Ustawka, nie ustawa, a w dodatku bubel prawny. Tak należy podsumować prezydencki projekt ustawy o aborcji, który właśnie się pojawił

Gorące tematy Prawo dołącz do dyskusji (308) 30.10.2020
Ustawka, nie ustawa, a w dodatku bubel prawny. Tak należy podsumować prezydencki projekt ustawy o aborcji, który właśnie się pojawił

Rafał Chabasiński

Andrzej Duda przedstawił swoją propozycję zmian w prawie aborcyjnym. Niestety, prezydencka ustawa o aborcji to kolejny przykład bubla prawnego pisanego na kolanie. Projekt posługuje się pojęciami nieostrymi, które można interpretować na różne sposoby. Do tego sprawia wrażenie zwyczajnego gotowania żaby.

Prezydencka inicjatywa rozwiązania sprawy aborcji to bardzo dużo rozczarowania i równocześnie bardzo niewiele zaskoczenia

Wiadomością pierwszej połowy dnia była w piątek inicjatywa prezydenta mająca rozwiązać kryzys wywołany wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji embriopatologicznej. Andrzej Duda, trzeba mu to oddać, przygotował projekt bardzo szybko. Już teraz możemy się zapoznać z jego treścią. Możemy, za Patrykiem Słowikiem, przytoczyć całą jego treść:

Niestety, prezydencka ustawa o aborcji stanowi ziszczenie wszystkich obaw odnośnie tego, jak zdaniem rządzących powinien wyglądać dialog z protestującymi kobietami. Zastrzeżenia co do projektu można formułować zarówno w aspekcie prawnym jak i politycznym.

Prezydencka ustawa o aborcji sprawia wrażenie napisanego na kolanie bubla prawnego

Obowiązująca do momentu publikacji wyroku w sprawie aborcji przesłanka wygląda bardzo podobnie do prezydenckiej propozycji. Art. 5a ust. 1 pkt 2) pozwala na legalną aborcję gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”.

Prezydencka ustawa o aborcji zawęża zastosowanie tego przepisu do dwóch sytuacji. Po pierwsze: gdy dziecko urodzi się martwe, po drugie: gdy jest obarczone tak poważnymi wadami, że niechybnie umrze niezależnie od terapii zastosowanej przez lekarzy.

Problem w tym, że język projektu jest zdumiewająco wręcz nieostry. Czym jest w końcu „nieuleczalna choroba lub wada prowadząca niechybnie i bezpośrednio do śmierci dziecka”? Intencja ustawodawcy wydaje się dość jasna: chodzi o zakaz aborcji w przypadku, gdy dziecko urodzi się może i upośledzone, może i w stopniu ciężkim, ale pożyje jakiś czas.

Sztandarowym przypadkiem jest trisomia 21 chromosomu, czyli zespół Downa. Takie upośledzenie wiąże się z szeregiem chorób współistniejących, które bez względu na zastosowane działania terapeutyczne prowadzą do śmierci dziecka. Po parudziesięciu latach, ale jednak. Od strony czysto prawnej brakuje wskazania jasnej granicy.

Co więcej, nie ma również otwartego katalogu wad i chorób ułatwiających późniejszą interpretację przepisu. Brakuje również ustawowego upoważnienia do sporządzenia takowego. Warto przy tym wspomnieć, że zamknięty katalog w tym przypadku byłby rozwiązaniem wyjątkowo chybionym.

Andrzej Duda w sprawie aborcji embriopatologicznej próbuje po prostu gotować żabę

Od strony czysto politycznej prezydencka ustawa o aborcji to w gruncie rzeczy mnóstwo rozczarowania i absolutnie zero zaskoczenia. Postawmy sprawę jasno: Andrzej Duda chce zaostrzenia prawa aborcyjnego. Jakby tego było mało – chce przesunąć „kompromis aborcyjny” zauważalnie w prawą stronę. Trudno nie dostrzegać w tym przypadku gotowania żaby.

W ramach pewnego eksperymentu z XIX w. naukowcy zauważyli, że wrzucona od razu do wrzącej wody żaba momentalnie z niej wyskoczy. Jeżeli jednak nieszczęsny płaz trafi do wody stopniowo podgrzewanej, to stopniowo dostosowywał temperaturę swojego ciała do otoczenia. Kiedy woda osiągnęła temperaturę wrzenia żaba nie była już w stanie wyskoczyć, bo całą energię zmarnowała wcześniej.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji wyprowadził na ulice już przeszło pół miliona Polaków. Obywatele na zaostrzenie prawa aborcyjnego zareagowali niczym żaba wrzucona do wrzątku. Rządzący jednak ani myślą się cofnąć – chcą dostać dokładnie to co sobie zamierzyli pod płaszczykiem „kompromisu aborcyjnego”. Przy okazji zminimalizować straty polityczne, jakie ponieśli w wyniku protestów.

Tylko skończony naiwniak uwierzyłby w nowy „kompromis” aborcyjny nieco ponad tydzień od zerwania starego

Prezydencka ustawa o aborcji to w gruncie rzeczy ustawka. Andrzej Duda zaproponował społeczeństwu wyrok trybunału Julii Przyłębskiej w niezmienionej postaci. Tymczasem trzeba przypomnieć, że dotychczasowy „kompromis” aborcyjny to właśnie władza zerwała. Trzeba być skrajnie naiwnym, żeby wierzyć w jakiekolwiek gwarancje przedstawiane przez rządzących. Tyle tylko, że ci nawet nie próbują jakichkolwiek dawać.

Demonstracje domagają się nie „nieco mniejszego zaostrzenia prawa aborcyjnego” lecz jego liberalizacji. Prawdziwy dialog może dotyczyć co najwyżej tego jak bardzo docelowe prawo aborcyjne miałoby być łagodniejsze dla kobiet względem stanu zanim Julia Przyłębska z Jarosławem Kaczyńskim wywrócili go do góry nogami. I jakie ustępstwa polityczne „Dobra Zmiana” będzie musiała poczynić na rzecz społeczeństwa w kwestii chociażby funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości.

Dopóki konserwatyści i centro-prawicowcy tego nie zrozumieją, dopóty nie będą mieli o czym rozmawiać z protestującymi.

 

źródło fot.: PAP/Piotr Nowak