- Bezprawnik -
- Nieruchomości -
- Kupujesz mieszkanie bez czynszu? Za remont możesz zapłacić za sąsiadów
Kupujesz mieszkanie bez czynszu? Za remont możesz zapłacić za sąsiadów
Co powiedzielibyście na zakup mieszkania o kilkadziesiąt procent taniej, w którym w ogóle nie trzeba płacić czynszu administracyjnego, kosztującego nierzadko kilkaset złotych miesięcznie? Takie ogłoszenie pojawiło się w serwisie Otodom. Wyremontowane lokum w kamienicy w centrum Lublina biuro nieruchomości wycenia na ok. 7 tys. zł za mkw. przy rynkowej stawce rzędu 11–14 tys. zł. Nie każdy wie jednak, że brak czynszu może być potężną pułapką dla kupującego.
Formuła „mieszkanie bezczynszowe” oznacza, że właściciele muszą dbać o budynek sami
Nadużycia z określeniem „mieszkanie bezczynszowe” na rynku pierwotnym są dobrze znane. Z grubsza chodzi o to, że gdy nabywamy lokal od dewelopera, na początku blok nie ma zarządcy.
Dopiero gdy zostanie on wybrany, trzeba płacić czynsz administracyjny. Do momentu sprzedaży większości mieszkań koszty te ponosi deweloper.
Mieszkanie bez czynszu na rynku wtórnym to brak zarządcy
Tymczasem przy kupnie mieszkania z rynku wtórnego lokal bez czynszu to nieruchomość dużego ryzyka. Zazwyczaj oznacza to, że obiekt nie ma zarządcy. Wbrew stereotypom zatrudnienie firmy administrującej blokiem czy kamienicą jest rynkową praktyką, a nie wymogiem prawnym. Gdy jednak właściciele lokali w ogóle nie wybiorą zarządu, sąd może ustanowić zarządcę przymusowego.
Jeśli budynek nie posiada zarządcy, mieszkańcy muszą dbać o niego sami. A to trudno zorganizować, co sprawia, że takie nieruchomości popadają w ruinę. Wówczas właściciele lokali próbują je sprzedać po niskich cenach.
Mieszkania w blokach bez zarządcy przedstawiane są jako atrakcyjne nieruchomości z niskimi kosztami utrzymania
Opis aktualnie oferowanego na sprzedaż mieszkania w Lublinie w serwisie Otodom sugeruje, że ma ono wiele atutów.


Brak administratora został tu przedstawiony jako zaleta, choć w rzeczywistości jest wadą budynku. Dodajmy, że niezależnie od „bezczynszowości” i tak trzeba ponosić koszty mediów, które w opisanym przypadku szacowane są na 400–500 zł miesięcznie.
Największe ryzyko to fundusz remontowy
Jeśli w budynku nie ma czynszu administracyjnego, w teorii prywatni właściciele powinni posiadać wspólne konto w banku i wpłacać na nie środki na fundusz remontowy.
W praktyce dla tego typu obiektów rzadko prowadzi się takie rachunki, a na ewentualne remonty trzeba się zrzucać na bieżąco. Wtedy niejednokrotnie wiele osób nie chce tego robić, przez co prace nie są wykonywane albo ci, którym na nich zależy, muszą płacić za sąsiadów. Jeszcze trudniejsze bywa podejmowanie decyzji w małych wspólnotach mieszkaniowych, gdzie na poważniejsze prace muszą się zgodzić wszyscy właściciele.
Sprzątanie, woda i odpady – obowiązki spadają na właścicieli
Kamienicę lub blok, gdzie nie ma czynszu, zwykle sprzątają też osobiście właściciele. A gdy nie mogą się oni w tej sprawie dogadać, trzeba pogodzić się z brudem na klatce schodowej i nieporządkiem na posesji.
Kolejne potencjalne problemy dotyczą rozliczania wody, wywózki odpadów czy oświetlenia części wspólnych nieruchomości.
Kiedy mieszkanie w budynku bez zarządcy ma sens?
Taki lokal rzeczywiście może być okazją inwestycyjną, ale wyłącznie w sytuacji, gdy sąsiedzi są zaangażowani w dbanie o nieruchomość.
W polskich realiach zdarza się to jednak rzadko. Stąd mieszkania w budynkach bez czynszu i pozbawionych zarządcy to zawsze nieruchomości wysokiego ryzyka.










