Pierwszy projekt PiS w nowej kadencji to likwidacja 30-krotności limitu składek ZUS, której miało nie być

Firma Podatki dołącz do dyskusji (95) 13.11.2019
Pierwszy projekt PiS w nowej kadencji to likwidacja 30-krotności limitu składek ZUS, której miało nie być

Tomasz Laba

Likwidacja 30-krotności limitu składek ZUS to kwestia, której nie powstydziłby się scenarzysta najlepszej brazylijskiej telenoweli. Kiedy wszystko wskazywało na to, że rząd wycofa się z tego pomysłu, temat powrócił za sprawą posłów PiS. Pierwszy złożony projekt nowej kadencji sejmu dotyczy właśnie zniesienia limitu składek ZUS.

Kilka miesięcy temu likwidacja 30-krotności limitu składek ZUS powróciła niczym bumerang. Po wielu przymiarkach z początku poprzedniej kadencji Sejmu pomysł ostatecznie upadł w Trybunale Konstytucyjnym. Ironia losu polegała na tym, że trybunał nie rozpatrywał meritum sprawy, a skupił się na procedowaniu samej ustawy. Wtedy jeszcze tego nie wiedzieliśmy, ale okazało się to swojego rodzaju zielonym światłem dla ponownego zgłaszania tego pomysłu. Niemniej jednak zniesienie limitu składek ZUS wydawało się tematem zastępczym.

O limicie składek ZUS zapomniano mniej więcej na dwa lata. Przyszła jednak pora na poszukiwanie pieniędzy na spełnienie wyborczych obietnic. 5 miliardów złotych zaoszczędzonych w ten sposób to nie lada gratka dla budżetu. Tym razem postanowiono postawić wyborców przed faktem dokonanym i wprowadzić temat niejako tylnymi drzwiami. Gdy premier Morawiecki zapowiadał pierwszy w historii budżet bez deficytu, okazało się, że jego projekt zakłada, że część wpływów do budżetu będzie pochodzić właśnie z likwidacji 30-krotności limitu składek ZUS. Wśród przedsiębiorców ponownie zawrzało.

Pomysł spotkał się z szerokim sprzeciwem. Nawet Solidarność protestowała przeciwko likwidacji 30-krotności składek ZUS. Politycy ponownie zaczęli wycofywać się z tego pomysłu rakiem. Nawet Minister Przedsiębiorczości Jadwiga Emiliewicz przyznała, że nie będzie zniesienia limitu składek ZUS. Sam prezydent Duda wyrażał nadzieję, że ten pomysł nie trafi na jego biurko w postaci projektu ustawy. Wszystko wskazuje na to, że niedługo będzie miał okazję udowodnić, że jest prawdziwym krytykiem tego rozwiązania.

Likwidacja 30-krotności limitu składek ZUS wraca jak bumerang

Sejm IX kadencji został zaprzysiężony wczoraj, a nowi posłowie Prawa i Sprawiedliwości nie zamierzają zwlekać. Pierwszy projekt ustawy złożony w sejmie dotyczy właśnie likwidacji 30-krotności limitu składek ZUS. Co więcej, nowe zasady mają obowiązywać już od 2020 roku. Wszystko wskazuje na to, że ponownie będziemy świadkami legislacyjnego sprintu.

W projektowanej regulacji proponuje się zniesienie górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe, począwszy od 2020 r. Składka na ubezpieczenia emerytalne i rentowe będzie odprowadzana od całości przychodu, a więc analogicznie jak w przypadku ubezpieczenia chorobowego i wypadkowego.

Pomysłodawcy wskazują, że wprowadzenie tego rozwiązania pozwoli na wzrost wpływów do budżetu ZUS ponad 7 miliardów złotych. To o 2 miliardy więcej, niż wskazywały pierwotne szacunki.

Zniesienie ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne 
i rentowe do trzydziestokrotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia spowoduje wzrost wpływów składkowych do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (szacowany na kwotę 7,1 mld zł)

Likwidacja 30-krotności limitu składek ZUS

W uzasadnieniu najzabawniejsze jest jednak to, że odwołuje się do… ograniczenia biurokracji. Posłowie wprost stwierdzają, że pracownicy osiągający tak wysokie zarobki mogą po prostu nie zauważyć momentu, w którym ich zarobki przekroczyły ustawowy próg. Ma to powodować zamieszanie w odpowiednim odnotowywaniu wpływów przez pracowników ZUS.

W obecnym stanie prawnym możliwe jest, że nastąpi przekroczenie limitu składek, gdyż może zdarzyć się, że płatnik nie zauważy osiągnięcia limitu podstawy wymiaru składek i dokona nadpłaty składek. Wówczas nienależnie opłacone składki podlegają zaliczeniu przez ZUS z urzędu na poczet zaległych lub bieżących składek, a w razie ich braku – na poczet przyszłych składek, chyba że płatnik składek złoży wniosek o zwrot składek.
Sytuacja nieco komplikuje się gdy pracownik pozostaje w więcej niż jednym stosunku pracy. W takim przypadku obowiązek monitorowania limitu podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe zostaje przerzucony na samego ubezpieczonego. Jeżeli do opłacania składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe jest zobowiązany więcej niż jeden płatnik składek, ubezpieczony jest zobowiązany zawiadomić wszystkich płatników składek o przekroczeniu kwoty rocznej podstawy wymiaru składek. Za skutki błędnego zawiadomienia powodującego nieopłacenie należnych składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe odpowiada ubezpieczony. Skutkami niedopłaty obciążony jest wyłącznie ubezpieczony. Ubezpieczony – pracownik musi w takiej sytuacji kontrolować przyrost podstawy składek na przestrzeni roku kalendarzowego.

95 odpowiedzi na “Pierwszy projekt PiS w nowej kadencji to likwidacja 30-krotności limitu składek ZUS, której miało nie być”

  1. czy ktoś może wziąć kalkulatro i wytłumaczyć rzadzącym, że to jest akurat bardzo głupia decyzja.

    Po pierwsze dotyczy bardzo nielicznych pracowników, głównie specjalistów i prezesów banków.

    nawet jeśli będą z tego jakieś pieniądze to zaczną one szybko malec, bo już za rok na emeryturę zawsze przejdą jacyś prezesi.
    i za ten rok wyższych składek trzeba bedzie im odpowiednio wyższe emerytury płacić.
    i kolejnym jeszcze wyższe proporcjonalnie do lat powiększonej składki.

    inna sprawa, że kolejni pracownicy uciekną z systemu, optymalizując koszta.
    Po prostu wystarczy że podzieli sie dochody na umowę o prace i o dzieło w dwóch firmach i już Zus płaci się tylko od etatu.

    Albo przejdzie się na współprace B2B.

    Tylko prezesi państwowych spółek tak nie moga ;-p

    w efekcie to sam budżet zapłaci sobie składki…

    • Nikt im nie musi tłumaczyć, oni to wiedzą, bo na końcu projektu piszą:

      Poziom oddziaływania proponowanego rozwiązania uzależniony jest również od zachowań na rynku pracy. Szacuje się, że ok. 370 tys. osób osiąga zarobki wyższe niż trzydziestokrotność prognozowanego wynagrodzenia. Może się zatem okazać, że chęć uniknięcia opłacania składki od całości wysokich zarobków skłoni pracodawców i pracowników do szukania sposobów obejścia proponowanych regulacji poprzez inne formy zatrudnienia (np. zakładanie działalności gospodarczej).

    • Alez oni o tym wiedzą, ale kasa na kupowanie glosow ciemnych mas jest potrzebna teraz a ze doprowadza kraj do ruiny w przyszlosci ich nie obchodzi, tak jak Gierka nie obchodzilo i innych populistow

  2. Przyszła jednak pora na poszukiwanie pieniędzy na spełnienie wyborczych
    obietnic. 5 miliardów złotych zaoszczędzonych w ten sposób to nie lada
    gratka dla budżetu.

    Polski język jest trudny. Słowa powinny być jednak używane we właściwym znaczeniu. Można zaoszczędzić nie kupując dodatkowej porcji lodów,

    Tak, że jesteśmy zadowoleni, jak rząd zaoszczędzi kupując tańsze pojazdy, kiedy jednak sięga głębiej do kieszeni to nie oszczędzanie!

    • Właśnie jak ustawa przejdzie, to bogaci dopiero wtedy będą uprzywilejowani. Będą mogli zabierać z wora ZUS o wiele więcej.

      • Załóżmy, że procent wpłacany na ZUS to 10% wynagrodzenia, ja muszę płacić 10% a najbogatszy 8%, a 2 procent może sobie wpłacić na jakiś fundusz, dzięki czemu ma różne udogodnienia np. może przekazać te 2% dzieciom jakby miał nie dożyć emerytury. Rozumiem, że w obecnej sytuacji, ja jako biedniejszy jestem uprzywilejowany? :-D

        • po pierwsze to płaci 10% do kwoty, a potem od nadwyżki dopiero 0% ,
          i jest to „przywilej” ale i ograniczenie, że później taki bogaty będzie żądał niewspółmiernie dużo z „kociołka dla biedaków”.

          Jednocześnie pamiętaj ze te osoby wpadają w 2-gi i 3-ci próg podatkowy.

          Jeszcze ważniejsze, większość prywaciarzy już dawno uciekła z tego sytemu do B2B.

          Dotyczy to głownie dyrektorów i prezesów zatrudnionych w sektorze budżetowym. Czyli Państwo i tak będzie jeszcze raz przekładać samo sobie z kieszeni do kieszeni.

          • po pierwsze to płaci 10% do kwoty, a potem od nadwyżki dopiero 0%
            Innymi słowy płaci mniej procentowo z całej swojej pensji, niż biedny.

            i jest to „przywilej” ale i ograniczenie, że później taki bogaty będzie żądał niewspółmiernie dużo z „kociołka dla biedaków”.
            Ograniczenie, ale tylko dla tych, którzy wierzą, że ZUS to raj na ziemi i chcieliby tam jak najwięcej wpłacać. Ja uważam, że to zmarnowane pieniądze i limit ZUSu sprawia, że muszę marnować procentowo więcej pieniędzy niż bogaty.

            Jednocześnie pamiętaj ze te osoby wpadają w 2-gi i 3-ci próg podatkowy.
            I co z tego?

            Dotyczy to głownie dyrektorów i prezesów zatrudnionych w sektorze budżetowym. Czyli Państwo i tak będzie jeszcze raz przekładać samo sobie z kieszeni do kieszeni.
            Mnie nie interesuje kogo to dotyczy, ja nikomu pieniędzy nie zazdroszczę. Po prostu jest to niesprawiedliwe.

        • Nie umiesz liczyć.
          Ci źli bogaci będą płacili na swój ZUS tylko jakieś 2/3 składki. 1/3 będą płacili frajerzy to ich zatrudniają.
          Tym samym za to że są od Ciebie mądrzejsi/lepiej pracują zostaną ukarani nie tylko oni ale również ich pracodawcy.

          • No tak, w umowie o pracę biednych, ci co ich zatrudniają nie płacą 1/3 ich składki :-D

  3. Na moje oko to nadal temat zastępczy. Stawiam, że zrobiony pod budowanie postaci prezydenta Dudy – bedzie mógł się wykazac Vetem przed wyborami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *