Polskie media przestały informować o naruszeniach władzy, bo protestują przed kolejnym podatkiem PiS-u

Podatki Technologie dołącz do dyskusji (385) 10.02.2021
Polskie media przestały informować o naruszeniach władzy, bo protestują przed kolejnym podatkiem PiS-u

Jakub Kralka

Mateusz Morawiecki w swoim stylu, czyli długo, nudno i nieprawda opowiadał wczoraj o tym jak wielkim sukcesem ekonomicznym są jego rządy. 

Jednocześnie w swoim stylu, dzień i noc, premier rozmyśla o tym jak wydrzeć obywatelom pieniądze, by następnie przeznaczyć je trochę na partyjnych kolegów, trochę na biurokrację urzędów, trochę na funkcjonowanie propagandowych machin pokroju TVP, a resztki, o ile jakieś zostaną, na bezrobotnych z gromadką dzieci, uczonych od dziecka, że pieniążków się nie zarabia, pieniążki daje państwo.

Jako obywatele oczywiście tych działań premiera czy rządu nie widzimy bezpośrednio, rzadko kiedy wiąże się to po prostu z obowiązkiem dokonywania przelewów bezpośrednio do państwa – jak na przykład w przypadku spółek komandytowych, które od tego roku objęto podatkiem CIT. Nie, rząd woli obciążać nowymi podatkami przedsiębiorców i to na ich barkach spoczywa ciężar oraz przyjemność pobierania opłat od państwa – jak na przykład w przypadku podatku cukrowego. Obywatel nie płaci niczego naszemu kochanemu rządowi. Po prostu butelka Pepsi w grudniu kosztowała 5,99 zł, a dziś kosztuje 9,69 zł.

To tak zwana magia Morawieckiego

Dziś większość telewizji, gazet i portali internetowych protestuje przeciwko nowemu pomysłowi, jakim jest składka solidarnościowa. To nic innego jak niczym konkretnym nieuzasadniona (skoro jest tak dobrze jak mówi premier Morawiecki) próba zabrania pieniędzy kolejnej grupie osób – tym razem przedsiębiorców z branży medialnej, ich pracownikom i dziennikarzom. Branży, której nierzadko nie jest po drodze z władzą. I choć czasem można odnieść wrażenie, że krytyka ta przyjmuje postać przesadzoną i zideologizowaną (a częściej takiego wrażenia odnieść nie można), to jednak świętą zasadą cywilizowanych demokracji jest szczególna ochrona praw mediów, a nie stosowana w zamian przemoc ekonomiczna.

Kiedy zobaczyłem dziś rano czarny ekran TVN24, Gazeta.pl, Onet.pl, pomyślałem sobie, że jest to naprawdę imponująca forma protestu. Ale zaraz potem pomyślałem z przerażeniem: a co, jeśli im się spodoba? Co, jeśli politycy będą ze wzruszeniem wspominali dzień, w którym wszystkie merytoryczne media w Polsce – zamiast informować – się po prostu wyłączyły?

Dość absurdalnych podatków, byle tylko wyciągnąć pieniądze

Dlatego podjęliśmy decyzję, że choć Bezprawnik stanowczo sprzeciwia się stałej praktyce nakładania kolejnych podatków na różne sektory przemysłu i życia publicznego, będziemy dziś cały dzień informować – o nowych przepisach, zmianach w prawie, ważnych wydarzeniach. Jednocześnie popieramy strajkujące media i doceniamy fakt, że w tak stanowczy sposób zdecydowały się komunikować to zagrożenie – m.in. dla wolności słowa w Polsce – społeczeństwu. Proponowana „składka solidarnościowa” nie tylko nie znalazła przekonującego uzasadnienia, ale też jest absurdalnie wysoka, to już nawet nie jest zabawa w lekki socjalizm, jak miało to miejsce w przypadku daniny solidarnościowej.

Jeśli rząd potrzebuje pieniędzy od mediów, niech zacznie od zaprzestania przekazywania TVP ok. 2 miliardów złotych rocznie.

I pamiętajcie, że kiedy następnym razem premier Morawiecki, zapewniając o fantastycznej kondycji ekonomicznej państwa, podniesie wam podatek dochodowy do 40%, wprowadzi opłatę ekologiczną od ogrzewania kaloryferami, podatek glutenowy, laktozowy, węglowodanowy albo składki ZUS proporcjonalne do przychodu działalności gospodarczej (ale nie mniejsze, niż…), będziecie pytali gdzie są media. A media, o ile będą istniały, zapytają wtedy gdzie byliście, gdy i je próbowano opodatkować.