„Wałęsa, oddaj nasze sto milionów” – historia precedensowej uchwały Sądu Najwyższego. Czy obietnice wyborcze są zobowiązaniem, z którym możemy iść do sądu?

Prawo dołącz do dyskusji (34) 10.12.2020
„Wałęsa, oddaj nasze sto milionów” – historia precedensowej uchwały Sądu Najwyższego. Czy obietnice wyborcze są zobowiązaniem, z którym możemy iść do sądu?

Paweł Mering

„Wałęsa, oddaj nasze sto milionów” – te słowa z utworu Kazika pt. „100 000 000” znane są zapewne większości czytelników. Najpewniej także większość z was doskonale pamięta z czym się one wiążą. Mało kto jednak interesował się uchwałą Sądu Najwyższego, który w przedmiotowej sprawie miał okazję się wypowiedzieć. Obietnice wyborcze a prawo.

Obietnice wyborcze a prawo

Jak przypomina „TwojaHistoria.pl”, dnia 3 października 1990 roku podczas posiedzenia Komisji Krajowej „Solidarności”, Lech Wałęsa powiedział:

Ludziom trzeba oddać to, co im komuniści ukradli. Rozdajmy każdemu czeki na 100 mln zł, za które będzie można kupić przedsiębiorstwa czy domy. Dajmy Polskę Polakom, zamiast sprzedawać ją Amerykanom, którzy chcą pozamykać 75% przedsiębiorstw i zwolnić ludzi

Następnie w trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej te słowa nabrały rangi obietnicy wyborczej, zaś tuż przed samymi wyborami Wałęsa obiecał, że 100 milionów to w sumie nie da, ale pożyczy. Dwa dni przed wyborami w Lublinie stwierdził jednak (znów za wskazanym wyżej portalem), że

[…] dawanie 100, a nawet 500 mln zł „w wersji polityków za 5 groszy” jest śmieszne. A ja to wykonam, daję słowo, że wykonam

Lech Wałęsa wybory – jak wiadomo – wygrał, Prezydentem RP został, zaś 100 milionów nikomu oczywiście nie dał. Zapewne większość Polaków uznała, że obietnica wyborcza to tylko obietnica wyborcza, zaś sam Lech Wałęsa znany był i jest z wielu oryginalnych wypowiedzi.

W grudniu 1995 roku mieszkaniec jednego z małopolskich miast uznał jednak, że 100 000 000 milionów złotych, to mu się jednak należy. Prezydent obiecał, a nie dał. Sprawa trafiła do sądu.

„Wałęsa, oddaj moje 10 00(0) zł”

Józef G., mieszkaniec małopolskich Kęt, pozwał Lecha Wałęsę o zapłatę 1000 zł (sto milionów starych złotych wyniosło po denominacji dziesięć tysięcy złotych), także kwoty wynoszącej dziesięć procent tego co według obietnicy wyborczej mogłoby się należeć.

Tak też do Sądu Rejonowego trafił pozew o zapłatę, zgodnie z którym

[…] pozwany Lech W. publicznie głosił podczas kampanii wyborczej, że w razie wybrania go na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej każdy Polak otrzyma po 100.000.000 złotych.

Jak powszechnie wiadomo

pozwany objął urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, jednakże sprawując go, przyrzeczenia nie dotrzymał.

Powód ponadto stwierdził, że

w tej sytuacji doszła do skutku umowa pomiędzy pozwanym a społeczeństwem, w tym – powodem, w której pozwany zobowiązał się do określonego świadczenia pieniężnego w wypadku osiągnięcia sukcesu wyborczego.

Sąd Rejonowy wydał wyrok zaoczny, w którym uwzględnił roszczenie powoda. Sprzeciw od wyroku złożył pozwany, zarzucając niedopuszczalność drogi sądowej poprzez uznanie, że nie jest to w istocie sprawa cywilna.

Nieoczywisty charakter sprawy

Sąd Rejonowy następnie wydał postanowienie, zgodnie z którym oddalił zarzut niedopuszczalności drogi sądowej, stwierdzając, że przepisy ustawy regulującej wybór Prezydenta RP nie wyłączają możliwości dochodzenia roszczeń majątkowych na gruncie procesu cywilnego. Na to postanowienie zażalenie złożył pozwany, więc sprawa trafiła do Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku.

Sąd Wojewódzki w Gdańsku nie do końca pewny był tego, jaki charakter ma przedmiotowa sprawa. Skierował więc, zgodnie z ówczesnym art. 391 k.p.c., pytanie prawne do Sądu Najwyższego o treści:

Czy hasła wyborcze, będące częścią składową kampanii wyborczej, mogą być źródłem zobowiązań cywilnoprawnych, a w związku z tym, czy dopuszczalne jest dochodzenie na drodze sądowej roszczeń, których źródło tkwi w hasłach wyborczych?

Skutkiem tego pytania jest słynna uchwała Sądu Najwyższego, z treści której pochodzą powyższe cytaty (III CZP 72/96). Rozwiała ona wątpliwości Sądu Wojewódzkiego – i opinii publicznej.

Uchwała III CZP 72/96

Par. 1 art. 919 Kodeksu cywilnego stanowi, że

Kto przez ogłoszenie publiczne przyrzekł nagrodę za wykonanie oznaczonej czynności, obowiązany jest przyrzeczenia dotrzymać.

W sprawie problemem jednak nie był sam prawny charakter przyrzeczenia publicznego, a to czy obietnica wyborcza do niej należy. Inaczej mówiąc – czy obietnica wyborcza jest w istocie przyrzeczeniem publicznym.

Sąd Najwyższy stwierdził, że wprawdzie

nie można przeoczyć, że w ramach kampanii wyborczej mogą zaistnieć zdarzenia prawne, stanowiące źródło roszczeń cywilnoprawnych, o czym przekonuje chociażby art. 82 ustawy z dnia 27 września 1990 r. o wyborze Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej (Dz. U. Nr 67, poz. 398), a także poprzedzające go przepisy art. 80 i 81 tej ustawy.

SN wyjaśnił, że chodzi tutaj o cywilnoprawną ochronę osób pokrzywdzonych lub poszkodowanych wskutek prowadzenia kampanii wyborczej czy też o możliwość dochodzenia roszczeń z tytułu naruszenia dóbr osobistych czy praw majątkowych. Powyższa ustawa nie odnosi się jednak do niespełnienia obietnic wyborczych.

Obietnice wyborcze a prawo – na pewno nie cywilne

Sąd Najwyższy uznał zarazem, że

obietnice wyborcze nie powodują skutków cywilnoprawnych.

Obietnice wyborcze nie powodują skutków cywilnoprawnych, bo nie są zdarzeniami prawnymi w rozumieniu źródeł zobowiązania cywilnego. SN dokonał rozłożenia teoretycznej konstrukcji czynności prawnej stwierdzając, że istotnym elementem takiej czynności jest wola wywołania skutków prawnych – chodzi o zmianę, powstanie lub ustanie określonego stosunku.

Sąd Najwyższy stwierdził, że

[…] głosząc obietnice, kandydat wyraża jedynie gotowość urzeczywistnienia w granicach przypisanych do danego urzędu uprawnień oraz w ramach możliwości politycznych prezentowanego programu wyborczego, czym zachęca wyborców do opowiedzenia się za jego kandydaturą.

Obietnice wyborcze w rozumieniu SN nie są zdarzeniami prawnymi, a stanem faktycznym. Ponadto w uchwale stwierdzono, że przyjęcie odmiennego stanowiska skutkowałoby konsekwencjami w postaci licznych sporów sądowych.

Teza uchwały jest zatem jasna:

Nie jest dopuszczalne dochodzenie na drodze sądowej spełnienia obietnic wyborczych.

Sąd Najwyższy w skrócie uznał, że obietnica wyborcza nigdy nie może być podstawą dochodzenia roszczeń w sprawie cywilnej, bo nie jest czynnością prawną. Lech Wałęsa nie złożył społeczeństwu oświadczenia woli, a to, co politycy podczas kampanii wypowiadają, należy traktować jako czystą retorykę.

34 odpowiedzi na “„Wałęsa, oddaj nasze sto milionów” – historia precedensowej uchwały Sądu Najwyższego. Czy obietnice wyborcze są zobowiązaniem, z którym możemy iść do sądu?”

    • Wyrok jest całkowicie słuszny i zasadny. Przyrzeczenie publiczne nie wchodzi w grę, bo nie obejmuje sytuacji, gdy ktoś obiecuje komuś coś dać bez żadnego świadczenia wzajemnego (innymi słowy darować). Nie dotyczy to tylko kampanii wyborczych – jeśli obiecam, że bez żadnej podstawy prawnej podaruję ci 1000 zł, to nie przysługuje ci z tytułu tej obietnicy żadne roszczenie.

      • Ale jak polityk obieca nie wiem, walczyć o swobodniejszy dostęp do X, a zagłosuje za ograniczeniem dostępu do X, to powinien podlegać odebraniu mandatu.

        Poseł z samej genezy słowa powinien być reprezentantem swoich wyborców i ich poglądów, a nie własnego widzimisię.

      • bo nie obejmuje sytuacji, gdy ktoś obiecuje komuś coś dać bez żadnego świadczenia wzajemnego

        To bycie wybranym w wyborach nie jest tu świadczeniem wzajemnym ? Zwłaszcza,że bycie wybranym na stanowisko państwowe przecież wiąże się również z określonymi korzyściami materialnymi.

        Bzdura Gwidon. Wyrok SN jest skandaliczny – realizowany pod polityków i w ich interesie.

        I nie,nie uważam żeby handlowanie głosami w wyborach było dobrą praktyką – powinno być oczywiście zakazane i surowo karane – niezależnie czy ktoś obiecuje kiełbasę,flaszkę wódki,500+ czy 100 milionów/10 tysięcy zł po denominacji za głos w wyborach.

        • Ale trudno raczej uznać to za umowę między obywatelem a politykiem. Prędzej ze społeczeństwem. Takie rzeczy powinny być po prostu karane z urzędu.

  1. Przecież to jest umowa ustna – on mówi: zagłosujcie na mnie, to ja zrobię X.
    No i ja głosuję, a potem on swojego słowa już nie dotrzymuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *