Rząd chce odspawać prezesów spółdzielni mieszkaniowych od foteli

Nieruchomości dołącz do dyskusji (128) 22.12.2020
Rząd chce odspawać prezesów spółdzielni mieszkaniowych od foteli

Patryk Słowik

Najnowszy pomysł Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii to bardzo dobra diagnoza i zapowiedź działania na pół gwizdka. Ale i tak każdy ruch zmierzający do przywrócenia w Polsce idei spółdzielczości mieszkaniowej zasługuje na uznanie.

Patryk Słowik – dwukrotny laureat nagrody Grand Press, prawnik, dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej, felietonista Bezprawnika

Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii pracuje nad reformą prawa spółdzielczego i gruntownym przebudowaniem ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Kluczowa zmiana ma polegać na tym, że prezesów spółdzielni mieszkaniowych będą wybierać bezpośrednio mieszkańcy – podczas głosowania na walnym zgromadzeniu spółdzielców. Obecnie obowiązujące przepisy określają, że sposób wyboru określony jest w statucie. W praktyce najczęściej wyboru dokonuje rada nadzorcza. Ministerstwo chciałoby więc demokrację pośrednią (spółdzielcy wybierają radę, a rada wybiera prezesa) zastąpić demokracją bezpośrednią (spółdzielcy wybierają i radę, i prezesa).

Związane z tym ma być wprowadzenie kadencyjności. Zarządzający spółdzielnią będą wybierani na kadencję, która będzie trwała maksymalnie pięć lat. Zarazem dana osoba będzie mogła ponownie ubiegać się o stanowisko. Nie będzie żadnego ograniczenia kadencji, które będzie można zajmować fotel prezesa. Obecnie, gdy już w danej kooperatywie zostanie wybrany prezes, zarządzającego się nie wybiera, lecz odwołuje. I to kłopot, bo – jak zazwyczaj bywa – znacznie łatwiej jest kogoś po prostu nie wybrać niżeli odwołać z zajmowanego stanowiska.

Moim zdaniem resort rozwoju doskonale zdiagnozował problem. O spółdzielczości mieszkaniowej coraz mniej się mówi w mediach, ale między 8 a 10 mln osób mieszka w zasobach spółdzielczych. Samych członków spółdzielni mieszkaniowych jest w Polsce ok. 4 mln. Mówimy więc o sprawie dotyczącej ogromnej grupy Polaków. Jednocześnie w spółdzielczości od dawna bardzo źle się dzieje. Z największych betonowych molochów garstka osób zrobiła sobie udzielne księstwa. Bycie prezesem spółdzielni stało się sposobem na dostatnie życie. Praktyka zaś pokazuje, że gdy ktoś już zasiądzie za sterem, będzie go dzierżył przez dziesięciolecia. Powód jest prozaiczny: prezes spółdzielni ma dostęp do kasy. A za pieniądze, okazuje się, można kupić sobie spokojne zajmowanie stanowiska.

Członkowie spółdzielni mieszkaniowych są coraz bardziej zniechęceni do choćby prób zmiany stanu rzeczy, który im nie odpowiada. Dostrzegają bowiem, że z zaangażowania się niewiele wynika. Aktywnych jest zbyt mało, a prezesi stosują różne triki, które sprowadzają się do jednego celu: trwać na stanowisku, za którego zajmowanie dostaje się kilkanaście, a niekiedy nawet kilkadziesiąt tys. zł miesięcznie.

Jeśli pomysły resortu rozwoju zostaną przekute w powszechnie obowiązujące prawo, na pewno sytuacja nie zmieni się z dnia na dzień. Ale z roku na rok powinna się poprawiać. Wierzę w to, że przekazanie wyboru prezesów samym spółdzielcom zaktywizuje ich; wielu postanowi chociaż raz na pięć lat pójść na wybory. Kadencyjność też jest dobrym pomysłem, bo pozwala działać projektowo. Dziś w mało której kooperatywie menedżerowie są z czegokolwiek rozliczani.

Dostrzegam jednak dwa mankamenty. Po pierwsze, założenia projektu ustawy, z którymi się zapoznałem, nie przewidują sankcji za łamanie prawa. Dużym kłopotem polskiej spółdzielczości jest to, że niektórzy prezesi wprost kpią z obowiązujących regulacji. I gdy nawet znajdzie się grupa spółdzielczych aktywistów, która doprowadzi do odwołania prezesa, to ten stwierdza, że się z decyzją nie zgadza, i tyle. Pozostaje wówczas ścieżka sądowa, która od wytoczenia powództwa do wydania prawomocnego wyroku zajmuje, jeśli dobrze pójdzie, 5 lat. Uważam, że sytuacja rodzimej spółdzielczości mieszkaniowej poprawiłaby się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdyby za łamanie prawa były wysokie sankcje finansowe, ewentualnie zakaz zajmowania stanowisk w spółdzielniach przez określony czas.

Po drugie, projekty dotyczące prawa spółdzielczego nie mają szczęścia do ustawodawcy. Daleki jestem od twierdzenia – dość powszechnego w środowiskach spółdzielczych aktywistów – że lobby prezesowskie ma duży wpływ na polityków, ale faktem jest, że w życie wchodzi nieznaczna część przepisów, które są zgłaszane w formie projektów. Nie można więc wykluczyć wariantu, w którym koncepcja powstała w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, nigdy nie wejdzie w życie. A prezesi będą trwać, aż sczezną. Wówczas zaś, znając życie, uczynią wszystko, by miejsce na prezesowskim fotelu było dziedziczne. Dlaczego bowiem miałby nie pozarządzać organizacją wielkości średniej wielkości miasta utalentowany syn bądź rezolutna córka?

128 odpowiedzi na “Rząd chce odspawać prezesów spółdzielni mieszkaniowych od foteli”

  1. > Praktyka zaś pokazuje, że gdy ktoś już zasiądzie za sterem, będzie go dzierżył przez dziesięciolecia

    I na pewno nieograniczona kadencyjność przerwie ten proceder…

    • Ale z drugiej strony, to na prowadzeniu spółdzielni też się trzeba znać i jeżeli mamy porządnego, sprawdzonego człowieka na tym stanowisku, to siłowe jego zdejmowanie poprzez ustawę byłoby bardzo niedobre. To się tylko tak nazywa, że spółdzielnia, co tam może być trudnego, ale w praktyce nadal trzeba mieć spore znajomości np w radzie miasta, znać przepisy prawa itd.
      Eliminować dorobkiewiczów można np wynagrodzeniem, ustanawiając go do średniej czy mediany (jeżeli to jego jedyne wynagrodzenie), oraz nagrody roczne poprzez głosowanie na walnym.

  2. Znam małe spółdzielnie, gdzie na wybory do rady czy zarządu łapanki się urządza. Taki pomysł nie ułatwi im działania

  3. A czemu przez ostatnie naście lat nikt nic z tym nie zrobił? Oczywiście, lepiej późno zmieniać na lepsze niż wcale, pytanie tylko czy rząd zrobi to jak należy czy jak zwykle.

  4. Pomysł jest doskonały bo przerwie najbardziej niszczącą spółdzielczość mieszkaniową praktykę radowładztwa. Z powodu błędu prawa spółdzielczego polegającego na braku symetrii w powoływaniu i odwoływaniu członków Rady Nadzorczej. Powołuje ich zwykła większość WZCz, a odwołać może tylko 2/3 głosów z obecnych na WZCz. W wielu spółdzielniach przy skromnej ilości aktywnych członków dobrze zorganizowana grupa pragnąca przejąć władzę może zdobyć większość w wyborach do RN i szantażować prezesa zwolnieniem. Kuriozalnie jest to prostsze przy dobrze funkcjonujących Spółdzielniach, bo tam naturalnie spada zainteresowanie w uczestnictwie w WZCz wg zasady ” jak dobrze to po co tracić czas”. Następny błąd prawa spółdzielczego. Większość w radzie nadzorczej może odwołać zarząd nawet bez podania przyczyny. Poddani takiemu szantażowi prezesi, jak się poddadzą, stają się marionetkami facetów rządzących z tylnego fotela. Co gorsze stają się zderzakami, czyli niezadowolenie niezorientowanych Spółdzielców ogniskuje się na nich. Wtedy taki kacyk z RN w zasadzie bezkarny i z bardzo ograniczoną odpowiedzialnością wymienia prezesa na następnego powolnego jego władzy. Skąd znamy ten model? Proponowana zmiana utnie tragiczną dla wielu tą naganną praktykę. Rady jako organ znajdą właściwe miejsce jako łącznika pomiędzy Spółdzielcami a Zarzadem.

  5. A na ich miejsce wsadzić swoich kolesi. Pewnie jeszcze za mało zawłaszczyli stanowisk w spółkach skarbu państwa.

  6. Prezesem nie tak łatwo zostać trzeba mieć układy albo dobry BIK ale i to nie wystarczy czasami. Najlepiej jest jak się ktoś wykaże zrozumieniem i wiedzą zdobytą poprzez naukę, doświadczenie i myślenie. Wszystko co słyszymy i widzimy daje nam to co dla barbarzyńców jest złem. Dlatego uważam że spółdzielnie powinny tworzyć grupy tworzone przez prezesów które wymieniają się stanowiskami co 3-4 lata albo i krócej i usprawniają w tym celu organizację spółdzielni spółki zdobywając i dzieląc się swymi zdolnościami czy umiejętnościami w zarządzaniu organizacją z mieszkańcami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *