1. Home -
  2. Biznes -
  3. Sitcomy to ginący gatunek, a jednocześnie nadal są biznesowym filarem streamingu

Sitcomy to ginący gatunek, a jednocześnie nadal są biznesowym filarem streamingu

Pamiętacie? Godzina 20:00, cała rodzina przed telewizorem, a z głośników dobiega charakterystyczny, nieco sztuczny śmiech publiczności. Przez dekady sitcomy takie jak Przyjaciele, Miodowe Lata czy "Jak poznałem waszą matkę?" były nie tylko rozrywką, były społecznym spoiwem.

Jerzy Wilczek27.12.2025 13:16
Biznes

Dziś ten format umiera, ale jego (nie)transmitowana live agonia to coś więcej niż tylko zmiana w ramówce telewizyjnej. To fascynujące studium przypadku pokazujące, jak technologia zmieniła naszą psychikę, a modele biznesowe – naszą kulturę.

Zmiana modelu konsumpcji a śmierć sitcomów

Tradycyjny sitcom był produktem telewizji linearnej. Jego 22-minutowa forma była idealnie skrojona pod przerwy reklamowe, a epizodyczna struktura pozwalała dołączyć do oglądania w dowolnym momencie. Konkurencji też nie było dużej, więc cały naród oglądał to samo. To budowało wspólne doświadczenie – miliony ludzi śmiały się z tego samego żartu w tym samym czasie.

W erze streamingu i modelu subskrypcyjnego (Netflix, SkyShowtime, HBO Max itd.) walutą nie jest już oglądalność w danym momencie, ale zaangażowanie. Algorytmy promują binge-watching (oglądanie ciągiem), co wymusza na twórcach ciągłość fabuły. Sitcom, w którym pod koniec odcinka wszystko wraca do punktu wyjścia, stał się biznesowo nieefektywny. Społeczeństwo dziś nie ma cierpliwości do cotygodniowych spotkań, bo chcemy wszystko tu i teraz.

Stare sitcomy wiecznie żywe

Paradoksalnie, sitcomy są nadal hitami oglądalności – ale tylko te stare. Platformy streamingowe płacą miliardy dolarów za prawa do emisji seriali sprzed 20 lat. Dlaczego wolimy oglądać po raz setny The Office zamiast nowej produkcji?

    Żyjemy w czasach permanentnego kryzysu. W niepewnym świecie, pełnym negatywnych bodźców, szukamy w kulturze "comfort food". Cały dzień czytamy o wojnach i globalnym ociepleniu, dobrze jest wieczorem odpalić coś, co nas uspokoi. Dla korporacji medialnych inwestycja w nostalgię to zarządzanie ryzykiem. Łatwiej sprzedać produkt, który widz już kocha, niż ryzykować miliony na budowanie nowej marki.

    Boomerzy i polityczna poprawność

    Największym wrogiem współczesnego widza stał się jak na ironię śmiech z puszki. Dla pokolenia Z i Millenialsów jest on synonimem cringe'u.

      Współczesne komedie (jak The Bear, Ted Lasso czy Fleabag) są kręcone jedną kamerą, bez publiczności, często w brudnych, realistycznych plenerach. Humor nie służy już tylko rozładowaniu napięcia, ale często maskuje traumę. Odeszliśmy od beztroskiego eskapizmu lat 90. na rzecz surowego realizmu lat 20 XXI wieku.

      Klasyczny sitcom opierał się na stereotypach: głupia blondynka, skąpy szef, nieporadny ojciec. Dziś taki humor jest polem minowym dla działów PR wielkich korporacji.

      Śmierć sitcomów to symbol końca pewnej epoki w komunikacji międzyludzkiej. Przeszliśmy od społeczeństwa, które wspólnie zasiadało przed telewizorem, do pojedynczych jednostek, konsumujących treści na smartfonach w metrze.

      Czy sitcomy wrócą? W ostatnich latach były próby reaktywowania tego gatunku, ale bez przesadnych sukcesów. Widzowie ciepło wypowiadają się na temat Abbott Elementary, którego niestety nie widziałem, ale dalej jest to cień dawnej potęgi.

      Obserwuj nas w Google Discover
      Google Discover
      Podobają Ci się nasze treści?
      Google Discover
      Dołącz do dyskusji
      Najnowsze
      Warte Uwagi