1. Bezprawnik -
  2. Biznes -
  3. „Korzystają z AI, nawet jeśli się nie przyznają”. Producenci polskich hitów mówią, jak naprawdę powstaje dziś muzyka

„Korzystają z AI, nawet jeśli się nie przyznają”. Producenci polskich hitów mówią, jak naprawdę powstaje dziś muzyka

Producenci, którzy robią dziś muzykę na polskie listy przebojów, mówią otwarcie, że sztuczna inteligencja jest w studiu, nawet jeśli nikt nie wpisuje jej do napisów końcowych. Prawo autorskie od ponad trzydziestu lat odpowiada na pytanie o autorstwo tak samo: twórcą może być tylko człowiek. Kłopot w tym, że w nowoczesnej produkcji coraz trudniej wskazać, gdzie kończy się praca człowieka, a zaczyna praca algorytmu. ZAiKS próbuje tę granicę wyznaczyć procentami, a prawnicy mają co do tego mieszane uczucia.

Sztuczna inteligencja w produkcji muzycznej jest już codziennością

O tym, jak wygląda to od kuchni, rozmawiano podczas panelu „Muzyka w erze AI” na warszawskim LOUD congress. Bartosz Kazimierczak, manager Brokies i prezes WW MGMT, posadził obok siebie rapera Silesa, producentów Tribbsa, Alberta RCB i Sir Micha oraz mecenas Agatę Bajno z kancelarii SKP Ślusarek Kubiak Pieczyk. Diagnoza ze strony praktyków była zaskakująco zgodna.

Mikołaj „Tribbs” Trybulec nie owijał w bawełnę: „Prawda jest taka, że AI w muzyce jest już nieuniknione. Nawet jeśli ktoś głośno się do tego nie przyznaje, to i tak z tego korzysta często nawet bez pełnej świadomości”. Producent zwrócił uwagę na rolę bibliotek sampli, takich jak Splice, z których korzysta dziś niemal każdy twórca bitów. Gotowe pętle i dźwięki trafiają do utworów masowo, a skąd dokładnie pochodzą i jak powstały, mało kto sprawdza.

Mix i mastering z podpowiedziami algorytmu

Na etapie wykańczania utworu AI pełni na razie funkcję doradcy. Albert RCB przyznał: „Prawdę mówiąc, jeszcze nie jest na takim poziomie, żeby to zrobić w pełni”. Narzędzia potrafią natomiast porównać miks z wybranym przez producenta utworem referencyjnym i wskazać, co zmienić, żeby zbliżyć się do jego brzmienia. Decyzja wciąż należy do człowieka.

Auto-Tune też kiedyś budził oburzenie. Producent staje się selekcjonerem

Michał „Sir Michu” Kożuchowski przypomniał, że muzyka tworzona z udziałem przypadku i algorytmów ma długą historię, a obecną falę porównał do pojawienia się automatu perkusyjnego, samplera czy Auto-Tune’a. Każde z tych narzędzi wywracało dotychczasowy porządek i każde miało zażartych przeciwników. Jednocześnie producent nie przecenia możliwości maszyn: „AI po prostu sprytnie recyklinguje to, co zjadło a zjadło to, co my zrobiliśmy wcześniej”. Jego zdaniem rola producenta przesunie się w stronę producenta wykonawczego, który z wielu wygenerowanych wariantów wybiera te warte dalszej pracy.

To zresztą sposób pracy, który część artystów już stosuje: kilkanaście szkiców demo generowanych w programach typu Suno służy za punkt wyjścia, a tekst i produkcja powstają później, już ręcznie.

Kto jest autorem utworu stworzonego z pomocą AI według prawa autorskiego

Tu zaczyna się część prawnicza, która dla twórców jest dużo mniej przyjemna. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 roku w art. 1 ust. 1 definiuje utwór jako „każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci”. Przepis zakłada, że za tą działalnością stoi człowiek. Stanowisko przedstawione podczas panelu było w tej kwestii jednoznaczne: wpisanie do generatora polecenia w rodzaju „stwórz mi piękną balladę” nie czyni nikogo autorem tego, co wyjdzie z drugiej strony.

Nie znaczy to, że temat jest zamknięty. Na świecie zapadały już rozstrzygnięcia idące w innym kierunku, o czym pisaliśmy przy okazji pytania, czy sztucznej inteligencji przysługują prawa autorskie w świetle wyroku chińskiego sądu w sprawie tekstu wygenerowanego przez program Tencentu. W polskiej doktrynie także pojawiają się głosy, że prawa autorskie do wytworów AI mogłyby przysługiwać osobie obsługującej narzędzie, jeśli jej wkład w efekt końcowy jest twórczy. Im więcej decyzji podejmuje człowiek (wybór wariantów, edycja, aranżacja, własny tekst), tym mocniejsza jego pozycja.

Utwór wygenerowany przez AI: zarabiać można, chronić już niekoniecznie

Praktyczny paradoks polega na tym, że brak ochrony prawnoautorskiej nie blokuje zarabiania. Utwór w całości wygenerowany przez algorytm można wrzucić na platformę streamingową czy TikToka i inkasować z niego pieniądze. Problem pojawia się w momencie, gdy ktoś go skopiuje. Jeżeli nagranie nie jest utworem w rozumieniu ustawy, „twórca” ma bardzo słabe argumenty w sporze, a roszczenia z tytułu naruszenia praw autorskich po prostu mu nie przysługują.

Sklonowany głos wokalisty poza ochroną prawa autorskiego

Osobną kwestią są artyści, których styl i głos stają się surowcem dla generatorów. Prawo autorskie nie chroni barwy głosu, a sklonowany wokal wpada w obszar dóbr osobistych z Kodeksu cywilnego. O tym, jak wygląda klonowanie głosu a luka w polskim prawie, pisaliśmy niedawno szerzej.

ZAiKS i deklaracja procentowego udziału sztucznej inteligencji w utworze

Najciekawszy wątek dotyczy rejestracji utworów w ZAiKS-ie. Stowarzyszenie w 2024 roku zmieniło regulaminy: przy zgłoszeniu twórca musi poinformować o wykorzystaniu generatywnej AI i wskazać procentowy udział człowieka w utworze. Dzieła wygenerowane w całości przez algorytm nie są objęte ochroną i nie generują wynagrodzeń. Jeśli natomiast AI jest tylko narzędziem, a twórca decyduje o ostatecznym kształcie dzieła, rejestracja odbywa się na dotychczasowych zasadach.

Agata Bajno ma wobec tego rozwiązania wątpliwości: „ZAiKS dopuścił możliwość, gdzie autor składa oświadczenie, że np. do 20 proc. utworu to wkład AI, a pozostała część przysługuje konkretnym osobom. W środowisku prawnym rodzi to pytania, czy nie jest to w pewnym sensie legalizacja czegoś, co powstało w oparciu o przetwarzanie cudzej twórczości”.

Zarzut jest poważny. Generatory muzyki uczą się na ogromnych zbiorach nagrań, a dla prawników zajmujących się tym, jak funkcjonuje muzyka w prawie autorskim, granica między inspiracją, samplem a zapożyczeniem od lat była jedną z najbardziej spornych. Do tego dochodzi problem weryfikacji. Oświadczenie twórcy o tym, ile procent utworu napisał sam, trudno komukolwiek sprawdzić, a regulamin nie podaje kryteriów, według których należałoby taki udział liczyć.

Opłata od generatorów muzyki zamiast liczenia procentów

Paneliści wspominali o pomyśle, który miał paść na jednym z niedawnych zebrań ZAiKS-u: obciążyć opłatą serwisy takie jak Suno i inne platformy generujące muzykę, a pozyskane w ten sposób pieniądze przekazywać twórcom. Uczestnicy dyskusji uznali to za najprostszy i najbardziej realny model na dziś. Konstrukcja przypomina rozwiązanie dobrze znane z polskiego prawa. Jeśli ktoś zastanawia się, czym jest opłata reprograficzna, to właśnie tym: zamiast ścigać każde pojedyncze wykorzystanie cudzej twórczości, pobiera się ryczałt od narzędzia, które to wykorzystanie umożliwia.

Pozwy przeciwko Suno i Udio oraz obowiązki z AI Act

Na razie to tylko koncepcja, bez projektu przepisów. Spór o dane treningowe toczy się natomiast na serio, także w sądach. Amerykańskie wytwórnie zrzeszone w RIAA pozwały Suno i Udio już w 2024 roku. W Unii Europejskiej część odpowiedzi ma przynieść AI Act. Weszły w życie kolejne przepisy regulujące sztuczną inteligencję, w tym obowiązki dostawców modeli ogólnego przeznaczenia, którzy muszą prowadzić politykę przestrzegania prawa autorskiego i publikować podsumowanie danych użytych do trenowania. Na ile te wymogi realnie pomogą muzykom w dochodzeniu wynagrodzeń, okaże się dopiero w praktyce.

Polski tekst i koncerty pozostają po stronie ludzi

Jest jedna dziedzina, w której artyści czują się na razie bezpiecznie. Siles przekonywał, że muzycznie przebój z generatora jest możliwy, ale polski tekst to inna sprawa: „Polski język jest zbyt złożony dla AI. Często to właśnie pomyłki i niepoprawność językowa decydują o tym, że tekst wpada w ucho i staje się hitem”.

Sceptycyzm dotyczył też budowania publiczności. Wirtualni influencerzy istnieją, ale zdaniem panelistów fani przychodzą na koncerty po emocje, których algorytm nie wywoła. Stąd rady dla debiutantów. Tribbs ostrzegał, że „Muzyka wygenerowana przez algorytmy powszednieje, a jej wartość spada”, i zalecał inwestowanie we własną historię oraz występy na żywo. Siles dodał, że „Najcenniejszą walutą na rynku staje się uwaga słuchacza”, a zdobywa się ją autentycznością i artystycznym ryzykiem.

Z prawnego punktu widzenia ta rada ma też wymiar czysto praktyczny. Im więcej w utworze decyzji człowieka, tym łatwiej obronić go jako utwór, zarejestrować w ZAiKS-ie i skutecznie ścigać tych, którzy go skopiują.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover