Zabrońmy wreszcie „L-kom” poruszania się w godzinach szczytu!

Gorące tematy Moto dołącz do dyskusji (444) 06.04.2018
Zabrońmy wreszcie „L-kom” poruszania się w godzinach szczytu!

Udostępnij

Mateusz Madejski

Jeśli istnieje piekło, to moim zdaniem wygląda jak ulica w centrum polskiego miasta w godzinach szczytu. Niekończący się korek, zdenerwowani kierowcy, świadomość straconego czasu, wszechogarniająca wszystkich frustracja. I jeszcze ta L-ka, która blokuje ruch! Z korkami wygrać się chyba nie da, ale można sprawić, by nauka jazdy nie odbywała się w godzinach największego szczytu.

Zaledwie kilka dni temu sporą część Warszawy została kompletnie zablokowana, bo… na Trasie Toruńskiej zepsuło się auto. Kierowca nie mógł nim odjechać z trasy, więc musiał samochód zostawić na pasie. Kto zna tę trasę, ten wie, jakie skutki może mieć coś takiego. Pamiętając to wydarzenie, zastanawiam się, o ile korki by się zmniejszyły, gdyby nauka jazdy przenosiła się poza godziny szczytu.

Nauka jazdy – czy naprawdę musi się w najbardziej zakorkowanych porach?

Zna to chyba każdy – ogromny korek, który właściwie się nie porusza. Ludzie zachodzą w głowę, czemu jest aż tak tłoczno. Wypadek? Jakiś niespodziewany remont? A potem okazuje się, że to po prostu L-ka nie może ruszyć.

– Przecież trzeba się gdzieś nauczyć jeździć – ktoś powie. Jasne, przecież sam kiedyś blokowałem ruch na drodze, ucząc się trudnej sztuki ruszania. Jedni to przyswajają szybciej, inni trochę wolniej (ja należałem do tej drugiej kategorii), ale przejść to musi każdy. Co innego jednak gdy ktoś uczy się ruszać na w miarę przejezdnej drodze, a co innego, gdy robi to w porze największych korków.

Nauka jazdy poza szczytem – to nie tylko pomysł wymierzony w korki

Gdyby zabronić poruszania się L-kom po centrach miast tylko na przykład od 8 do 9, to jestem przekonany, że rano jeździłoby się nieco szybciej. Podobnie, jeśliby zakazać tego samego powiedzmy od 16 do 17, wszystkim odrobinę lepiej wracałoby się do domu. Chyba gdyby dwie godziny wypadły z grafików szkół jazdy, to nie byłby wielki problem – zarówno na samych szkół, jak i kursantów.

Jestem pewien, że taki zakaz ograniczyłby także ryzyko stłuczek. Poruszanie się po korkach to w końcu niełatwa sztuka, nawet dla bardzo doświadczonych kierowców. A co dopiero dla tych, którzy stawiają pierwsze kroki! Poza tym, wydaje mi się, bazując na własnym doświadczeniu, że po prostu płynniej można nauczyć się ruszania, gdy droga jest względnie przejezdna. Posyłanie osoby początkującej prosto w wielkomiejski korek to jak rzucanie kogoś od razu na głęboką wodę. Nawet jeśli popłynie, to warto od razu tak kursanta stresować?

Pewnie pojawi się kontrargument, że umiejętność jazdy w korkach jest dziś niezwykle potrzebna. Ktoś złośliwy mógłby dodać, że wielkomiejscy kierowcy dziś rzadko znają inny tryb jazdy. Ale może by tak zarezerwować jazdę w godzinach szczytu tylko na koniec kursu na prawo jazdy? To trochę jak z jazdą po autostradzie. Owszem, trzeba się tego nauczyć, ale chyba nikt nie uważa, że od takiej trasy powinna się rozpocząć nauka jazdy. Ale tym bardziej nie powinna się ona zaczynać od przejazdu po Trasie Toruńskiej o godzinie 8 rano.

444 odpowiedzi na “Zabrońmy wreszcie „L-kom” poruszania się w godzinach szczytu!”

    • A może troszkę grzeczniej? Ja też mam inny, od Mateusza, pogląd w tej sprawie, ale nie jest pierwszą osobą, od której słyszę tego typu opinię. Po to powstał Bezprawnik, by być miejscem ścierania się poglądów, a nie używania sobie w komentarzach.

      • Ty no.. z całym szacunkiem, ale tekst jest po prostu debilny.. jakby nie patrzeć. Inaczej nazwać nie idzie. Bo jak powiedzieć? Idiotyczny? Żeby miało adekwatny wydźwięk? Proste i nie ma się o co obrażać. Bo jak bozię kocham, chciałabym widzieć tych wszystkich „mądrych” wymyślających takie przepisy tu u siebie właśnie w godzinie szczytu i móc zobaczyć jak oni sobie z tematem radzą w praktyce.. na żywym drogowym organizmie. Byłby podejrzewam niezły ubaw.. nie licząc hurtowych dzwonów. ;)

        • To, że pomysł jest głupi, nie znaczy jeszcze, że artykuł jest głupi. Prezentuje argumenty, które się pojawiają w dyskusji publicznej. A gdzie to przedyskutować, jeśli nie na Bezprawniku?

          Nie będę akceptował takich ataków na moich blogerów, daję im swobodę wypowiedzi i mają się czuć w swojej pracy komfortowo. Jeśli ktoś uważa, że artykuł jest debilny, to niech napisze to w białych rękawiczkach.

          • Daj spokój.. gorsze rzeczy przechodziły i co? Nie reagował nikt. Sam z resztą doskonale widziałeś ;)
            Słowo „debilne” nie jest niczym złym. Ba! Jest ono nawet w słownikach takich, jak pwn, więc tym bardziej jest dopuszczone do publicznego, codziennego użytku ;) A nawet nie jest wulgaryzmem. o! ;)
            Owszem.. można użyć jakiś jego synonimów, ale to to już jest czyimś wyborem, a nie musem. Jeśli już w ten sposób całość rozpatrujemy.

        • Normalnie, mandatami, a ciężko ukryć L na dachu. Jak instruktor po 5 mandacie uprawnienia straci to się oduczy wyjeżdżać w godzinach szczytu. Zresztą wątpię, żeby się decydowali na ryzkowanie mandatu, to praca, a nie idealistyczna partyzantka. A podobne przepisy stosowane są od dawna. Np. ograniczenia dla ruchu ciężarowego w miastach w godzinach szczytu. Nie widziałaś ograniczenia np. 16t w określonych godzinach? Jakoś sobie radzą z zakazem, na żywym drogowym organizmie.

          Poza tym nie trzeba tego robić w całym mieście. Wystarczy kilka kluczowych ulic czy rejonów, tak właśnie jak dla ciężarówek.

          • Ty no.. moment.. co Ty w ogóle porównujesz? Jazdę już stricte zawodową do nauki? Gdzie sens, gdzie logika?
            I za co niby mandaty dla szkoleniowców? Porządny szkoleniowiec dba o swoją pracę, zwraca uwagę na to, co się dzieje w ruchu, co robi kursant itd. I adekwatnie do sytuacji reaguje, bo to jego praca i za nią ponosi odpowiedzialność. Więc mi takich czczych bzdetów proszę Cię nie opowiadaj. A jeśli już coś do czegoś porównujesz, to niech ma to z łaski swej przysłowiowe ręce i nogi. :)

          • Już tłumaczę chociaż siły coraz mniej…

            Ciężarówki to samochody robocze służące do pracy, z zawodowym kierowcą-pracownikiem firmy w środku. Ktoś uznał, że ze względu na dobro miasta/kierowców/stanu dróg w niektórych godzinach, na niektórych trasach jest zakaz wjazdu. Za złamanie zakazu jest kara finansowa (za łamanie innych zakazów są np. kary dla firmy). Ciężarówki grzecznie sobie czekają poza miastem, aż przyjdzie godzina, że mogą wjechać. Czasami łamią zakaz ale muszą się spodziewać konsekwencji, tym bardziej że są łatwe do zauważenia.

            L-ki to samochody robocze służące do pracy, z zawodowym instruktorem-pracownikiem firmy w środku. Jeśli ktoś uzna, że ze względu na dobro miasta/kierowców/stanu dróg w niektórych godzinach, na niektórych trasach należy wprowadzić zakaz wjazdu to go wprowadzi. Za złamanie zakazu będzie kara finansowa (może np. kara dla firmy). L-ki grzecznie sobie jeżdżą poza zakazanymi rejonami, aż przyjdzie godzina, że mogą wjechać. Czasami łamią zakaz ale musza się spodziewać konsekwencji, tym bardziej że są łatwe do zauważenia ze względu na duże L na dachu.

            To była odpowiedź na Twoje pytanie: „co? gdzie? kiedy? jak? na żywym drogowym organizmie?”. Tak, na żywym organizmie, tak samo jak dla ciężarówek.

          • Okay.. I co to ma do kwestii przewodniej pt.: „nauka podczas robienia prawa jazdy”? Poza tym zapomniałeś o jednym w tym wyjaśnianiu.. Pojazd z „L” na dachu to pojazd należący również do kategorii „uprzywilejowane”.. a co za tym idzie w szczególnych przypadkach może pod jakiś tam „zakaz” wjechać.
            Po detale odsyłam do kodeksów. ;)

          • Kwestia przewodnia to „zakaz jazdy L-ek w godzinach szczytu”. Twoje pytanie to: „chciałabym widzieć tych wszystkich „mądrych” wymyślających takie przepisy tu u siebie właśnie w godzinie szczytu i móc zobaczyć jak oni sobie z tematem radzą w praktyce.. na żywym drogowym organizmie.” Moja odpowiedź: „normalnie sobie poradzą, tak samo jak z zakazami dla ciężarówek”. Czy jest to słuszne, czy to zrobimy? Nie wiem. Czy jest do zrobienia? Tak. Mam wrażenie, że sama zapominasz co piszesz w swoich postach i czego dotyczą odpowiedzi.

          • Tja.. no to chciałabym to jak najbardziej zobaczyć. Bo jak na razie to gdybasz li tylko. I dalej się mijasz z tematem. Ale co mi tam.. się mijaj. Nie moja broszka ;)
            Nie, mój drogi.. nie mijam. Ja tylko czytam to co mam przed oczami, bez dorabiania historyjek do treści. Taka różnica.

        • Tekst jak tekst (nie czytałem całości bo pomysł krótki i nie wiem po co tyle liter), ale sama idea jest dobra, może nie tyle jako zakaz (bo od razu trzeba by definiować obszary tu wolno, tu nie itd, itp, co z tymi L-kami które akurat odstawiają lub zabierają kursantów w szczycie), ale jako głos rozsądku dla instruktorów – przecież to też normalni ludzie i mogliby trochę bardziej wczuć się w rolę tych którzy akurat wyszli po lub jadą do pracy. Naprawdę, żadna wielka filozofia, trochę zrozumienia. Każde miasto ma obszary na których ruch w godzinach szczytów jest mniejszy i każdy instruktor empirycznie mógłby znaleźć taki swój obszar.

      • I tak napisał bardzo grzecznie biorąc pod uwagę ten głupawy artykuł. Tutaj się cisną jeszcze gorsze słowa na określenie intelektu autora. Dlaczego? Autor artykułu zapomniał o jednej, drobnej i absolutnie nie znaczącej rzeczy, mianowicie. Gdzie ci ludzie mają nauczyć się jeździć? W godzinach szczytu jest najlepsza nauka, bo będą wiedzieć czego mogą się spodziewać w ruchu miejskim. A tak będą spokojnie jeździli – najlepiej pewnie bocznymi drogami – w spokoju, dostaną prawko, wyjadą na miasto (np. powrót z pracy) w godzinach szczytu i co? I nic, bo nie będą wiedzieć jak się mają zachować. Będą jeszcze większe korki i dużo więcej stłuczek, bo ten nie zauważył, a ten nie wiedział, że nie ma pierwszeństwa, do tego dochodzi stres, trąbiący ludzie, jeszcze więcej stresu. Gdyby ktoś wprowadził taki przepis, to byłaby jedna wielka katastrofa. Jeśli autor artykułu nie wziął tego pod uwagę, to powiedzieć, że artykuł debilny, to tak jak nic nie powiedzieć.

    • Ja bym zabronił na początek pisania debilnych komentarzy, twierdzących jakoby ważne artykuły były debilne. Może autor zrobił prawo jazdy, gdy w Warszawie nie było takich korków w godzinach szczytu? Może miał instruktora z wyobraźnią, który starał się najpierw nauczyć kursanta jeździć samochodem zanim wyciągnął go na co ruchliwsze skrzyżowania. Zalecam więcej powściągliwości w swoich niezwykle inteligentnych przemyśleniach.

  1. Historia z mojego kursu.
    Stoję na czerwonym (późna pora, może 20-21).
    Za mną JEDEN samochód.
    Ledwie światło się zmieniło już trąbi.
    Oczywiście, że mi zgasł :D Prawa Murphy’ego to jednak z czegoś powstały.
    Typ za mną już cały czas trzymał rękę na klaksonie.
    Instruktor powiedział wtedy, żebym szybko puścił pedał.
    Zgasł bo musiał zgasnąć.

    Akurat światło się zmieniło na czerwone.
    Typ nie wytrzymał i wyprzedził mnie i przejechał na czerwonym.
    Jak światło się zmieniło na zielone to instruktor powiedział coś w stylu „a teraz zrób to jak należy” i pojechałem.

    Wracając do meritum, uważam, że ograniczenie dla „L”ek nie ma sensu.

    • Właśnie udowodniłeś że zakaz ma sens. I że kierowcy są nerwowi. Jak widzisz zgasł, nikogo to nie zabolało, tylko jakiegoś nerwuska za Tobą. Spokojnie sobie poczekałeś, uspokoiłeś się i ruszyłeś normalnie. To teraz niech się to powtórzy w dwukilometrowym korku w godzinach szczytu i zablokuj 100 aut, z których część naprawdę się spieszy

      • Nie ma sensu, jazdy w korku też się trzeba nauczyć. I lepiej zrobić to w L-ce, z instruktorem obok.

        Świeżo upieczonemu kierowcy, już z prawkiem, też nie raz zgaśnie. Tylko że już nie będzie miał „parasola” w postaci L-ki na dachu, i wszyscy nasi wspaniali królowie szos zatrąbią go na śmierć.

        • Sorry, ale nie przekonujesz mnie. To nie jest jakaś wielka filozofia. Możesz sobie na parkingu przećwiczyć. Jedziesz, stajesz, jedziesz, stajesz, jedziesz, stajesz. Jak potrzebujesz więcej realizmu, od czasu do czasu wuwuzele sobie odpal.

          90% kursantów autostrady, tunelu czy wjazdu na prom nie widziała. Tym bardziej korka nie musi. Zresztą większość nie widzi, bo kursy zalicza w małych miasteczkach czy wioskach. Podobnie jak ci z miasta nie widzą krów spacerujących poboczem, reakcji konia na klakson czy wymijania kombajnu zbożowego na drodze szerokości 3,5 metra.

          • Nie. Nie może tego zrobić. Bo bez czynnika stresogennego jest całkiem inaczej. To napisał Taryf. Poza tym siedzenie na placu to strata czasu i pieniędzy. Jeżeli można coś dopracować w locie.

          • A przeczytałeś resztę? Że większość nigdy do tunelu nie wjedzie z prędkością ponad 100kmh na mokrej nawierzchni? Że kombajnu nie wyminie na wiejskiej drodze? Że mu się koń nie spłoszy przy wyprzedzaniu? To jest dopiero stres i może to powinniśmy uczyć.

            A jakie umiejętności i stres w korku? Stres w korku mają tylko Ci co się spieszą (kierowcy) lub nie umieją jeździć (kursant). Jak się nauczy sprawnie ruszać to i stres mija. To i po co ma się tam uczyć ruszania?

            Siedzenie na placu to starta czasu? Można ruszanie poćwiczyć, zakręcanie, parkowanie, ruszanie pod górkę, cofanie itd. i w każdej chwili na ulicę ruszyć.

            A w korku? Wrzuć jedynkę, gaz, hamulec, gaz, hamulec… Opanowałeś już? Chcesz spróbować czegoś innego? Nie szkodzi. W korku jesteś. Gaz, hamulec, gaz, hamulec…

          • Tak i żaden nie zostanie kierowcą rajdowym w ciągu tych 30h. Okropne.
            Jak się nauczy sprawnie ruszać na placu, nie znaczy, że zrobi to w korku z klaksoniarzami z tyłu. Proponuję zejść na ziemię.

          • „Jak się nauczy sprawnie ruszać na placu, nie znaczy, że zrobi to w korku z klaksoniarzami z tyłu.”

            Większość się nauczy, a mniejszość się douczy potem. Podobnie jak wymijania kombajnu czy jazdy po autostradzie. Tym bardziej, że jednak korek to nie filozofia. A grozi mu tylko obtrąbienie. Lepiej niech w tym czasie poćwiczy parkowanie albo ruszanie pod górkę, bo z tego co wiem ryski na parkingu bardziej zagrażają początkującym kierowcom niż ten straszny korek

          • Większość się nauczy czego? Startowania na pustej drodze?
            Ryskami na parkingu tylko udowodniłeś, że „nauka” jazdy, to nie tylko gaz i hamulec. Już pomijam kompletnie, że parkowanie równoległe i prostopadłe jest częścią kursu i egzaminów. Podobnie startowanie z ręcznego. Więc pretensje już do „wspaniałego” kierowcy bez „L-ki”
            Ale może to ta „mniejszość”?

          • Nauczy się ruszania i hamowania. Od tego się zaczyna. I jest to jedyna umiejętność wymagana w korku. Ryskami na parkingu nic nie udowodniłem, bo brakuje dowodu. Podałem przykład kilku umiejętności które wymagają lepszego szkolenia. Większości z nich kursanci w ogólne nie przećwiczą (mijanie kombajnu), inne przeszkolą za słabo (parkowanie). A wy uparcie się czepiacie, że akurat ruszanie i hamowanie w korku to jest umiejętność koniecznie wymagająca ćwiczenia.

            Miałem kurs w Warszawie, tu zdałem egzaminy i tu teraz jeżdżę. Zgodzę się, że należy przećwiczyć np. ruszanie pod górkę z ręcznego z samochodem za plecami. Ale to się robiło na gen. Maczka o dowolnej porze. W korku spędzałem czas jak instruktor chciał zaoszczędzić albo odpocząć. Zakaz poruszania się w L-ek w godzinach szczytu w określonych miejscach będzie z korzyścią dla szkolenia przyszłego kierowcy jak i dla kierowców stojących w korkach.

          • Napisz mnie gdzie ktoś tutaj napisał, że jest to umiejętność koniecznie wymagająca ćwiczenia. To co jest wymagane w korku, to jest to sprawne ruszanie i hamowanie. Co nie jest w ogóle wymagane na pustej drodze. Przez co osoba która staruje normlanie na pustej drodze, może zacząć się wysypywać w korku. Bo musi to zrobić szybciej. Więc w ogóle nie będąc w korku kija się nauczy i marnuje de facto czas.

            Kurs trwa 30h (nie 20). Więc wypada z niego korzystać jak najlepiej. Nie przećwiczysz wszystkiego po prostu. Np. swojego ubzduranego wyprzedzania/wymijania kombajnu (najczęściej się nawet nie będą mieć w ogóle okazji do wyprzedzenia). Kursant ma się poruszać bezpiecznie. Przez co np. Nie będzie wymuszał pierwszeństwa, by się wcisnąć na drogę szybciej, czy wyprzedzać autobusu na pasach dla pieszych. Ruszanie pod górkę jest ćwiczone tak, że auto nie może zjechać dalej niż chyba 20cm (a najlepiej w ogóle). Więc, co jest z tyłu jest w tym wypadku najmniej ważne (ręczny się puszcza wtedy kiedy auto po prostu rusza). Więc kwestia jest jak z ruszaniem. Ma to być wykonane sprawnie i pewnie. I jest to całkiem inny problem jak zarysowanie samochodu przy parkowaniu. Bo ktoś dał po prostu dupy.

          • Jeśli nie jest koniecznie do ćwiczenia to czemu nie zabronić L-kom wjeżdżanie na uczęszczane tras w godzinach szczytu? Skoro są inne rzeczy bardziej warte przećwiczenia?

            „(kierowca) zaczyna się wysypywać w korku. Bo musi to zrobić szybciej.”
            Tym bardziej niech się uczy na parkingu, instruktor sprawdzi czy robi to wystarczająco szybko. Jeśli ruszanie pod górkę wystarczy na placu, jak chyba to sugerujesz, to tym bardziej wystarczy ruszanie i hamowanie na placu ze stoperem. Zresztą szybkie ruszanie (i hamowanie) jest dość powszechne i uczysz się tego na każdym skrzyżowaniu, szczególnie ze skrętem.

            „Kurs trwa 30h … więc wypada z niego korzystać jak najlepiej. ”
            Dokładnie. Więc uczmy się tego co jest najmniej przećwiczone i sprawia najwięcej trudności. Z doświadczenia własnego i obserwacji wiem, że jest to jednak np. parkowanie czy ruszanie pod górkę. Nie znam nikogo kto miał problemy z korkiem.

            Przykład z ruszaniem pod górkę w trybie ulicznym podałem jako że często pojawiał się argument, że jazdę w korku należy przećwiczyć w stresie, bo samo ruszanie i hamowanie na parkingu nie wystarczy. Z ruszaniem pod górkę się zgodzę, bo jak z tyłu stoi prawdziwy samochód to rzeczywiście pojawia się stres. Poza tym do przećwiczenia tego nie jest wymagane wbijanie się w godzinach szczytu. Oba nie mają zastosowania dla jazdy w korku.

            Podtrzymuję swoje zdanie, że jest wiele innych rzeczy ważniejszych do przećwiczenia niż jazda w korku. Na dzień dzisiejszy jest wykorzystywana najczęściej przez leniwych instruktorów jako zapchaj-dziura zamiast prawdziwego szkolenia kursanta. Jeśli można jej zabronić z korzyścią dla innych kierowców i kursantów, to jestem za.

          • Jakie są inne rzeczy bardziej warte przećwiczenia?
            Instruktor nie sprawdzi. Ludzie inaczej reagują za każdym razem. Nie oceniaj po sobie.
            Na kursie przez 30h nie chodzi oto, aby ćwiczyć parkowanie, ale oto, by człowieczek bezpiecznie poruszał się po ulicach. Stercząc na placu i ćwicząc ruszanie z parkowaniem przez 20h. Nie nauczysz go jeździć po ulicy. Odpowiednio wyczuć sprzęgło i gaz to najlepiej właśnie w trakcie innych ćwiczeń. A na samym kursie jest uczony tak, aby nie skasować nikomu samochodu przy parkowaniu. On, ma zdać egzamin. Jeżeli zarysował, to nie wina tego, że nie przećwiczył. Tylko tego, że po prostu dał ciała. Czy z tyłu stoi samochód to rzeczywiście pojawia się stres. To ja nie wiem. Są dwa problemy. Głównie taki, że powinien zachować bezpieczną odległość. Więc nie powinno być takiego problemu, by się nim przejmować. Szczególnie jeżeli ktoś jeździ L-ką. Bo co do niego należy zachować ostrożność. Leniwy instruktor to jeździ po jabłka, gazety i wykorzystuje kursantów do załatwiania własnych spraw, a stanie w korkach to najmniejszy problem kursów. Ale to już kwestia wyboru szkoły.

          • Korek jest jednak powszechniejszą sytuacją niż wjazd na prom; autostrada czy tunel nie wymagają szczególnych umiejętności.

            Jeśli uczysz się w mieście, to jest spore prawdopodobieństwo, że jeździć też będziesz w mieście.

            I nie, jazda w korku nie polega wyłącznie na tym, że stajesz, ruszasz, stajesz, ruszasz. To również zachowanie na światłach (trzeba się nauczyć oceniać, czy możesz sobie pozwolić na wjazd na skrzyżowanie, czy nie), manewrowanie po pasach w korku, włączanie się do ruchu w korku (wyjazd z bocznej uliczki, wyjazd z miejsca parkingowego). Na pustej drodze nie nauczysz się oceniać odległości ani tego, czy dany kierowca Cię wpuści czy nie.

          • „To również zachowanie na światłach (trzeba się nauczyć oceniać, czy możesz sobie pozwolić na wjazd na skrzyżowanie, czy nie)”

            I tu mnie człowieku przekonałeś, o tym zapomniałem. Tylko dla tego jednego trzeba puścić kursanta w korek. Bo reszta komentarzy jak to w korku musi się nauczyć sprawnie ruszać i hamować w stresie, to żenada była.

      • nie ma sensu kurs na 30 godzin jazdy jak po 3000 i tak niewiele umiesz i w kryzysowej sytuacji walniesz jak każdy

  2. Słaby pomysł. Lki w godzinach szczytu nie robią dużej różnicy, a ilość powodowanych przez nie wypadków nie jest istotna.

  3. A ja uważam, że jeżdżenie w korku niczego nikogo nie nauczy.
    To leniwy instruktor pakuje się w korek. Bo nic wtedy nie ma do roboty. O wiele więcej taki kursant nauczy się jeżdżąc po jakichś osiedlowych uliczkach niż stojąc w korku.

