1. Home -
  2. Państwo -
  3. Rząd chce być w sprawach wody bardziej papieski od papieża. Ucierpią na tym nasze portfele

Rząd chce być w sprawach wody bardziej papieski od papieża. Ucierpią na tym nasze portfele

Polska wciąż nie wdrożyła unijnej dyrektywy o jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi, która powinna obowiązywać od stycznia 2023 roku. Z tego powodu Komisja Europejska skierowała przeciwko Polsce skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE. Kara za każdy dzień zwłoki wynosi 141 tys. euro. Teraz rząd zamierza wyjść naprzeciw Unii, a nawet zrobić więcej niż wymaga Wspólnota, wynika z informacji przekazanych przez Portal Samorządowy.

Miłosz Magrzyk16.09.2025 15:29
Państwo

Projekt nowelizacji ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków rząd zatwierdził dopiero w lipcu, a następnie skierował do Sejmu RP. W połowie września ustawą zajęła się Komisja Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Nowe przepisy opracowały wspólnie dwa resorty – zdrowia oraz infrastruktury.

Samorządom nie podoba się próba wprowadzenia przepisów surowszych niż wymaga UE

Ustawa przewiduje m.in. obowiązek ocen ryzyka w systemach wodociągowych, rozszerzenie kompetencji nadzorczych sanepidu i Wód Polskich, raportowanie strat wody czy informowanie mieszkańców o jakości i cenach dostarczanej wody.

Samorządy oraz branża wodociągowa ostrzegają, że projekt w wielu punktach idzie znacznie dalej niż wymaga tego unijna dyrektywa. Wskazują na nadmiernie rozbudowane definicje i katalog pojęć, sztywne terminy raportowania oraz wieloinstytucyjną strukturę nadzoru, która generuje biurokrację. Najwięcej kontrowersji budzi tzw. lista obserwacyjna substancji, obejmująca m.in. mikroplastiki i „wieczne chemikalia”. Obowiązek monitorowania ich w każdym przypadku oznacza duże wydatki.

Krytycy zaproponowanych rozwiązań twierdzą, że monitorowanie tych parametrów powinno zostać wprowadzone jedynie tam, gdzie faktycznie istnieje ryzyko. Inaczej niepotrzebnie wzrosną ceny wody, a spółki komunalne zostaną obciążone dodatkowymi kosztami przygotowywania ocen ryzyka i aktualizacji dokumentacji.

Za wszystko ktoś będzie musiał zapłacić i będą to oczywiście mieszkańcy

Najbardziej dyskutowanym punktem nowelizacji jest rozszerzenie obowiązków na zarządców budynków. O ile unijna dyrektywa wymaga ocen ryzyka tylko w obiektach priorytetowych, takich jak szpitale czy domy opieki, polska ustawa obejmuje nimi wszystkie budynki wielorodzinne i instytucje publiczne. Oznacza to, że zarządcy będą musieli analizować jakość wody w instalacjach wewnętrznych, a w razie wykrycia zagrożeń podejmować działania naprawcze, czyli np. wymieniać rury i dostarczać wodę butelkowaną.

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że takie rozwiązania są konieczne, ponieważ jakość wody może się pogorszyć właśnie w instalacjach budynkowych, np. przez obecność w nich ołowiu czy bakterii Legionella. Jednak według części posłów i samorządów to przykład nadregulacji, która nie robi nic innego poza generowaniem niepotrzebnych kosztów.

GIS uważa, że bez twardych decyzji część zarządców nie reagowałaby nawet w razie zagrożenia

Resort zdrowia i Główny Inspektorat Sanitarny bronią restrykcyjnych zapisów, wskazując, że ich celem jest ochrona zdrowia publicznego. Jak argumentuje GIS, bez wprowadzenia obowiązkowych formalnych decyzji administracyjnych część zarządców mogłaby nie podejmować działań naprawczych nawet w razie zagrożenia. Dlatego przepisy muszą być jednoznaczne i rygorystyczne.

Z kolei samorządy i przedsiębiorstwa wodociągowe apelują o większą elastyczność, argumentując, że nadmierne regulacje odbiją się finansowo na mieszkańcach.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi