Jedna z czołowych gazet dziś podaje, że Parlament Europejski poparł „zniesienie geoblockingu”. Sam Parlament ma u siebie komunikat pt. „Filmy i telewizja bez granic”, ale… to tylko takie gadanie. W rzeczywistości nikt niczego nie zniesie, a sztuczne bariery na rynku pozostaną. 

Geoblocking to bardzo denerwująca rzecz. Nie możesz obejrzeć na Netfliksie ulubionego filmu lub serialu, ale wiesz, że mają do niego dostęp Twoi znajomi z UK cz USA? Dlaczego tak jest? Po prostu producent tego filmu lub serialu sprzedaje licencje „na wyłączność” na różnych terytoriach. Takie licencje są droższe, a jeśli w Polsce prawa „na wyłączność” zakupi jakaś stacja telewizyjna, nie może ich dostać Netflix. W efekcie rynek jest „poszatkowany”. Dochodzi do tego, że musiałbyś wykupić dostęp do kilku usług VoD aby móc oglądać wszystkie ulubione treści. Oczywiście istnieje jeszcze jedna alternatywa – piractwo – ale to jest nielegalne.

W ocenie wielu osób geoblocking psuje rynek. Tworzy sztuczne bariery przed zakupem i nie pozwala na stworzenie jednolitego rynku usług cyfrowych w Unii. Niestety przemysł filmowy i telewizyjny trzymają się geoblockingu. Wierzą, że to poprawia wyniki finansowe.

Komisja Europejska już w roku 2015 zapowiedziała takie zmiany w prawie, które miały położyć kres geoblockingowi w UE. Niestety wycofała się z tych propozycji, gdy tylko przemysł rozrywkowy zaczął narzekać.

Dziś natomiast czytamy w gazetach, że Parlament Europejski poparł „zniesienie geoblockingu”. Sam Parlament chwali się na swojej stronie „filmami i telewizją bez granic” Więc o co tu chodzi?

Komisja Europejska chce raz na zawsze rozwiązać problem „Treść niedostępna w Twoim kraju”

„Bez granic” tylko na czas podróży

Tak naprawdę nikt nie zniesie geoblockingu. Zostanie wprowadzony jedynie tzw. „roaming dla Netfliksa” (tak go nazwano, choć będzie on dotyczył różnych usług).

Chodzi o to, że jeśli obywatel Wielkiej Brytanii wykupi sobie dostęp do Netfliksa, to tymczasowo przebywając w Polsce będzie miał dostęp do tych samych treści, które są dostępne w Wielkiej Brytanii. Nie oznacza to jednak, że Polacy będą mieli dostęp do takiego Netfliksa jak w UK. Nie będą mieli.

Ba! Gdyby okazało się, że Brytyjczyk na stałe przeniósł się do Polski, nie będzie on miał dostępu do Netfliksa takiego jak w UK. Tak rozumiany „roaming treści” ma być dostępny tylko na czas podróży do innego państwa.

Dostawcy e-usług mają stosować „uzasadnione, proporcjonalne i skuteczne” środki  w celu sprawdzenia, czy abonent nie przemieścił się na stałe do innego kraju UE. Na liście dozwolonych metod weryfikacji znalazły się dowody tożsamości, rachunki bankowe lub karta płatnicza, informacje podatkowe, adresy pocztowe lub adresy IP.

Takie rozwiązanie poparło 586 posłów, 34 było przeciw, a 8 wstrzymało się od głosu. Negocjatorzy z Parlamentu i prezydencji Rady doszli w tej sprawie do nieformalnego porozumienia w lutym 2017 r. Czwartkowe głosowanie oznacza poparcie Parlamentu dla wypracowanego kompromisu. Teraz musi on zostać zatwierdzony przez cala Radę UE, na co państwa członkowskie będą miały 9 miesięcy.

Geoblocking zostaje!

Sami widzicie, że naprawdę nie zniesiono ograniczeń terytorialnych w dostępie do treści. Szkoda, bo przed laty coś takiego obiecano Europejczykom. Niestety Komisja Europejska po raz kolejny okazała uległość wobec lobbystów przemysłu rozrywkowego. Nie jest tajemnicą, że m.in. producenci filmów sprzeciwiali koncepcji zniesienia geoblockingu.

Dodajmy, że na początku 2016 roku Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą do prawdziwego zniesienia geoblockingu w UE. Za sprawozdaniem pt. „W kierunku aktu o jednolitym rynku cyfrowym” głosowało 551 europosłów. Przeciwko było tylko 88, a 39 się wstrzymało. Niestety ta rezolucja nigdy nie przełożyła się na zdecydowane działania Komisji.

W końcu będziemy wiedzieli, że spokojnie można nie odbierać. UE dorzuca telemarketerom dodatkowy prefiks

Czy geoblocking jest korzystny?

Przemysł rozrywkowy przekonuje, że geoblocking jest konieczny, aby firmy przynosiły godziwy zarobek. Wydaje się jednak, że producenci bardziej bronią pewnej „tradycji” niż zdrowego rozsądku. Geoblocking może napędzać piractwo, bo ono nie zna granic. Jeśli utrudniasz człowiekowi zakup treści, on może zwyczajnie nie kupić.

Można też przewrotnie spytać, dlaczego sprzedawane są licencje na poszczególne państwa? Może bardziej opłacalne byłoby sprzedawanie licencji terytorialnych dla województw, powiatów albo gmin? To dopiero byłaby szansa! Tyle licencji na wyłączność!

Oczywiście gdzieś istnieje rozsądna granica „szatkowania rynku”. Sprzedawanie różnych licencji w poszczególnych państwach można uzasadniać kwestiami „regionalizacji produktu”. Zwykle inne państwo to inny język i kultura. Z drugiej strony jeśli chcemy zwiększyć jedność Unii (także w zakresie rynku cyfrowego) nie powinno być zgody na dzielenie rynku wewnątrz UE. Komisja Europejska kiedyś o tym wiedziała, ale potem postanowiła „zapomnieć”. Szkoda.