Podatek dla mężczyzn w Szwajcarii to taka ostateczna forma zastępstwa za służbę wojskową
Niejednokrotnie pisałem na Bezprawniku, że konstytucyjna zasada równości wobec prawa należy do najczęściej ignorowanych przez polskiego ustawodawcę. Przepisy dyskryminują albo faworyzują określone grupy tak często, że często nawet nie zauważamy, że jest w tym coś złego. Przykłady można by mnożyć: podatek za psa, nierówny wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, różne zasady dostępu do publicznej opieki zdrowotnej uzależnione od formy zatrudnienia. Wydawać by się mogło, że takie rozwiązania to tylko polska specyfika. Okazuje się jednak, że także w innych krajach znajdziemy bardzo podobne rozwiązania.
Adam Gwiazda zwrócił w czwartek uwagę na swoim profilu w serwisie X na obowiązujący w Szwajcarii specjalny podatek dla mężczyzn. Wcale nie chodzi o jakąś wariację na temat polskiego bykowego, o którego niekonstytucyjności wielokrotnie pisaliśmy. Danina ta nazywa się „Wehrpflichtersatzabgabe":
W Szwajcarii istnieje podatek od płci. Mężczyźni płacą, kobiety nie. Nazywa się Wehrpflichtersatzabgabe i wynosi 3% dochodu przez 11 lat.
Jak to możliwe? Już wyjaśniam. Służba wojskowa jest w ojczyźnie Wilhelma Tella obowiązkowa dla mężczyzn, ale dobrowolna dla kobiet. Całkiem niedawno, bo w referendum z listopada 2025 r., 84% głosujących odrzuciło rozszerzenie „służby cywilnej" na kobiety.
Jednak nie wszyscy Szwajcarzy służą w wojsku. Mężczyźni zwolnieni lub nieukończający służby muszą płacić „podatek od zwolnienia ze służby wojskowej" (Wehrpflichtersatzabgabe). Wynosi on 3% dochodu, a minimum 400 franków rocznie, przez 11 lat, zazwyczaj od 19. do 30. roku życia. Kobiety nie podlegają temu podatkowi, bo służba nie jest dla nich obowiązkowa.
W praktyce działa to dokładnie tak, jak opisuje Adam Gwiazda. Co ciekawe, podstawę prawną istnienia podatku zastępczego zamiast służby wojskowej stanowią przepisy szwajcarskiej konstytucji. Mam na myśli jej art. 59:
Każdy Szwajcar jest obowiązany do pełnienia służby wojskowej. Ustawa przewiduje cywilną służbę zastępczą.
Dla Szwajcarek służba wojskowa jest ochotnicza.
Szwajcarzy, którzy nie odbywają ani służby wojskowej, ani służby zastępczej, są zobowiązani do uiszczenia opłaty. Zostanie ona ustalona przez Federację, a wymierzona i pobierana przez kantony.
Federacja wydaje przepisy o odpowiednim ekwiwalencie za utracony zarobek.
Osoby, które odbywają służbę wojskową lub zastępczą i poniosą przy tym szkodę na zdrowiu lub utracą życie, mają roszczenie wobec Federacji o odpowiednie świadczenie dla siebie lub swoich najbliższych.
Szwajcarom najwyraźniej nie przeszkadza brak równości wobec prawa względem Szwajcarek
Na uwagę zasługuje oczywiście to, że typowy Szwajcar może się wymigać od podatku nie tylko poprzez służbę wojskową w sensie ścisłym. Wiemy już, że tamtejsze prawo jak najbardziej przewiduje służbę zastępczą. Nie różni się ona jakoś bardzo od jej polskiego odpowiednika. Młody mężczyzna może uwolnić się od obowiązku służby wojskowej poprzez wykonywanie prac w instytucjach cywilnych, które służą szeroko rozumianemu dobru publicznemu. Haczyk tkwi w tym, że służba cywilna jest dłuższa od wojskowej. Młodzi Szwajcarzy bardzo sobie jednak cenią taką możliwość.
Podatek zastępczy zamiast służby wojskowej wchodzi w grę dopiero wtedy, kiedy Szwajcar nie wykonuje ani jednego, ani drugiego. Istnieją również ustawowe zwolnienia od Wehrpflichtersatzabgabe, które obejmują przede wszystkim przypadki związane z niepełnosprawnością. Zwolnieni są także członkowie parlamentu federalnego i osoby, które poniosły uszczerbek na zdrowiu w trakcie służby wojskowej albo cywilnej.
Czy jest to rozwiązanie niesprawiedliwe? Jak najbardziej. Pamiętajmy, że służba wojskowa jest obowiązkowa wyłącznie dla Szwajcarów. Szwajcarki nie muszą sobie zaprzątać głowy nawet formami zastępczymi. Ktoś mógłby się w tym momencie zastanowić, czy szwajcarska konstytucja również zakłada równość wobec prawa. Odpowiedź jest jednoznaczna: owszem, w swoim art. 8. W art. 9 znajdziemy nawet zakaz dyskryminacji także ze względu na płeć. Trzeba jednak pamiętać, że art. 59 stanowi przepis szczególny „nadpisujący" te ogólne.
Podatek dla mężczyzn brzmi absurdalnie, ale w praktyce zapewne nie jest tak uciążliwy. Różnice w traktowaniu obydwu płci są jednak oczywiste. Można je śmiało porównać do naszego zróżnicowanego wieku emerytalnego, który stanowi dla pań z jednej strony przywilej, a z drugiej pułapkę. Owszem, kobieta może przejść na emeryturę w wieku 60 lat. Jeżeli jednak to zrobi, to powinna się liczyć z dużo niższym świadczeniem niż w przypadku mężczyzny, który zrobi to w wieku 65 lat. O skali tego problemu pisaliśmy na Bezprawniku wielokrotnie – niższy wiek emerytalny kobiet to tylko pozorny przywilej, bo przekłada się na dramatycznie niższe świadczenia. Obydwa rozwiązania na pierwszy rzut oka łączy to, że sprawdzały się w konserwatywnym społeczeństwie, w którym role płciowe były ściśle przypisane: mężczyzna zarabia na rodzinę i broni ojczyzny, a kobieta ewentualnie sobie dorabia w przerwie na zajmowanie się domem i rodzeniem dzieci. Ten świat w dużej mierze już nie istnieje na skutek przemian kulturowych, których rezultatem jest między innymi kryzys demograficzny w Polsce.
W obydwu przypadkach mamy jednak do czynienia z nierównościami, które jakoś nie przeszkadzają społeczeństwom. Szwajcarzy rzeczywiście odrzucili niedawno pomysł objęcia kobiet obowiązkową służbą wojskową, co w praktyce oznaczałoby dla nich zwykle służbę cywilną. Polacy zaś są podzieleni w kwestii zrównania wieku emerytalnego. Sondaż przeprowadzony przez firmę No Fluff Jobs z kwietnia zeszłego roku sugeruje, że 40 proc. z nas jest „za", a 39 proc. „przeciw". Co ciekawe, wśród młodych Polaków poparcie dla zrównania wieku emerytalnego sięga już 54 proc. – zmiana pokoleniowa może więc z czasem przełamać ten pat.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj