Jan Paweł II o tym, dlaczego większość sejmowa nie ma prawa niszczyć polskiego sądownictwa

Gorące tematy Państwo 20.07.2017
Jan Paweł II o tym, dlaczego większość sejmowa nie ma prawa niszczyć polskiego sądownictwa

Udostępnij

Jakub Kralka

Polska jest teraz podzielona tak, jak może jeszcze nigdy dotąd w swojej historii (a przynajmniej tej najnowszej), co niesie za sobą naturalne zagrożenia dla trwałości państwa. Przychodzą mi w tym momencie do głowy może ze dwie osoby, które w tej wielkiej, narodowej, wzajemnej negacji totalnej, są jeszcze w stanie w jakiś sposób łączyć Polaków. Pierwszą z nich jest Adam Nawałka. Drugą – Jan Paweł II. 

Jan Paweł II był nie tylko papieżem, ale również, co zrozumiałe dla specyfiki takiego urzędu – politykiem. Być może wraz z przemijającym XX wiekiem, ostatnim z przywódców Watykanu, którzy odgrywali realną rolę w kształtowaniu sytuacji politycznej na świecie. W myśl zasady „Bogu, co boskie, cesarzowi co cesarskie”, doświadczony czasami II Wojny Światowej oraz Polski będącej pod okupacją komunistów, w swojej działalności naukowej przywiązywał dużą rolę do prawnych aspektów funkcjonowania państwa, odbywających się w zgodzie z ładem moralnym.

Jacek Protasiewicz przed kilkoma dniami z mównicy sejmowej, niezwykle trafnie, zwrócił moją uwagę na Encyklikę Centesimus annus, w której Jan Paweł II wyraził swoje zrozumienie i poparcie dla zasady trójpodziału władzy, logicznie ją argumentując:

Leon XIII wiedział, że do zapewnienia normalnego rozwoju ludzkich działań, zarówno duchowych, jak i materialnych, jedne i drugie bowiem są niezbędne, konieczna jest zdrowa teoria Państwa. Dlatego w jednym z punktów encykliki Rerum novarum przedstawia on organizację społeczeństwa opartą na trzech władzach — prawodawczej, wykonawczej i sądowniczej — co w tamtych czasach było nowością w nauczaniu Kościoła. Ten porządek odzwierciedla realistyczną wizję społecznej natury człowieka, która wymaga odpowiedniego prawodawstwa dla ochrony wolności wszystkich. Dlatego jest wskazane, by każda władza była równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by ją utrzymywały we właściwych granicach. Na tym właśnie polega zasada „państwa praworządnego”, w którym najwyższą władzę ma prawo, a nie samowola ludzi.

Koncepcji tej w czasach współczesnych przeciwstawił się totalitaryzm, który, w formie marksistowsko-leninowskiej, utrzymuje, że niektórzy ludzie z racji głębszej znajomości praw rozwoju społeczeństwa, szczególnej pozycji klasowej czy kontaktu z najgłębszymi źródłami kolektywnej świadomości nie mylą się, a zatem mogą sobie rościć prawo do sprawowania władzy absolutnej.

Przesłanie encykliki było przez lata zrozumiałe dla polskiej klasy politycznej, niezależnie od tego, czy byli to postkomuniści, liberałowie czy konserwatyści, wliczając w to samych polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy przed laty tworzyli obecną ustawę o Sądzie Najwyższym. Zasady wyrażone w polskiej Konstytucji oraz ustawach dotyczących sądownictwa stanowią odzwierciedlenie monteskiuszowskich zasad trójpodziału władzy, które wielokrotnie zostały potwierdzone przez autorytety. Polityczne, bo wierzę, że dla środowiska PiS autorytetem politycznym jest śp. prezydent Lech Kaczyński.

I religijne, a może nawet historyczne, bo wierzę, że Jan Paweł II odgrywa istotną rolę w sercach i umysłach osób nie tylko głęboko wierzących. W ocenie Ojca Świętego koncepcji trójpodziału władzy, w której trzy filary wzajemnie się kontrolują, sprzeciwiał się totalitaryzm. Dziś sprzeciwia jej się również Prawo i Sprawiedliwość. I bardzo się boję, że to krok, po którym nie będzie już można wydzielać ich poza nawias totalitaryzmu.