1. Home -
  2. Państwo -
  3. Wyrzucony z własnego mieszkania bez wyroku sądu. Tak działa nakaz opuszczenia lokalu

Wyrzucony z własnego mieszkania bez wyroku sądu. Tak działa nakaz opuszczenia lokalu

Domniemanego sprawcę przemocy domowej można z dnia na dzień wyrzucić z domu po to, by jego ofiara czuła się bezpiecznie. Koncepcja jest słuszna. Ustawodawca nie przewidział jednak tego, że ludzie potrafią z premedytacją wykorzystywać prawo przeciwko sobie nawzajem.

Trzy procedury, jeden cel — nakaz opuszczenia mieszkania przez sprawcę

Przemoc domowa to problem tyleż poważny, ile delikatny. Chyba każdy zgodzi się z tym, że jej sprawcę należy odizolować od ofiary. Nie ma też powodu, by ta musiała dodatkowo cierpieć z powodu przestępstwa popełnionego na jej szkodę. Tym zaś byłaby konieczność pośpiesznej wyprowadzki ze swojego mieszkania, kiedy dana osoba odważyła się w końcu zgłosić sprawcę organom ścigania.

Właśnie dlatego ustawodawca przewidział trzy zbliżone do siebie rozwiązania zakładające odwrotną filozofię. To sprawcy można nakazać opuszczenie lokalu mieszkalnego, który zajmuje razem z ofiarą. Jakby tego było mało, musi on także ponosić dalsze koszty utrzymania nieruchomości.

Są to oczywiście środki nadzwyczajne, o charakterze doraźnym i tymczasowe. Tylko czy aby na pewno sprawdzają się w polskiej rzeczywistości prawnej? Co do tego można mieć wątpliwości.

Procedura sądowa z art. 11a ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej

Pierwsze ze wspomnianych rozwiązań znajdziemy w art. 11a ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej. Interesują nas przede wszystkim ustępy 1 i 2 przywołanego przepisu:

Jeżeli osoba stosująca przemoc domową wspólnie zajmująca mieszkanie swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy domowej czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba doznająca tej przemocy może żądać, aby sąd, właściwy według przepisów ustawy z dnia 17 listopada 1964 r. - Kodeks postępowania cywilnego (Dz. U. z 2023 r. poz. 1550, z późn. zm.) o postępowaniu nieprocesowym, zobowiązał ją do opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub zakazał zbliżania się do mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia.

Przepis ust. 1 stosuje się również w przypadku, gdy:

Co jest w tym przypadku ważne to to, że nakaz opuszczenia mieszkania wydaje sąd na wniosek domniemanej ofiary. W grę wchodzi także obowiązek opróżnienia przez sprawcę mieszkania, jeśli ofiara wcześniej z niego uciekła.

Zgodnie z następnymi ustępami sprawca staje się automatycznie zobowiązany ponoszenia opłat za dostawy do tego mieszkania energii, gazu, wody oraz odbiór ścieków, odpadów i nieczystości ciekłych oraz czynsz lub koszty bieżącego zarządzania nieruchomością. Wyjątek stanowi przypadek, gdy musi już płacić ofierze alimenty. Warto przy tym pamiętać, że alimenty na czas określony wciąż pozostają w Polsce postulatem, a nie obowiązującą regułą.

Brak skutecznego środka odwoławczego to wspólna cecha tych procedur

Zacytowany wyżej przepis na pierwszy rzut oka zawiera wszystko, czego potrzeba. Sprawę rozpoznaje sąd. Ofierze zapewnia się środki na utrzymanie mieszkania. Czy aby jednak przypadkiem czegoś nam tutaj nie brakuje?

Domniemany sprawca nie dysponuje żadnym środkiem odwoławczym. Przepisy nie wskazują też, jak długo przymusowe opuszczenie lokalu ma trwać. Jedyna gwarancja, na którą ten może liczyć, jest możliwość zabrania z mieszkania w asyście policji rzeczy osobistych i zwierzęcia domowego, o ile ofiara wyraża na to zgodę. Tymczasem przemoc w rodzinie to — jak orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka — nieludzkie traktowanie, za które należy się odszkodowanie. Uprawnienia ofiar nie powinny jednak oznaczać całkowitego pozbawienia praw domniemanego sprawcy.

Procedura prokuratorska przynajmniej jasno określa czas trwania środka

Drugi przepis to art. 275a §1 i §2 kodeksu postępowania karnego, który określa sposób postępowania ze sprawcą przemocy domowej już po postawieniu jej zarzutów.

§ 1. Tytułem środka zapobiegawczego można nakazać oskarżonemu o przestępstwo popełnione z użyciem przemocy na szkodę osoby wspólnie zamieszkującej okresowe opuszczenie lokalu zajmowanego wspólnie z pokrzywdzonym i jego najbliższego otoczenia lub zakazać mu zbliżania się do pokrzywdzonego na wskazaną odległość, jeżeli zachodzi uzasadniona obawa, że oskarżony ponownie popełni przestępstwo z użyciem przemocy wobec tej osoby, zwłaszcza gdy popełnieniem takiego przestępstwa groził.

§ 2. W postępowaniu przygotowawczym środek przewidziany w § 1 stosuje się na wniosek Policji albo z urzędu.

Tym razem decyzję wydaje prokurator, ale mamy też już do czynienia z oskarżonym. Oznacza to tyle, że zarzuty o stosowanie przemocy domowej są na tyle prawdopodobne, że sprawcy postawiono zarzuty. Formalnie wciąż jest osobą niewinną, ale jej status jest zupełnie inny, niż w pozostałych dwóch przypadkach.

Wspominam o nim głównie dlatego, że w §4 ustawodawca określił, jak długo nakaz opuszczenia mieszkania jest wiążący:

§4. Środek przewidziany w § 1 stosuje się na okres nie dłuższy niż 3 miesiące. Jeżeli nie ustały przesłanki jego stosowania sąd pierwszej instancji właściwy do rozpoznania sprawy, na wniosek prokuratora, może przedłużyć jego stosowanie na dalsze okresy, nie dłuższe niż 3 miesiące.

Procedura policyjna — najłatwiejsza do zastosowania i najbardziej ryzykowna

Mamy wreszcie art. 15aa-ak ustawy o policji, który dotyczy przypadków, gdy domniemaną ofiarę należy natychmiast odseparować od sprawcy. Gdy ustawa antyprzemocowa została uchwalona, to właśnie ten mechanizm budził największe kontrowersje. Zacznijmy od art. 15aa ust. 1:

Policjant ma prawo wydać wobec osoby stosującej przemoc domową w rozumieniu przepisów ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej, stwarzającej zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby doznającej tej przemocy, nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia i zakaz zbliżania się do wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia, zwany dalej "nakazem i zakazem".

Przepis ten należy rozumieć w taki sposób, że nakaz opuszczenia mieszkania wydaje policjant, jeżeli uzna, że rzeczywiście możemy mieć do czynienia ze stosowaniem przemocy domowej. Tym razem traci on moc po upływie 14 dni, o ile sąd nie wydał w przedmiocie sprawy stosownego zabezpieczenia, które w praktyce go przedłuża. Sprawca ma wyjątkowo prawo do złożenia zażalenia w terminie 3 dni od wyrzucenia z mieszkania.

W trybie policyjnym i prokuratorskim nasz domniemany sprawca może też liczyć na wskazanie mu przez policjantów noclegowni. Łaskawość ustawodawcy nie zna granic. Po wejściu w życie nowych przepisów policja była za przemoc domową na bruk gotowa wysyłać domniemanych sprawców natychmiast — bez zbędnych formalności.

Fałszywe oskarżenia i instrumentalne wykorzystywanie prawa

Teoretycznie sprawca wciąż jest osobą niewinną, której powinno przysługiwać całkiem sporo podstawowych praw. Ktoś mógłby w tym momencie spytać, w czym niby tkwi problem. Nie da się ukryć, że mieszkanie objęte nakazem opuszczenia może stanowić wyłączną własność sprawcy, w którym ofiara jedynie pomieszkiwała. Teoretycznie zaś mamy do czynienia z osobą formalnie niewinną. Sąd nie wydał w końcu jeszcze prawomocnego rozstrzygnięcia. Prawdę mówiąc, nie wydał jeszcze żadnego.

Opisane wyżej przepisy byłyby słusznymi rozwiązaniami i w żadnym wypadku nie zamierzam krytykować intencji ustawodawcy. Niestety praktyka bywa dużo bardziej skomplikowana. Zdarzają się osoby, które wykorzystują prawo po to, by maksymalnie uprzykrzyć życie byłemu albo obecnemu partnerowi. Fałszywe oskarżenia o stosowanie przemocy nie są niczym niezwykłym.

Jak daleko sięga ten proceder? Częściowo odpowiedź wskazał niedawno portal zero.pl. Okazuje się, że zarzuty przemocy pojawiają się w co czwartej sprawie o władzę rodzicielską, ale niemal połowa z nich ma charakter instrumentalny. To bardzo dużo. Procedura Niebieskiej Karty, która w teorii ma chronić ofiary, bywa nadużywana jako narzędzie w sporach rozwodowych i walce o opiekę nad dziećmi.

Ochrona ofiar nie może oznaczać pozbawienia praw domniemanego sprawcy

Dodajmy do tego bezwładność wymiaru sprawiedliwości. Rutyna sprawia, że oskarżenia nie są należycie weryfikowane na miejscu. Może się okazać, że jeden z partnerów chce wyrzucić "sprawcę" z mieszkania, w którym "ofiara" nawet nie mieszka, do tego dysponuje własnym lokalem. Komunikacja pomiędzy organami działającymi w ramach trzech różnych procedur kuleje. Postępowania lubią ciągnąć się w nieskończoność. Domniemany sprawca praktycznie nie ma żadnych gwarancji, że zostanie sprawiedliwie potraktowany przez organy ścigania.

Brakuje także chęci do ścigania z urzędu nawet najbardziej oczywistych przypadków fałszywego oskarżenia, o ile sam oczyszczony z zarzutu sprawca nie wykaże się dostateczną determinacją.

Ofiary trzeba chronić przed przemocą domową – to nie ulega wątpliwości. Ochrona ta nie może się jednak obywać z pogwałceniem wszelkich możliwych praw domniemanego sprawcy, jeszcze zanim zostanie ukarany.

Nie twierdzę, że nakaz opuszczenia mieszkania należy wyeliminować. Warto byłoby jednak ujednolicić procedury i zapewnić osobom, które takowy dotknął, przynajmniej najbardziej oczywiste uprawnienia. Przykładem może być prawo do złożenia skutecznego sprzeciwu, jeśli ofiara dysponuje własnym mieszkaniem, albo mieszka zupełnie gdzie indziej.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi