Wiceminister finansów zarzeka się, że nie będzie podatku cukrowego. Dlaczego zatem wszyscy o nim piszą?

Podatki Zdrowie dołącz do dyskusji (37) 28.08.2020
Wiceminister finansów zarzeka się, że nie będzie podatku cukrowego. Dlaczego zatem wszyscy o nim piszą?

Paweł Mering

Wiceminister finansów zarzeka się, że nie będzie podatku cukrowego. Dlaczego większość mediów o nim ciągle pisze? No cóż, potato potato. Piotr Patkowski wyjaśnia, że to wcale nie jest podatek, tylko opłata. Tak więc opłata cukrowa jak najbardziej zagości w polskim porządku prawnym.

Nie będzie podatku cukrowego…

… ale będzie opłata cukrowa. Do tzw. podatku cukrowego przylgnęła taka właśnie nazwa, bo jest to pewna danina publiczna.

„Gazeta.pl” przywołuje słowa wiceministra finansów Piotra Patkowskiego wypowiedziane podczas rozmowy w Radiu WNET. Wiceminister wyjaśnia, że żadnej podwyżki podatków nie ma, bo podatek cukrowy podatkiem nie jest. Jest opłatą, co następnie precyzyjnie wyjaśnia.

[opłata cukrowa – red.] będzie wpływała do budżetu państwa, tylko do budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. W związku z tym my ją oczywiście widzimy w sektorze finansów publicznych, ale w budżecie ona jest niewidzialną pozycją, bo ten strumień pieniędzy będzie kierowany gdzie indziej

Andrzej Duda podpisał w czwartek ustawę, która wprowadza podatek cukrowy – przepraszam, opłatę cukrową – więc ceny produktów – z cukrem, bez cukru, a także niektórych alkoholi – będą po prostu wyższe.

Trudno się jednak z wiceministrem nie zgodzić. W skład danin publicznych wchodzą zarówno podatki, jak i opłaty. Czym się różnią? W tym wypadku trudno wskazać. Wiceminister tłumaczy to tak, że opłata oznacza finansowanie NFZ, więc pewnie środki będą celowo wykorzystywane na walkę z otyłością. Podatki trafiają do budżetu państwa, przez co ich dalsze rozdzielanie stanowi nieco bardziej skomplikowany proces.

Nieśmieszny żart?

Wprowadzenie opłaty jest raczej mało śmiesznym żartem, bo Andrzej Duda, ale i Zjednoczona Prawica w ogóle, zarzekali się, że podatków nie będą wprowadzać. No i nie wprowadzają podatku, a opłatę. Formalnie różnica jest istotna, więc obietnicy dochowano. Nikt przecież nie mówił, że nie będzie obciążać obywateli kolejnymi daninami publicznymi.

Samo rozwiązanie jest zasadniczo irracjonalne. Nie dość, że podatek cukrowy obejmie słodziki, to przy okazji realizuje wyjątkowo pokrętną politykę prewencji alkoholowej, wpływając na zwiększenie cen alkoholi w małych objętościowo opakowaniach.

Sama polityka walki z otyłością, która jako pierwszy problem wskazuje cukier, jest mało sensowna. Oczywiście, że redukcja spożytych kalorii (i długotrwałe utrzymywanie ujemnego bilansu kalorycznego względem zapotrzebowania) powoduje spadek masy ciała. Problem jest jednak dużo bardziej skomplikowany.

W tekście pt. Otyłość dzieci a władza rodzicielska wskazywałem na ogromny problem z brakiem wiedzy dot. podstaw żywienia. Colę zero uznaje się za „zabójczą chemię”, natomiast ociekający tłuszczem kotlet wieprzowy, podany z podsmażonymi ziemniakami ze skwarkami, traktuje się jako „zdrową, swojską kuchnię”.

Tradycyjna polska dieta (ta powszechnie uznawana za tradycyjną, nie faktycznie tradycyjna) stanowi dużo większe zagrożenie dla zdrowia w kontekście zarówno kaloryczności, jak i kancerogenności, niż cukier jako taki.