      • I nic więcej. Na osiedlowych uliczkach poćwiczysz skręcanie, poćwiczysz regułę prawej strony, poćwiczysz wreszcie zmiany biegów. W korku nawet zmiany biegów nie poćwiczysz. No i oczywiście można też poćwiczyć parkowanie.

      • Na osiedlowej pustej drodze czy parkingu też możesz się zatrzymać i ćwiczyć sobie ruszanie tak długo jak chcesz, lepiej niż w korku. A jak się znudzi, to możesz poćwiczyć sobie inne rzeczy.

    • I tu się mylisz. Korki dla świeżych kierowców, szczególnie zakorkowane skrzyżowania i jak się na nich zachować to ogromny stres, a stres = błędy, błędy = kolizje albo w najlepszym wypadku jeszcze większe korki.

  4. Mam dla autora i innych sfrustrowanych kierowców rozwiązanie – niech przesiądą się do komunikacji miejskiej. Wtedy zrobi się luźniej i kursanci będą mogli na spokojnie uczyć się jeździć.

    BTW – spóźniliście się, prima aprilis było kilka dni temu.

    • Powiedz to kierowcy karetki, który nie może się przedrzeć przez sztucznie zakorkowaną ulicę. Jestem za zakazem dla eLek w godzinach największego szczytu na wyznaczonych ulicach. Opinie, że taka jazda jest dla kursanta szczególnie pouczająca, bo doświadcza stresu do mnie nie przemawia. Stres można wykreować kursantowi na różne sposoby ;-) Moim zdaniem jest to totalny brak wyobraźni części instruktorów. Przykład: (Przypadek sprzed kilku lat). Bardzo ruchliwa droga z ograniczeniem 70 km/h. Po jednym pasie dla obu kierunków. Pobocza praktycznie brak. Wyjazd z miasta to bardzo długi sznur samochodów, który z przodu tworzy instruktor L, ponieważ kursant prawdopodobnie wyjechał na swój pierwszy raz z prędkością niespełna 30 km/h. W oddali, kilkanaście pojazdów za mną słychać i widać w lewym lusterku ambulans, ale szybko się nie przedrze, bo nie bardzo jest jak uformować korytarz na środku (były też TIRy). Bynajmniej nie mam pretensji do kursanta – każdy z nas zaczynał. Pytanie, czy instruktor robi to świadomie, czy z głupoty. Można przecież w tym czasie, na tej trasie odbywać lekcję z kursantem, który już nie ma problemów z rozwinięciem prędkości 60 km/h na prostej drodze. Niestety podobne przypadki – niekoniecznie z sytuacją awaryjną w postaci blokowanego pojazdu uprzywilejowanego – można mnożyć w całej Polsce.

  5. Bezsensowne posunięcie. A gdzież indziej ma się nowicjusz nauczyć prawideł poruszania się pojazdem w takiej sytuacji? W symulatorze? Na li tylko zajęciach z teorii?
    Poza tym uczeń nie jedzie przecież sam. Ma obok szkoleniowca.. zawodowego kierowcę.
    Więc o czym tu w ogóle dyskusja? Bo nie łapię.
    hheh „..polskiego miasta..”? Bez żartów.. weź i się naucz jeżdżąc tak zwyczajnie nawet po godzinach szczytu w Kolonii na przykład, czy Monachium, nawet Mediolan, albo Rzym, czy Paryż itp. to wtedy pogadamy. Tam prędko wyjdzie cała wiedza i nauka.. nie mówiąc już o umiejętnościach ;) Ja się uczyłam robiąc prawko wieki temu właśnie w Koeln i takiego drogowego kotła jaki jest do dziś tam, to ja nikomu nie życzę. Nawet wrogowi.

    • Może sobie poćwiczyć trochę później np. na 20 lekcji, przez godzinę czy dwie. Ja na swoim kursie startowałem na pl. Bankowym w Warszawie i na dzień dobry stałem w 30 minutowym korku. Co mnie to nauczyło? Tylko instruktor się cieszył, bo odpoczywał, auto się mniej zużywało i spalanie było mniejsze. A czas płynął.

        • No ciekawe… Gdzie więcej spalisz… Czy jak 30 minut postoisz w korku, gdzie przez 80% czasu masz auto stojące na luzie na minimalnych obrotach. Czy jak przez 30 minut będziesz przyspieszał i hamował od 0 do 50km/h piłując na biegu 1,2 i 3.

          Ruszyło kopytko? Jeszcze nie. To tłumaczę dalej. Jak masz do przejechania 100km to korek jest bardzo zły dla spalania. Jak masz gdzieś spędzić 1h (bo tyle trwa lekcja) bez znaczenia ile przejedziesz to najbardziej oszczędzasz paliwo i samochód kiedy: 1) stoisz na parkingu z zapalonym silnikiem 2) stoisz w korku 3) jedziesz ekonomicznie w trasie 4) jedziesz w trybie miejskim

          • Oczywiście, że w korku, ruszanie powoduje zdecydowanie większe spalanie, niż spokojna jazda powiedzmy 90 km/h w trasie. Nie mówiąc już o tym, że w korku sprzęgło bardzo cierpi i zużywa się zdecydowanie szybciej.

          • Ale czaisz, że mówimy o nauce jazdy w mieście? Gdzie instruktor ma do wyboru stanie w korku (owszem trochę przyspieszania jest, ale większość stania) albo tyle samo czasu z kursantem podczas jazdy w mieście gdzie będzie tak samo sprzęgło piłował stale przyspieszając i hamując od 0 do 50kmh i cały czas jechał?

      • Wiesz.. sęk w tym, że na „później” to w życiu takim poważniejszym nieco nie ma czasu. Ani nikt też za to później nie będzie ekstra płacił, skoro jest to ujęte już w etapie zapłaconej nauki. Pragmatyzm się to zwie.

        • Pragmatyzm kursanta mówi, że jak kurs trwa 20 godzin, to lepiej pierwsze 18 godz. spędzić gdzieś indziej, stale jeżdżąc, parkując, skręcając, zmieniając biegi, a ostatnie 2 godziny w korku. A właściwie bez tego korku też się obejdzie, lepiej parkowanie poćwiczyć.

          Pragmatyzm instruktora mówi: wsadzę kursanta na pół godziny do korka, odpocznę sobie, auto mało spali.

          Pragmatyzm kierowcy mówi: jeśli mogę być 5% szybciej w domu, gdyby L-ek nie było, to jest to 5% zaoszczędzonego czasu. Szczególnie, że L-ki się wiele w korku nie uczą

          • A Ty masz pretensje do kogo w tym momencie? Do mnie? Ja nie tworzyłam wam tam systemu edukacji kierowców przecież ;) To to raczej by wypadało drogą pisemną do ustawodawcy. Przynajmniej miało by to jakiś sens.

      • W ogóle jest tego mało, nie tylko w pl. Tutaj w de raz jeden jedyny spotkałam się z czymś takim kilka lat wstecz na pokazach, a tak to posucha kompletna. A byłoby to wielce wskazane jako dodatkowa forma nauki.

  6. Doskonały pomysł. Potem, już z prawem jazdy, ci wszyscy świeżo upieczeni kierowcy władują się w korki, których wcześniej nie mieli jak obłaskawić z instruktorem. Tylko że już nie będą mieli na dachu L-ki, która jasno ostrzega innych użytkowników dróg, że lepiej zachować ostrożność i potraktować pierdołowatą jazdę łagodniej.

    Gnij w korku jak mężczyzna, autorze, zamiast zwalać na L-ki.

  7. Pewnie wprowadzmy przepis, by poruszać się w godzinach szczytu mogły tylko elity,biznesmeni,celebryci itp,wtedy będzie o te 80% luzniej na drogach…..kursant i własciciel L-ki też placi podatki,a jak komuś sie śpieszy polecam rowerek lub śmigłowiec.Drogi publiczne sa dla wszystkich a nie dla wybrańcow,każdy z nas kiedyś zaczynał,a nauka powinna odbywać sie również w okresie wzmożonego ruchu.

      • L to nie ciężarówka,nie te gabaryty i ten ciężar,zabrońmy ,mniej doświadczonym kierowcom jazdy w godzinach szczytu,bo maja zielony listek na szybie,droga jest dla wszystkich,dla stawiajacych pierwsze kroki też.Poza tym, niektórzy z nich, lepiej jeżdzą od tych kierówców uważajacych się, za doświadczonych.

        • „droga jest dla wszystkich”
          Szczytne i chwytliwe hasło, ale niestety nieprawdziwe. Cały kodeks drogowy składa się z nakazów i zakazów. Są zakazy dla jazdy dla ciężarówek w godzinach szczytu? Są. Dlaczego? Żeby odciążyć korki. I co mają robić ciężarówki? Ano nic, czekać. Czy możemy to samo zrobić z L-kami? Możemy. Czy zrobimy? Pewnie nie.

  8. Wiecie co widzę z doświadczenia? Lki na mieście w większości przeszkadzają słabym kierowcom i chamom.
    Jak widzę akcje trąbienia czy mrugania na L to staram się szeryfowi uprzykrzyć życie jak się da, a jestem w tym całkiem niezły:D

    • Sam jeździłem L i w godzinach szczytu na ruchliwej ulicy przeszkadzałem wszystkim, łącznie z sobą. Jedyny kto był zadowolony to instruktor bo przez pół godziny w korku mógł się ponudzić, oszczędzał auto i paliwo, a czas lekcji płynął.

        • Nie jeśli jedziesz na czas. Jak masz do pokonania 100km to tracisz. Ale jak masz przesiedzieć w samochodzie godzinę i przez 80% stać w korku na luzie albo jeździć w tym samym czasie na wysokich obrotach na 2 i 3 to w korku oszczędzasz.

      • Większość ludzi i tak zamula, nie potrafi płynnie jeździć w korku czy nawet normalnie ruszyć na światłach. Więc jedna czy dwie zamulające L nie robią różnicy.

        • Może, ale po co? Wystarczy, że 1 na 10 zgaśnie ( a początkującym L się zdarza częściej) i zablokuje przejazd dla kilkudziesięciu aut na jedną zmianę świateł. To nauka jazdy czy stresu? Mogą sobie w godzinach szczytu parkowanie ćwiczyć.

          • Jeśli od razu wprowadzimy przepis, że jak jest zielone i auto przed nami nie jest już w ruchu i będzie można się w nie władować z winy zamulacza to ok, gwarantuję Ci, że tylko w czasie dojazdu i powrotu z pracy siedziałbym komuś w dupie i to minimum 2 razy.
            Lki muszą sie gdzieś nauczyć i jazda w stresie dla nowego kierowcy to co innego niż jazda po placu czy na pustej drodze w nocy.

  9. Przecież ruszania to się uczy na placu a nie na ulicy. Na ulice wyjeżdza się dopiero po nauce ruszania i jazdy na wprost na placu manewrowym.

  10. Jak praktyczniej i skuteczniej nauczyć się ruszania jeśli nie w korku?Robiąc to na placu manewrowym zużywamy paliwo i podzespoły w warunkach,z którymi się w życiu nie spotkamy.
    Co jest w stanie sprawdzić egzaminator jadąc z egzaminowanym w korku?Czy rusza płynnie?Czy nie wjeżdża na skrzyżowanie nie mając pewności,że je opuści przed zmianą cyklu?
    Egzamin w godzinach szczytu tam,gdzie są korki jest dyskusyjny.
    Nauka nie.

  11. Podobny zakaz powinien objąć kobiety zanim nie uzyskają 50tyś km przejechanych i 5 lat od uzyskania kategorii B.

    • Ja bym dał też zakaz emerytom, rencistom, autom które do 100 wchodzą dłużej niż 8s i w ogóle to wszystkim (oprócz mnie oczywiście).

  12. Abstrahując od tego czy to uciążliwe dla innych czy nie. Kursant poruszając się poza godzinami szczytu przejedzie więcej, wykona więcej manewrów, doświadczy więcej różnych sytuacji jakie czekają go na drogach. A stanie w korkach? To po prostu stracony czas.

  13. Również niesamowicie mnie to irytuje. Sam uczyłem się jeździć poza godzinami szczytu z szacunku do innych uczestników ruchu.

  14. Lepiej widziec oznakowana L’ke w godzinach sczytu niz nieoznakowanego swiezaka ktory nigdy w godzinach szcytu nie jezdzil i nie ma pojecia jak sie zachowac w takiej masie samochodow

  15. Pytanie do autora genialnego kierowcy !
    Gdzie i kiedy mają się uczyć nowi kierowcy ?
    Zapewne sam od razu byłeś mistrzem kierownicy.
    Więcej tolerancji dla uczących się i przede wszystkim więcej kultury od kierowców którzy już posiadają uprawnienia pamiętajcie , że wy też się kiedyś uczyliście.

  16. Lepiej, aby osoby uczące się jeździć stykały się i z tymi trudnymi sytuacjami drogowymi, w końcu wyjdzie tak,że po zakończonym kursie wyjedzie na drogę taki „świeżak” i nie będzie wiedział co robić w przypadkach, które ominięto na kursie. Po to płaci się pieniądze, za godziny, aby obeznać się chociaż w minimalnym stopniu z rożnymi sytuacjami na drodze.

    • To proponuję zamknięte place manewrowe. Ustawić pojazd za pojazdem i korek jak znalazł. Można postać, na jedno wychodzi. Mówiąc trudne sytuacje drogowe, można na placyku zasymulować sobie wtargnięcie pijanych osób na drogę, złośliwego rowerzystę, a nawet protest mieszkańców blokujących przejście drogowe. Wszystko zależy od kreatywności prowadzących szkolenie ;-P A tak na serio, mus to mus, ale lepiej żeby taki świeżak na początek pokręcił odpowiednią dla jego umiejętności ilość godzin na drogach osiedlowych i mniej uczęszczanych. Więcej jazdy i manewrów, mniej stresu. Końcowy etap może być drogowy armagedon.

  17. Tak, wszystko niech leci pod ogarniczenia.
    Może ktoś ma pracę/szkołę/studia i najbardziej pasuje mu właśnie w godzinach szczytu robić kurs? Może przez te 2 godziny, które rzekomo miałoby nie wpływać na szkoły jazdy zabrakłoby instruktorów/wolnych terminów przez co czas szkolenia tylko niepotrzebnie by się wydłużał.

    Najlepiej „cwaniaczyć” jak się ma to prawo jazdy… :)

  18. Ten artykuł pisał chyba kompletny ignorant.
    Ludzie uczący się jeździć też mają swoje zajęcia. Mają chodzić na zajęcia o 10 rano? A może późnym wieczorem, zmęczeni? Jeszcze hipotetycznie mogą spowodować wypadek ze zmęczenia.

    • To w niedzielę niech chodzą. Drogi teraz wymarłe, bo galerie nam pozamykali (i jak tu obcować ze sztuką).

  19. A o co wam wszystkim chodzi każdy z was uczył się jeździć w roznyró godzinach i jak w nocy w dzień i godzinach szczytu a teraz wielcy z was kierowcy teraz co myślą że jeżdżą doskonale a są totalnymi głąbami z wielkim mniemaniem o sobie nawet zawodowy kierowca nie jest doskonałym kierowcą bo każdy z nas uczy się cały czas to niech L-ki jeżdżą nawet w godzinach szczytu bo też się tego muszą nauczyć ja jestem zawodowym kierowcą i mi to nie przeszkadza

    • A ja też jestem zawodowym kierowcą i mi to przeszkadza, więc jest remis… o ile nie jesteś taksówkarzem, bo co to za profesjonalizm snucie się całe życie po tym samym mieście… jak jesteś to ogłaszam 2:1 dla mnie.

  20. Mnie osobiście, najnormalniej w świecie szkoda by było wydawać 40-50 złotych za godzinę jazd bo tyle kosztują dodatkowe godziny (a te w cenie kursu też wychodzą podobnie) i przestać ją w korkach, no ale ja może dziwny jestem. Robiąc prawo jazdy umawiałem się zwykle na godzinę 6 rano albo między 10-14. Już dość się stresował człowiek siadając te pierwsze razy za kierownicę, żeby się jeszcze wku*wiać na korki :P

  21. bzdury. L-ki jadą przepisowo i trzymają większy odstęp. nie pchają się na chama przy zmianie pasa, nie przeskakują na pomarańczowym… a w prawdziwym korku kiedy poruszamy się żabkami nie widzę problemu. bo co za różnica. po prostu L-ki wielu przeszkadzają bo przeszkadzają. takie nastawienie niektórych.

    • 1.) L-ki jadą przepisowo o ile się nie mylą, 2.) problemem nie jest „wpychanie się na chama”, tylko nasza narodowa drogowa przypadłość „przede mnie ch…. nie wjedziesz”. Efekt zablokowany drugi pas. Co do zwężeń praktycznie mało kto praktykuje jazdę do końca i wchodzenie na zakładkę, co jest oczywiste np. w Niemczech. 3.) nie słyszałem o samochodach przeskakujących na pomarańczowym: a.) nie słyszałem o przeskakujących samochodach w ogóle, b.) nie ma takiego światła drogowego jak pomarańczowe. 4.) Poruszanie żabką nie jest większym problemem, sprawne ruszanie na zielonym już tak – przydałoby się więcej sekundników na światłach. 5.) L-ki przeszkadzają, gdy siedzą w nich nieodpowiedzialni instruktorzy, którzy w największy ruch – niekoniecznie korki – rzucają totalnych świerzaków na ich pierwszy raz. Nie mam nic przeciwko L-ką na drogach o dużym natężeniu ruchu o ile kursant wyjeździł odpowiednią ilość godzin i nie ma już problemów z poruszaniem się na osiedlowych drogach. Godziny szczytu w największy ruch ewentualnie pod koniec kursu, chyba że ktoś naprawdę dobrze sobie radzi.

  22. Ale autor wie, że lki to głównie młodzież szkolna?nie wiem jak w systemie 3+3 u kursanta mialaby odpaść jeszcze jedna godzina w środku zajęć.

  23. Apropo Trasy Toruńskiej. Gdyby jakiś dureń nie rozdzielił jezdni Mosto Grota-Roweckiego na tranzytową i lokalną, to takie korki by nie powstawały. Inna sprawa, że obwodnica Warszawy poprowadzona tak blisko centrum powinna mieć nie 3 pasy ruchu a 4-5.

    • Jedyny komunikacyjny ratunek dla Warszawy to bardziej ambitne plany Premiera. Po co nam samochody elektryczne, jak drogi pełne. Czas na elektryczne pojazdy powietrzne. Pokażmy światu, że się da.

  24. W Warszawie L-ki musiały by mieć z pół dnia zakazu jak nie więcej według tej logiki, bo tyle tu praktycznie godziny szczytu trwają.

    Lepiej byłoby coś zrobić z „geniuszami” pchającymi się na ronda i skrzyżowania widząc, że z nich nie zjadą. W przeciwieństwie do L-ek widzę kilku takich dziennie i notorycznie przez takie towarzystwo przesiedziałem w tramwaju ze trzy zmiany świateł, bo na każdej musiał się jakiś baranek blokujący tory trafić …

    • Bo tramwajarze teraz to już nie to co kiedyś. Za moich czasów gdy tramwaje nie mogły się poruszać, umilano czas pasażerom występem artystycznym.

  25. W porannym szczycie jak się ludzie do pracy śpieszą pełna zgoda. Po południu niech sobie jeżdżą kiedyś w końcu przecież muszą sie uczyć jazdy w ruchu.

  26. Inna sprawa, że zdecydowana większość mieszkańców miast porzuciła komunikację miejską. Za moich czasów :-) ojciec jeździł z osiedla do pracy autobusem, podobnie mama. Ja z bratem jeździliśmy na tą samą uczelnię w innym mieście dwoma liniami autobusowymi. Obecnie moi sąsiedzi (nic do nich nie mam i ogólnie ich lubię, ale dobrze oddają statystyczną rodzinę miejską). Mąż, żona + córka na studiach (w tym samym mieście co ja studiowałem) – 3 „samochody” pod blokiem lub okolicy. „Samochodem” nazywam to coś co cudem wydarto złomiarzowi w Niemczech przed zniszczeniem. Ja niestety mam alibi, bo jako serwisant maszyn jednej z korpo muszę poruszać się po 70 000 km rocznie na terenie Południowej Polski. Ostatnio stałem w korku na skutek wypadku ok godz. 8:00, gdzie niemal wszyscy kierowcy podobnie jak ja sami siedzieli w swoich samochodach. Spotykane autobusy na drodze były praktycznie puste.

  27. Należy postawić sprawę jasno. SAMOCHODÓW, a co za tym idzie KIEROWCÓW jest ZA DUŻO na polskich drogach i sytuacja staje się dramatyczna. Należy powiedzieć STANOWCZE NIE pogłębianiu tego kryzysu i zaprzestać dalszego szkolenia nowych kierowców. Czy w innych sektorach tej krainy mlekiem płynącej szkoli się ludzi pomimo, że jest wyszkolonych już za dużo? Czy jest sens, szkolić nowych górników, gdy nie mieszczą się już w kopalniach, a i przed zjazdem na przodek czeka kolejka następnych? Czy jest sens szkolenia nowych rybaków, gdy jest ich więcej niż miejsca na statkach i stoją na pokładach ściśnięci jak na dyskotece. Czy jest sens szkolenia nowych polityków, jak brak już pieniędzy na premie ;-) Odpowiedź brzmi NIE. Zaprzestańmy dalszego procederu psucia państwa. Życie to nie Korona Królów.

  28. Ja ruszania uczyłem się na placu manewrowym. Dopiero jak opanowałem jazdę to pojechałem do miasta. Nie było blokowania i ruszania przez minutę. Dlaczego koniecznie teraz trzeba uczyć ruszania na ulicy? Nawet jeżeli na bocznej osiedlowej drodze to tam także jeżdżą ludzie których wkurza to, że czekają aż taka melepeta ustali które to sprzęgło i gdzie jest jedynka. A jak zdarza Ci się to trzeci raz w tygodniu (a jest dopiero środa) to krew się gotuje.

  29. W USA mistrzowie rajdowi NASCAR nauczeni są skręcać tylko w lewo. U nas zwykły kursant musi wykonać podobnych manewrów o 100% więcej, ucząc się elitarnej sztuki skrętu w prawo.

  30. Szkoda, że autor nie zaznaczył, kiedy i gdzie l-ki mogły by jeździć. Od 23:00 do 6:00 rano, bo wtedy w dużych miastach się nie korkuje? Zaprawdę, mało jest tak rozwijających zajęć jak godzina nauki jazdy spędzona w korku. Żaden myślący instruktor nie będzie się pchał z kursantem w masakryczny korek, jeśli naprawdę nie musi. Bo musi odwieźć kursanta, albo dojechać do placu manewrowego. Temat jest wydumany. Autorowi polecam przyjrzenie się szybkości z jaką kierowcy ruszają ze świateł. Często zapala się zielone, mijają dwie sekundy i rusza samochód, następne dwie – rusza następny. Takie ślamazarne ruszanie powoduje więcej zła niż elki.

    • Na ruszanie ze świateł odpowiedź jest prosta – sekundniki odliczające czas do zmiany świateł. Kierowcy unikaliby gapiostwa (osobiście też tego nie cierpię) oraz ewentualny mandat za przejazd na czerwonym byłby w pełni uzasadniony. Co do instruktorów masz rację częściową. To, że Ty, czy ja nie pchałbym się w korki i np. 80% innych instruktorów, nie znaczy, że nie ma sporej ilości instruktorów bez wyobraźni, którzy skutecznie zaprzeczają tezie nie pchania się w korki. Dużo zależy od kultury osobistej człowieka. To trochę jak z nagminnym zostawianiem kup pupili na trawnikach. Wielu właścicieli twierdzi, że nie muszą sprzątać, bo płacą miastu podatek za psa. Idąc tym tropem rozumowania nasuwa się pytanie, po co chodzić ze śmieciami do osiedlowych koszów? Można by je wsypywać na trawnik przed blokiem, bo ja też płacę podatki, a nawet opłatę za wywóz śmieci. Klocka też można by postawić na trawniku, bo płacę podatek za siebie ;-) Wiele zależy od wychowania człowieka. Ja osobiście ćwiczę podstawy z kursantem na placyku. Później jak już jeździ to osiedle i lokalne drogi. Na koniec większe skrzyżowania, po których lubią kręcić się egzaminatorzy. Oczywiście 100 tysięczne miasto to nie Warszawa.

      • Oczywiście, wszystko to kwestia kultury osobistej, ale też zdrowego rozsądku. Nie można kodyfikować wszystkiego i oczekiwać, że wszystkie problemy rozwiąże przepis prawny.

  31. Problem jest gdzie indziej. Jak 22 lata temu uczyłem się jeździć to było 10 godzin nauki. Na 1 plac i nauka ruszenia a na 2 był opierdol jak w mieście nie jechałem najwyższą dozwolone prędkością (60), nie ruszyłem normalnie to znaczy nie tak jak teraz uczą jakby to była kosiarka do trawy itd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *