomieszczeniu zamkniemy obcych ludzi, nagich. Już w 2012 r aquapark tłumaczył, że taka oferta została stworzona na prośbę klientek, którym przeszkadzało niezbyt eleganckie zachowanie panów. Później rzecznik prasowy obiektu przedstawiał sprawę jako element zwyczajnej strategii marketingowej skierowanej do konkretnej grupy odbiorców.

Takie praktyki nie są niczym szczególnie nowym. Trudno też mówić o jednostkowych przypadkach. Bez trudu można znaleźć w internecie łudząco podobne oferty. Przedpremierowe pokazy filmów dedykowane paniom mają w swojej ofercie wszystkie duże sieci kin. Istnieją salony fitness tylko dla kobiet, siłownie, czy nawet bary. Znaleźć można również, o zgrozo, damskie salony fryzjerskie. Te ostatnie, rzecz jasna, nigdy nikomu jakoś specjalnie nie przeszkadzały. Nie powinno dziwić, że przedsiębiorcy budują swoje pomysły na zdobycie nowych klientów w oparciu o poszczególne grupy – kobiety, studentów, mężczyzn, osoby starsze. Łatwiej w końcu celować w pewną zbiorowość, niż w poszczególne jednostki. Wiadomo również, że klientów przyciąga oferta przedstawiona jako taka stworzona specjalnie dla niego.

Gdy marketing zderzy się z polityką. O obawach młodego pokolenia.

W opisanej dyspucie przewijają się dwa wątki. W pierwszej kolejności należy wskazać obawę przed obłudą współczesnego świata, utożsamianą z „tym co się dzieje na zachodzie.” Taką obłudę zarzuca się właśnie przedsiębiorcom tworzącym oferty skierowane do pań. Wszystko jest w porządku tylko i wyłącznie wówczas, gdy specjalna oferta skierowana jest do kobiet. Gdyby powstawały obiekty, do których panie nie miałyby wstępu, byłby to seksizm, dyskryminacja i najpewniej ciemnogród. Dysputy tego typu są faktycznie aktualne bardziej na zachód, gdzie występuje dużo większe zróżnicowanie etniczne czy religijne. Bardzo często są intensywne i prowadzą do różnych rozwiązań uważanych w niektórych, utożsamianych z „prawicą”, środowiskach za absurdalne. Najczęściej wymienia się chociażby tzw. „safe space”, parytety czy obsadzanie rozmaitych mniejszości w kluczowych rolach w filmach i serialach. Można by się jednak zastanowić: czy identyczna oferta sformułowana gdzieś w którymś z krajów zachodniej Europy też byłaby w tych samych kręgach posądzona o dyskryminację mężczyzn?

Trzeba podkreślić, że o ile niektóre z tego typu zarzutów same w sobie są absurdalne, nad innymi być może warto się pochylić. Naprawdę ważne jest jednak co innego: Polska takich problemów w zasadzie nie ma. Jesteśmy – na szczęście albo niestety, w zależności od osobistych preferencji – krajem jednolitym etnicznie i religijnie. Nawet różnie płacowe między kobietami i mężczyznami nie są tak duże, jak w innych krajach Europy. Polskie prawo zawiera przepisy antydyskryminacyjne – z ust. 2 art. 32 Konstytucji na czele.

Dyskryminacja konsumenta i jej prawne konsekwencje

Drugą kwestią przywoływaną w tym kontekście jest konflikt pomiędzy swobodą świadczenia działalności gospodarczej a prawem konsumenta do uzyskania towaru lub usługi. Nie jest to bynajmniej problem wydumany, także od strony prawnej. W 2016 głośna była sprawa drukarni, która odmówiła wydrukowania ulotek organizacji LGTB. Jej właściciel został skazany na 200 zł grzywny za złamanie art. 138 kodeksu wykroczeń. Przepis ten przewiduje karę grzywny dla osób, które odmawiają wykonania usługi, do której wykonania były obowiązane, bez uzasadnionej przyczyny bądź które żądają za nią wyższej kwoty od obowiązującej. W przypadku drukarni sąd drugiej instancji oddalił apelację, minister sprawiedliwości zapowiadał kasację. Nic dziwnego, że w przypadku oferty wrocławskiego aquaparku skojarzenia z tamtą sprawą pojawiły się błyskawicznie.

Na drugiej szali stoi swoboda działalności gospodarczej. Na jej bazie pojawiały się chociażby próby oddolnego rozszerzenia lekarskiej klauzuli sumienia o aptekarzy, na szczęście nieudane. Sama zasada również jest umocowana konstytucyjnie, choć w nieco słabszy sposób. Art. 22 tejże pozwala na jej ograniczenie tylko w drodze ustawy i tylko z uwagi na ważny interes społeczny. Niewątpliwie walka z przejawami faktycznej dyskryminacji leży w interesie społecznym zaś kodeks wykroczeń ustawą jak najbardziej jest. Warto jednak zauważyć, że art. 138 kodeksu wykroczeń powstawał w rzeczywistości ustroju słusznie minionego i niekoniecznie przystaje do realiów gospodarki rynkowej.

Najwyraźniej kodeks wykroczeń można stosować wobec wobec drukarza, któremu nie podoba się to, co chce drukować. Czy można go zastosować wobec aquaparku, który nie chce jednego dnia w tygodniu wpuszczać mężczyzn do sauny? Być może czas najwyższy na zmianę przepisów, które pamiętają czasy gospodarki centralnie sterowanej i noszą na sobie jej znamiona. Są nieprecyzyjne, operują przestarzałymi pojęciami – ale obowiązują i są stosowane.