1. Home -
  2. Technologie -
  3. Nie jestem wielkim fanem generowania obrazów w AI, ale jeśli zmiecie to płatne pseudoaplikacje do edycji zdjęć, to jestem za

Nie jestem wielkim fanem generowania obrazów w AI, ale jeśli zmiecie to płatne pseudoaplikacje do edycji zdjęć, to jestem za

Ile to ja już obietnic się naczytałem o tym, jaki to świat będzie wspaniały po wprowadzeniu narzędzi AI wszędzie gdzie się da. Może i tak będzie, ale do prawdziwego wdrożenia na szeroką skalę dzielą nas lata. Skupmy się na czymś prostszym, przyziemnym – edycji zdjęć.

Jakub Bilski20.11.2025 11:15
Technologie

Płatne aplikacje na smartfona

Jeszcze dobre kilka, kilkanaście lat temu, weryfikacja wrzucanych aplikacji na sklep Google Play była dość marna. Co chwilę mogliśmy usłyszeć o wirusach kryjących się pod postacią narzędzi codziennego użytku. Bardzo często były to właśnie edytory zdjęć, które np. zmieniały nam fryzurę, oczy i inne aspekty naszego wyglądu. Nie dość, że były płatne, działały fatalnie, to jeszcze szkodziły.

Dziś jest już trochę lepiej – przynajmniej pod względem bezpieczeństwa. Oczywiście nie udało się wyeliminować wszystkiego, bo nadal czasami obija mi się o uszy, aby nie instalować jakiejś aplikacji z oczywistych powodów. Nie zniknęły za to fatalne aplikacje, nazywające siebie profesjonalnymi edytorami zdjęć. Nie zrozummy się źle – nie mówię teraz o takich aplikacjach jak Snapseed, Adobe Lightroom Mobile, InShot czy Canva. To bardzo dobre, nieszkodliwe aplikacje, z których sam korzystam.

Istnieje jednak również ta ciemna strona aplikacji edytujących nasze zdjęcia. Przepraszam, powinienem napisać „edytujących”, bo to, co czasami widziałem, wywoływało u mnie jeden wielki śmiech. Sztuczne, nienaturalne kolory, fryzury wzięte z kosmosu (wklejone na gotowca bez jakiegokolwiek wyprofilowania pod daną osobę), makijaże robione chyba farbami plakatowymi. A za to wszystko żądają sobie jeszcze pieniądze. Lepiej nawet nie myśleć, ile ludzi nabiera się na to, zapomina lub nie wie jak zrobić zwrot pieniędzy i jednocześnie nabija popularność takiemu antyoprogramowaniu.

Jest nadzieja na lepsze jutro

Odkąd politycy odkryli, że doskonałym elementem udobruchania własnych elektoratów będzie wrzucanie pożałowania godnych grafik wygenerowanych w AI, przestałem darzyć sympatią wszelkiego rodzaju generatory. Nie jest to nienawiść, ale zwykła obojętność. Kiedyś sprawiało mi to pewną zabawę, ale teraz jest zupełnie odwrotnie – generuję wtedy, gdy naprawdę już muszę.

Jak spojrzycie sobie w moje pierwsze artykuły na Bezprawniku, to nawet kilka z nich ma wrzuconych jako grafikę tytułową obrazy wygenerowane przez AI. To przez chwilę było modne. Dzisiaj zastępowanie prawdziwych zdjęć przez te wygenerowane w AI jest coraz częściej synonimem obciachu. Uważam jednak, że pomimo tego, rozwój generatorów obrazów może przynieść trochę dobrego.

Chodzi mi właśnie o wcześniej wspomniane, nieszczęsne pseudoaplikacje. Nie dość, że nie działają, to jeszcze pobierają nasze dane w nieznane miejsca. Jeśli do świadomości ludzi przeniknie fakt, że za pomocą kilku słów we własnym języku będą mogli w sprawdzony sposób edytować swoje zdjęcia, to świat aplikacji stanie się lepszy. Pseudoaplikacje do zmiany fryzur stracą po prostu rację bytu.

Zresztą spójrzcie sobie na powyższy przykład. To wygląda całkiem nieźle – wizualizacja została wykonana w google’owskim Nano Banana. Działa? Działa. Czy mogłoby działać lepiej? Może i by mogło, ale miejmy z tyłu głowy postęp, jaki wykonały generatory obrazów AI w ostatnich latach. Jeszcze kilka lat temu generowaliśmy pokraki, ledwo przypominające ludzi. Dzisiaj czepiamy się już o to, że kilka kosmyków włosów leży nie w tym miejscu. Kto wie, co będzie za kolejne kilka lat.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi