Hulajnogi elektryczne wyjadą z chodników. I to szybko!

Gorące tematy Moto Technologie dołącz do dyskusji (417) 17.07.2020
Hulajnogi elektryczne wyjadą z chodników. I to szybko!

Patryk Słowik

W rządzie panuje przekonanie, że najwyższy czas pozbyć się prędko poruszających się jednośladów z miejsc przeznaczonych dla pieszych. Optuje za tym kilka ministerstw. 

Patryk Słowik – dwukrotny laureat nagrody Grand Press, prawnik, dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej, felietonista Bezprawnika

O tym, że potrzebne są przepisy dotyczące e-hulajnóg, mówi się od dawna. Sam o tym pisałem ponad rok temu na łamach DGP. Ba, opisywałem już wtedy pierwsze przymiarki rządu do tego zagadnienia. Szkopuł w tym, że tempo rządowych prac było odwrotnie proporcjonalne do tempa rajdowców przemykających między przerażonymi przechodniami.

Ostatecznie Ministerstwo Infrastruktury opracowało w bólach projekt nowelizacji Prawa o ruchu drogowym. W nim zaś zawarto propozycję, by e-hulajnogi mogły poruszać się po chodnikach, o ile utrzymują „prędkość pieszego”. Jeśli prowadzący chce jechać szybciej – musi to robić po ścieżce rowerowej lub jezdni. Tam zaś dozwolona ma być jazda 25 km/h.

Pomysł to, jak uznały inne ministerstwa konsultujące projekt nowelizacji, mało rozsądny

Jak bowiem słusznie zauważył Piotr Patkowski, wiceminister finansów, piesi poruszają się z różną prędkością. Gdy ktoś goni autobus, może biec nawet do 30 km/h. Z kolei emeryt o laseczce, po zakupach na drugim końcu miasta, może podążać z prędkością jednego km/h. Ponadto – pyta Patkowski – kto miałby weryfikować, z jaką prędkością porusza się hulajnogista? Nie rozstawi się przecież na chodnikach policji z fotoradarami (chociaż Ministerstwo Finansów nie powinno być przeciw…).

Dlatego w ocenie Patkowskiego najlepiej będzie całkowicie zakazać poruszania się e-hulajnóg po chodnikach i skierować je wyłącznie na ścieżki rowerowe i ulice. Za to warto zastanowić się nad zwiększeniem dopuszczalnej prędkości z proponowanych 25 km/h do 45 km/h – czyli takiej, która jest dopuszczalna dla motorowerów. Jak ktoś chce jechać na hulajnodze „pod pięćdziesiątkę” – jego sprawa.

Powód jest prozaiczny: wiele obecnie używanych jednośladów rozwija prędkość większą niżeli 25 km/h i nie jest wyposażona w liczniki. I jakkolwiek można naiwnie wierzyć w to, że ludzie zezłomują ten sprzęt, to lepiej stworzyć przepisy, które będą w rzeczywistości stosowane.

Podobnie uważa Ministerstwo Sprawiedliwości. Jego zdaniem możliwości działania są dwie: albo należy ustawowo określić średnią prędkość pieszego idącego po chodniku, co resort Zbigniewa Ziobry sam uznaje za absurd, albo po prostu e-hulajnogi skierować na ścieżki rowerowe i ulice.

I wreszcie, za wyrzuceniem e-hulajnóg z chodników jest także Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Uważa ono, że na chodniku to pieszy ma być gospodarzem i ma czuć się bezpiecznie. A zapisanie ograniczeń w poruszaniu się po chodnikach przez hulajnogistów byłoby martwym prawem. Dlatego też najlepiej nie kusić losu. Ewentualnie – gdyby resort infrastruktury się upierał – wprowadzić zasadę, że za każdą kolizję na chodniku pomiędzy człowiekiem na hulajnodze a człowiekiem na własnych nogach odpowiada ten pierwszy.

Swoje uwagi do projektu ma też Ministerstwo Kultury

„Mając na uwadze, że pozostawianie urządzeń transportu osobistego w przypadkowych miejscach negatywnie oddziałuje na walory użytkowe, estetyczne i percepcję przestrzeni publicznych, za celowe uznać należy sformułowanie regulacji, która wprowadzałaby jednoznaczny obowiązek pozostawiania urządzeń wyłącznie w konkretnych, wyznaczonych do tego celu strefach”

– zabiegają rządowi fachowcy od kultury o kulturę na drodze. W ciągu kilku najbliższych tygodni projekt ustawy trafi do zaakceptowania przez rząd.

– Trudno wyobrazić sobie wariant, w którym zaakceptowana zostanie wersja pozwalająca e-hulajnogom pozostać na chodnikach

– mówi mi jeden z członków gabinetu Mateusza Morawieckiego.

 

417 odpowiedzi na “Hulajnogi elektryczne wyjadą z chodników. I to szybko!”

  1. emeryt o laseczce – dlaczego przyjęło się, że gdy ktos jest emerytem to obowiązkowo musi chodzic o laseczce? Ja znam emerytów którzy fizycznie są bardziej sprawni niż nie jeden 30-latek. Wiem, że się czepiam, ale trochę już mnie nudzi ten obraz emeryta-laseczkowicza.

    • Bo emeryt bez laseczki – sprawniejszy od 30-latków – chodzi szybciej niż 1 km/h, a była mowa o kimś chodzącym baaaardzo wolno ;-)

    • Zwłaszcza emeryci mundurowi, 4 dychy na karku i jeśli z laseczką, to płci żeńskiej chyba.

  2. radzę pooglądać na kompilacjach z kamer samochodowych co wyczyniają bezmózgi na hulajnogach.
    – 5 lat temu myślałem, że gorszego współuczestnika ruchu niż rowerzysta nie będzie, hulajnogiści udowodnili że się myliłem.

    uwielbiam kompilacje kompilacją jest:
    jadę ulicą - bo jestem pojazdem,
    mijam z prawej strony samochody jak rower, bo stoją na czerwonym;
    nagle skręcam na chodnik, bo przecież jestem pieszym;
    przejeżdżam , prostopadłym przepustem dla rowerów, bo jestem prawie jak rower;
    jadę dalej chodnikiem bo jestem prawie jak pieszy...

    dodatkowo wykonuje to już po zmierzchu, mając światło tylne na wysokości 15cm – z samochodu niewidoczne praktycznie, to już nawet rowerzyści mający „świecące gówno jajca” pod siedzeniem są bardziej widoczni

      • ale właśnie przepisy ustala się pod sytuacje skrajne,
        bo inaczej to wszyscyc by sobie powiedzieli:

        a po co nam ten paragraf, przecież nikt nie bedzie siekierą dzieci rąbał,
        a ten po co, przecież nikt nie bedzie bankomatów gazem wysadzał,
        a ten po co, przecież nikt nie bezie jechał 200km/h w terenie zabudowanym…

        • Właśnie zbytnia szczegółowość przepisów powoduje patologie, np. wspomniane granaty skoro zakażesz granatów to dynamit dozwolony.

    • >jadę ulicą – bo jestem pojazdem<

      Z tego się te absurdy biorą. W rozumieniu przepisów o ruchu drogowym "pojazdem" jest ciężarówka, maluch i rower.

      "Pojazdem" w zasadzie jest też zabawkowy samochodzik na sprężynkę (wszak ma kółka i mechanizm wprawiający je w ruch), to może i on też powinien się poruszać po jezdni, a nie po chodniku…

      • to ironia, przedstawiająca absurdalny tok myślenia oderwanych od rzeczywistości i praw stanowionych,
        właśnie takich głupoli na 2,3,4 kółkach…

  3. Racja, nie ma miejsca na Hulajnogi, Rowery i inne tego typu rzeczy na chodnikach dla pieszych. Ja idąc mam uważać na to, co jedzie z tyłu i mnie rozjedzie ?
    Co to, to nie !
    A miałem takie przypadki na własnej skórze.

    • Mam ciekawiej – wychodząc z podwórka na miejski chodnik muszę uważać, bo często po tym chodniku śmigają rowerzyści czy hulajnogi.

      • No śmigają i trzeba uważać. To jakbyś narzekał, że kiedyś mogłeś leźć przez jezdnie nie patrząc, a teraz tam jadą samochody. Teraz hulajnogi mogą poruszać się wyłącznie po chodniku i to jest ich święte prawo. Zmienią je to może będzie inaczej, ale na razie trzeba respektować te co jest.

        • Wisz, chodnik nie jest dla rowerzystów, a potencjalni zabójcy na hulajnogach elektrycznych powinni być przykładnie karani.
          Mnie to rybka, ale mieszkają w tej dzielnicy i osoby starsze i małe dzieci. I niestety ludzie którym brakuje wyobraźni i śmigają chodnikiem na rowerkach czy elektrycznych hulajcośtam.

          • > potencjalni zabójcy na hulajnogach elektrycznych powinni być przykładnie karani.

            jak tylko będą naruszać prawo to tak – z całą surowością. Jak nie – to za co?

          • Zabójcy na hulajnogach raczej nie jeżdżą na nich z prędkością pieszego. A dorosły i rosły mężczyzna o wadze powiedzmy 90kg pędzący po chodniku 25km/h jest wręcz śmiertelnym zagrożeniem dla idących tym chodnikiem choćby starszych czy dzieci. Szczególnie biorąc pod uwagę jakoś chodników i jakoś tych pojazdów.

          • Ależ nigdzie nie jest napisane, że powinni jeździć z prędkością pieszego! Żądasz żeby przestrzegano prawa, którego nie ma.

          • „chodnik – część drogi przeznaczoną do ruchu pieszych;” Z jaką prędkością porusza się pieszy?

          • Ale jadący hulajnogą to też pieszy. Tak samo jak dziecko na rowerku. Pieszy może stać, a może biec do autobusu (nawet 30 km/h). I co z tego?

      • Ktoś też może np. przebiegać i jak na ciebie wpadnie, to szkody odniesiesz mniej więcej podobne, jak przy zderzeniu z rowerzystą.

        Zakazać biegać po chodniku? Taka sama bzdura jak zakaz jazdy rowerem po chodniku. Tylko nie mówcie tym durniom w Sejmie, bo jeszcze wprowadzą – z dbałości o powszechne bezpieczeństwo, ma się rozumieć.

        • Znaczy jeszcze nigdy nie dostałe z roweru. Bo ja tak, ale w tym wypadku rowerzysta poniósł większe straty. No ale cóż, idiotów za kierownica rowerów nie brakuje

  4. W Polsce szacunek dla przepisów jest tak niski, że wpisanie gdzie mają, a gdzie nie mogą poruszać się osoby na hulajnogach i tak nic nie zmieni.
    Jest zakaz poruszania się rowerzystów po chodnikach i jest to martwy zakaz, jest zakaz jeżdżenia samochodami po DDRach i znów martwy zapis.
    Jest obowiązek zostawiania przez parkujących samochody kierowców 1.5m chodnika i co z tego wynika?

    Znów ktoś wyda martwe przepisy, bo i tak hulajnogi bedą i na chodnikach i na DDRach i na ulicach.

    • A dlaczego rowerzyści jeżdżą po chodniku? Bo nie są samobójcami. W Polsce ograniczenie do 50 km/h powszechnie nie jest przestrzegane. Sam mając do wyboru spotkanie z tirem sadzącym setką na wąskiej drodze, wybieram chodnik.

      • Raczej trzeba mieć bujną wyobraźnie aby widzieć tira pędzącego miejska ulicą ponad 50km/h szczególnie gdy przez większość czasu panują korki albo spowolnienia ruchu.

        • Raczej trzeba mieć bujną wyobraźnię, albo zadatki na mordercę, żeby rowerzystę wepchnąć pomiędzy jadące samochody, choćby z prędkością 50km/h.

          Rowerzysta jest na skrajnie przegranej pozycji biorąc pod uwagę same gabaryty i sterowność pojazdu.

          Najbardziej kretyńsko dobijający jest teoretyczny obowiązek sygnalizowania skrętu… ręką (!) co jest manewrem całkowicie samobójczym. Kierowcom samochodów zabrania się rozmawiać przez telefon, ale rowerzystom nakazuje się puszczać kierownicę, chociaż rower na puszczeniu kierownicy jedną ręką o wiele bardziej traci na sterowności niż samochód….

          Już sam brak możliwości bezpiecznego sygnalizowania swoich zamiarów innym uczestnikom ruchu powinien wykluczać rowery z ruchu ulicznego – ich miejsce jest na chodnikach. Rower na jezdni to zagrożenie, przede wszystkim dla samych rowerzystów.

          • No żebym widział tych rowerzystów co nie puszczają kierownicy choćby aby się napić, odebrać telefon itd.
            Na rowerze warto nauczyć się jeździć.

          • Nauczyć to się można i jeździć po poręczy od mostu, ale jednak rower nie ma służyć do cyrkowych sztuczek, tylko do przemieszczania się.

            Nie, w życiu nie widziałem rowerzysty rozmawiającego przez telefon podczas jazdy – chyba że na słuchawkach. Widziałem wyczynowców jadących bez trzymanki – na krótkim dystansie, bo siłą rzeczy takim rowerem po prostu nie da się sterować.

            Puszczanie kierownicy od roweru, choćby jedną ręką, jest dla rowerzysty i dla otoczenia o wiele bardziej niebezpieczne niż puszczenie jedną ręką kierownicy od samochodu. Tym bardziej powinno być zakazane, a nie nakazane.

          • Jak nie widziałeś robienia selfie na rowerze na zatłoczonej DDR to mało wiedziałeś. Na tyle dużo jeździłem w ostatnich latach na rowerze, ze już mnie chyba nic nie zdziwi.
            Do tego stopnia, ze w ścisłym sezonie letnim na rower chodziłem z samego rana albo omijałem popularne trasy.

          • Albo raczej to Ty opowiadasz o jakichś marginalnych, statystycznie nieistotnych sytuacjach.

          • A rower, czy UTO na chodniku (który jak sama nazwa wskazuje służy do chodzenia, a nie jazdy) stanowi zagrożenie dla pieszych, może nie sam rower a nieodpowiedzialny kierujący rowerem wyskakujący nagle zza pleców, czy spychający z chodnika pieszego , bo kto bardziej ucierpi w kolizji pojazd (rower, UTO) – pieszy?

      • Żeby do 50 km/h !

        Do 30 km/h! Widuję dosyć często w „strefach Tempo 30” kierowców na oko lecących 60-70 km/h

    • Szacunek do bzdurnych przepisów wprowadzających absurdalne regulacje życia codziennego, które powinny by regulowane przez zdrowy rozsądek, a nie ustawy, powinien być niski i te przepisy powinny być martwe.

      W tym zakaz poruszania się rowerzystów po chodnikach, który popierać może tylko ktoś, kto nigdy w ogóle nie wychodził z domu.

      • Wiesz, w ostatnich sezonach letnich tak po 8-10 kkm robiłem rowerem. A po chodnikach 0.
        Ten sezon jest inny bo mam lekarski zakaz, ale to się za chwile zmieni.

          • Jak napisałem, nie mam problem z jazda ulicą. Nie jestem z tych strachliwych „rowerzystów” co potrafią poganiać dzwonkiem starszych pieszych i pokazywać mistrzostwo na chodnikach.

  5. Znowu wyjdzie bubel, z którego nic nie wynika, jak z przecięcia ścieżek rowerowych z drogą – do tej pory nie wiadomo kto ma pierwszeństwo.

  6. Super tylko jest jeden mankament, kierowcy na ulicach uważają rowerzystów i innych nie będących samochodami uczestników za komary, i tak samo traktują. Ja jeżdżę po ścieżkach rowerowych i po chodnikach ale tylko dlatego ze się boje. Ale na chodniku nie zapierdzielam ile się da i nie ma kłopotu oprócz starych ludzi którzy zawsze musza to komentować. O spacerowiczach na ścieżkach rowerowych nie wspomnę. Tu trzeba większych zmian.

    • Tłumaczenie dlaczego jeździsz po chodniku jest żenujące. I jest kłopot, a brak szacunku dla starszych jest nagminną winą tzw. rowerzystów co udają chojraków, a są cieniasami.
      Boisz się jechać ulicą, to prowadź rower po chodniku. Koniec i kropka.

      • Gościu bo ja chce żyć. Poziom twojej wypowiedzi świadczy że rowerzyści są twoim problemem a ja tu mówię o szukaniu rozwiązania dla wszystkich. A tych starych ludzi miałem na myśli którzy zawsze wszystko komentują, domyślasz się ze nie jadę szybko skoro zdążę to usłyszeć :)

        • Problem w tym że nie ma rozwiązania dla wszystkich. W wielu miejscach zwłaszcza w miastach na terenach starszych dzielnic, ale też w sumie na nowych osiedlach nie ma jak tego rozwiązać bo zwyczajnie nie ma miejsca, a trzeba by wybudować dedykowane drogi dla Urządzeń Transportu Osobistego i Rowerów. Teraz masz że Rower i UTO na ulicy to zagrożenie dla użytkownika tych urządzeń ze strony większych pojazdów, a na chodniku z kolei UTO i Rower to zagrożenie dla pieszych i utrudnianie im poruszania się, bo co w sytuacji gdy idziesz wąskim chodnikiem a z naprzeciwka oczywiście środkiem chodnika (przypominam 1m szerokiego, co dość częste) jedzie ktoś rowerem, a co w sytuacji mama z wózkiem vs rower/hulajnoga

        • Korzystam z wszystkich rodzajów komunikacji i nie mam problemu jako kierowca z rowerzystami i jako rowerzysta z kierowcami. Tam gdzie nie mam DDR, a można jechać rowerem po ulicach to jeżdżę. I jak widzisz żyję.

          Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla rowerów na chodnikach oprócz sytuacji opisanych w przepisach. I jak się boisz ulicy, to możesz ten rower prowadzić po chodniku, więc to nie jest problem.
          A starzy ludzie na chodniku są gospodarzami i ich święte prawo komentować zachowanie ludzi pozbawionych elementarnej kultury.

          • > I jak widzisz żyję.

            Do czasu. Jak przestaniesz to komu się będziesz żalił?

          • Śmieszą mnie „odważni” rowerzyści co potrafią jedynie dzwonić na chodnikach. Notabene ostatnio ogłuchłem i nie łysze dzwonków i nie ustępuję tym, co nie szanują pieszych.

          • Nikt Cię nie zmusza do ustępowania, fakt. Ty jesteś odważny – też fakt. Szkoda tylko, że nie szanujesz innych, którzy boją się o swoje życie. Nie wolno im się bać? Może jak wylądujesz pod samochodem na tej „bezpiecznej” ulicy to zmienisz zdanie, a może nie?

          • To mi się nawet podoba. To że przestrzegam prawa to oznacza że nie szanuję innych, to prawo łamiących?
            Jak ktoś grzecznie poprosi, to nie ma problemu go przepuścić, ale jak jakiś buc dzwoni albo się drze, to na mnie to działa jak płachta na byka.
            Rowerzysta jest gościem na chodniku i musi umieć się zachowywać.

          • A bo widzisz – jednemu zwrócisz uwagę to zrozumie i przestanie robić głupoty. Drugi sprzeda Ci kosę w brzuch. I bądź tu mądry. A od strony moralnej – nie wiadomo co zrobić. Z jednej strony dobrze byłoby nakierować na właściwą drogę, a z drugiej – przecież każdy ma wybór i jeśli nie chce tego prawa przestrzegać to nikt go do tego nie zmusi (pal licho konsekwencje).

            >Jak ktoś grzecznie poprosi
            trudno się bardziej zgadzać z tym poglądem ;)

      • – bo w mieście jest taka infrastruktura jaka jest, i jest nawet milczące przyzwolenie na jazdę po chodnikach.

      • Kolega MI ma rację! Jak rowerzysta, zachowuje zasady bezpiecznej jazdy po chodniku, to nie widzę powodów żeby sobie tamtędy nie przejechał. Ci na elektro hulajnogach w 95 % przeginają :)

          • Zdecydowana większość rowerzystów po prostu dostosowuje prędkość do warunków, bo wbrew temu co się może wydawać tym, którzy chcieliby rowerzystów pozabijać wpychając ich między jadące samochody, niewpadanie na pieszych leży również w żywotnym interesie rowerzysty. Bo on również z reguły na takim zderzeniu zbyt dobrze nie wyjdzie.

          • Mylisz się. Zdecydowana większość rowerzystów zachowuje się tak samo na chodnikach jak kierowcy na ulicach. Żadna różnica w wykorzystywaniu „przewagi” i bezczelności.
            Taka nasza narodowa cecha. .

    • Mi się podoba jak u nas w strefie Tempo30 tzw. rowerzyści i tak wybierają chodniki. I jeszcze się kłócą, ze im wolno bo … ulica i samochody.
      Choć i tak przebojem są ci co zamiast jazdy wyznaczonym pasem rowerowym i tak wybierają chodniczek.

          • Jeżeli jadę z dzieckiem, to nie mam takiego obowiązku. Mało tego, mogę jechać z nim chodnikiem i nie ma mi prawa nikt zwrócić na to uwagi, bo moje prawo pozwala mi na to. A jak widzę dla Ciebie rowerzysta to zło wcielone i widzisz w nim tylko i wyłącznie pirata. Tak wynika że wszystkich Twoich komentarzy

          • Po pierwsze tylko gdy „opiekuje się on osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem”.

            A po drugie „Kierujący rowerem, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest obowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.”

      • No właśnie. Mam pod blokiem piękną ścieżkę rowerową: prawie 3,5 km jednym ciągiem, równo wyasfaltowaną, dobrze oznakowaną, ze śluzami i w ogóle luksus. Mimo to nie ma dnia żeby jakiś ćwok nie rozpychał się chodnikiem.

  7. Genialne przepisy. Kolejny bubel prawny wynikający z nieznajomości rzeczywistości przez rząd. Problemem nie są elektryczne hulajnogi, a wypożyczane elektryczne hulajnogi. Jeżeli ktoś pierwszy raz w życiu wsiada na taki pojazd to zawsze będzie stwarzał zagrożenie w przeciwieństwie do właścicieli elektrycznych hulajnóg. Zresztą nawet całkowity bezsensowny zakaz poruszania się po chodnikach nie rozwiązuje problemu bezpieczeństwa pieszych. Tu nadal największym zagrożeniem są rowerzyści mający w dupie jakiekolwiek przepisy.

    • Nie, zagrożeniem nie są rowerzyści tylko Polacy, którzy mają przepisy w zadkach. Ten rowerzysta potem wsiada do samochodu i jedzie na czerwonym albo pieszym po nogach. Jak kierowca przestrzega przepisów to przestrzega je jako kierowca, rowerzysta, hulajnogista i pieszy.

      • To nie tylko przepisy w zadkach, to myślenie które musi boleć wielu. No i brak umiejętności poruszania się po mieście.

  8. Jeśli UTO ma być parkowane wyłącznie w wyznaczonych strefach to straci to sens, bo chodzi o to, żeby były dostępne wszędzie. To nie problem w przepisach tylko ludzie zostawiają je na środku chodnika, jakby nie można z boku, gdzie nikomu nie przeszkadzają. Ale kultury prawem nie nauczysz, a zaszkodzisz innym.

    • Kreatywność idiotów zostawiających byle gdzie hulajnogi naprawdę poraża. Mało mnie już w tym temacie zdziwi, ale hulajnoga postawiona centralnie przy samych schodach na perony kolejowe (ludzie chodzą tam jednak z bagażami) jest moim numer jeden.
      Miasta powinny wyznaczać strefy, gdzie hulajnogi można zostawiać, a te zaparkowane byle jak powinny być konfiskowane i na złom.

      • jak już pisałem „zaszkodzisz innym”. Chcesz złomować hulajnogi wynajmujących, bo społeczeństwo nie myśli? Sądzisz, że to jest dobre wyjście?

        • Jaki to w obecnych czasach problem dojść kto porzucił hulajnogę i Jaki to problem pociągnąć go do odpowiedzialności finansowej?
          Dziś i wynajmujący i właściciel maja w poważaniu normy społeczne, wiec bez radykalnych działań to się nie zmieni.
          A ja nie rozumiem, czemu przez idiotów porzucający hulajnogi ja ma sobie łamać nogi czy też dlaczego mi maja prawo utrudniać życie.

          • Żaden. Prawda. Bo … są idiotami i nie da się z tym niczego zrobić ;)

  9. Rok temu przesiadłem się z samochodu na małą hulajnogę elektryczną i tak pokonuję codziennie ok.10-15 km. Spadły rachunki za paliwo, zniknął problem z parkowaniem itd. Jeśli rząd zakaże używania UTO, bo w praktyce nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie jechać zabawką w rodzaju m365 między samochodami, to wrócę do swojego starego diesla. Trudno.

  10. Hulajnogi jak hulajnogi a co z innymi elektrykami? Longboardy, onewheel’e, monocykle i inne wynalazki których jest coraz więcej i coraz to dziwniejsze? Ja sam jeżdżę na elektrycznym longboardzie i jestem ciekaw jak to ma być rozwiązane prawnie? Elektryk to elektryk- won na jezdnie niezależnie od rodzaju? Według mnie to by była dosłownie rzeź w biały dzień bo nikt by nie wiedział jak sie zachować na drodze ani kierowcy ani użytkownicy tych sprzętów… Jakby tego nie rozwiązać to i tak będzie niestety źle.

  11. Obserwując jak zachowują się hulajki na drogach, chodnikach i co gorsze, że użytkownicy nie noszą skorupy na głowie nasuwa się jeden wniosek. Użytkownicy hulajnóg na ulicach będą ginąć jak muchy.Na własne życzenie. Winni będą kierowcy oczywiście. Zaczęło się lato i widzę tych hulajek zatrzęsienie + hulajnogi analogowe. Użytkownikami 99% dzieciaki z podstawówki. Jeżdżą pasem pod prąd, ładują się przed auto. Niech te hulajnogi cisną po 50km/h ale kryterium wiekowe minimum 16 lat. Ameby nie powinny się poruszać po drogach publicznych.

  12. a mamy infrastrukturę? najlepiej osobną dla rowerzystów szosowych (którzy w mieście w zasadzie mogliby spokojnie poruszać się drogą dla samochodów), osobną dla zwykłych rowerzystów, osobna dla rowerów i hulajnóg elektrycznych i osobną dla jeszcze wolniejszych?
    bo uwaga: już ta druga kategoria nawet na ograniczeniu do 30km/h tamuje ruch i stwarza zagrożenie, nie tylko dla siebie, zwłaszcza jak jest lekko pod górę

  13. Już dość absurdalny jest zakaz jazdy po chodniku rowerem, chociaż rowerzysta jest pod względem gabarytów i sterowności o wiele bardziej podobny do pieszego niż do samochodu. Obowiązkowe zepchnięcie rowerzystów na jezdnię, pomiędzy jadące samochody, jest totalnym szaleństwem wyimaginowanym w głowach ludzi, którzy chyba nigdy z domu nie wychodzą.

    To samo teraz z tymi hulajnogami. Człowiek na hulajnodze to jest pieszy na kółkach, a nie żaden „pojazd” i przez prawo powinien być traktowany przez analogię do pieszego, a nie spychany na jezdnię.

    Ryzyko, że rower czy hulajnoga wjedzie na pieszego i zrobi mu krzywdę jest podobne do tego, że biegnący pieszy wpadnie na kogoś innego i zrobi mu krzywdę. Rozmiary szkód będą najczęściej podobne w obu tych sytuacjach, ergo miejsce rowerzystów i hulajnóg jest na chodniku lub na ścieżce rowerowej. Dopiero w ostatniej kolejności na jezdni.

    • TO jest tak – jak rowerzysta wjedzie na chodnik to powinien mieć prawo, ale jak pieszy przekroczy linię DDR to trzeba na niego wrzeszczeć i wygrażać mu z użyciem pompki rowerowej.
      Dramatem, a to mam koło siebie, jest jak rowerzyści wpychają się na chodnik mimo pustej ulicy z Tempo30. Bo mentalnie nie ogarniają czym jest ulica a czym chodnik.
      Dramatem jest wymuszanie na matkach z wózkami, starszych osobach, czy rodziców z dziećmi schodzenia z chodnika aby przepuścić króla roweru.
      Dramatem jest, jak królowie rowerów muszą parami jechać i martw się gdzie odskoczyć aby ci krzywdy nie zrobili.
      A ostatnio moda na kurierów rowerowych, co zamiatają pieszych plecakami i jeszcze pyszczących ze im wolno wymusza chyba radykalne tępienie dwóch kółek na chodnikach.

      • >TO jest tak – jak rowerzysta wjedzie na chodnik to powinien mieć prawo, ale jak pieszy przekroczy linię DDR to trzeba na niego wrzeszczeć i wygrażać mu z użyciem pompki rowerowej.Bo mentalnie nie ogarniają czym jest ulica a czym chodnik.Dramatem jest wymuszanie na matkach z wózkami, starszych osobach, czy rodziców z dziećmi schodzenia z chodnika aby przepuścić króla roweru.
        Dramatem jest, jak królowie rowerów muszą parami jechać i martw się gdzie odskoczyć aby ci krzywdy nie zrobili.
        <

        Dramatem jest też jak kilkuosobowe rodziny, albo grupy ludzi, chodzą razem chodnikiem zajmując całą jego szerokość, tak, że nie można przejść obok, chyba że schodząc z chodnika.

        Można sobie ponarzekać na milion rzeczy, które nas irytują na chodniku i na drodze, ale to po prostu nie jest materia do interwencji rządu lub Sejmu.

  14. Po pierwsze o tym powinny decydować miasta, a nie ministerstwo. Co to za komunistyczna centralizacja?

    Po drugie. Codziennie jestem w Warszawie. Nigdy nie miałem niebezpiecznej sytuacji z hulajnogą, za to notorycznie na chodnikach „wyciągają czasy” pseudokolarze w poliestrze. Najczęściej na MTB z szerokimi kierownicami. Jadą taranem pomiędzy pieszymi a na uwagę aby zjechać z chodnika, często reagują agresją.

    Po trzecie, dlaczego nowe przepisy nie tyczą się też rowerów?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *