Nawet 8 lat więzienia za poszukiwanie skarbów. Lepiej znaleźć sobie inne hobby

Państwo Społeczeństwo dołącz do dyskusji (15) 07.05.2019
Nawet 8 lat więzienia za poszukiwanie skarbów. Lepiej znaleźć sobie inne hobby

Udostępnij

Jerzy Wilczek

Któż z nas nie miał nigdy myśli, żeby rzucić wszystko i zająć się poszukiwaniem skarbów? Przecież te wszystkie złote pociągi i bursztynowe komnaty są – i czekają na szczęśliwych śmiałków. No właśnie – czy aby na pewno szczęśliwych? Okazuje się, że poszukiwanie skarbów może słono kosztować. Przekonał się o tym właśnie pewien 46-latek z Raciborza.

46-latek w Wielkanoc chodził po polach na obrzeżach swojego miasta, Raciborza. Był wyposażony w wykrywacz metali i najwyraźniej poszukiwał skarbów. Sprawą jednak zainteresowała się policja – i nie miała litości. Poszukiwacz został aresztowany i dowiedział się, że grozi mu nawet osiem lat odsiadki.

Mężczyzna był zszokowany, bo nie wiedział, że poszukiwanie skarbów to przestępstwo. Tłumaczył, że to hobby. Teraz o jego dalszych losach zdecyduje sąd.

Tak – poszukiwanie skarbów może być przestępstwem

Czy można legalnie szukać skarbów? Nie zawsze. Bo nielegalne poszukiwanie zabytków od dawna było traktowane jako wykroczenie. Od 2018 r. jest jednak nawet przestępstwem. A jeśli w trakcie takich poszukiwań zniszczy się zabytki bądź stanowiska archeologiczne, to kara może być naprawdę surowa – nawet osiem lat za kratkami.

Lokalna policja przestrzega przy okazji wszystkich poszukiwaczy-amatorów:

Należy pamiętać, że niewłaściwie prowadzone poszukiwania mogą być zagrożeniem dla dziedzictwa archeologicznego. Oryginalne otoczenie jest tą najcenniejszą wartością dla zabytku, ponieważ jest źródłem informacji, które w przypadku niewłaściwie prowadzonych poszukiwań są bezpowrotnie tracone – czytamy w komunikacie.

Poszukiwanie skarbów. Bo nadgorliwość jest gorsza od…

Aby szukać skarbów, trzeba mieć niezbędne zezwolenia od konserwatorów zabytków. Inaczej jesteśmy narażeni na kary. Te przepisy na pewno godzą w romantyczną wizję poszukiwania skarbów. No ale trudno nie odmówić im logiki – chronią przecież przed dewastacją lub przywłaszczeniem ważnych zabytków bądź dóbr kultury.

Ale w raciborskiej sprawie widzimy raczej nie troskę o zabytki, ale chyba klasyczną polską nadgorliwość, która każe do wróbla strzelać z prawniczej armaty.

Czy 46-latek naprawdę chodząc po obrzeżach Raciborza cokolwiek demolował? Raczej nie, bo policja by przecież o tym poinformowała. Znalazł sobie raczej wielkanocną rozrywkę. Można rozumieć, że ktoś, kto naprawdę dewastuje zabytki, trafia do aresztu. Ale czy naprawdę chcemy żyć w kraju, w którym chodzenie z wykrywaczem metalu po polu może spowodować życiową katastrofę?