Same nazwały się gminami „wolnymi od LGBT”. Dziś oburzają się, bo aktywista oznaczył je takimi tablicami. Czy będzie miał kłopoty?

Gorące tematy Społeczeństwo dołącz do dyskusji (212) 28.01.2020
Same nazwały się gminami „wolnymi od LGBT”. Dziś oburzają się, bo aktywista oznaczył je takimi tablicami. Czy będzie miał kłopoty?

Maciej Bąk

Nic tak dobrze nie pokazało hipokryzji polskiej prawicy, jak akcja aktywisty Barta Staszewskiego. Odwiedził on „samorządy wolne od LGBT”, czyli takie które przyjęły ostatnio uchwały „uwalniające” daną gminę od tej „ideologii”. Staszewski postanowił więc pokazać na zdjęciach mieszkające w nich osoby homoseksualne. Sfotografował je na tle zamontowanych przez siebie tablic „Strefa wolna od LGBT” na wjazdach do miejscowości. I nagle okazało się, że prawicę… oburza takie nazywanie rzeczy po imieniu.

Samorządy wolne od LGBT w obiektywie aktywisty

Politycy współrządzącego dziś Polską Porozumienia zawiadomili o sprawie prokuraturę. Oczywiście nie o samym happeningu, ale o możliwym popełnieniu wykroczenia przy jego organizacji. Działacze w swoim zawiadomieniu piszą o tym, że Staszewski mógł złamać artykuł 85 kodeksu wykroczeń. Mówi on: „Kto samowolnie ustawia, niszczy, uszkadza, usuwa, włącza lub wyłącza znak, sygnał, urządzenie ostrzegawcze lub zabezpieczające albo zmienia ich położenie, zasłania je lub czyni niewidocznymi, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności bądź grzywny”. Patrząc na ten artykuł można wywnioskować, że chodzi o pierwszą z wymienionych czynności, czyli samowolne ustawienie znaku.

Problem w tym, że znak z napisem „strefa wolna od LGBT” w kilku językach – wszystko na to wskazuje – był montowany tylko na czas wykonania sesji fotograficznej. Przed publikacją zdjęć nikt nie alarmował o tym, że ktoś urządził sobie taką samowolkę. Znak zapewne wisiał tylko przez chwilę, po to by go zdemontować i zawieźć do kolejnej miejscowości. Teoretycznie jednak fotografie są dowodem na to, że do złamania wskazanego wyżej artykułu doszło. Ale…

Kontratyp sztuki?

Istnieje coś takiego jak kontratyp sztuki. Czyli okoliczność wykluczająca odpowiedzialność karną w sytuacji, gdy dane działanie jest elementem działalności artystycznej. Rodzi to jednak wiele wątpliwości. Czy aktywista to, w tej sytuacji, także artysta? Czy jego zdjęcia są dziełem artystycznym? Granica między działalnością społeczną, happeningiem a sztuką jest, szczególnie w dzisiejszych czasach, bardzo płynna. Nie ma czegoś takiego jak certyfikat wystawiany artyście i pozwalający mu się legitymować jako człowiek sztuki. Dlatego w każdej sytuacji to prokurator musi ocenić czy taki kontratyp można tu zastosować.

Prawicowi działacze, którzy o sprawie zawiadomili prokuraturę, twierdzą że celem akcji Barta Staszewskiego była dezinformacja. Tylko właściwie dlaczego? Miasta, w których zawieszono na wjazdach takie tabliczki, z dumą ogłosiły „uwolnienie się od ideologii LGBT”. Oczywiście, nie planowały obwieszczać tego za pomocą znaków drogowych. Ale dezinformacją jest rozsiewanie całkowicie fałszywych informacji, mających wprowadzić ludzi w błąd. Co na tych tabliczkach było błędem? Brak słowa „ideologia” w określeniu „strefa wolna od LGBT”? A czym jest ideologia LGBT? Te cztery litery, po rozwinięciu skrótu, to jedynie wypunktowanie: lesbian, gay, bisexual, transgender. To od tego w istocie „uwolniły” się kilkadziesiąt samorządów w Polsce, które podjęły takie uchwały. Drodzy radni i wójtowie, posłuchajcie kiedyś czegoś innego niż Radio Maryja.

Uchwały o niczym

Warto pamiętać o tym, że sam fakt istnienia takich uchwał jest podważany. Interweniował w tej sprawie między innymi Parlament Europejski, który podjął rezolucję wzywającą do uchylenia dyskryminujących aktów prawnych. Podobne zdanie ma Rzecznik Praw Obywatelskich, który także nie odpuszcza tej sprawy. A przynosi ona Polsce wstyd w Europie. Gdy na zachodzie normalnością są miejsca przyjazne LGBT, nasz kraj robi coś dokładnie odwrotnego. Tylko po co?

Samorządy wolne od LGBT tak naprawdę pobawiły się w pustosłowie. W polskim prawie nie ma mowy o tym, by można było wprowadzać zakazy przebywania w danym miejscu osób o danej orientacji seksualnej. A zakazane ideologie to faszyzm i komunizm. Happening aktywisty miał właśnie to pustosłowie pokazać. I przy okazji zaprezentował twarze ludzi, którzy w tych wsiach i miastach żyją i chcą być ich pełnoprawnymi obywatelami. Czy Staszewski będzie miał problemy z prawem? Może, ale tylko na pokaz. I prawda jest taka, że zapewnią mu one jeszcze dodatkowy rozgłos.

źródło zdjęć: facebook.com/bartstaszewskiaktywista