1. Home -
  2. Biznes -
  3. Dyrektywa platformowa uderzy nie tylko w Ubera. Branża kurierska stoi nad przepaścią

Dyrektywa platformowa uderzy nie tylko w Ubera. Branża kurierska stoi nad przepaścią

Unijna Dyrektywa 2024/2831 o pracy platformowej ma ucywilizować warunki pracy w tzw. gig economy – czyli dla osób zarabiających poprzez aplikacje i platformy cyfrowe (kurierzy, Uber, Glovo, Bolt itp.). Państwa członkowskie (w tym Polska) mają czas do 2 grudnia 2026 r. na wdrożenie jej przepisów do prawa krajowego. Problem w tym, że w Polsce dyrektywa może objąć znacznie więcej podmiotów, niż zakładał unijny prawodawca – i to właśnie budzi największy niepokój.

Jakub Kralka09.04.2026 17:04
Biznes

Co przewiduje dyrektywa platformowa?

Celem dyrektywy jest zapewnienie lepszej ochrony kurierom, kierowcom i innym osobom, które obecnie często są formalnie samozatrudnione, a faktycznie traktowane jak pracownicy etatowi. Dyrektywa ma położyć kres temu zjawisku poprzez kilka kluczowych zmian: domniemanie istnienia stosunku pracy, nowe obowiązki transparentności algorytmów oraz szereg dodatkowych praw dla pracowników platformowych w zakresie danych i organizacji pracy.

Wprowadzane domniemanie stosunku pracy w praktyce oznacza, że jeśli platforma wywiera istotny wpływ na to, jak świadczona jest praca – np. ustala grafiki, stawki, przydziela zlecenia czy ściśle monitoruje wykonanie zadań, to prawo domyślnie uzna taką relację za etat. Innymi słowy, kurier czy kierowca będzie od tej pory traktowany jak pracownik, ze wszystkimi gwarancjami prawa pracy. Oczywiście domniemanie jest wzruszalne – platforma może w postępowaniu przed sądem lub inspekcją udowodnić, że dana osoba jednak jest niezależnym przedsiębiorcą, a nie pracownikiem. Ciężar dowodu spoczywa tu jednak na platformie, co wyrównuje dziś bardzo nierówną pozycję pojedynczego kierowcy wobec globalnej korporacji.

Warto podkreślić, że dyrektywa wyklucza działanie tego domniemania wstecz – ma ono obowiązywać dopiero od grudnia 2026 r. i tylko na przyszłość. To ważne dla platform obawiających się zalewu roszczeń za przeszłe lata.

Drugim filarem nowych regulacji jest algorytmiczna transparentność i kontrola. Platformy cyfrowe będą musiały ujawniać pracującym jasne informacje o zasadach działania swoich systemów – jak algorytmy przydzielają zlecenia, oceniają wykonawców, monitorują ich aktywność. Koniec z tajemniczymi „czarnymi listami", gdzie kurier nie wie, czemu nagle dostaje mniej zleceń albo zostaje zablokowany. Każda istotna decyzja podjęta automatycznie (np. przyznanie lub odebranie zlecenia, obniżenie ratingu, zawieszenie konta) będzie musiała być zrozumiała dla człowieka i uzasadniona.

Mało tego – dyrektywa gwarantuje prawo do ludzkiej interwencji. Pracujący zyskają prawo zażądania, by decyzję algorytmu zweryfikował człowiek, przedstawienia własnego stanowiska i zakwestionowania automatycznego rozstrzygnięcia.

Niewątpliwe zalety: koniec nadużyć i więcej ochrony

Zmiany proponowane przez UE mają wiele niekwestionowanych zalet, zwłaszcza z perspektywy osób od lat pracujących w warunkach de facto etatu, lecz bez należnych praw. Koniec z fikcją samozatrudnienia wymuszanego przez platformy. Dotąd większość platform w Europie zatrudniała kierowców i kurierów na umowach B2B albo umowach zlecenia – co dla firm było wygodne (niższe koszty, brak urlopów, ZUS-u), ale dla pracujących oznaczało brak podstawowych zabezpieczeń. W efekcie taki kurier formalnie był przedsiębiorcą, a praktycznie nie miał żadnych praw pracowniczych, a platforma żadnych obowiązków względem niego.

Wkrótce jeśli ktoś pracuje jak pracownik, to będzie traktowany jak pracownik. Dla wielu z tych osób nowe przepisy oznaczają dostęp do minimalnego wynagrodzenia, urlopu, ubezpieczenia od wypadków i choroby, prawa do emerytury czy ochrony przed nagłym zwolnieniem. Komisja Europejska szacuje, że w UE jest około 28 milionów pracowników platformowych, a do 2025 r. miało ich być 43 miliony – stawką są więc nie tylko prawa tych osób, ale i zdrowa konkurencja oraz stabilność systemów ubezpieczeń społecznych.

Ale jest poważny problem: Polska może wdrożyć dyrektywę za szeroko

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Dyrektywa platformowa w swoim zamyśle miała dotyczyć cyfrowych platform pracy – typu Uber, Bolt, Glovo, Wolt. Tymczasem, jak alarmuje Związek Przedsiębiorców i Pracodawców w swoim stanowisku ze stycznia 2025 r. (wciąż aktualnym, ponieważ Ministerstwo Pracy nie opublikowało projektu ustawy wdrażającej), do organizacji docierają niepokojące sygnały, że polski ustawodawca może rozszerzyć przepisy na branżę KEP – przesyłki kurierskie, ekspresowe i paczkowe – oraz na cały sektor TSL, czyli transport, spedycję i logistykę.

Zdaniem ZPP byłby to klasyczny przykład tzw. goldplatingu – implementacji prawa unijnego w zakresie znacznie szerszym, niż wymaga dyrektywa. A różnice między platformami cyfrowymi a sektorem KEP są fundamentalne. Firmy kurierskie i logistyczne są już silnie regulowane – przez prawo pocztowe, przepisy transportowe, normy bezpieczeństwa. Ich model biznesowy opiera się na sieciach dystrybucji, flotach pojazdów i skomplikowanej logistyce, a nie na prostym algorytmie łączącym zleceniodawcę z wykonawcą przez aplikację. Zakwalifikowanie operatorów pocztowych, przewoźników i spedytorów jako „cyfrowych platform pracy" i wprowadzenie wobec nich domniemania stosunku pracy to – według branży – przejaw niezrozumienia dwóch kompletnie odmiennych sektorów.

Wojciech Arszewski, prezes Forum Przewoźników Ekspresowych (FPE), organizacji zrzeszającej firmy branży KEP od 1996 roku, mówi wprost: implementacja dyrektywy w odniesieniu do branży KEP byłaby błędem legislacyjnym o poważnych konsekwencjach dla rynku. Oznaczałaby konieczność przebudowy modelu operacyjnego, poniesienia znacznych kosztów inwestycyjnych i ograniczenia elastyczności, co przełożyłoby się bezpośrednio na dostępność i ceny usług kurierskich.

120 tysięcy brakujących kierowców i 1,5 miliarda złotych długu

Branża KEP i TSL nie wchodzi w tę debatę z pozycji siły – wprost przeciwnie. Sektor logistyczny zmaga się z poważnymi problemami strukturalnymi, a nałożenie dodatkowych obciążeń regulacyjnych grozi efektem domina.

Po pierwsze – krytyczny niedobór kadrowy. Jak ujawniła publikacja Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska", w Polsce brakuje obecnie blisko 120 tysięcy kierowców zawodowych. Sytuację pogarszają trendy demograficzne: według badania Międzynarodowej Unii Przewoźników (IRU) z 2023 r. aż jedna trzecia europejskich kierowców ma ponad 55 lat i planuje w ciągu najbliższej dekady przejść na emeryturę, podczas gdy osoby poniżej 25. roku życia stanowią mniej niż 5% wszystkich kierowców. Wprowadzenie bardziej wyśrubowanych kryteriów zatrudnienia w takiej sytuacji to prosta droga do pogłębienia niedoboru.

Po drugie – rosnące zadłużenie. Zadłużenie polskich firm logistycznych w 2024 roku wzrosło o 15%, osiągając prawie 1,5 mld zł. Według danych Krajowego Rejestru Długów spirala zadłużenia się nakręca – 31 tysięcy firm w sektorze TSL jest zadłużonych, a przedsiębiorstwa transportowe mają niespłacone zobowiązania wobec leasingodawców, dostawców paliw i ubezpieczycieli. Zwiększa się też liczba postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych – ich udział wzrósł z 5% w 2021 roku do 13% w 2024 roku. W takim kontekście dodatkowe wymogi zatrudnieniowe mogą postawić wiele firm przed widmem bankructwa.

Narzucenie etatów kurierom uderzy w elastyczność i podaż

Jednym z najpoważniejszych zagrożeń jest to, że domniemanie stosunku pracy sprawi, iż kurierzy nie będą mogli realizować zleceń dla kilku podmiotów jednocześnie. Dziś wielu kurierów współpracuje z dwoma-trzema firmami kurierskimi, dostosowując się do aktualnego popytu. Etat z reguły oznacza pewną wyłączność i dyspozycyjność wobec jednego pracodawcy. W efekcie podaż kurierów na rynku może drastycznie spaść – i to w sytuacji, gdy branża już teraz zmaga się z niedoborem rąk do pracy.

Według raportu przygotowanego na zlecenie FPE, same koszty pracy mogą podnieść ceny usług kurierskich o co najmniej 25%, a uwzględniając koszty pojazdów, ich eksploatacji oraz nieświadczenia pracy w czasie nieobecności – nawet o 40%. Taki wzrost kosztów uderzy bezpośrednio w e-commerce, a w konsekwencji – w portfele konsumentów. Droższe dostawy to mniej zamówień, mniej zamówień to niższe przychody sklepów internetowych i restauracji korzystających z usług kurierskich.

E-commerce nad przepaścią? Zagrożenie dla ponad 2% PKB

Nie sposób mówić o branży KEP w oderwaniu od handlu elektronicznego, którego jest ona kręgosłupem logistycznym. Sektor TSL odpowiada za blisko 6% polskiego PKB i ma kluczowe znaczenie dla eksportu oraz rozwoju e-commerce. Polski rynek e-commerce jest jednym z najszybciej rosnących w Unii Europejskiej, a usługi takie jak „dostawa następnego dnia" czy rozbudowana sieć automatów paczkowych stały się nie tylko przewagą konkurencyjną, ale wręcz standardem oczekiwanym przez konsumentów.

Problemy branży kurierskiej mogą ten model rozmontować. Jak wskazuje ZPP, objęcie sektora KEP dyrektywą platformową może doprowadzić do wydłużenia i zakłócenia łańcuchów dostaw oraz ograniczenia innowacyjnych usług. Mniejsze firmy – pośrednicy współpracujący z kilkoma, kilkunastoma kurierami – mogą po prostu zniknąć z rynku, nie będąc w stanie udźwignąć kosztów pełnoetatowego modelu zatrudnienia. Ich upadek oznaczałby konsolidację rynku w rękach największych graczy i ograniczenie konkurencji.

Dochodzi do tego zagrożenie na arenie międzynarodowej. Nadmierne regulacje w Polsce mogą postawić rodzime firmy w gorszej pozycji wobec konkurentów z krajów, które wdrożą dyrektywę w minimalnym zakresie. W rezultacie polscy przewoźnicy i operatorzy KEP mogą tracić kontrakty na rzecz firm z państw, w których obowiązują korzystniejsze warunki prowadzenia działalności.

Potrzebna rozwaga, nie goldplating

Nikt rozsądny nie kwestionuje, że platformy typu Uber czy Glovo powinny zapewnić swoim współpracownikom lepszą ochronę. To jest cel dyrektywy i trudno się z nim nie zgadzać. Ale rozszerzanie tych przepisów na sektor kuriersko-logistyczny, który działa w zupełnie innym modelu i jest już kompleksowo uregulowany – to co innego. Jak mówi Wojciech Arszewski z FPE: nie oczekują tego ani niezależni przewoźnicy, którzy cenią sobie elastyczność, ani konsumenci, którzy nie chcą wzrostu cen.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wciąż nie opublikowało projektu ustawy wdrażającej dyrektywę, choć termin implementacji upływa w grudniu 2026 r. Czeka nas zatem gorąca debata – a branża KEP liczy, że głos ekspertów i twarde dane o stanie sektora nie zostaną zignorowane. Stawka jest bowiem wyższa, niż może się wydawać: chodzi nie tylko o przyszłość firm kurierskich, ale o cały ekosystem polskiego e-commerce, tysiące miejsc pracy i ceny, które płacą miliony konsumentów zamawiających paczki każdego dnia.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi