Rząd cynicznie kłamie szczując na lekarzy. To prawo nakazuje im odwoływać się od decyzji o skierowaniu do pracy przy epidemii

Zdrowie dołącz do dyskusji (42) 14.10.2020
Rząd cynicznie kłamie szczując na lekarzy. To prawo nakazuje im odwoływać się od decyzji o skierowaniu do pracy przy epidemii

Maciej Bąk

Lekarze odmawiają pracy? Tak, część z nich to robi. Ale nie z powodu lenistwa czy braku chęci współpracy, do czego usilnie chce nas przekonać rządowa propaganda. Za lekarzami stoją bowiem przepisy prawa, które wskazuje konkretne okoliczności nie pozwalające im na przyjęcie skierowania do pracy na oddziale zakaźnym. Wśród nich są między innymi opieka nad dziećmi albo podeszły wiek.

Lekarze odmawiają pracy?

W Polskiej Agencji Prasowej ukazała się niedawno depesza o treści: „Izby lekarskie niechętnie kierują personel medyczny do walki z epidemią”. Bardzo chętnie kolportują ją politycy PiS, co oznacza że to, co powiedział Jacek Sasin o lekarzach, nie było przypadkiem. Otóż w komitecie bezpieczeństwa na Żoliborzu powstał najwidoczniej plan, by odwrócić uwagę od zapaści polskiej służby zdrowia za pomocą… nagonki na lekarzy. Taki plan mógł powstać tylko w cynicznych głowach polityków PiSu. Ale nie można pozwolić na to, by tym razem ich plan się udał. Dlatego wyjaśnijmy dlaczego rządzący w tej sprawie bezczelnie kłamią.

Przypomnijmy – w związku z brakami kadrowymi na oddziałach zakaźnych z pacjentami z Covid-19, wojewodowie zaczęli wydawać decyzje kierujące na przykład lekarzy rodzinnych do pracy na tychże oddziałach. Wielu lekarzy jednak od tych decyzji się odwołuje. PAP napisał, że na 132 decyzje wojewody śląskiego do pracy stawiło się 61 osób. Na Mazowszu z kolei na 235 decyzji pracę podjęło 18 lekarzy. Brzmi jak dane uzasadniające bezczelne słowa Sasina o „części środowiska niechętnego do współpracy”? Tak, ale tylko jeżeli nie znamy powodów tych odmów. A są one bardzo konkretne i wynikające z przepisów.

Osiem przyczyn odmowy

Dlaczego zatem lekarze odmawiają pracy? Odpowiedź leży w ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi z 2008 roku. Mówi ona, że „pracownicy podmiotów leczniczych, osoby wykonujące zawody medyczne oraz osoby, z którymi podpisano umowy na wykonywanie świadczeń zdrowotnych, mogą być skierowani do pracy przy zwalczaniu epidemii”. ALE punkt 3 tego przepisu mówi o tym, że owemu skierowaniu nie podlegają:

  • osoby, które nie ukończyły 18 lat bądź ukończyły 60 lat
  • kobiety w ciąży
  • osoby samotnie wychowujące dziecko w wieku do 18 lat
  • osoby wychowujące dziecko w wieku do 14 lat
  • osoby wychowujące dziecko z orzeczeniem o niepełnosprawności lub orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego
  • osoby, u których orzeczono częściową lub całkowitą niezdolność do pracy
  • inwalidzi i osoby z orzeczonymi chorobami przewlekłymi, na których przebieg ma wpływ zakażenie lub zachorowanie na chorobę zakaźną będącą przyczyną epidemii lub orzeczona choroba przewlekła ma wpływ na przebieg lub zachorowanie na chorobę zakaźną
  • osoby, o których mowa w art. 2 ustawy z dnia 31 lipca 1981 r. o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe (Dz. U. z 2019 r. poz. 152), oraz posłowie i senatorowie Rzeczypospolitej Polskiej

A zatem prawo pozwala nie zaakceptować decyzji wojewody na przykład rodzicom dzieci w wieku szkolnym. Co ważne – część z nich mimo wszystko decyduje się na pomoc na oddziale zakaźnym, choć wcale tego nie musi robić. Ale są też przypadki, w których lekarz pracuje w małej przychodni i nie chce zostawić swoich wieloletnich pacjentów samych. Bo wszyscy doskonale wiemy, że osoby chore na Covid-19 to nie jedyne osoby wymagające w tej chwili pomocy lekarskiej. Wychodzi jednak na to, że lekarz biorący odpowiedzialność za swoich pacjentów jest dla rządzących leniem i obibokiem. To hańba, że za sterami naszego państwa stoją tacy ludzie.

Rozmawiałem dziś z przedstawicielem Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku. Powiedział mi, że wojewoda nie wie czy wysłany przez niego lekarz spełnia którąś z okoliczności wykluczających. Czyli prowadzona jest łapanka na ślepo, której najbardziej kuriozalnym efektem jest wysłanie do pracy lekarza, który… już nie żyje. I niech to będzie idealne podsumowanie tego, jak skutecznie nasz rząd radzi sobie z pandemią.

No i na koniec ciekawostka. Ostatni punkt, mówiący o osobach zajmujących kierownicze stanowiska państwowe oraz posłach i senatorach RP. Taki Stanisław Karczewski mógł się zaszczepić na grypę szybciej niż inni, desperacko szukający szczepionki. Ale już pracy przy epidemii bać się nie musi. W końcu może zasłonić się przepisem. Tym samym, z powodu którego jego koledzy z partii nakręcają hejt na lekarzy.