Taka sytuacja. Kobieta zgłaszała przestępstwo. Policjant wytłumaczył jej, że do tego przestępstwa nie doszło i miał rację. Niestety popełniono inny czyn karalny, którego kobieta po prostu nie umiała nazwać. Policjant mógł zignorować sprawę z racji… zbyt filozoficznego podejścia. Gdzie był błąd? 

Podobno Bezprawnik uprawia tzw. street law co bardzo mi odpowiada. Lubię bowiem szukać problemów na ulicy, a częściej w autobusach, pociągach lub sklepach. Zwykle korzystam z okazji by rozmawiać z nieznajomymi albo po prostu słuchać jak rozmawiają. Dowiaduję się ciekawych rzeczy.

Historia pewnego usiłowania

Niedawno starsza pani opowiedziała mi jak o mało nie padła ofiarą oszustwa. Zadzwonił do niej człowiek, który znał jej dane. Ten człowiek oznajmił, że powinna udostępnić swoje mieszkanie do celu przeprowadzenia pewnej akcji policyjnej. „Funkcjonariusze” mieli się u niej pojawić niebawem aby sprawdzić zdatność mieszkania do tej akcji.

Kobieta bez problemu wyczuła, że była to próba oszustwa metodą „na Policjanta”. Powiedziała rozmówcy co o nim myśli. Następnie zadzwoniła na Policję (taką prawdziwą) i opowiedziała sytuację dyżurnemu. Bardzo się zdziwiła, gdy od policjanta usłyszała:

Rozumiem, ale co my niby mamy zrobić? – spytał policjant.
To było oszustwo! Chciałam zgłosić oszustwo – odparła starsza pani.
Nie. To byłoby oszustwo gdyby panią oszukano. Tak naprawdę nie było oszustwa!
No jak to nie?
Nie. Przecież pani nie oszukano! Gdyby Pani się dała nabrać to byłoby oszustwo…

Oczywiście nie wiem czy dokładnie takie słowa padły w rozmowie, ale tak zrelacjonowała to moja rozmówczyni. Twierdziła, że jeszcze kilka razy przekomarzała się z policjantem na zasadzie „było oszustwo – nie było oszustwa”. Wreszcie rzuciła słuchawką rozeźlona.

Panie władzo! Usiłowanie się ściga!

Nie trzeba być wybitnym prawnikiem by zrozumieć co się stało. Rzeczywiście nie było oszustwa, ale w Polsce karalne jest także usiłowanie. Policjant powinien się tym zainteresować tym bardziej, że mamy istną plagę oszustw typu „na wnuczka” lub „na policjanta”. Co więcej,  osoba podająca się za policjanta musiała zostawić ślady, wynikające choćby z użycia telefonu.

Czyżby polska policja nie ścigała osób usiłujących wyłudzać „na policjanta” lub „na wnuczka”? Mam czarny pas w Google więc bez problemu odnalazłem komunikat policji na temat zarzutów dla pewnej osoby usiłującej dokonania takiego przestępstwa. Zaraz później trafił się kolejny komunikat na ten temat. Policja najwyraźniej ściga za takie usiłowania, ale z jakiegoś powodu moja rozmówczyni trafiła na funkcjonariusza… no właśnie? Jakiego? Nieoświeconego czy może złośliwego?

Nieszkolony czy źlośliwy?

Funkcjonariusz mógł nie wiedzieć, że usiłowanie jest karalne. Tylko, że funkcjonariusz powinien wiedzieć takie rzeczy. Inna rzecz, że skoro policjant przyjął w rozmowie postawę godną profesora filozofii, skoro odróżniał nie-oszustwo od oszustwa to jednak powinien być świadom zagadnień związanych z usiłowaniem.

Czy w takim razie był to złośliwy policjant? A może po prostu koleżeński, który nie chciał obarczania kolegów taką sprawą? Nie wiem.

Policjant nie ma dyskutować i radzić. Ma działać

Ten przypadek naprowadził mnie na kolejne przemyślenia. Kiedy policjant powinien się bawić w „radcę prawnego” lub „filozofa”? Wiemy przecież, że policjantom zdarzało się świadczyć nie najlepsze porady w kwestiach  cywilnoprawnych, w czasie zatrzymań komputerów w związku z naruszeniami praw autorskich. To było zbędne i mogło wprowadzać w błąd. Policjanci potrafią więc doradzać nieproszeni i potrafią wplątywać się w zbędne dyskusje. Oczywiście takie porady mogą wynikać z chęci niesienia pomocy takim obywatelom, którzy prawa nie znają, ale czy to jest pomoc?

Zadałem sobie proste pytanie. W jakim stopniu policjant powinien doradzać lub wdawać się w prawniczą analizę problemów? W jakim stopniu ma doradzać? Myślałem na tym dość długo i w końcu trafiłem na proste rozwiązanie.

Policjant nie powinien doradzać, natomiast powinien sam na tyle znać prawo, aby właściwie zinterpretować sytuację, nawet gdy inne osoby w prawie się nie orientują.

Wróćmy do sprawy starszej pani. Policjant miał rację mówiąc „to nie było oszustwo”, ale powinien też wiedzieć, że to było usiłowanie oszustwa. Ten policjant powziął wiedzę o tym usiłowaniu i zignorował to. I to był błąd. On nie musiał bawić się w porady czy analizy. Nie musiał nawet tłumaczyć starszej pani różnicy między przestępstwem a usiłowaniem. Mógł po prostu powiedzieć: „Zajmiemy się tym. Poproszę panią o informację…”.

„Disklejmer”

Autor docenia ciężką pracę, jaką codziennie wykonują funkcjonariusze policji. Tego artykułu nie należy traktować w kategoriach krytyki wszystkich funkcjonariuszy. Zamiarem autora jest zwrócenie uwagi na pewien problem, który może być nawet marginalny, ale powinien zostać całkowicie wyeliminowany.

Kontakt do autora: marcin.maj@bezprawnik.pl